Wandalizm na meczecie

Drukuj

Dotarła do nas informacja o zdewastowaniu meczetu polskich Tatarów w Kruszynianach. Sprawców jeszcze nie ujęto, jednak wnioski nasuwają się same. Od kilkunastu miesięcy obserwujemy w Internecie i poza nim kampanię nienawiści skierowaną przeciw wszelkiej odmienności od jedynej słusznej formy bycia Polakiem. Na celowniku są przede wszystkim mniejszości religijne – zwłaszcza muzułmanie, seksualne oraz etniczne. Propaganda narodowców zakreśla coraz większe kręgi, a samo zjawisko jest coraz groźniejsze.

Narodowcy to dziś samodzielna siła, ale nie można zapominać kto ją wprowadził na salony. Wspólne występy na różnorakich marszach, nazywanie kiboli patriotami, poręczanie za Starucha. To dzięki naszej prawicy nacjonaliści złapali oddech. PiS z przybudówkami zaś niczym uczeń czarnoksiężnika rozpętał siły, nad którymi teraz nie potrafi zapanować. Kto sieje wiatr zbiera burzę i ciągłe określanie Islamu jako źródła wszelkiego zła musiało w końcu zaowocować atakami na jego wyznawców. A, że w Polsce o meczety wcale nie jest tak łatwo atak na Tatarów był prawie nieunikniony. A przecież polscy Tatarzy dali piękny przykład patriotyzmu i oddania Polsce – doceniany nawet przez ideologów ruchów narodowych. Ale wśród szeregowych członków – tak jak i w reszcie społeczeństwa – ta historia jest nieznana. Ideolodzy zaś świadomie o Tatarach nie wspominają bo zaburzyłoby to prosty przekaz Islam = zło. A przecież prosty przekaz jest podstawą sukcesu.

Co ciekawe głosy moich prawicowych znajomych wykazują klasyczne symptomy wyparcia. Jako ludzie wykształceni są oburzeni wydarzeniami w Kruszynianach. Jednak kiedy wskazuje się na połączenie tego wydarzenia z przemysłem nienawiści, narodowcami i prawicą znajdują przedziwne wyjaśnienia. Pierwsze to takie, że kampania przeciw Islamowi nie jest skierowana przeciwko polskim Tatarom (w domyśle – tylko przeciw innym wyznawcom Islamu – głównie Arabom). Pomijając hipokryzję takiego podejścia (kampania nienawiści jest dobra, tylko nie przeciw naszym) należy zauważyć, że przekaz w żadnym wątku nie stwierdza, że Tatarzy są z niego wyłączeni. To tak jakbym powiedział „wszyscy biali są głupi” i z pretensjami zgłosił się do mnie Stephen Hawking, a ja na to – „no ale nie miałem na myśli profesorów uniwersytetów”.

Drugie podejście dla odmiany twierdzi, że wydarzenia te są prowokacją zaaranżowaną przez (kogóż by innego) Putina. Nie bądźmy naiwni – rosyjskie służby działają na terenie naszego kraju i ich celem nie jest ochrona polskich interesów, ale zrzucanie wszelkich wydarzeń na rosyjskie prowokacje to spora przesada. Putin zestrzelił tupolewa, Putin podsłuchał kolacyjne rozmowy naszych polityków, teraz Putin pomalował meczet. Tworzy nam się nowa wersja śpiewki „wina Tuska” – tym razem używana przez wszystkie strony politycznego sporu.

Tak czy inaczej należy trzymać kciuki za pochwycenie sprawców i wtedy okaże się czy jest to Krzysztof C. pseudonim „Misiek”, kibic LKS Jedność, czy attaché handlowy przy ambasadzie Federacji Rosyjskiej. Obstawiam to pierwsze, ale z szacunku dla pamiątek po czasach kiedy Polska była krajem tolerancyjnym i resztek złudzeń wolałbym by prawdziwa okazała się wersja druga. Choć ni w  ząb nie mogę zrozumieć jakie to wielkie korzyści Rosja odniosłaby z takiej prowokacji. Stuleci dobrych kontaktów nie przekreśli jeden akt wandalizmu, zgodnie potępiony podczas nad wyraz sprawnych działań władz.

Jest jeszcze jedna kwestia, którą to wydarzenie uwidacznia, a dotycząca wspomnianej kampanii nienawiści. Jakkolwiek jest ona obrzydliwa w swym przekazie to przytaczane w niej fakty są prawdziwe. Obyczajowość związana z pewnymi grupami wyznającymi Islam nie mieści się na naszej skali wartości; obrzezanie dziewczynek, zabójstwa honorowe, przemoc, kary śmierci za zmianę wyznania czy cudzołóstwo. Wszystko to na dość masową skalę. Oczywiście nie wynika to wprost z Islamu – czego dowodem mogą być choćby polscy Tatarzy, którzy tą religię wyznają, ale takich zachowań nie postulują. Jednak nie da się ukryć,że ich korelacja z Islamem jest jest oczywista.

Wraz z napływem emigrantów te problemy zaczną dotyczyć będą i nas. Osoby przyjeżdżające do Europy swoich zwyczajów i przyzwyczajeń nie pozostawiają na granicy – nawet jeśli stoją one w sprzeczności z lokalnym prawem. Widać to wyraźnie po kolejnych ujawnianych przypadkach: ostatnio w Szwecji wykryto dziesiątki okaleczonych dziewczynek, zabójstwa honorowe to zaś plaga Wielkiej Brytanii. Kwestią czasu są takie incydenty także u nas.

Czy zatem należy iść za radą narodowców i zamknąć granice, a ludzi którzy już przyjechali deportować? To oczywiście niemożliwe z bardzo wielu punktów widzenia. Ograniczają nas traktaty międzynarodowe, moralność, humanitaryzm, a także zwykła pragmatyka – fali emigracji nie udało się powstrzymać nikomu – a każdy mur wcześniej czy później padał. Moim zdaniem ochroną naszej tkanki społecznej powinny być jasno nakreślone reguły prawne obowiązujące wszystkich zamieszkujących Polskę. Powinny one wykazywać poszanowanie przekonań i zwyczajów, ale chronić przede wszystkim wolności obywatelskie i prawa człowieka.

5d1a1644-ff8f-11e3-bccf-0025b511226e

Tymczasem prawo jako wyznacznik reguł działania społeczeństwa jest właśnie w naszym kraju ośmieszane. Hierarchia kościelna ogłasza wszem i wobec, że sumienie ma pierwszeństwo przed prawem stanowionym. Jeśli sumienie komuś na coś nie pozwala lub coś mu nakazuje tak właśnie dana osoba ma się zachować i nie powinna być za to ukarana. Ciekawe jaka będzie reakcja tych samych środowisk jeśli za piętnaście lat te same argumenty zostaną podniesione przez fundamentalistów islamskich mieszkających w Polsce. Skoro w imię sumienia można nieludzko zmusić kobietę do donoszenia i urodzenia płodu bez głowy to można w to samo imię nieludzko amputować noworodkowi wargi sromowe, albo zabić za przejście na chrześcijaństwo.

Doraźne działania często rozpętują siły, które szybko znajdują się poza kontrolą. Zagrożenie nacjonalizmem, wprowadzonym na salony w imię doraźnych politycznych korzyści, to przykład pierwszy. Prawo do samostanowienia na drodze referendum lokalnego na Krymie stanie się problemem Rosji za kilkanaście lat kiedy podobne referenda zaczną robić Chińczycy na Syberii, to przykład drugi. W końcu dziś w imię narzucania poglądów wyznaniowych na struktury państwa osłabia się autorytet prawa, co w efekcie może doprowadzić do powstania w Polsce państwa wyznaniowego, ale nie katolickiego tylko muzułmańskiego.

Budowa liberalnego państwa prawa to gwarant swobód i wolności wszelkich mniejszości. Ci, którzy dziś próbują wykorzystać resentymenty do bieżącej walki politycznej oraz erodować struktury państwa by dostosować je do swoich potrzeb muszą pamiętać, że większość może szybko stać się mniejszością, a wypracowane narzędzia szybko zostać obrócone przeciwko nim samym.

Czytaj również
O autorze
*
TomaszKasprowicz
Przedsiębiorca, naukowiec, publicysta.