„Should I stay or should I go” – Brexit, czyli o czym (nie) uczą w brytyjskich szkołach

Drukuj

Nagłówki europejskich gazet donoszą, że 23 czerwca Europa wstrzyma oddech.  I to nie z powodu meczu  w ramach Euro 2016, lecz z powodu Brexitu.

Na dzień dzisiejszy wszystko wskazuje na to, że stanie się, to czego euroentuzjaści najbardziej się obawiali. Unia Europejska będzie miała o jeden kraj członkowski mniej.  Jedno jest pewne – Brexit uderzy w nas – Polaków. Przeciętny Polak lubi Unię Europejską nie tylko z powodu infrastruktury wybudowanej z dotacji, ale właśnie za to, że zawsze była alternatywa „wyjazdu do Anglii”, która okazała się być najbardziej obiecująca ze wszystkich państw członkowskich, jeśli mowa o polepszeniu  sytuacji życiowej.

W polskich szkołach uczy się afirmacji Unii Europejskiej, a dzieciom i młodzieży powtarza się o korzyściach płynących z bycia członkiem tego elitarnego klubu (chociaż młodzi ludzie mogą nie rozumieć, dlaczego starsze pokolenie zachwyca się tak bardzo Unią, dla tych pierwszych byliśmy tam zawsze, a ci drudzy z kolei, cieszą się, że „wreszcie nas przyjęli”). Polskie szkoły pokazują przyszłym pokoleniom, że Unia Europejska jest wspaniałą instytucją, z której można czerpać same korzyści, głównie w postaci pieniędzy. Program nauczania zakłada również, iż każdy młody człowiek będzie doskonale znał historię UE, opowie o ojcach założycielach i ich idei oraz wymieni kompetencje poszczególnych instytucji europejskich. Niewiele miejsca poświęcone jest znaczeniu Unii Europejskiej jako wspólnoty, jej wymiaru ludzkiego, solidarnościowego. Ostatni kryzys migracyjny pokazał, że doskonale umiemy liczyć i dzielić unijne pieniądze, ale do egzaminu z solidarności i wspólnotowości przyjdzie nam jeszcze nie raz podchodzić.

Z kolei w brytyjskich szkołach dużo uwagi poświęconych jest roli i miejsca Wielkiej Brytanii w Unii Europejskiej z uwzględnieniem ewentualnego wyjścia ze Wspólnoty. Jeszcze kilka lat temu pytanie stawiane młodzieży na lekcjach z edukacji obywatelskiej odnośnie opuszczenia przez  Wielką Brytanię UE, było pytaniem retorycznym. Dziś jest pytaniem rozstrzygającym.

Jeśli Unia Europejska jest zagrożona przez Brexit, to nie z powodów ekonomicznych, które są głównym argumentem podnoszonym zarówno przez jego zwolenników jak i przeciwników. Jej zagrożenie tkwi właśnie w braku solidarności, a coraz częściej górę biorą partykularne interesy państw członkowskich i zwykły egoizm. Pokazuje to kruchość wspólnoty nie tylko w wymiarze ekonomicznym, ale tym społecznym. Przez te wszystkie lata, mimo prób, nie udało się wykształcić silnej tożsamości europejskiej (a trzeba pamiętać o zjawisku nazywanym fachowo fragmentaryzacją tożsamości i rzekomym osłabieniem narodowych tożsamości) ani nadać sens europejskiemu wymiarowi obywatelstwa. Bez poczucia wspólnotowości, solidarności, jedności w różnorodności w tak trudnych i niepewnych czasach, coraz trudniej będzie nam kontynuować projekt nazywany Unią Europejską.

Zjednoczona Europa dla jednych jest elitarnym klubem, uosabiającym marzenia o wolności, jedności, demokracji, tolerancji, dobrobycie, bezpieczeństwie, dla innych jego zaprzeczeniem. Ta druga tendencja była przez wiele lat bardzo żywa w społeczeństwie brytyjskim i w efekcie doprowadziła do referendum w sprawie wyjścia przez Wielką Brytanię z Unii Europejskiej.

Mimo tego, iż Wielka Brytania należy do Wspólnoty od 1973 roku, to społeczeństwu brytyjskiemu bliższy był eurosceptycyzm czy euroseparatyzm niż euroentuzjazm. Tożsamość brytyjska wydaje się być  silna, bowiem już od przedszkola młodym Brytyjczykom wpaja się, iż Wielka Brytania jest silnym mocarstwem, gdyż jej historyczne dokonania (kolonializm) ucywilizował współczesny świat, a przeto Brytyjczycy są narodem uprzywilejowanym. Być może dlatego, Brytyjczycy nie mogą pogodzić się z faktem, że to nie oni odgrywają najważniejszą rolę w UE. Co więcej, mają poczucie, że przynależność do wspólnoty ogranicza ich, a oni jako naród wyjątkowy, powinni zachować swoją odrębność i tożsamość.

To, co wyróżnia Brytyjczyków to tzw. Britishness, czyli zdolność do identyfikacji z monarchią, imperium oraz z chwalebnymi wojskowymi zwycięstwami. Linia podziału między tym, co brytyjskie (nasze, wspólne), a tym co obce (inne) pozwalała na zrozumienie i zinternalizowanie wspólnych wartości dla narodu brytyjskiego. Miało to szczególne znaczenie w okresie kolonizacji, gdyż dawało możliwość stawiania wyżej w hierarchii społecznej Brytyjczyków niż podbite ludy tubylcze, które postrzegane były jako prymitywne.

Poczucie brytyjskości jest wzmacniane poprzez system szkolny, a w młodych ludziach zaszczepia się identyfikację z koroną brytyjską lub z własnym regionem, natomiast w mniejszym stopniu z Europą. Tożsamość europejska nie jest silna na wyspach, szczególnie, że zostaje wyparta przez tożsamości regionalne np. Szkotów. A jeśli o Szkotach mowa, to warto zauważyć, że możliwy Brexit znów obudzi potrzebę manifestacji ich własnej tożsamości. Oznacza to, że może dojść do ponownego referendum w sprawie wystąpienia Szkocji ze Zjednoczonego Królestwa, i tym razem może to się udać. A takie referendum może też odbyć się w kolejnych regionach, i kto wie, czy z Wielkiej nie zrobi się Mała Brytania.

Aby lepiej zrozumieć współczesnego Brytyjczyka trzeba wiedzieć, że nie postrzega on siebie przez pryzmat obywatela, lecz poddanego. Mamy tutaj do czynienia z kategorią „obywatela-jako-poddanego”, a tożsamość kształtowana jest wokół symboli związanych z koroną i rodziną królewską. W konsekwencji w Wielkiej Brytanii dyskurs obywatelstwa był nieobecny, nie rozwinął się również język obywatelski, a ludzie nie potrafią myśleć o sobie w kategoriach obywateli.

We wszystkich krajach członkowskich UE w szkołach prowadzona jest edukacja obywatelska, której częścią jest również edukacja europejska. Młode pokolenia są uczone, iż nie są jedynie obywatelami swojego państwa narodowego, ale także Unii Europejskiej. Nieco inaczej ta sytuacja przedstawia się w Wielkiej Brytanii. Trudno jest nauczać o korzyściach przynależności do UE w warunkach eurosceptyzmu oraz w sytuacji, w której w szkołach czy innych instytucjach publicznych mówienie o obywatelstwie jest czymś nowym. Oto bowiem edukacja obywatelska została wprowadzona do szkół publicznych dopiero na początku XXI wieku (a dokładniej w 2002 roku). Niemały wpływ na tę  decyzję  miały ataki bombowe przeprowadzone w Londynie w 2005 roku, wzrost liczby imigrantów przybywających z Europy środkowowschodniej po 2004 roku, a także rosnąca islamofobia.

Można by było pokusić się o tezę, że polityka prowadzona w Wielkiej Brytanii kończy z ideą wielokulturowości. Obecny premier David Cameron przyznaje otwarcie, iż nie wierzy w społeczeństwo wielokulturowe. Zanim jednak ogłosił on śmierć wielokulturowości, idea ta już wcześniej poddawana była licznym atakom, szczególnie po zamieszkach wywołanych przez grupy mniejszościowe na przedmieściach miast Oldham, Burnley i Bradford w 2001, a także po atakach bombowych w Londynie. A niechęć wobec wielokulturowości, a tym samym wobec imigrantów, wzrasta na skutek ostatnich ataków terrorystycznych. Brytyjczyków niepokoi również fakt napływu migrantów zarobkowych z nowych państw Unii Europejskiej. Z badań przeprowadzonych przez The Migration Observatory na Uniwersytecie w Oksfordzie wynika, że większość Brytyjczyków uważa, iż  jest zbyt wielu imigrantów, dlatego należy zaostrzyć przepisy i przyjmować mniej osób spoza Zjednoczonego Królestwa. Brytyjczycy wraz z partią rządzącą domagają się również zmniejszenia przywilejów socjalnych dla imigrantów z nowych państw członkowskich, w tym także z Polski. Według badań przeprowadzonych przez NatCen Social Research 50% Brytyjczyków jest zdania, iż głównym motywem przybywania nowych migrantów do ich kraju jest chęć podjęcia pracy zarobkowej, natomiast 24% uważa, że przyciągają ich wysokie świadczenia socjalne[1].

W kwestiach europejskich Cameron, mimo iż to on ogłosił referendum, opowiada się po stronie zwolenników pozostania w Unii.  O pozostaniu w UE mówi stanowczo były major Londynu Boris Johnson, który oskarża Unię za antydemokratyczne tendencje, które prowadzą do niestabilności i alienacji.

Zanim jednak Cameron doszedł do władzy, rządy lewicowe, dokładały wszelkich starań, aby w przestrzeni publicznej, w tym szkolnej wprowadzać idee pluralizmu kulturowego. W 2008 roku zmieniono program nauczania, uwzględniając w nim zmienność i złożoność tożsamości, istotę obywatelstwa brytyjskiego, analizę różnych narodowych, regionalnych, etnicznych i religijnych kultur, grup i społeczności w Wielkiej Brytanii oraz ich wzajemną korelację.

Większość Brytyjczyków przez lata dystansowało się wobec integracji europejskiej.  Słowo Eurosceptycyzm, które ma być eufemistycznym określeniem „Eurofobii”, po raz pierwszy pojawiło się w brytyjskim The Times w 1985 roku, a zyskało popularność po słynnym wystąpieniu premier Margaret Thatcher 20 września 1988 roku, wygłoszonym na College of Europe w Brugii.  Badania przeprowadzone w Wielkiej Brytanii, Niemczech, Polsce i Francji jednoznacznie wskazują, iż mieszkańcy tego pierwszego są największymi eurosceptykami. 42% Brytyjczyków przyznało, że Unia Europejska jest czymś złym (26% uznało ją za dobro), natomiast w Polsce tylko 13% uznało ją za złą rzecz, w Niemczech 17%, a we Francji 34% (w tym ostatnim przypadku można zauważyć, iż Francuzi się podzieleni na dwa obozy zwolenników i przeciwników, za Unią Europejską opowiedziało się 36% respondentów). Jedynie 9% Niemców oraz 15% Francuzów uznało, że Wielka Brytania odgrywa pozytywną rolę w strukturach UE, z kolei wśród polskich respondentów odsetek podzielający ten pogląd wynosił 33%. 51% polskich respondentów niepokoi fakt potencjalnego opuszczenia UE przez Wielką Brytanię, niemieckich 36%, a francuskich 24% [2].

Odkąd zwyciężyła Partia Konserwatywna, której naczelnym hasłem był Brexit, sondaże pokazywały, że  Brytyjczycy są podzielni odnośnie ich dalszego członkostwa w UE. Dotychczas nieznaczna przewaga była zwolenników UE (około 40%), natomiast przeciwników (około 39%). W chwili kończenia tego artykułu (16.06.) sondaże wskazują już na znaczniejszą przewagę zwolenników opuszczenia UE.

Tak, jak wspomniałam na początku, w przestrzeni szkolnej głównym tematem w naukach społecznych (w tym edukacji obywatelskiej) jest przyszłość Wielkiej Brytanii w kontekście funkcjonowania w Unii Europejskiej. Na początku 2015 grupa naukowców z profesorem Davidem Abulafia oraz historykiem Davidem Starkey wyraziła sprzeciw wobec nauczania o  europejskiej tożsamości w brytyjskich szkołach.  Odrzucają oni przekonanie o istnieniu wspólnych korzeni, wartości oraz tożsamości w Europie, twierdząc, że takie podejście jest promowaniem politycznych celów euroentuzjastów. Stanowisko to było sprzeciwem wobec wprowadzaniu do europejskich szkół, w tym także brytyjskich, problematyki związanej z integracją europejską, kulturą, wspólnymi wartościami i konstruowaniem tożsamości europejskiej.

Warto w tym miejscu przywołać również treści związane z edukacją europejską zawarte w podręcznikach do edukacji obywatelskiej. Jako przykład posłuży podręcznik „Citizenship studies” autorstwa Joan Campbell i Sue Patrick (wyd. Nelson Thornes 2009), który jest skierowany dla uczniów szkół średnich. Na uwagę zasługuje sugestia do dyskusji w klasie szkolnej, która brzmi następująco: „rozdział 4, Solidarność, daje obywatelom UE równy dostęp do zatrudnienia w Unii Europejskiej. Czy jest to właściwe podejście? Przedyskutujcie”. Pragnę zauważyć, że w tym podrozdziale, podejmującym kwestię praw człowieka, pod dyskusję został poddany jedynie problem równego dostępu do zatrudnienia w krajach członkowskich UE, co idealnie wpisuje się w debatę społeczno-polityczną nad warunkami przyjęć imigrantów spoza i wewnątrz Unii. Z kolei w podrozdziale (15.1) dotyczącym Unii Europejskiej pod dyskusję poddana została kwestia opuszczenia przez Wielką Brytanię Wspólnoty. Aczkolwiek w rozdziale tym pojawiają się informacje dotyczące korzyści z członkostwa w Unii Europejskiej oraz jego znaczeniu dla obywateli Brytyjskich. Celem tych zajęć jest „zrozumienie roli Wielkiej Brytanii w Unii Europejskiej”. Z tej perspektywy problematyka funkcjonowania UE zostaje przedstawiona w kontekście Wielkiej Brytanii i jej znaczenia dla Wspólnoty, a zatem można stwierdzić, iż w ukrytym programie przejawia się myślenie bliskie społeczeństwu brytyjskiemu o nadrzędności własnego kraju, jego polityki i kultury wobec Wspólnoty. Ponadto treści przekazywane uczniom w szkołach odzwierciedlają postawy Brytyjczyków i wpisują się dyskusję na temat roli Wielkiej Brytanii w Unii Europejskiej.

Postawa Brytyjczyków, wzmacniana przez retorykę rządu (Partie Konserwatywną) oraz przychylne media, odzwierciedla paradoks historyczny. Oto bowiem naród ten jest dumny ze swoich dokonań na rzecz Europy, dumny ze swojej unikatowej roli, szczególnie odegranej podczas II wojny światowej, a nadto w myśleniu zbiorowym (i pamięci) tego narodu dominuje przeświadczenie o własnej wyjątkowości i potędze. Z drugiej strony, to myślenie o własnej potędze, zostaje umniejszone w konfrontacji z myśleniem o europejskich biurokratach, o poddaniu wobec władzy brukselskiej. Niektórzy uważają, że Brexit nie stoi w opozycji do logiki Unii Europejskiej, ale jest jej naturalnym końcem. Być może prawdziwe jest stwierdzenie, że Unia Europejska istnieje jedynie jako instytucja, a nie jako projekt europejski. Jeśli Wielka Brytania opuści Unię wkrótce przekonamy się, czy strzeliła sobie samobójczego czy też zwycięskiego gola.


[1] Adres internetowy: http://www.theguardian.com/uk-news/2014/jun/17/immigration-british-attitudes-harden-benefits [dostęp 12.05.2015]

[2]Adres internetowy: http://www.theguardian.com/world/2013/nov/30/shock-poll-reveals-gulf-britain-eu-france-germany-poland-hostile

Czytaj również
O autorze
*
DariaHejwosz-Gromkowska
Doktor nauk humanistycznych, adiunkt na Wydziale Studiów Edukacyjnych Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.