System ubezpieczeń społecznych, czyli oszczędzaj, Polaku!

Drukuj

Konflikt interesów to taka sytuacja kiedy do pilnowania kurnika wyznacza się lisa. W naszym przypadku do przeglądu systemu emerytalnego zaprzęgnięto ZUS. Wnioski było można łatwo przewidzieć: konkurencyjne instytucje do kasacji: zarówno OFE jak i KRUS.

Likwidacja KRUS to nie jest wielkie wydarzenie (nie licząc napadów lęku u zatrudnionych tam), ale OFE to nie tylko organizacje – to także realne aktywa – ostatnie zaskórniaki systemu emerytalnego. W OFE mamy teraz papiery wartościowe warte 144 miliardy – oczywiście gdyby to wszystko chcieć sprzedać to ich wartość drastycznie by spadła – ale i tak pewnie pieniędzy by wystarczyło na 500+ do wyborów. Dla porównania Fundusz Rezerwy Demograficznej, który miał nas ratować w czasach wielkich deficytów FUS ma obecnie około 33 mld złotych – z czego 13 z ostatniego rozbioru OFE. Dla porównania obecnie roczny deficyt Funduszu Ubezpieczeń Społecznych to ponad 50 mld i urośnie za kilkanaście lat nawet do 150 mld. Widać wyraźnie, że FRD to drobne, zaś po zasoby zgromadzone w OFE warto się schylić.

Propozycja by te pieniądze przejąć do budżetu wzbudziłaby jednak pewnie spory opór społeczny. Widać by było wyraźnie, że budżet nie jest w stanie unieść ciężaru obietnic wyborczych i trzeba go łatać konfiskatami. Maskowanie polega zatem na podziale środków z OFE: 25% (ok 36 mld) miałoby trafić do FRD, zaś członkowie OFE mieliby te kwoty zapisane na kolejnym subkoncie ZUS – na pocieszenie. Reszta środków miałaby być przekazana na indywidualne konta ubezpieczonych w ramach III filara – czyli dobrowolnego odkładania. Ma to skłonić obywateli do bardziej intensywnego samodzielnego odkładania – dziś II filar jest właściwie martwy – prowadzonych jest jedynie 860 tys. kont IKE, na których zgromadzono ledwie 5,5 mld złotych. Z IKZE jest jeszcze gorzej – mamy tylko 600 tys. kont zawierających raptem 620 mln zł. Zmiana tego stanu rzeczy jest kluczowa, ale wątpliwym jest, czy plany rządu dadzą taki efekt. Można się też spodziewać, że środków przelanych na IKE z podziału OFE nie będzie można wypłacić przed emeryturą. Pomysł na podział tych środków jest dość logiczny, bo trudno byłoby je rządowi skonsumować w większych ilościach – wyprzedaż akcji spowodowałaby załamanie giełdowe i wartość aktywów gwałtownie by spadła.

Wyraźnie propozycje ZUS-u idą zgodnie ze strategią obraną już przez poprzednie rządy: po nas choćby i potop. Prognozy demograficzne wyraźnie wskazują, że największa presja na system emerytalny pojawi się za około 15 lat – a jeśli obniżony zostanie wiek emerytalny to nawet już za 10. Deficyty FUS urosną wtedy nawet trzykrotnie i z łatwością będą w stanie zatopić budżet państwa. FRD został zaprojektowany właśnie po to by zbierać pieniądze na gorsze czasy. Tymczasem pierwsze pobrania pojawiły się w 2010 r. , kiedy rząd Donalda Tuska pobrał z niego 7,5 mld, w 2011 r. 4 mld i na tym bynajmniej nie zakończył. Nie ma najmniejszej wątpliwości, że jako z podręcznej skarbonki będzie korzystał z niego także PiS, szczególnie, że znajduje się w niezwykle trudnej sytuacji budżetowej ze względu na rozbuchane wydatki i nieudolną politykę podatkową – co widać choćby po podatku handlowym czy bankowym. A jest to skarbonka o tyle wygodna, że politycznie bezpieczna. Po pierwsze nikomu się tych pieniędzy nie zabiera, po drugie zaś ich przeznaczenie jest ukryte. Oficjalnie idą na wypłaty emerytur – ale tym samym zmniejszają dotację budżetową, a pieniądze te można przeznaczyć na inne cele.

Jednocześnie kolejne akcje przejmowania aktywów i przepisywanie ich na subkonta w ZUS tworzą niebezpieczny precedens. 30 miliardów w FRD szybko się skończy, potrzeby zaś będą rosły jeszcze szybciej. W następnym więc ruchu państwo zapewne znacjonalizuje to, co dziś przekaże do IKE – na podstawie argumentu, że te pieniądze i tak powinny były tam trafić. A w zamian oczywiście – zapis na subkoncie ZUS. Można argumentować, że to dla ubezpieczonego z grubsza obojętne – w końcu suma jego oszczędności nie maleje. Jednak co raz bardziej popularna staje się idea emerytury obywatelskiej – identycznej dla wszystkich. Wiele wskazuje na to, że na inne modele może nas nie stać. Wtedy wysokość wszelkich subkont w ZUS staje się bez znaczenia. Ale za to odpowiedzą rządzący w czasie największych napięć emerytalnych, a nie ci, którzy te subkonta stworzą.

Zresztą w procesie odwlekania koniecznych zmian (a nawet cofania tych nielicznych, które udało się wykonać – jak podniesienie wieku emerytalnego) możemy się spodziewać dalszego kreatywnego rozwoju „subkontowania” różnych aktywów. No bo w końcu czemu nie sięgnąć po resztę oszczędności w III filarze? Albo czemu nie sięgnąć po środki bezczynnie leżące na firmowych lub indywidualnych kontach? Dziś się to wydaje niewyobrażalne, ale jeszcze kilka lat temu niewyobrażalna wydawała się likwidacja OFE. A zmierzamy w kierunku co raz cięższych czasów, a ciężkie czasy to desperacja – także rządzących. Desperate Times call for desperate measures…

Czytaj również
O autorze
*
TomaszKasprowicz
Przedsiębiorca, naukowiec, publicysta.