Walka o klimat to walka z rasizmem i ksenofobią

Drukuj

Rasizm, migracja, nierówności – bez zmierzenia się z nimi nie uporamy się z klimatyczną przyszłością. I vice versa.

Zapaść klimatu – jeśli nie zostanie w porę powstrzymana, uderzy w nas wszystkich. Jednak w pierwszej fazie najmocniej odczuwa ją globalne Południe, zamieszkane przez uboższą i nie białą część ludzkości. Dla nich niestabilny klimat i nietypowa pogoda już teraz oznaczają utratę dachu nad głową bez szansy na odbudowę, a ponadto epidemie, nędzę i głód. Przedstawiciele ruchu Black Lives Matter utrzymują (1), że to dowód na rasizm. Dlaczego? Za nadprodukcję CO2 odpowiada najpierw rewolucja przemysłowa, a następnie niezrównoważony i nieodpowiedzialny rozwój po II wojnie światowej – w obu przypadkach dotychczasowe powody do dumy cywilizacji zachodniej. Ci, którzy najmniej na tym rozwoju zyskali, najbardziej teraz cierpią jego skutki.

Przyjęcie przez Zachód odpowiedzialności za szkodliwe dziedzictwo imperializmu, kolonializmu i kapitalizmu daje szansę na poświęcenie należytej uwagi krajom Południa oraz ubogim społecznościom w krajach rozwiniętych, na wsparcie, odszkodowania, reparacje i projekty mające na celu naprawienie tragicznie jednostronnych skutków zachodniego sukcesu. Takie podejście wymaga przezwyciężenia postaw rasistowskich, wspieranych dodatkowo przez typową skłonność do wypierania win i zwykłą ludzką apatię. Ale nie da się długo uciekać od konstatacji, że sprowokowane przez jedną część ludzkości zaburzenia klimatyczne dotkną innej części ludzkości po liniach rasowych – i klasowych.

Od Meksyku przez Indie, Bangladesz i Pakistan po Chiny to zwykli obywatele wielkich miast, nie mogący sobie pozwolić na mieszkanie w lepszych warunkach, cierpią najbardziej od zanieczyszczenia powietrza. Nawet dla tych, którzy nie mieszkają w krajach globalnego Południa, jak na przykład obywatele przykrytego smogiem Krakowa czy Warszawy, to właśnie niska jakość miejskiego powietrza stanowi najbardziej wyczuwalny objaw kosztów, jakie pociąga za sobą obecny model konsumpcji i eksploatacji zasobów.

Inne, choć mniej nagłaśniane, są nie mniej ważne. To do krajów globalnego Południa trafiają toksyczne odpady, których nikt inny nie chce. Tam też bez zawracania sobie głowy środowiskiem naturalnym i ludzkim zdrowiem najchętniej działają zachodnie koncerny wydobywcze. Nawet i bez klimatycznej zapaści sytuacja wymaga zdecydowanych przedsięwzięć korekcyjnych i kompensacyjnych.

Uznanie tego faktu jest pierwszym krokiem na drodze nie tylko do naprawienia przeszłych krzywd, ale i do zapobieżenia krzywdom przyszłym. Obdarzone pomocą – i szacunkiem – społeczności globalnego Południa mogą stać się silnym podmiotem, zamiast bezradnym pionkiem w negocjacjach z korporacjami, na ekologicznej i społecznej destrukcji opierającymi dotąd swoje biznesplany. Mogą też wstąpić na ścieżkę odpowiedzialnego rozwoju. Jednocześnie tak wzmocnione gospodarczo, społecznie i politycznie, będą w stanie lepiej sobie radzić ze skutkami postępującej zapaści klimatycznej.

Kolejny aspekt, gdzie przenikają się kwestie społeczne i ekologiczne, to migracja. Już teraz klimat jest przynajmniej częściowo odpowiedzialny za kryzys uchodźczy. Susze wygnały mieszkańców syryjskich wsi do miast, co zaogniło napięcia społeczne i wzmogło problemy gospodarcze, a wreszcie przyczyniło się do wybuchu wojny domowej. Uchodźców będzie coraz więcej – w miarę, jak destabilizujący się klimat zintensyfikuje napięcia w krajach globalnego Południa i gdzie indziej. Wspomniane wyżej zainspirowane przyjęciem odpowiedzialności przez Zachód działania mające na celu złagodzenie skutków zapaści klimatycznej mogą migrację zmniejszyć, ale nie zatrzymać.

Stawianie tamy uchodźcom nie rozwiąże problemu. Nawet, gdybyśmy odłożyli na bok kwestie humanitarne (czego nie powinniśmy robić), powstrzymanie przemieszczania się dziesiątek, jeśli nie setek milionów ludzi w skali globu, wymagałoby militaryzacji państw opierających się migracji i stosowania rozwiązań siłowych (czyli, mówiąc wprost, masowego zabijania uchodźców, tak czynnie, poprzez działania wojenne, jak biernie, poprzez pozostawianie ich na pastwę głodu, chorób itd.). Pociągnęłoby to za sobą zniszczenie tych cech owych „cywilizowanych” państw, które przeciwnicy przyjmowania migrantów chcą rzekomo chronić.

Czyli wracamy do kwestii humanitarnych, które zwyczajnie nie dadzą się na dłuższą metę odłożyć na bok. Uchodźców – w coraz większym stopniu klimatycznych – po prostu trzeba przyjąć. Ale przyjmowanie ich jak leci, bez ograniczeń, wbrew oporowi lokalnej ludności, wytworzy napięcia, które mogą wynieść do władzy ksenofobicznych populistów, przed czym przestrzega Slavoj Žižek w „Against the Double Blackmail”. W ostatecznym rozrachunku mielibyśmy nic innego, jak katastrofę polityczną, społeczną i humanitarną, od której przyjmując uchodźców chcemy uciec. Nie tędy więc droga.

Jedno z rozwiązań problemu to podnoszenie świadomości społecznej, mające na celu pokazanie uchodźców nie jako kotłującej się i roznoszącej zarazki ciżby, a jako indywidualnych ludzi, którzy wobec machiny globalnego kapitalizmu i lawiny klimatycznych katastrof mają więcej wspólnego z przeciętnymi Europejczykami, niż się owym przeciętnym Europejczykom wydaje.

Przyjmowanie uchodźców w ramach zinstytucjonalizowanego i przemyślanego systemu relokacji i integracji, na który jest zgoda samych przyjmujących, to nie zagrożenie dla dotychczasowego sposobu życia, lecz szansa na jego pozytywne dostosowanie do zmieniających się warunków. Przyjmujący muszą dostrzec w przybyszach szansę na wzbogacenie (w więcej niż jednym znaczeniu tego słowa) i wzmocnienie swoich społeczności, nawet za cenę „posunięcia się trochę”. Z kolei przybysze muszą przystać na adaptację do lokalnych warunków tak, by nie narzucać przyjmującej ich rdzennej ludności swojego systemu wartości.

Oczywiście sukces wymagać będzie przezwyciężenia tych samych postaw rasistowskich, skłonności do wypierania win i apatii, o których była mowa wcześniej. To robota na pokolenie, jeśli nie dłużej. Ale im szybciej zrozumiemy, że trzeba nam przyzwyczaić się do obcowania z innością, tym lepiej poradzimy sobie w warunkach nadciągającej epoki wielkich migracji. I być może uda nam się sprawić, że będzie choć trochę mniej dramatyczna: społeczeństwa postawione twarzą w twarz z ludzkim wymiarem zapaści klimatu nie będą mogły uciec od przemyślenia na nowo swoich codziennych decyzji wpływających na środowisko.

Trzeba też coś w końcu zrobić z nierównościami społecznymi. Nie tylko dlatego, że same w sobie są zwyczajnie i po ludzku niesprawiedliwe. Także dlatego, że jak wykazują badania psychologiczne i socjologiczne, nierówności i ich akceptacja przekładają się na brak zrozumienia i poszanowania dla środowiska naturalnego. Życie w silnie zhierarchizowanym społeczeństwie, gdzie w miarę pięcia się po drabinie społecznej ma się większy dostęp do zasobów, w tym naturalnych, pociąga za sobą chęć zagarnięcia ich dla siebie i utrzymania status quo korzystnego z własnej, wąskiej perspektywy. Za eksploatację zasobów na skalę, która jest niezbędna, by utrzymać strukturę i dynamikę tych hierarchii, najwyższą cenę już dziś płaci wielu, a w przyszłości zapłacą wszyscy. Postępujące załamanie klimatu tylko zwiększy determinację elit, by zagarnąć, co jeszcze zostało do zagarnięcia, a to z kolei pogłębi nierówności jeszcze bardziej, prowadząc do destabilizacji i rozpadu społeczeństw.

Tam, gdzie społeczeństwa są bardziej egalitarne, łatwiej o poczucie, że jesteśmy wszyscy za siebie współodpowiedzialni, i o świadomość, że indywidualny zysk nie powinien odbywać się kosztem innych oraz środowiska naturalnego. A zatem działania na rzecz zmniejszenia nierówności społecznych, i na rzecz wykreowania kryteriów wartości nie opartych na konsumpcjonizmie przełożą się na stworzenie społeczeństwa, w którym sprawy ekologiczne zajmą należne im miejsce, świadomość powiązań między dobrostanem ludzkości a ochroną środowiska będzie powszechniejsza, a kategoria zbrodni przeciwko środowisku naturalnemu stanie się podobnie oczywista, jak zbrodni przeciwko ludzkości. Takie społeczeństwo będzie mieć mniejszy negatywny wpływ na przyrodę – ale także jest bardziej stabilne w obliczu skutków załamania klimatu.

Działania na rzecz powstrzymania zapaści klimatycznej przyniosą konkretne skutki społeczne – ale jednocześnie walka ze społecznymi trudnościami i problematycznymi ideologiami przyniesie wymierne korzyści ekologiczne. Musimy zrozumieć, że nadciągająca katastrofalna zmiana klimatu to nie wyłącznie jeszcze jeden problem, z którym trzeba się zmierzyć. To problem, który jest powiązany z wieloma innymi, zaostrzający je i przez nie wzmacniany. Uświadomienie sobie tych powiązań i sposobów, w jaki wzajemnie na siebie wpływają, da nam dodatkowy impuls do działania i szansę na synergiczne zmierzenie się z tymi wyzwaniami.

(1) A. Rehman, Yes, Climate Change Does Kill People of Color More, <Newsweek.com>, 09.09.2016.
(2) H. Bennet, Have psychologists found a better way to persuade people to save the planet?, <theguardian.com>, 02.11.2017.

Dawid Juraszek – pisarz, publicysta, tłumacz, redaktor. Od lat pracuje w chińskim szkolnictwie wyższym, obecnie jako wykładowca na uniwersytecie w Kantonie. Ukończył filologię angielską i zarządzanie oświatą, obecnie studiuje podyplomowo stosunki międzynarodowe i zmianę klimatu. Publikował m.in. w Polityce, Newsweeku, Gazecie Wyborczej i Krytyce Politycznej, regularnie pisuje dla Centrum Studiów Polska-Azja oraz portalu Ha!art.

Photo on Foter.com

Czytaj również
O autorze
*
DawidJuraszek
pisarz, publicysta, wykładowca na Uniwersytecie w Kantonie