Tekturowe mury empatii i mężczyźni z zapałkami

Drukuj

Nie można obrazić godła. Z prostej przyczyny: nie posiada ono podmiotowości, uczuć, refleksyjności, emocji.

Istnieje w psychologii pewien błąd poznawczy zwany złudzeniem kontroli. Dotyczy on sytuacji, w której przeceniamy swój wpływ na rzeczywistość i możliwość kierowania nią. Sprawa zarzutów o znieważenie godła przez grupę Behemoth stanowi niestety kolejny przykład tego niezwykle popularnego błędu, który obecnie rządząca państwem ekipa popełnia z rozbrajającą pewnością, że jej ten problem akurat nie dotyczy.

Nergalowi prokuratura zarzuca świadome znieważenie godła państwowego poprzez jego przerobienie. Dość śmiała teza. Chciałbym zobaczyć, jak ktokolwiek sensownie udowadnia, że do takiego działania doszło.

Mam jednak niejasne wciąż poczucie, że nie o prawdę w tej sprawie chodzi i nie o ochronę czegokolwiek walczy prokuratura. Obecna władza ma bowiem obsesję (bo strategią trudno to nazwać) na punkcie wyłapywania wszelkich zachowań, które w rzeczywistości lub świecie wyimaginowanym mają „obrażać Polskę i Polaków”. Ma też ona kompletnie archaiczne wyobrażenia o tym, co wywołuje w ludziach szacunek wobec władzy. Zakładanie w Polsce, akurat TU, że narzędziem do budowania autorytetu ma być strach, jest rozłożonym w czasie samobójstwem symbolicznym oraz politycznym.

Działalności Nergala można nie lubić, można mieć do niej zastrzeżenia, ale nie sposób odmówić temu człowiekowi wielkiej inteligencji, śmiałości planów, doskonałej strategii i zwykłej życiowej zaradności. To przecież wymarzony kandydat na ambasadora polskości w jej najlepszym, wykraczającym poza wszelkie ramy wymiarze (wiem, podarł Biblię, nie ma szans, mógł podrzeć coś bardziej akceptowalnego, prawda?).

Nergal jest artystą, ale też człowiekiem prowadzącym w Polsce interesy, zatrudniającym ludzi i płacącym podatki (jak sądzę niemałe). Sugerowanie, że znieważa on godło narodowe, ponieważ użył nazwy „rzeczpospolita” oraz wizerunku orła wprowadza ten temat do szerokiego obiegu społecznego. Nie sądzę bowiem, by do tej pory Polska żyła tą kwestią i uznawała ją za główne źródło swego złego samopoczucia. Radość z obcowania z dziełem sztuki, jakim ów plakat jest, przeznaczona była dla ludzi naprawdę tematem i twórczością Nergala zainteresowanych. Nie zauważałem tychże plakatów w każdym punkcie Warszawy, ani nie są mi znane przypadki omdleń lub też utraty wiary w ojczyznę ukochaną pod wpływem kontaktu z tą grafiką.

Gdy byłem trochę młodszy i szczerze mówiąc, dużo głupszy, obawiałem się zawsze, że ktoś będzie mówił o mnie źle i ludzie zwyczajnie przestaną mnie lubić. Jako jedną z oznak dojrzałości postrzegam dziś to, że mam świadomość, że nie wszystkim i nie wszędzie spodobają się moje działania i że ludzie mają prawo krytycznie się o nich wypowiadać.

W przypadku Nergala dochodzi zaś jeszcze fakt, że jest on artystą, a więc osobą, której z racji wykonywanej profesji w tzw. normalnych krajach pozwala się na więcej mając świadomość, że sztuka jest obszarem, w którym można poruszać tematy trudne, zmuszające uczestników do samodzielnego i krytycznego oglądania rzeczywistości. Darski kreuje alternatywną wizję, nie rości sobie prawa do wyłączności, nie pali ani nie znieważa flag narodowych. Skupia się na pokazaniu, jak z jego perspektywy wygląda otaczający go świat. Można tę perspektywę nawet nienawidzić, ale Nergal nie każe nam jej wyznawać.

Dużym smutkiem napawa mnie natomiast to, że rządzący naszym krajem, reprezentowani przez prokuraturę, czują się na tyle słabi, by grozić artyście karą za coś, co można uznać, oczywiście, za prowokację, ale raczej tylko wtedy, gdy się jej nieustannie wypatruje.

Powstaje przy tej okazji pytanie: jakie działania w takim wypadku obrażają godło lub naród. Przyjmując do wiadomości, że są osoby, dla których jest to niezwykle cenny symbol, powód do dumy i narzędzie do samoidentyfikacji, obrazą jest celowe, a więc świadome okazywanie pogardy lub braku szacunku wobec godła w takiej postaci, w jakiej ono rzeczywiście występuje. Obejmuje to też zapewne doklejanie lub dorysowywanie czegokolwiek do oryginalnego wyobrażenia.

Takie podejście rodzi jednak kolejne wątpliwości. Bo jak rozpoznać, czy za danym działaniem stoi zła wola? Kto to ma określać i na podstawie jakich kryteriów? Jeśli bowiem np. nałożę na głowę orła błazeńską czapkę i napiszę, że nasze godło patrzy na nas dziś z podobną troską i smutkiem, co mityczny nieco Stańczyk, to czy moim celem jest obrażanie godła? I tu dochodzimy, być może, do sedna sprawy. Nie można bowiem obrazić godła jako takiego. Z prostej przyczyny: nie posiada ono podmiotowości, uczuć, refleksyjności, emocji.

Można natomiast (choć raczej zawsze jest to subiektywne) obrazić OSOBĘ, dla której godło jest cenne, ważne, bliskie. O tym jednak, co i kogo obraża, nie da się jednoznacznie powiedzieć, ani ubrać w moc prawa. Moje intencje stają się nieważne dla czyjegoś odbioru tego, co zrobiłem.

W jaki sposób więc państwo może chronić symbole? Do końca nigdy tego nie zrobi, jeśli o rzeczywistą ochronę chodzi. Może penalizować jaskrawe przejawy braku szacunku, zadbać o edukację (nie mylić z indoktrynacją), dlaczego dany symbol warto szanować. I głównym argumentem nie powinna tu być „godność państwa”, ale szacunek i empatia wobec współobywateli.

Rolą organów państwa mogłoby być np. przeciwdziałanie temu, co Arlie Russell Hochschild nazwała „murami empatii”. Hochschild ma tu na myśli takie postawy, które uniemożliwiają głębsze zrozumienie drugiej strony i poglądów, które ona reprezentuje. Jest bowiem bardzo prawdopodobne, że gdy stoimy po dwóch stronach mentalnej barykady, przejawiamy tendencję do postrzegania działań tych, z którymi się nie zgadzamy jako złych, głupich, złośliwych i niebezpiecznych.

Tymczasem oskarżenie Nergala wydaje mi się nie wezwaniem do obrony czegokolwiek, ale raczej wygląda na przemyślany atak na człowieka, który w jakimś sensie jest symbolem tego, czego obecnie rządzący zwyczajnie nie rozumieją, a co za tym idzie, często nienawidzą. Czy prokuratura staje w obronie urażonych Polaków? Wątpliwe. I piszę to bez odrobiny nawet schadenfreude, ale sposób działania w sprawie byłego księdza Międlara czy też pana z Wrocławia, który spalił na rynku w tym mieście kukłę Żyda zwiększa prawdopodobieństwo, że jednak się nie mylę.

Chodzi więc raczej o zamykanie ust i zastraszanie tych, którym przyjdzie do głowy wypowiadać się krytycznie o naszym kraju i o naszym odbiorze tego, co się w nim dzieje. Nergal, artysta, staje przeciwko państwu z całym arsenałem jego środków przymusu. Jego jedyną winą jest to, że wykorzystał motyw orła i krzyża do opowiadania o swojej sztuce.

No dobrze, ale zapyta ktoś, czy Nergal nie mógł sam zadbać o to, by nie budować kolejnych murów empatii. Nie sądzę, by tym plakatem chciał je budować. To raczej odgórnie nadana interpretacja jego działań to czyni. I jeśli nawet na razie ten kolejny mur budowany w oficjalnej przestrzeni jest tylko z tektury, to pamiętajmy, że tektura też potrafi się zapalić, a odpowiedzialnymi za pożar będą ci, którzy mając narzędzia do gaszenia ognia świadomie ich nie używają.

Mam nadzieję, że dożyję czasu, gdy w polskim państwie będzie się równie dbało o ludzi i ich różnorodne potrzeby, tak jak próbuje się dbać o symbole. Może tylko bez tej absolutnie niepotrzebnej nikomu – ani narodowcom, ani patriotom, ani wierzącym, ani ateistom, ani liberałom, ani anarchistom – przesady.

Marcin Ilski – redaktor fanpage’a „Posthumanizm. Ludzie to fikcja”. Smutny trener rozwoju osobistego i twórca strony, która wyjaśnia fenomen PiS z punku widzenia ukrytego za tą partią czystego anarchosyndykalizmu. Gdy musi zarabiać pieniądze, nie do końca wie, co ma robić, ale wciąż udaje mu się podtrzymywać mit specjalisty z zakresu budowania zespołów, rozwiązywania konfliktów i myślenia systemowego. Nie wierzy w posthumanizm.

Zobacz więcej: Temat Liberté! – spór o godło

Foto: gmayster01 on & off … via Foter.com / CC BY-NC-ND

Czytaj również
O autorze
*
MarcinIlski
redaktor fanpage’a „Posthumanizm. Ludzie to fikcja”. Smutny trener rozwoju osobistego