Umowa z Iranem: O co w tym wszystkim chodzi?

Drukuj

W ubiegłym tygodniu byliśmy świadkami dwóch ważnych wydarzeń z udziałem międzynarodowych mocarstw: umowy dotyczącej przyszłości Grecji w Unii Europejskiej oraz umowy dotyczącej roli Iranu na arenie międzynarodowej. Obie oferty mają swe społeczne i polityczne koszty oraz zyski, swych zwycięzców i przegranych. Można jednak pokusi się o stwierdzenie, że wspólnym politycznym wygranym obu porozumień są Niemcy.

Porozumienie z Wiednia (o nazwie Wspólny Kompleksowy Plan Działania, JCPOA) zawartej pomiędzy P5 + 1 (5 stałych członków ONZ + Niemcy) i Iranem nie ustanawia nowego ładu jądrowego na świecie, nie anuluje nuklearnego programu militarnego Iranu, ale odracza jego realizację. W rzeczywistości pozwala Iranowi ponownie uruchomić program, w dużo bardziej zmodernizowanych warunkach, po 10-letnim „okresie zawieszenia” i pod patronatem międzynarodowych mocarstw.

JCPOA daje duże pole do interpretacji, podczas gdy część techniczno-jądrowa wygląda prawie jak usprawiedliwienie finansowej części umowy- zniesienia sankcji. Wedle JCPOA Iran zgadzając się na pozorny kompromis, w rzeczywistości czerpie korzysci m.in. z. technologicznego i finansowego zaangażowania Zachodu w modernizacje programu nuklearnego. Przez tekst porozumienia niewątpliwie przebija się wyrafinowanie irańskiej dyplomacji. Porozumienie świadczy również o silnym dążeniu P5 + 1, aby zakończyć negocjacje, podpisał umowę, aby rozpocząć współpracę gospodarczą i wysyła historię sukcesu w świat. PR wokół umowy niesie w świat wieść o przełomie w stosunkach międzynarodowych i zachęca potencjalnych inwestorów do zainteresowania Iranem.


Saudyjczycy i Izraelczycy na ławce rezerwowych

Umowa wysyła wyraźny sygnał dla innych uczestników polityki w regionie, w szczególności do Izraela i Arabii Saudyjskiej, że muszą dostosować się do nowej rzeczywistości i powinni zaakceptować tę umowę, aby nie popaść w niełaskę swych partnerów. Umowa jednak zmniejsza strategiczne pozycje obu państw, a i współpraca przy rozwiązywaniu regionalnych problemów może okazać się raczej trudniejsza niż łatwiejsza. To Iran i jego najbliżsi sojusznicy Hezbollah i Assad w Syrii, a także iracka ludność szyicka są zainteresowani zwalczaniem Państwa Islamskiego (Daesh), podczas gdy Arabia Saudyjska i Izrael są dużo bardziej zainteresowane zwalczaniem Iranu i jego sojuszników, czy to w Jemenie lub w Libanie, czy gdzie indziej. Stąd rozdźwięk ambicji i interesów raczej się powiększy. Wahabicki reżim Saudyjczyków ucieka się do wszelkich możliwych sposobów, aby utrzymać prymat nad ich perskim szyickim rywalem. W tym celu są gotowi zawrze pakt z diabłem, a na pewno z Al-Kaidą i podobnymi organizacjami fundamentalistycznymi (w Syrii, Jemenie) lub z Izraelem (przeciw Iranowi), aby osiągnąć swoje cele. Dlatego nie ma powodu sądzić, że Saudyjczycy zechcą pogodzić się z rosnącym znaczeniem Islamskiej Republiki.

Rywalizacja między Arabią Saudyjską i Iranem ma historyczną wagę i jej źródłem są ambicje tych krajów, aby utrzymać przewagę religijną na Bliskim Wschodzie: być tym krajem islamskim, który przewodzi społeczności muzułmańskiej. Ponadto, w obu krajach dominuje chęć utrzymania potęgi wojskowej oraz dominacji kulturowej. Izrael jest zaniepokojony, ponieważ od kiedy prezydent Obama okazuje brak zainteresowania sprawami Izraela, a nawet konfliktem izraelsko-palestyńskim, reszta świata również ignoruje Izrael. Nic dobrego nie może z tego wyniknąć: ignorowany Izrael pod rządami prawicy i skrajnej prawicy coraz bardziej przesunie się na prawo, stając się małą, zmilitaryzowaną twierdzą wroga nie tylko sąsiadom, ale i własnym obywatelom. Co więcej, wzmocniony umową Iran będzie dalej i bardziej intensywnie wspierał szyicki Hezbollah, zarówno moralnie jak i finansowo. W takich okolicznościach Hezbollah na pewno pokusi się na to, aby zorientowa swoje militarne wysiłki z Syrii z powrotem na Izrael. Dlatego izraelskie obawy i krytyka wobec umowy nie są bezpodstawne


Szansa na koalicje przeciwko DAESH?

Jakkolwiek, jest szansa, ze wzmocnienie Iranu na arenie międzynarodowej przyniesie poprawę bezpieczeństwa Iraku, gdzie szyickie ugrupowania zwalczające Daesh uzyskają więcej konkretnego wsparcia z Iranu. Strategiczna współpraca Stanów Zjednoczonych i Iranu w Iraku zostanie uwierzytelniona i stanie się oficjalna, przez co bardziej skuteczna. Iran militarnie i moralnie wspierał irackich szyitów przez cala wojna iracko-irańska, amerykańska interwencje, a teraz, w wojnie z Daesh. W wyniku wiedeńskiego porozumienia Islamskiej Republice będzie łatwiej dołoży więcej środków na dalsza walkę z Daesh. Jest też i druga strona medalu. Mianowicie istnieje stosunkowo wysokie prawdopodobieństwo, że reżim ajatollahów będzie dolewał oliwy do ognia sunnickich-szyickich animozji i nastroi Szyitów (w Iraku, ale także w zdominowanym przez Szyitów Bahrajnie) przeciwko ich sunnickim rodakom.

Pozostaje obserwować wydarzenia w Syrii, ale jest pewne, że niewiele osób ucieszyło się bardziej z nuklearnego porozumienia niż prezydent Assad. Ci, którzy twierdza, że porozumienie pomoże rozwiązać syryjski kryzys albo kłamią, albo są naiwni, chyba że są zwolennikami reżimu Assada. Działania Iranu w Syrii służące zachowaniu władzy przez Assada i mające pomóc mu w odzyskaniu utraconych terytoriów, przybiorą na sile i będą prowadzić do większej liczby ofiar, a rywalizacja między Iranem-Arabią, Iranem-Izraelem i Iranem-Katarem na terytorium Syrii przybierze bardziej agresywny charakter.

Nie trzeba mówić, jakie będą konsekwencje i wpływ takiego stanu rzeczy na ludność cywilną, nieznośną sytuację humanitarną i w końcu na sytuację na południu Europy, która już nie radzi sobie z falą imigracji. Jakkolwiek zaskakująco, to silniejsza pozycja Iranu może pomóc ustabilizować sytuację w Libanie, gdyż wrogowie Hezbollahu będą musieli skoncentrować swoje siły w walkach w Syrii, a nie na przenoszeniu konfliktu na terytorium Libanu.


O co chodzi?

Wydaje się, że celem umowy nie jest zatrzymanie Iranu w wyścigu o broń jądrową, a umowa nie zapobiegnie realizacji tego celu, jeśli Iran w pewnym momencie zdecyduje się na jej zdobycie. JCPOA pozwala Iranowi na przełożenie realizacji tego celu w czasie, poprzez odłożenie działalność badawczo-rozwojowej, oraz zahamowanie wzbogacania uranu do wyższego poziomu, który służy do budowy bomby atomowej. Umowa daje Iranowi pole do niekończących się negocjacji w sprawie dostępu niezależnych obserwatorów do „podejrzanych” miejsc nuklearnych. Mechanizm rozstrzygania sporów będzie powodował, że międzynarodowe inspekcje będą mogły odbyć się po wielotygodniowych negocjacjach. Porozumienie wymaga również modernizacji obiektów jądrowych, z zastrzeżeniem, że nie będą służyć budowie broni nuklearnej. To daje Iranowi doskonałą okazję do budowy broni w zmodernizowanych obiektach, jak tylko wygaśnie umowa.

Niemniej jednak jestem zdania, że zawarte porozumienie jest lepsze niż brak porozumienia, bo wprowadza odprężenie, które budowało się przez dziesięciolecia między Iranem a Zachodem, wprowadza ducha współpracy (nawet jeśli tylko z wyrafinowanej irańskiej uprzejmości) i oddala groźbę alienacji, nawet jeśli tylko jako efekt uboczny umowy. Również porozumienie stwarza nowe możliwości, ale też i ryzyka dla ludności Iranu (ale wewnętrzne skutki umowy nie są tematem tego tekstu). Izraelska lewicowa gazeta Haaretz pisze, że umowa zrywa z tabu, że z reżimem ajatollahów nie da się negocjowa i tym samym przywraca Republikę Islamską społeczności międzynarodowej.


Chiny, Niemcy, sektor finansowy, przemysł energetyczny zwyciężąją!

International Business Times donosi, że kraje europejskie, takie jak Francja, Niemcy i Wielka Brytania, stworzyły Europejsko-Irańskie Stowarzyszenie Biznesu, ułatwiające kontakty handlowe z Iranem. Wedle niemiecko-irańskiej Izby Przemysłowo-Handlowej, obecnie ponad 130 niemieckich firm posiada oddziały w Iranie, a liczba ta ma się w dalszym ciagu rozwijać. W ciągu ostatnich dwóch lat negocjacji Francja, wydawała się być najbardziej zaciekłym przeciwnikiem kompromisu z Iranem. Z powodu silnie ograniczajaych powiązan gospodarczych z Arabia Saudyjska Francja nie widzi wiekszych korzyści z umowy z Iranem.

Innym powodem, dla którego Francja zajęła takie twarde stanowisko w sprawie transakcji jest próba zapobieżenia dalszej ekspansji niemieckiej dominacji gospodarczej. Amerykańskie firmy nie będą czerpać korzyści z umowy, jak powszechnie oczekiwano, ze względu na zbyt duże historyczne obciążenia, jak i odległości kulturowe i geograficzne. Choć stosunki Rosja-Iran nie zmienią się wiele, to pole do działania jest szerokie dla Chin i Niemiec.

Niemcy są największym partnerem Iranu w Unii Europejskiej i niemieckie firmy przygotowują sobie swoje wejście na rynek irański od lat. W czasach najcięższych sankcji w 2012 roku niemiecki eksport towarów do Iranu osiągną wartość około 3,5 mld $. Zgodnie z oczekiwaniami, to niemiecka myśl inżynierska i specjalistyczny sprzęt techniczny są niezbędne Iranowi do rozbudowy infrastruktury i projektów przemysłowych. Daniel Bernbeck, dyrektor Niemiecko-Irańskiej Izby Przemysłu i Handlu już w 2009 roku, nawet w okresie kontrowersyjnego przewodnictwa Mahmuda Ahmadineżada, nie widział „w ogóle moralnych przeciwwskazań” w prowadzeniu działalności gospodarczej z Iranem. Nawet były burmistrz Berlina Walter Momper, moderujący spotkania biznesowe w Ambasadzie Iranu wspaniałomyślnie zaproponował zniesienie sankcji na Iran.

Firmy, które faktycznie są w grze to te, które pobudzą rozwój przemysłu wydobywczego energetycznego, motoryzacyjnego, chemicznego, farmaceutycznego, a także transportu i infrastruktury transportowej. Dodatkowo, wszystkie oferty biznesowe będą przepływać przez banki inwestycyjne „ułatwiające” i finansujące oferty. UE natomiast będzie oferować kredyty eksportowe w celu umożliwienia handlu, finansowania projektów i inwestycji w Iranie. Iran jest dużym krajem o bardzo silnym potencjale również na rynku bankowości, jak również w branży ubezpieczeniowej, w której sankcje zostały również zniesione.

Niemniej jednak Iran dba i dba będzie o swój interes narodowy w pierwszej kolejności. Z pewnością wprowadzone zostaną środki ochronne i regulacje w celu kontroli przypływu kapitału zagranicznego i określone warunki, w których zagraniczne firmy będą działać w Iranie. Islamska Republika nie dopuści do tego, aby współpraca gospodarcza z zagranicą odbiła się negatywnie na jej wpływach kulturowych, stąd inwestorzy nie powinni póki co dzieli skóry na niedźwiedziu. Z kolei na wysokiej jakości wyspecjalizowane irańskie produkty znajdzie się z pewnością popyt w Europie. Oprócz tego należy oczekiwać wzrostu w sektorze turystyki.

Nie można pominąć implikacji dla regionalnego przemysłu naftowego, który, o ile OPEC nie zdecyduje się na ustanowienie limitów produkcji ropy naftowej, ucierpi z powodu spadajacych cen ropy, powodując niepokój w krajach Zatoki Perskiej. Europejskie przedsiębiorstwa energetyczne, z kolei skorzystają na udziale w modernizacji i rozwoju irańskiej przestarzałej infrastruktury energetycznej.

Nadzieje Zachodu, że boom gospodarczy otworzy Iran na Zachód i doprowadzi do rezygnacji z ambicji nuklearnych, a także pchnie społeczeństwo w kierunku zmiany obecnego reżimu, są nieuzasadnione. Może okazać się przeciwnie: obecny system zdobędzie uznanie za doprowadzenie do pobudzenia gospodarczego i za przywrócenie Iranowi zasłużonej pozycji w społeczności międzynarodowej.

Czytaj również
O autorze
*
AgataNiedermann