Zestrzelony bombowiec: koniec ugłaskiwania Rosji

Drukuj

Zestrzelenie rosyjskiego Su-24 przez tureckie F-16 to pierwszy od wielu lat incydent tego typu. W czasach Zimnej Wojny takie wydarzenia stanowiły stały element gry pomiędzy konkurującymi blokami. Czy oznacza to odrodzenie się Zimnej Wojny?

Rosja od lat prowokuje obce państwa celowo naruszając ich przestrzeń powietrzną. Tylko w 2014 myśliwce NATO aż sto razy podrywały się w celu przechwycenia rosyjskich samolotów wlatujących nad terytorium państw NATO – to dwa razy częściej niż w poprzednim roku. W styczniu 2015 rosyjski ambasador został w tej sprawie wezwany do londyńskiego MSZ, ale jedynym skutkiem było nasilenie się tych incydentów. W kwietniu rosyjskie myśliwce grupowo naruszyły przestrzeń Wielkiej Brytanii i z bazy Lossiemouth w Szkocji poderwano wszystkie samoloty typu Tajfun, a brytyjscy piloci opowiadali, że Rosjanie podlatywali tak blisko ich samolotów, że było widać ich twarze i obsceniczne gesty wykonywane demonstracyjnie w odpowiedzi na wysyłane przez radio wezwania. W tym samym czasie podobnego zachowania doświadczyli Amerykanie lecący nad Bałtykiem samolotem RC135: rosyjski SU przeleciał zaledwie 6 metrów od kabiny pilotów.

Irlandczycy zwracali uwagę, że naruszenia ich przestrzeni powietrznej przez Rosjan są tak liczne i niebezpieczne, że samoloty pasażerskie są zmuszane do zmian trasy, a neutralna Szwecja zaczęła się na poważnie zastanawiać nad wstąpieniem do NATO, bo jej terytorium jest naruszane nie tylko przez rosyjskie samoloty, ale i okręty. We wrześniu w celu obrony swojego terytorium przed Rosjanami myśliwce musieli podrywać Japończycy, a od początku października, kiedy Rosja rozpoczęła interwencję w Syrii, takie incydenty zaczęły się powtarzać nad Turcją. Kolejne wezwania rosyjskiego ambasadora do MSZ w Ankarze nic nie dały, podobnie jak wyrażona przez Turków groźba, że Rosja „będzie odpowiedzialna za wszelki niepożądany incydent, do którego może dojść.”

Wreszcie stało się: 24 listopada Turcy zestrzelili rosyjski bombowiec, który wleciał nad niewielki skrawek Turcji wcinający się w obszar Syrii i nie odpowiedział na radiowe wezwanie do zmiany kursu.

Trafili na zdecydowanych

Rosyjskie prowokacje w ciągu ostatnich lat były tak liczne i coraz bardziej ostentacyjne, że dla Moskwy zdecydowana odpowiedź Turcji musiała być zaskoczeniem. Ukucie reakcji zajęło cały dzień. Nikt dotychczas nie odważył się wobec Rosji zastosować środka, do którego państwa mają prawo, a kolejne wezwania rosyjskich ambasadorów do kolejnych ministerstw były przez Rosjan lekceważone i przyjmowane jako dowód zachodniej „miękkości,” braku woli politycznej zareagowania na narastającą agresję i po prostu strachu przed silniejszym.

Po co Rosji te buńczuczne, niepoważne prowokacje? Na pierwszy rzut oka nie prowadzą do żadnych skutków. Specjaliści wojskowi mówią jednak o testowaniu potencjalnych przeciwników. Wiedza o czasie reakcji na wtargnięcie i o liczbie użytych samolotów stanowi bezcenne, praktyczne źródło informacji o potencjale obronnym państwa. Analityk polityczny Eugene Rumer z Carnergie Endowment for International Peace wskazuje natomiast na typową dla Rosjan w ostatnich latach satysfakcję z grania na nosie partnerom, co ma stanowić odreagowanie po latach marginalizacji Rosji w stosunkach międzynarodowych, odbieraną w Moskwie jako upokarzającą. Teraz, kiedy przez świat przechodzą kolejne fale zaskoczenia i obaw przed prężącym muskuły mocarstwem, Rosjanie otwierają szampana i myślą: „we’re back in business” – mówi Rumer.

Tureckie ostrzeżenie przekazane rosyjskiemu ambasadorowi zostało zignorowane, wyrażone zaraz potem przez szefa NATO poparcie dla Turcji również. Rosja przyzwyczaiła się, że na jej kolejne prowokacje partnerzy odpowiadają nieśmiało. Zestrzelenie rosyjskiego samolotu przez Turcję to pierwsza od czasów Zimnej Wojny zdecydowana reakcja państwa członkowskiego NATO na rosyjskie prowokacje. Po raz pierwszy od 25 lat Rosja natknęła się na zimnowojenny gest powstrzymywania zamiast ugłaskiwania (appeasement).

Pierwsze reakcje Moskwy okazują się nieco bardziej stonowane niż można się było spodziewać – ograniczają się do słownego potępienia i do zapewne odgórnie organizowanej, „spontanicznej” akcji obrzucania kamieniami tureckiej ambasady w Moskwie. Trudno nie uznać tego faktu za korzystny dla Europy – być może jesteśmy świadkami nie tylko szoku Rosjan nieprzyzwyczajonych do napotykania oporu, ale może nawet uświadomienia sobie przez Putina, że właśnie dobrnął do granicy, poza którą jest już tylko wojna. Wojna którą jego kraj musi przegrać w starciu z NATO, jeśli tylko ta organizacja wykaże się wolą polityczną obrony własnych interesów.

Czytaj również
O autorze
*
MarcinWojciechowski