Siedemnaście rzeczy, które zapamiętam z tych wyborów

Drukuj

1. Brukselskie brednie

Zdecydowany numer jeden, ponieważ to właśnie kandydatów, ochoczo dzielących się z nami legendami, ploteczkami i mitami na temat Unii Europejskiej, będę pamiętał najlepiej. A to słyszeliśmy o regulowaniu krzywizny banana czy wprowadzeniu instrukcji obsługi do kaloszy, a to, że Unia Europejska zmusi nas do legalizacji małżeństw homoseksualnych, a to o tym, jak rozrośnięta jest unijna biurokracja. Nieważne, że Komisja Europejska krzywizny banana nigdy nie regulowała (a jedynie w wymogach jakościowych stwierdziła, że ta powinna być wolna od odkształceń, aby uniknąć sztucznego nawożonych tych owoców), instrukcja obsługi kaloszy nie istnieje, Unia Europejska nie może wymóc na państwach członkowskich rozwiązań światopoglądowych, a wszystkie statystyki i porównania pokazują, że brukselscy urzędnicy są stosunkowo tani i efektywni. Kandydaci ponad połowy komitetów nagminnie karmili nas bajkami, które nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. Dla pozostałych – brawa, oni przynajmniej szanowali wyborców.

 siedemnascierzeczy

2. Wybory dłuższe o dzień

Niewielka różnica pomiędzy dwiema największymi partiami przedłużyła emocje o ponad dwadzieścia cztery godziny. Państwowa Komisja Wyborcza zapewniła polityczny rollercoaster, zwłaszcza tym publicystom i politykom, którzy nie pamiętali, że cząstkowe, ogłaszane w powyborczą noc, wyniki mają swój rytm – jako pierwsze podliczane są mniejsze okręgi, co promuje partie, których elektorat mieszka poza dużymi miastami, stąd zawyżone wyniki PiS-u oraz PSL-u. Po drugiej konferencji prasowej PKW Twitter rozgrzał się do czerwoności, a wielu prawicowych dziennikarzy z satysfakcją obwieszczało zwycięstwo Prawa i Sprawiedliwości. Ciekawe, czy już ugryźli się w język?

 

3. La octava

W sobotę kibice Realu Madryt cieszyli się z upragnione decimy, legendarny klub po raz dziesiąty zdobył najważniejsze europejskie trofeum. Dzień później Platforma Obywatelska miała swoją octavę – wygrała ósme wybory w historii (a siódme z rzędu). Rzeczywistości, pomimo wielu zaklęć, nie da się ukryć. W polityce remisy nie istnieją, zwycięstwo jest zwycięstwem. Gdyby nie dwadzieścia cztery tysiące głosów, to z pewnością przez najbliższe miesiące musielibyśmy wysłuchiwać, że premier i prezydent są tylko atrapami, a Polacy  tak naprawdę woleliby na ich miejscu kogoś innego.A jak ten wynik wpłynie na kolejne wybory? Oddech rywala na karku może zmobilizować zaspanych zwolenników PO. Pytanie, czy za półtora roku ktokolwiek będzie o tym pamiętał.

4. Szaleństwa prezesa

Bezpośrednio powiązane z punktem pierwszym, ponieważ Kongres Nowej Prawicy JKM całe poparcie zbudował na głoszeniu dyrdymałów, także tych unijnych. Janusz Korwin-Mikke znalazł swoją niszę: wyborców, którzy ślepo wierzą, że Komisja Europejska wprowadziła instrukcję obsługi kaloszy, a zapinanie pasów w samochodzie nie wpływa na bezpieczeństwo osób trzecich. Katastrofy nie będzie, Janusz Korwin-Mikke ma za mało zapałek, żeby podpalić Europę, może jedynie zawieść swoich zwolenników i na zawsze stracić poparcie. Dwóch rzeczy możemy być pewni – Nigel Farage znajdzie bratnią duszę, a YouTube zaroi się od nowych filmów, tym razem z prezesem KNP w roli głównej.

5. Koniec Palikota?

Polityczny kres Janusza Palikota, jeśli jest ostateczny, może mieć spore konsekwencje. Wraz ze śmiercią konkretnego projektu, umiera cała generacja polityków, a także koncepcja odświeżenia lewej części sceny politycznej. Potwierdzona w tych wyborach stagnacja Sojuszu Lewicy Demokratycznej powoduje, że po raz kolejny nowej lewicy musimy wypatrywać w oddali, gdzieś na horyzoncie. Być może tym razem pojawi się oddolnie, bez błogosławieństwa politycznych wyjadaczy, wśród organizacja pozarządowych, ruchów miejskich, środowisk ekologicznych i feministycznych, działaczy LGBT, etc. A mnie nurtuje: czy wynik Europy Plus byłyby aż tak słaby, gdyby na firmowanych przez Palikota i Kwaśniewskiego listach częściej pojawiały się osoby, takie jak Barbara Nowacka (ponad 10 tysięcy głosów w małym i konserwatywnym okręgu), a rzadziej polityczne nieporozumienia w rodzaju Pawła Piskorskiego czy Roberta Kwiatkowskiego, którzy razem uzyskali niemal tyle głosów, co sama Nowacka, mimo że startowali w większych i zdecydowanie bardziej liberalnych okręgach?

6. Partia Najgorszych

Blisko cztery procent głosów zdobyła Solidarna Polska, której politycy byli mistrzami świata w bieganiu z radia do telewizji i z powrotem, przez co konsekwentnie oblegali ostatnie miejsca we wszystkich rankingach podsumowujących minioną kadencję Parlamentu Europejskiego. Polskie media, od lewa do prawa, były wyjątkowo zgodne: Jacek Kurski, Zbigniew Ziobro, Tadeusz Cymański i Jacek Włosowicz byli najgorszymi polskimi europosłami. Ich sytuacji nie poprawiał sojusz ze skrajnie antypolską Partią Niepodległości Zjednoczonego Królestwa. To niesamowite, że mimo wszystko Solidarnej Polsce zaufało trzysta tysięcy wyborców! Może przekonał ich Tomasz „nie zapomnij, skąd tutaj przybyłem” Adamek, wyborczy zaciąg ziobrystów?

 

7. Eurowizja ważniejsza niż euro

Niewiele w czasie kampanii wyborczej słyszeliśmy o wprowadzeniu euro. Wiemy, że Europa Plus jest za, a Prawo i Sprawiedliwość przeciw, ale przecież to słyszeliśmy od dawna. Trudno mówić o jakichkolwiek szczegółach czy motywacjach, bo tego partie, poza kilkoma frazesami, unikały jak ognia. Również premier zadowolił się napomknięciem, że do strefy euro wejdziemy w przyszłości. Szkoda, że o kluczowym dla polskiej gospodarki temacie politycy rozmawiali zdecydowanie mniej, niż o występie Conchity Wurst. O austriackiej drag queen Adam Hofman opowiadał żarliwie i w nieznośnych szczegółach.

8. Sondażowa fuszerka

Sondażowe słupki poparcie były jednym z najbardziej dynamicznych elementów tej kampanii. Jeszcze w ubiegłym tygodniu niektóre z nich typowały nokaut Prawa i Sprawiedliwości, a inne – dotkliwą porażkę Platformy Obywatelskiej. Sojusz Lewicy Demokratycznej czasem ledwo przekraczał próg wyborczy, chwilę później szybując do ponad piętnastu procent, podobnie zresztą jak Europa Plus. Sytuację pracowni sondażowych uratował Ipsos, który ze swoim exit polls trafił niemal idealnie. Albo Polacy są tak zmienni, albo media wyrzucają pieniądze w błoto.

9. Mali, mniejsi, najmniejsi

W wyborach startowało ponad dwadzieścia partii – na lewicy tłoczno było w koalicji Europa Plus oraz na liście wyborczej Sojuszu Lewicy Demokratycznej i Unii Pracy, na prawicy partie startowały raczej osobno, chociaż czasem – jak Prawica Rzeczypospolitej – w ramach komitetu starszej siostry. Mimo że karta wyborcza w wielu okręgach przypominała obszerną broszurę, nadal znajdowały się osoby, twierdzące, że nie mają na kogo głosować. Strach pomyśleć, na ile kawałków musiałaby się rozbić nasza scena polityczna, żeby wszyscy Polacy mogli z czystym sumieniem wziąć udział w wyborach.

10. Kłamstwa europosłów

Dziennikarze kilku mediów, chcąc sprawdzić znajomość angielskiego wśród kandydatów do Parlamentu Europejskiego (także tych, którzy zasiadali w nim wcześniej), podszyli się pod pracowników fikcyjnych, brytyjskich mediów. Umiejętności językowe zasługują na osobny tematem, ale najbardziej zastanawia prawdomówność polityków, którzy nagminnie, łamanym angielskim, prosili o kontakt za kilka minut, a później… nie odbierali telefonu! To chamstwo, nie tak trudno wyobrazić sobie, że pewnego dnia do naszych europosłów zadzwoni zagraniczny dziennikarz, któremu naprawdę będzie zależało na rozmowie.

11. Wojciech Jaruzelski

To symboliczne, że Wojciech Jaruzelski umarł w dniu wyborów do Parlamentu Europejskiego, najważniejszego organu Unii Europejskiej – tej samej, od której, jako komunistyczny przywódca, przez wiele lat nasz kraj izolował. Polska prawica rozpoczęła taniec wokół tej śmierci, zanim do niej doszło. Na szczęście cisza wyborcza zakneblowała politykom usta, a emocje po wyborach sprawiły, że żenujące, pośmiertne dywagacje zeszły na drugi plan. Wyłamali się tylko Leszek Miller i Joachim Brudziński, którzy –  na szczęście bezskutecznie – próbowali śmierć Jaruzelskiego upolitycznić. Dzięki wyborom było choć trochę przyzwoicie(j).

 

12. Marazm dziennikarzy

Za poziom kampanii nie obwiniajmy wyłącznie polityków. Także dziennikarze bardzo się starali, żebyśmy jak najmniej rozmawiali o sprawach istotnych, na co narzekała chociażby Danuta Hübner. Wpadka Moniki Olejnik, która w rozmowie z Aleksandrem Kwaśniewskim kilkukrotnie pomyliła nazwisko prezydenta Kazachstanu, jest symboliczna. Jeżeli dziennikarzom nie chce się przygotowywać nawet do wywiadu z byłym prezydentem, to po co mają się przemęczać dla mniej ważnych rozmówców?

 

13. Nie dla homo

O Solidarnej Polsce nie warto byłoby już pisać, gdyby nie to, że jej politycy stworzyli jeden z najbardziej obrzydliwych, a przy okazji najgłupszych, spotów w historii polskiej polityki. Tylko dzięki jednomyślnej decyzji największych stacji telewizyjnych miliony Polaków nie zobaczyły Beaty Kempy, mówiącej o gender na tle wielkiego, krwistoczerwonego napisu „Nie dla homo”. Takimi metodami można dostać się najwyżej do Torunia, na pewno nie do Brukseli.

14. Media w służbie polityki

O tym, że Anita Gargas i Bronisław Wildstein udzielili poparcia kandydatowi Prawa i Sprawiedliwości powinni pamiętać wszyscy, którzy mieli jakiekolwiek złudzenia, co do obiektywizmu prawicowych mediów. To właśnie ci dziennikarze, pod których wypowiedziami widniał napis „Materiał wyborczy Komitetu Wyborczego Prawo i Sprawiedliwość” rościli sobie prawo do wytykania innych palcami, a siebie nazywali niepokornymi i niezależnymi. To szczyt hipokryzji, tej politycznej i dziennikarskiej.

15. „Bydgoszczu”

Głęboko, gdzieś na trzecim planie kampanii, rozegrała się jedna z najbardziej niesprawiedliwych dyskusji ostatnich lat. Były minister finansów został wyśmiany za to, że nie poradził sobie z deklinacją nazwy jednej ze stolic województwa kujawsko-pomorskiego. Przypomnijmy: Jacek Rostowski urodził się w Londynie, całą edukację przeszedł w Anglii, perfekcyjnie mówi po angielsku. Już niedługo do naszego kraju będą wracać osoby z drugiego pokolenia emigracji, powinniśmy przyzwyczajać się do tego, że czasy, w których niemal każdy od urodzenia mieszkał w Polsce, powoli mijają. A przede wszystkim nie śmiać się z takich błędów, jeśli większość z nas nie potrafi poprawnie odmienić nazwiska lidera Kongresu Nowej Prawicy.

16. Transfer dekady

Start Michała Kamińskiego, przez wiele lat jednego z najostrzejszych sztyletów Prawa i Sprawiedliwości, z list Platformy Obywatelskiej był największym personalnym zaskoczeniem tej kampanii. I przy okazji kolejnym – po Marianie Krzaklewskim – dowodem nieskuteczności prawicowych transferów Platformy Obywatelskiej. Danuta Hübner uzyskała drugi najlepszy wynik w kraju, Dariusz Rosati zdobył mandat i blisko dziewięćdziesiąt tysięcy głosów – może to podpowiedź dla liderów PO, że bardziej opłaca się inwestować w tę drugą, lewicowo-liberalną, frakcję?

 

17. O jeden Ruch za daleko

To były pierwsze wybory, w których wystartowała formacja tak skrajna, jak Ruch Narodowy. Zagłosowało na nią prawie sto tysięcy Polaków. Niby niewiele, ale to o sto tysięcy za dużo, jak na kraj, w który II wojna światowa uderzyła tak boleśnie. Zrozumiałbym to, gdyby nasza scena polityczna była uboga w prawicę, ale podczas tych wyborach można było przebierać wśród rozmaitych eurosceptyków, homofobów oraz antygenderowców. Nie trzeba było od razu głosować na nacjonalistów.

Twitter: @jwmrad

Blog: radomski.na.liberte.pl

Czytaj również
*
JanRadomski
W redakcji "Liberté!" od 2010 roku, obecnie redaktor prowadzący portal liberte.pl. Działacz pozarządowy, członek zarządu Stowarzyszenia Projekt: Polska. Na blogu przede wszystkim o polityce i kulturze, ostatnio - także o Poznaniu. Kontakt - jradomski@liberte.pl.