W sprawie prób cenzurowania sztuki „Śmierć i Dziewczyna”

Drukuj

To smutne a zarazem groźne dla porządku społecznego, kiedy minister kultury sięga po cenzurę prewencyjną, aby ingerować w działalność artystyczną jednej z najlepszych scen w naszym kraju.

Do próby zastosowania tego typu restrykcji doszło niestety w przypadku sztuki „Śmierć i dziewczyna” Teatru Polskiego we Wrocławiu, wyreżyserowanej przez Ewelinę Marciniak. W piśmie z dnia 20 listopada 2015 roku Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, wyraziło swoje oczekiwanie, że Marszałek Sejmiku Dolnośląskiego wyda nakaz wstrzymania przygotowań do premiery. Przyczyną podjęcia przez ministerstwo tak stanowczej interwencji była znajdująca się na stronach teatru informacja o tym, że w czasie spektaklu pokazany zostanie „pełny akt seksualny”, co wedle słów zawartych w piśmie „łamie powszechne zasady współżycia społecznego”. Autorzy tego urzędowego dokumentu nie uznali jednak za stosowne wyjawienia, o jakie konkretnie zasady im chodzi. Podobną postawę niestety przyjął także minister kultury Piotr Gliński, który podczas wywiadu w programie TVP „Minęła dwudziesta”, konsekwentnie unikał odpowiedzi na pytanie o podstawy prawne interwencji podjętej przez zarządzaną przez niego instytucję. W ten sposób ministerstwo odmówiło udziału w dialogu społecznym o wolności sztuki oraz zakresie wparcia jej rozwoju przez instytucje państwa.

Szczęśliwie, premiera spektaklu „Śmierć i dziewczyna” doszła do skutku. Jednak próba jego ocenzurowania doprowadziła do szeregu nieporozumień wokół przedstawienia oraz sztuki teatru. Zawarte w ministerialnym piśmie treści oraz zdawkowa argumentacja stały się bowiem dla części środowisk podstawą do oskarżeń oraz ataków na Teatr Polski we Wrocławiu, które wynikają z nieznajomości prawa lub z braku wiedzy o współczesnym teatrze.

Punktem wyjścia dla większości oskarżeń stała się informacja o akcie seksualnym na scenie, który – jak podkreśla ministerstwo w swoim piśmie – miał być wykonany przez „aktorów pornograficznych”. To dość zrozumiałe, ze dla wielu osób zapowiedź tego typu wydarzenia może budzić wątpliwości natury moralnej lub zwyczajnie szokować. Polskie prawo jest jednak w tym względzie dosyć klarowne. Zgodnie z art. 202 & 1 ze złamaniem prawa mamy do czynienia jedynie wtedy, jeśli „treści pornograficzne są prezentowane w taki sposób, że może to narzucić ich odbiór osobie, która sobie tego nie życzy”. W sytuacji, w której teatr poinformował widzów o tym, że spektakl zawiera treści pornograficzne, widzowie zaś nabyli dobrowolnie bilety, nie może być zatem mowy o realizacji znamion przestępstwa. O prawie do wykorzystania przez sztukę treści pornograficznych wspomina także w swoim komentarzu do art. 202 KK Tomasz Sroka. Sugestie łamania prawa przez twórców przedstawienia „Śmierć i dziewczyna” są zatem po prostu bezpodstawne.

Zasadność wykorzystania aktu seksualnego w przedstawieniu teatralnym była także podważana ze względu na rzekomą nieadekwatność tak dosłownego środka wyrazu względem symbolicznej natury teatru. W rzeczywistości teatr od zawsze włączał w swoją przestrzeń pewne elementy rzeczywistości. Natomiast w ostatnich dekadach metoda ta stała się jedną z kluczowych strategii artystycznych w teatrze. Próba zakwestionowania aktu seksualnego na scenie jako działania zbyt dosłownego opiera się zatem na odwoływaniu się do anachronicznej już dzisiaj estetyki teatru.

Przedstawienie „Śmierć i dziewczyna” nie stanowi dramaturgicznej kompilacji i zarazem teatralnej adaptacji wybranych tekstów literackiego. Celem współczesnego teatru nie jest bowiem atrakcyjne wystawienie wartościowej literatury, ale skonfrontowanie się przez widzów i aktorów z tym wszystkim, co wyrasta z tekstu oraz pracy prowadzonej nad nim w czasie prób. W takim teatrze nie ma miejsca na prostą prowokację, czy zabiegi marketingowe oparte na skandalu. Te środki znajdują się po prostu poza horyzontem zainteresowania publiczności odwiedzającej między innymi Teatr Polski we Wrocławiu. Sympatyków współczesnej, polskiej sztuki teatralnej nie ekscytuje także przekraczanie dla samej przekory norm społecznych czy przestrzeganych przez innych zakazów.

Dlatego właśnie tak bardzo mylili się w swojej krytyce działań twórców przedstawienia „Śmierć i dziewczyna” ci wszyscy, którzy w programie TVP „Hala odlotów” domagali się, aby grająca w spektaklu Małgorzata Gorol potwierdziła, że w wyniku zaangażowania aktorów porno doszło do pewnego rodzaju przekroczenia, o którym aktorka wspomniała przed programem. Dla nich przekroczenie, oznaczało bowiem złamanie norm, czy nawet prawa. Tymczasem artystka mówiła o przekraczaniu samych siebie w wyniku doświadczenia, jakim dla zespołu stało się spotkanie przy pracy na scenie z aktorami porno. Wyjaśnijmy jednak, że nie chodziło o akceptację pornografii czy ewentualnie akt jej odrzucenie, ale o refleksję nad artystycznymi i ludzkimi konsekwencjami takiego spotkania. Odbywający się na scenie akt seksualny nie jest bowiem ani elementem centralnym przedstawienia, ani dodatkiem mającym go ubarwić, ale integralną częścią tego, co powstało z niezwykle ciężkiej i rzetelnej pracy aktorów.

Dzięki odważnemu przedstawieniu Eweliny Marciniak, podobne doświadczenie stało się także udziałem osób zapełniających widownię. Obecność aktorów porno wraz z dosłownością ich działań na scenie teatralnej, gdzie równowaga pomiędzy prawdą a siłą przekonywania pozostaje zawsze chwiejna, mogła stanowić poważne wyzwanie dla wielu oglądających spektakl. Każdy z nich na własną rękę musiał zmierzyć się ze swoimi przyzwyczajeniami, ograniczeniami czy wyobrażeniami o sztuce. Taki rodzaj przekroczenia stanowi jednak fundament naszego humanistycznego rozwoju. Ocenzurowanie sztuki „Śmierć i dziewczyna” byłoby zatem aktem ograbienia Polaków z ich prawa do rozwoju oraz refleksji nad swoim człowieczeństwem.

Czytaj również
O autorze
*
WojciechBaluch