Turcję czeka czas chaosu – rozmowa z Denizem Yagmurem

Drukuj

W niedzielę w Turcji odbyły się wybory lokalne, w których rządząca partia AKP (Partia Sprawiedliwości i Rozwoju) obroniła swoją przewagę pomimo ujawnienia serii kompromitujących nagrań sugerujących m.in. działania korupcyjne. O sytuacji politycznej i scenariuszach na przyszłość z Denizem Yagmurem, tureckim socjologiem z Uniwersytetu Londyńskiego rozmawia z Dominika Blachnicka – Ciacek

Dominika Blachnicka – Ciacek: Kilka dni przed wyborami lokalnymi rząd turecki pod przywództwem Tayippa Erdogana zablokował dostęp do Twittera i serwisu You Tube i zapowiedział walkę z innymi mediami społecznościami. Czy obserwujemy dalszy proces radykalizacji AKP czy to raczej element kampanii wyborczej mającej na celu mobilizację konserwatywnych zwolenników?

Deniz Yagmur: Myślę, że to są dwie strony tej samej monety. W ostatnim czasie AKP sięga po coraz bardziej radykalne rozwiązania polityczne po to, żeby zachować twardych zwolenników swojej partii.  Ma to związek z niedawnym upublicznieniem na Twitterze serii kompromitujących nagrań pokazujących, że zachowanie polityków AKP w rażący sposób przeczy głoszonej przez nich konserwatywnej linii. Usłyszeliśmy między innymi jak jeden z ministrów robi sobie żarty z jednej z sur Koranu, nagrania sugerujące, zachowania korupcyjne wewnątrz kręgów władzy oraz dowodzące, że prowadzenie się polityków AKP nie do końca zgodne jest z poglądami tej partii. To wszystko w ostatnim czasie podważyło konserwatywny wizerunek AKP.

Krótkoterminowym planem ratunkowym AKP stało się więc przyjęcie radykalnego dyskursu kierującego Turcję w stronę populistycznej autokracji wspieranego różnymi teoriami spiskowymi. Efektem tego jest taktyka, której elementem jest kontrola wolnego przepływu informacji.

Co te działania oznaczają dla politycznej przyszłości Turcji? Czy należy się spodziewać dalszego ograniczenia swobód obywatelskich i politycznych wolności? Co stanie się po wyborach?

Niedzielne wybory lokalne nie podważą dominacji  AKP w parlamencie.  Raczej mamy do czynienia ze wzmocnieniem jej pozycji (według wstępnych sondaży AKP uzyskała 45% głosów i zwyciężyła w Istambule i Ankarze). Istotne jest to, że polityczny język premiera Erdogana w dużym stopniu skoncentrował się na pogłębianiu dychotomii między „my” i „oni”, która konsoliduje jego zwolenników. Nie mam zbytniej nadziei na to, że Erdogan zmieni swoją retorykę w najbliższej przyszłości. Wydaje mi się, że zabrnął w niej tak daleko, że nie ma już od niej odwrotu w sensie politycznym. Spodziewam się chaotycznego roku dla Turcji bez względu na to ile procent poparcia AKP dostanie.

Czy powinniśmy oczekiwać fali protestów na kształt demonstracji z Parku Gezi w 2013 roku?

To jest ważne, ale bardzo trudne pytanie. Osobiście spodziewam się dalszych protestów, ale trudno mi przewidzieć jaką formę przybiorą albo co stanie się punktem zapalnym, który wznieci powstanie. Wydaje mi się, że ci „oni”, jak nazywa ich Tayyip Erdogan, mają już serdecznie dość tej sytuacji. I tych „onych” – „obcych” jest dziś dużo więcej niż wcześniej i wyczuwa się  dużo większe napięcie niż wcześniej. Dziś ci „oni” ze złością domagają się poszanowania fundamentalnych wartości jak przejrzystość w rządzeniu, sprawiedliwość społeczna, równość w stosunku do prawa i poszanowanie wolności. Niektórzy już zaczęli reagować – na razie jednostkowo i w różnych formach. Z drugiej strony, wyborcy AKP wydają się być przekonani, że jakieś wewnętrzne (w ramach AKP) albo zewnętrzne grupy (jak demonstranci z Gezi Parku i ich zwolennicy) interesu chcą skompromitować Premiera Erdogana. „Trwa nasza druga Wojna o Niepodlegość” – mówią. W ich oczach Erdogan jest wodzem, którego pozycja daleko wykracza poza status demokratycznie wybranego lidera.

W czasie protestów w Parku Gezi w 2013 roku, protestujący starli się z państwową policją. Owszem, pojawiły się gdzieniegdzie potyczki ze zwolennikami AKP, ale to nie było normą. Teraz natomiast ten podział na „nas” i „onych” staje się coraz silniejszy i jego przejawy widać w regularnych bójkach ulicznych. W tym sensie, nie wykluczałbym dużo bardziej radykalnych wydarzeń niż te, które widzieliśmy w Parku Gezi.

turkey_grunge_flag_sjpg1068

Porozmawiajmy o tych „onych” – „obcych”. Czy ta grupa jest na tyle spójna, że mogłaby się stać zorganizowaną opozycją skłonną do głosowania na konkretną opcję polityczną?

Po pierwsze, chciałbym podkreślić, że nie jestem szczęśliwy z powodu używania podziału na „nas” i „obcych” Chciałbym podkreślić, że ta dychotomia nie jest konstruowana przeze mnie, ale przez Premiera Erdogana i bezwzględnie wykorzystywana. Przekłada się ona na to, że jeśli jesteś Alawitą, stajesz się automatycznie tym „obcym”, jeśli jesteś ateistą również jesteś „obcym”. Tymi „onymi – obcymi” stają się wszyscy, którzy podważają AKP. Niedawno natomiast doszło do porozumienia wśród ludzi niezadowolonych z AKP, żeby głosować na najsilniejszą partię w wyborach lokalnych. Na przykład, jeśli jesteś zwolennikiem centrolewicy, ale twoja partia nie ma szansy tam, gdzie mieszkasz, chodzi o to, żeby wtedy zagłosować na centroprawicę i na odwrót. W mojej opinii, choć ta taktyka jest z natury problematyczna, pokazuje skalę zmęczenia ludzi antydemokratycznymi działaniami AKP [w niedzielnych wyborach CHP, największa partia opozycyjna uzyskała ok. 23 - 28% głosów – DB].

W Polsce z niepokojem obserwujemy rozwój sytuacji na Ukrainie i aneksję Krymu przez Rosję. Jak te wydarzenia interpretowane są w Turcji?

Jeśli idzie o opinię publiczną, wydarzenia na Krymie nie odbiły się szerokim echem. Obywatele Turcji są tak bardzo zajęci interpretacją wewnętrznych skandali, że przeciętny obywatel nie ma czasu i energii na dyskutowanie globalnej polityki. To może wydawać się zaskakujące, ale jeśli weźmiemy pod uwagę, że w ostatnich 3 miesiącach wyciekło 50 skandalicznych nagrań, można to désintéressement w odniesieniu do polityki międzynarodowej zrozumieć.

Jeśli idzie o postawę rządu w tej sprawie, to na pozycję AKP w sprawie Krymu ma wpływ kilka czynników. Z jednej strony znaczenie ma duża ilość powiązań handlowych między Turcją i Rosją i zależność Turcji od Rosji w sensie energetycznym. Pamiętajmy, że co czwarty budynek w Turcji korzysta z rosyjskiej energii. Oczywiście również nie bez znaczenia są głębokie historyczne napięcia między dwoma narodami, działania w interesie Tatarów Krymskich i kryzys wewnętrzny w Turcji.

Minister Spraw Zagranicznych Turcji Ahmet Davutoglu deklaruje, że w sprawie Krymu popiera politykę UE i NATO. Nie spodziewałbym się, że Turcja będzie grała pierwsze skrzypce, a nawet drugie w sporze pomiędzy Stanami Zjednoczonymi, Unią Europejską a Rosją.

Deniz Yagmur: socjolog i doktorant w Goldsmiths College, Uniwersytet Londyński

Z angielskiego przełożyła Dominika Blachnicka – Ciacek

Warszawa i Londyn,  31.03.2014

Czytaj również
*
Gość