Trzy projekty ustaw dotyczących instytucji związku partnerskiego

Drukuj

Pisząc te słowa podpatruję sejmową „debatę” na temat projektów ustaw o związkach partnerskich (pierwsze czytanie trzech projektów autorstwa posłów Ruchu Palikota, SLD oraz PO). Przyznam, że trudno mi jest komentować projekty w atmosferze wywołanej tą „debatą”. Niestety, wypowiedzi niektórych posłów, dotyczące tych projektów, pokazują nie tylko bezmiar niewiedzy, ale również chęci krzywdzenia homoseksualnych Polek i Polaków, a niektóre z nich – są po prostu manifestacjami politycznego upadku obyczajów, trudnego do zaakceptowania dla mnie jako prawnika. Nie sposób dociec, dlaczego Polacy wybierają na swoich przedstawicieli ludzi, którzy w debacie publicznej operują nieprawdą i chęcią poniżenia swoich „pracodawców”, czyli członków polskiego społeczeństwa. Dla przykładu – Posłanka Krystyna Pawłowicz miała powiedzieć (podaję za portalem „Gazety Wyborczej”): „Zjawisko związków jednopłciowych jest sprzeczne z naturą. Projekty są sprzeczne z konstytucją, są szkodliwe, niesprawiedliwe, naruszają zasadę równości. (…) Pozwalają obnosić w przestrzeni publicznej skłonności seksualne, czym naruszają poczucie estetyki i moralności większości Polaków”. Jedna krótka wypowiedź, a aż kilka nieprawd, prób manipulacji i dwie (udane) próby poniżenia kilku milionów homoseksualnych pracodawców, utrzymujących ze swoich podatków zastanawiającą działalność poselską tej pani. Po pierwsze – związki jednopłciowe nie są sprzeczne z naturą, bo są jej immanentną częścią. Po drugie – projekty zaś nie są sprzeczne z konstytucją, lecz jedynie, zdaniem części prawników (zasadniczo zanegowanym m.in. przez taki autorytet jak prof. Wyrzykowski, sędzia Trybunału Konstytucyjnego w stanie spoczynku), którzy wyrażali w tej sprawie opinie, wymagają stosownej refleksji w toku prac legislacyjnych. Po trzecie – związki partnerskie nie są szkodliwe, lecz pożyteczne, bo stabilizują relacje międzyludzkie, ich formalizacja ułatwi życie ludziom, którzy w nich żyją, co w konsekwencji powinno wzmóc stan społecznego dobrostanu. Po czwarte – związki partnerskie nie są niesprawiedliwe, chyba, że za niesprawiedliwe uznamy traktowanie obywateli w sposób wolny od dyskryminacji. Po piąte – z tych samych przyczyn związki partnerskie nie naruszają oczywiście zasady równości. Po szóste – związki partnerskie nie są „obnoszeniem skłonności seksualnych”, bo nie polegają na współżyciu na trawniku, wbrew nagannym supozycjom pani posłanki (być może wątłe doświadczenie niezamężnej pani posłanki dyktuje Jej takie właśnie wyobrażenie o skutkach instytucjonalizacji związków międzyludzkich, np. małżeństwa czy związku partnerskiego, jednak rzeczywistość temu wyobrażeniu przeczy). Po siódme – związki partnerskie nie naruszają estetyki ani moralności (chociaż zapewne są sprzeczne z poglądami hierarchii Kościoła katolickiego, co jednak nie powinno zasadniczo rzutować na stanowisko ustawodawcy niepodległego państwa), a tego rodzaju wypowiedź jest tak głęboko obraźliwa i niegodna, że szokuje, zwłaszcza gdy jej autorką jest prawniczka.

http://www.flickr.com/photos/sea-turtle/2625990309/sizes/m/
by sea turtle

To bardzo przykre, że otwarte, mądre, dojrzałe i tolerancyjne społeczeństwo powierza mandat przedstawicielski ludziom, którzy nie dorośli do uczestnictwa w sprawowaniu władzy ustawodawczej i w debacie publicznej. Niektóre wypowiedzi posłów, formułowane w toku debaty nad projektami dotyczącymi związków partnerskich, są dowodem, że polskie społeczeństwo podjęło w 2011 roku decyzje, które przeczą jego rozsądkowi. Nasze społeczeństwo nie zasługuje na tak rozczarowujących reprezentantów. Jako prawnikowi i Polakowi, wstyd mi za to, co usłyszałem z ust posłów na Sejm.

Odkładając jednak na bok emocje, chciałbym w kilku słowach przybliżyć założenia i różnice między trzema projektami ustawy. Muszę jednak w tym miejscu wyznać, że w różnym stopniu przyłożyłem rękę do powstania każdego z nich.

Na początek wyjaśnimy kwestię nazewniczą. Ruch Palikota i Sojusz Lewicy Demokratycznej przedstawiły dwa projekty oparte na odmiennych założeniach aksjologicznych, jednak zbieżne w zakresie konsekwencji prawnych ich zawarcia, które będą zachodzić na gruncie odrębnych ustaw. Pierwszy z tych projektów (nazwijmy go „imperatywnym”) zakłada (w art. 6), że reżim praw i obowiązków w ramach związku partnerskiego jest określony ustawą i zasadniczo (poza kwestią utworzenia wspólności majątkowej) nie ma możliwości modyfikacji reżimu ustawowego, zgodnie z którym „partnerzy mają równe prawa i obowiązki w związku partnerskim, udzielają sobie wzajemnej pomocy i wsparcia, a także dbają o utrzymanie więzi pożycia”. Autorami tego projektu byli prawnicy(czki) wyznaczeni przez organizacje pozarządowe i grupy nieformalne, działające na rzecz praw osób LGBT. Drugi projekt, firmowany przez tzw. Grupę Inicjatywną (nazwijmy go „konsensualnym”), opiera się na dość postępowym założeniu, zgodnie z którym (art. 6) „swoje wzajemne uprawnienia lub zobowiązania o charakterze majątkowym lub osobistym w celu organizacji wspólnego życia partnerzy określają w umowie związku partnerskiego zawartej w formie aktu notarialnego”. Projekty różnią się więc na płaszczyźnie aksjologicznej – pierwszy z nich zakłada, że to ustawodawca normuje ustrój związku partnerskiego, drugi z nich ufa w tym względzie rozsądkowi obywateli. Wreszcie, trzeci projekt (przedstawiony przez posłów PO) zakłada, że, jakkolwiek ustrój związku partnerskiego byłby regulowany umową stron (konsensualnie), to jednak przepis projektu ustawy zakłada w sposób imperatywny równość stron oraz obowiązki lojalności, pomocy, wsparcia i współdziałania stron umowy. Projekt PO jest więc konsensualno-imperatywny, zarazem zaś – biorąc pod uwagę skalę ingerencji w istniejący system prawa – najbardziej konserwatywny (i tak też go określmy).

Jeśli oceniać te trzy projekty na skali udogodnień dla ich beneficjentów, to niewątpliwie dalej idące rozwiązania przedstawiają projekty „konsensualny” i „imperatywny”. Zakładają one zmiany 153 obecnie obowiązujących ustaw, począwszy od kodeksów (postępowania administracyjnego, cywilnego, postępowania cywilnego, karnego, postępowania karnego), a skończywszy np. na ustawie o uposażeniu posłów do Parlamentu Europejskiego (zmiana w tej ustawie polega na rozciągnięciu zakresu oświadczenia majątkowego posła na majątek będący składnikiem wspólności ustawowej związku partnerskiego). Projekt „konserwatywny” zakłada zmiany w 57 ustawach dotąd obowiązujących. Trzeba jednak od razu zauważyć, że zasadniczo różnice ujawniające się pomiędzy projektami zmian w przepisach dotąd obowiązujących, pomiędzy projektami „konsensualnym” i „imperatywnym” a projektem „konserwatywnym”, sprowadzają się do eliminacji, w przypadku tego ostatniego projektu, pewnych konsekwencji zawarcia związku partnerskiego, które zachodzą w przypadku zawarcia związku małżeńskiego. Chodzi tu przede wszystkim o prawo do wspólnego rozliczenia podatku dochodowego, zaliczenie do pierwszej grupy podatkowej w zakresie podatku spadkowego (a więc do zwolnienia z podatku w razie dziedziczenia po zmarłym partnerze), prawo do odszkodowania po śmierci partnera, prawo do objęcia ubezpieczeniem zdrowotnym partnera i zasiłku opiekuńczego w opieki nad chorym partnerem, czy też renty rodzinnej po zmarłym partnerze. Biorąc pod uwagę, że osoby pozostające w związku partnerskim, zgodnie z projektem „konserwatywnym”, to osoby będące „w stałym pożyciu”, te braki projektu konserwatywnego są trudno wytłumaczalne i mogą budzić zastrzeżenia z perspektywy konstytucyjnej zasady niedyskryminacji (zwłaszcza, gdy uwzględni się dorobek orzecznictwa Europejskiego Trybunału Praw Człowieka i Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, który również dekoduje obowiązujący w Polsce standard konstytucyjny, zwłaszcza w przypadku ewentualnej abstrakcyjnej kontroli konstytucyjności ustawy), chociaż można ich też bronić odwołując się do potrzeby zróżnicowania poziomu „faworyzacji” konstytucyjnie chronionych małżeństw i (pozbawionych wyrażonej explicite ochrony konstytucyjnej) związków partnerskich.

Żaden z projektów nie ingeruje w instytucję małżeństwa, nie zakłada również adopcji dzieci przez związki partnerskie. Co więcej, projekty „konsensualny” i „imperatywny” skonstruowane są w taki sposób, że zakładają, iż pomiędzy jednym partnerem i członkami rodziny drugiego partnera nie powstaje jakakolwiek więź prawna – dotyczy to również dzieci drugiego partnera. Ta dość nienaturalna konstrukcja (która skutkuje np. brakiem uprzywilejowania w zakresie sprawowania opieki przez partnera pozostałego przy życiu w razie gdyby drugi partner zmarł, pozostawiwszy małoletnie dziecko) jest jednak odpowiedzią na oczekiwania społeczne w zakresie wykluczenia tzw. „adopcji dzieci przez pary homoseksualne”. Chociaż konstrukcja ta jest ułomna i „życiowo” dość trudna do wyobrażenia (w opisanym przypadku dziecko trafi do adopcji do obcych ludzi albo do domu dziecka, a nie do partnera, z którym faktycznie tworzyło rodzinę), to jednak wydaje się, że powściągliwość autorów projektu miała uzasadnienie socjologiczne. Trzeba też dodać, że wszystkie trzy projekty zakładają dostępność instytucji (lub umowy) związku partnerskiego dla par homoseksualnych i heteroseksualnych. Projekty „konsensualny” i „imperatywny” zakładają również (poza innymi przesłankami) możliwość unieważnienia na żądanie prokuratora związku partnerskiego zawartego dla pozoru. Ma to o tyle istotne znaczenie, że w toku wcześniejszych dyskusji nad formalizacją związków partnerskich w Polsce, podnoszone były obawy (dość zresztą daleko idące) dotyczące ewentualności zawierania takich związków tylko w celu uniknięcia składania zeznań przez osoby działające w grupach przestępczych, a także nadużywania tej instytucji w inny sposób. Ponadto, te dwa projekty zakładają, że w przypadku, w którym w trakcie trwania związku partnerskiego strony uzyskałyby jakąkolwiek korzyść ze środków publicznych, z mocy ustawy powstawałby między nimi obowiązek alimentacyjny (na rzecz byłego partnera) po ustaniu związku – co przewidziano w związku z pojawiającą się niekiedy krytyką, że związki partnerskie to „przywileje bez odpowiedzialności”. Wreszcie, wszystkie trzy projekty zakładają możliwość rozwiązania związku partnerskiego drogą konsensualną (przez zgodne oświadczenia woli stron), nadto zaś – poprzez śmierć partnera i drogą rozwiązania przez sąd, a projekt „konsensualny” dodatkowo przyznaje możliwość jednostronnego rozwiązania drogą „wypowiedzenia”.

Wydaje się, że najbardziej naturalnym i odpowiadającym polskiej tradycji i kulturze prawnej oraz oczekiwaniom samych zainteresowanych (par homoseksualnych i heteroseksualnych) jest projekt „imperatywny” – łączy on i wyważa elementy elastyczności i stabilności. W istocie jest on rodzajem kompromisu pomiędzy konserwatyzmem projektu PO i progresywizmem projektu „konsensualnego”. Projektem „najnowocześniejszym” jest projekt „konsensualny” (zakłada wszak samodzielne konstruowanie reżimu praw i obowiązków w związku partnerskim, a także dopuszcza jego jednostronne rozwiązanie drogą wypowiedzenia). Projekt „konserwatywny” zakłada obciążenie związku partnerskiego szeregiem obowiązków i „niedogodności” (chodzi tu o takie sprawy, jak obowiązek wyłączenia funkcjonariusza w sprawie dotyczącej partnera, utratę korzyści związanych ze stosunkiem pracy, takich jak np. mieszkanie służbowe, jeżeli w danej miejscowości mieszka partner pracownika, ograniczenia w zatrudnieniu w placówkach nauki i szkolnictwa wyższego, gdyby miało to skutkować bezpośrednią podległością służbową między partnerami, obowiązek ujawniania majątku zgromadzonego w ramach związku partnerskiego i ujawnienia korzyści partnerów w rejestrach korzyści wypełnianych przez osoby pełniące niektóre funkcje publiczne itd.), przyznaje zaś najmniej uprawnień i korzyści (że wspomnę tu tylko o kwestii wspólnego opodatkowania czy opodatkowaniu spadku po partnerze). Jako taki, projekt ten zapewne ma największe szanse na uchwalenie, a jego najgorętszym zwolennikiem (po uważnej lekturze) powinien być minister finansów. Jednak nawet tak konserwatywny projekt ma wielu przeciwników. Przykre jest to, że nie stać ich na uczciwą dyskusję, lecz wolą operować kłamstwem i słownymi nadużyciami, a także manipulować opinią publiczną.

Poglądy autora są jego własnymi i nie są reprezentatywne dla instytucji i podmiotów, w których wykonuje zawód lub jest zatrudniony albo z którymi w inny sposób jest związany.

Czytaj również
  • http://trzyczesciowygarnitur.blogspot.com/ Ewa

    Znakomity tekst, panie mecenasie. Jak zwykle zresztą. Zdecydowanie za rzadko widać pana w mediach.

  • Marcin

    „Jedna krótka wypowiedź, a aż kilka nieprawd, prób manipulacji i dwie (udane) próby poniżenia kilku milionów homoseksualnych pracodawców, utrzymujących ze swoich podatków zastanawiającą działalność poselską tej pani.” Pozwoliłem sobie zacytować akurat ten fragment artykułu niewątpliwie apologizującego rozwiązanie pt. „związki partnerskie”, ponieważ w tym początkowym fragmencie Pan Mecenas podał w przybliżeniu dane, które są wręcz szokujące. „…kilku milionów homoseksualnych pracodawców,…”, Skąd te dane?? Proszę o źródło. Pozdrawiam

  • Bogazna

    Homosiów do lekarza, badania robić, jak w rozwoju płodu w momencie kształtowania płci nie doprowadzić do zaburzeń hormonalnych. Homoseksualizm to choroba, w naturze homoseksualizm u zwierząt ma inny charakter nie można zwierząt porównywać do ludzi a jak ktoś to robi to jest jeszcze naczelnym a nie człowiekiem. Mówi się tylko o tym, że mężczyzna bez odpowiednich hormonów staje się kobietą. A nie mówi się już o tym, że kobieta może czuć się mężczyzną. Związki sobie róbcie ale w piwnicach. Żyjcie sobie chodźcie za rękę ale jak będziecie legalni będę z wami walczył z całych sił oczywiście legalnymi sposobami.

*
MarcinGórski