Współczynnik Alicji

Drukuj

Komentatorzy (nawet bardzo poważni, których cenię od lat) przypisują Donaldowi Tuskowi cechy męża stanu, opierając swoją tezę na umiejętności utrzymywania przez premiera wysokich notowań partii rządzącej w sondażach, oraz wysokim prawdopodobieństwie kontynuacji rządu PO przez kolejną kadencję.

Podzielam podziw dla umiejętności poruszania się -choć sam premier przyznaje, że z braku przeciwnika, kolejne partie warcabów rozgrywa sam ze sobą – łatwo takie rozgrywki wygrywać, ba, można zostać szybko arcymistrzem warcabowym. Czy jednak po to by otrzymać miano męża stanu – wystarczy być?

Porównanie Tuska do Rossa O’Grodnicka z powieści Kosińskiego byłoby przesadą – choć analogii pomiędzy wygłaszającym złote myśli premierem a Rossem – a także pomiędzy polskimi mediami i komentatorami a elitami amerykańskimi w książce Kosińskiego – jest zaskakująco wiele. Media są tak dalece zachwycone tym, że Tusk nie jest Kaczyńskim – że tolerują zachowania i poczynania premiera godne nie tylko Kaczyńskiego ale i Leppera.

Kategoria męża stanu zarezerwowana jest dla tych polityków, którzy swoją działalnością pozostawili trwały, pozytywny ślad w życiu społeczności, w których działali. Czas jest noworoczny, więc warto pokusić się o wyliczenie, prezentów na rok nowy, jakie Polacy dostali od premiera i Platformy Obywatelskiej

Zgodnie z zasadą, jaką sprawdzamy od trzech lat, każda z obietnic wyborczych PO jest realizowana – tylko wspak. Trochę tak, jakby PO utworzywszy rząd stała się Alicją (z „Alicji w krainie czarów” Dodgsona) po drugiej stronie lustra. Każdą z tez wyborczych, należy zatem skorygować o współczynnik, nazwijmy go współczynnikiem Alicji, czyli obracając o 180 stopni – i wyjdzie nam faktyczne działanie rządu.

Podwyżka VAT

Partia zdobywająca serca i głosy wyborców m.in. hasłem – żadnych podwyżek podatków – utworzyła rząd, który jako pierwszy w historii III RP – podatki podwyższył. Wprawdzie planowany przychód z podwyżki – 5 mld zł – można by uzyskać np. nie tworząc nowych miejsc pracy w administracji publicznej (wg wyliczeń kosztują ok. 4 mld) – ale ograniczenie biurokracji to także jedna z obietnic wyborczych PO – więc zatrudnienie w niej (mimo braku nowych zadań) – zgodnie ze współczynnikiem Alicji – musi rosnąć.

Rząd usiłuje nas przekonać, że podwyżki podatku nie odczujemy, że nie będzie mechanizmu zaokrąglania cen w górę – jednym słowem obiecuje cud. Bo nigdzie na świecie nie zdarzyło się, aby podwyżka powszechnego podatku obrotowego nie spowodowała podwyżki cen – a ponieważ w programie wyborczym partii Tuska była zapisana obietnica cudu – zgodnie ze współczynnikiem Alicji – cudu nie będzie na pewno.

Budujmy drogi

Billboardy jeszcze wiszą – pan premier z okazji wyborów samorządowych namawiał „Nie róbmy polityki, budujmy drogi” Zgodnie ze współczynnikiem Alicji zaraz po wyborach najgenialniejszy i najpotrzebniejszy z ministrów – Grabarczyk obwieścił, że dróg i owszem – budować nie będziemy. Nie warto przecież oszczędzać na wydatkach na własną administrację, warto wydać 360 mln na Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku – dumną odpowiedź Tuska na Muzeum Powstania Warszawskiego – rząd z łatwością rezygnuje z budowy dróg. Te 360 mln zł to koszt budowy dla porównania – ponad 15 km autostrady w. cenach polskich (wg Bankier.pl – 1 km budowany w Polsce kosztuje średnio 7,8 mln USD) – ale gdyby przejść na ceny czeskie (1-2 mln USD) to kilometrów tej autostrady wyszłoby co najmniej 60. Ale dlaczego p. Grabarczyk miałby zastanawiać się, dlaczego w górzystych Czechach budowa autostrady kosztuje 4 razy mniej niż na nizinie mazowieckiej? Lepiej ich nie budować. Zgodnie z deklaracjami Tuska o odejściu od polityki historyczno-symbolicznej – z uwzględnieniem współczynnika Alicji – budujemy muzea zamiast dróg.

Wasze portfele będą bezpieczne

Powyższa zasada po uwzględnieniu współczynnika Alicji oznacza – zabierzemy wam co się da.

Jednym z największych problemów, z jakim startowała III RP były emerytury. Odprowadzane przez lata do ZUS składki przepadły w czeluściach kolejnych kryzysów i regulacji gospodarczych PRL. Zjadająca moc nabywczą emeryckich wypłat hiperinflacja, stary portfel, nowy portfel, opóźnienia w doręczaniu emerytur przez pocztę – to duża część doniesień prasowych okresu przełomu ustrojowego. Nikt wtedy nie miał wątpliwości że sytuacja, w której składki emerytalne są traktowane jak zapomoga do budżetu, a wysokość emerytury jako pochodna aktualnej wydolności państwa – to sytuacja chora. Przeciwko systemowi, w którym emerytury finansowane są z bieżących wpłat przemawia także demografia – ostatni „wyż demograficzny” przytrafił nam się w latach 80-tych, na następny nie ma co liczyć. Koszty transformacji ustrojowej – z jednej strony odziedziczone przywileje emerytalne, z drugiej systemy osłonowe przy likwidacji wielu zakładów pracy – typu wcześniejsze emerytury- wskazywały raczej na rosnące zobowiązania ZUSu. Zobowiązania finansowane składkowo przez pokolenia wyżów – które same pozostaną bez osłony emerytalnej.

Reforma emerytalna rządu AWS -UW była chyba najbardziej pożądaną i oczekiwaną. Założeniem było podzielenie Polaków na „Zusowskich”- urodzonych przed 1969 rokiem, zobowiązania wobec których będą regulowane ze składek bieżących – i tych urodzonych później, którzy sami sfinansują (za pośrednictwem OFE) większość swojej emerytury. Korzyści takiego systemu wydają się bezsprzeczne – zabezpiecza interesy przyszłych pokoleń, które nie będą musiały samodzielnie finansować emerytur „wyżowych”, z drugiej strony uwolnił znaczące środki pieniężne pompując je za pośrednictwem funduszy w rynek kapitałowy – na czym na pewno nie tracił ani rynek, ani też per saldo my – zrzeszeni w OFE.

Rząd Tuska w trosce o nasze i przyszłych pokoleń portfele – przemożną większość tych pieniędzy nam odbiera, zamieniając na zusowskie zapisy księgowe, które są tak naprawdę papierem dłużnym moich dzieci, wnuków i prawnuków. W dodatku z demografii wynika, że ci moim zstępni mogą być niewypłacalni.

By żyło się lepiej. Wszystkim

Nie mamy w Polsce problemu OFE, dróg, czy podatków – mamy problem złego rządu. Rządu, którego działania są realizacją programu PO skorygowanego o współczynnik Alicji. Rządu, który żyje w świecie równoległym, po drugiej stronie lustra, niestety zarządzając sprawami po naszej stronie. Rządu, który żyje chwilą, którego działania z dnia na dzień stają się żałośniejszą karykaturą własnych założeń. Mamy także problem braku alternatywy -w parlamencie nie ma nikogo, komu warto zaufać, a błazenady Ruchu Palikota nie sposób traktować poważnie.

Działania premiera nie są działaniem męża stanu – tak działa drobny cwaniaczek, sprzedający nam cegłę – co wybory. Korzysta z koniunktury i strachu przed Jarosławem Kaczyńskim – robiąc potem z nami to, co bałby się zrobić chyba nawet Kaczyński.

Nie wierzę w przetasowania w obecnym politycznym mainstreamie – tzw. elita polityczna od SLD po PiS nie jest zdolna intelektualnie do zachowania dostosowanego do wyzwań nowoczesnego państwa. Przetasowania polegające na zmianie nazw, rotowanie nazwiskami obecnymi od lat w polityce – nie dają nadziei na budowanie nowej jakości. Potrzebujemy nowoczesnej formacji reprezentującej interesy coraz większej klasy średniej i myślącej kategoriami państwa i jego przyszłości, a nie kategoriami sondaży i interesu partyjnego. Taka partia nie powstanie przed najbliższymi wyborami – ale nie ulega wątpliwości, że aby zadbać o przyszłość Polski – musimy znaleźć inne rozwiązanie niż głosowanie na PO ze strachu przed PiSem.

?

Czytaj również
O autorze
*
MarcinCeliński
Publicysta Liberte!, przedsiębiorca, przewodniczący Forum Liberalnego.
@ Marcin_Celinski