Mniej czy więcej stanu nadzwyczajnego? Kilka uwag a propos tekstu Agambena :)

Post Liberte! z informacją o publikacji tekstu Agambena Epidemia koronawirusa zagraża ludzkiej wolności dotarł do mnie symultanicznie z informacją o stanowisku Zarządu Polskiego Towarzystwa Prawa Konstytucyjnego z dnia 2 IV 2020 r., w którym zawarto wyraźny apel: „Zarząd Polskiego Towarzystwa Prawa Konstytucyjnego apeluje dlatego do Rady Ministrów o pilne wprowadzenie przewidzianego w art. 232 Konstytucji RP stanu klęski żywiołowej i regulowanie sytuacji, w której znalazła się Polska, w konstytucyjnie zdefiniowanym reżymie prawnym” [1].

W polskich warunkach tekst Agambena staje się wyjątkowo dwuznaczny, pozwala bowiem na rodzimym gruncie pytać o to, czy mamy za dużo, czy za mało stanu wyjątkowego. A także – czy osoby wyrażające konieczność wprowadzenia w Polsce jednego ze stanów nadzwyczajnych tak naprawdę dążą do zredukowania życia Polek i Polaków do biologicznego minimum, pozbawionego „możliwości praktykowania jakiejkolwiek formy życia społecznego, politycznego, ale także czysto ludzkiego i uczuciowego”? Czy okres pandemii stanowić ma kolejny dowód na tezę Agambena, że nowoczesność i obóz, czyli przestrzeń, w której stan wyjątkowy jest regułą, to awers i rewers?

W swoim mocno już leciwym tekście pisałem „Warto podkreślić, że deklaratywnie interesuje Agambena struktura prawno-polityczna obozu, a nie okoliczności historyczne, które doprowadziły do pojawienia się obozów i określenia ich funkcji. W rzeczywistości Agamben nie potrafi uciec od analiz historycznych […]. Osuwanie się analiz strukturalnych w rozważania historyczne odsłania, moim zdaniem, problematyczność koncepcji Agambena. Sądzę, że przez odwołanie do faktów Agamben chce unaocznić zasadność swojej interpretacji nowoczesności. Jego koncepcja okazuje się jednak uwikłana w błąd pars pro toto (zone d’attente poświadczają co najwyżej lokalną ważność koncepcji Agambena, nijak nie mają się jednak do ‘nowoczesności samej w sobie’)” [2].

Dziś powiedziałbym, że jego odwołania do faktów historycznych świadczą o lekceważeniu wiedzy historycznej (wystarczy poczytać o sposobach przeciwdziałania hiszpance czy o epidemii ospy we Wrocławiu, żeby zdać sobie sprawę, jak naciągany jest pogląd Agambena co do sposobów walki z pandemiami i epidemiani w przeszłości). 

Po tekstach Agambena związanych z SARS-Cov-2 utwierdziłem się również w poczuciu, że niewiele on rozumie z życia społecznego i lekceważy socjologię. W gruncie rzeczy operuje on w tekście przeciwstawieniem jednostek redukowanych do biologicznego życia i represyjnej władzy, która utrąca wszelką możliwość życia społecznego czy politycznego, wprowadzając w czasie pandemii określone ograniczenia. Jeśli by próbować wyciągnąć z tego jakiś pozytywny projekt, to zakładałby on wspólnototwórcze działania owych jednostek, które koronawirusem specjalnie by się nie przejmowały. W gruncie rzeczy – próbując wydobyć z tekstu Agambena nie tylko krytykę, ale przesłanki dla wizji pozytywnej – widać, jak z tego nurtu wyrasta pomysł na rozumienie wspólnoty jako biologicznego, nadludzkiego misz maszu [3]. „Żyjemy w czasach powszechnej sterylizacji, w czasach, w których lęk przed zakażeniem, przed wniknięciem obcej materii do naszego wnętrza stanowi podstawę polityki indywidualnego i zbiorowego bezpieczeństwa; oto paradygmat odporności-przez-izolację. Ochrona granic ciała, utrzymywanie bezpiecznych odległości, eliminacja przypadkowego mieszania się płynów ustrojowych jest naszą higieniczną, etyczną i polityczną obsesją” [3] – pisał Pacewicz. Takiemu „immunizacyjnemu” podejściu przeciwstawiając wspólnoty biooporu: narkomanów ze squatu czy modne wśród części gejów orgie, w których rytualnie (tu pojawia się odwołanie do komunii katolickiej) przekazywany jest osobom zdrowym wirus HIV.

Zastanawiam się, czy Agamben, dla którego wszelka biopolityka ma chyba wyłącznie mroczne oblicze, miałby dość odwagi, żeby wprost przedstawić taki model wspólnoty – tyle że nie z HIV, a SARS-CoV-2. Msze (nawiasem mówiąc, gdy czytałem słowa Agambena o milczeniu włoskiego Kościoła ws. utraty zaufania między ludźmi, którzy stają się we wzajemnym odbiorze wehikułami przenoszącymi zakażenie,  przyszło mi na myśl, że naprzeciw jego oczekiwaniom wyszli w Polsce abp. Dzięga czy księża Kneblewski bądź Guz – ich zdaniem Komunia i ręce kapłana nie przenoszą wirusa, czy nie jest to przewrotna odpowiedź na dystans społeczny oparta o specyficzną formę wspólnotowego zaufania przynajmniej do osoby księdza?), pocałunki, zupełnie swobodne życie społeczne i polityczne, brak społecznego dystansowania się, byłyby wspaniałym laboratorium takiej wspólnoty, której rozwój utrudnia władza we Włoszech. Pytanie tylko, ile wtedy Włochy odnotowałyby zgonów i co w ich obliczu Agamben by zrobił?

Moim zdaniem, w perspektywie projektu Agambena ginie kilka ważnych rzeczy.

Po pierwsze, na gruncie jego myśli nie jesteśmy w stanie dostrzec, że biowładza i biopolityka są nie tylko czymś negatywnym. W gruncie rzeczy, u Agambena są one rodzajem tanatowładzy i tanatopolityki, w której życie dostrzegane jest o tyle, o ile jest ono zagrożone przez śmierć. Podmiotami takiej polityki są też jednostki, a nie zbiorowości. Jego myśl dziedziczy wszelkie słabości tych teorii społecznych, w których o społeczeństwie mówi się jak o „dużej” jednostce, zagrożonej w swoim działaniu, redukowanej do biologicznego minimum. W takich kategoriach ograniczenie mojego jednostkowego prawa do chodzenia na plażę jest represją. Jest nią także zmuszanie mnie do szczepienia dzieci. To w perspektywie zbiorowości widać, że brak działań związanych z SARS-CoV-2 może doprowadzić do zaniku jakiegokolwiek życia społecznego (nie będzie miał go kto wieść), a brak wyszczepialności w populacji będzie zagrożeniem dla jej członków, w tym najsłabszych. W perspektywie Agambena nie mamy narzędzi, by opowiedzieć o Burkina Faso, w której powszechne szczepienia były ważnym elementem modernizacyjnym i emancypacyjnym, o czym przypomina niezłomnie Andrzej W. Nowak [4].

Po drugie, myśl Agambena jest zbyt konserwatywnie-technofobiczna (widać to choćby, gdy pisze o nauczaniu online czy elektrowniach atomowych [5]) i zbyt redukcjonistyczna, by zdawać sprawę z tego, że nasze status quo to nie punktowe wydarzenie, ale element sieci powiązań, które są także różnymi sposobami życia  SARS-CoV-2 może być elementem połączeń, które wzmacniają egoizm, rasizm etc. Ale może być także elementem takich sieci, w których pojawia się kooperatywa, bezinteresowne działanie na rzecz innych, gdzie bliskość wytwarza wspólny śpiew na balkonach, robienie zakupów sąsiadom itd.

Technologia zaś może ułatwiać i podtrzymywać kontakty i więzi w dobie fizycznych ograniczeń. Może też, na niespotykaną skalę, ułatwiać choćby życie kulturalne. Jasne, pracownicy instytucji kultury i same te instytucje będą długo zbierać się po czasie zastoju (to wątek na osobne rozważania), ale oferowany aktualnie dostęp do streamingów pozwala wielu ludziom cieszyć się choćby spektaklami, na które (do teatru czy na transmisje kinowe) nie było ich stać. Należy się zastanowić, czy za wzrost egoizmu, itd., odpowiada sam stan wyjątkowy w dobie pandemii, czy może odpowiadają za to zglobalizowane mechanizmy późnego kapitalizmu, od dawna – jak pokazywali Stiglitz czy Touraine – niszczące ludzką sprawczość i działania zbiorowe [6]? Może istnieją formy oporu, czerpiące z różnych źródeł, od teologii wyzwolenia po dajmy na to, przywiązanie do etyki obowiązku? Dlaczego te same regulacje prawne w jednych wyzwolą rasizm i uprzedzenia, a dla innych będą powodem do podjęcia być może po raz pierwszy pracy wolontaryjnej? 

Po trzecie – wracam tu do wątku z początku tekstu – pojawić się musi jeszcze kwestia prawa. Czy w Polsce mamy nadmiar czy niedomiar stanu nadzwyczajnego? Rzekłbym, że jedno i drugie. Mamy nadmiar działań rządu, które są bardzo wątpliwe z punktu widzenia prawa konstytucyjnego i praw człowieka. Towarzyszy temu również chaos – dzień po ogłoszeniu rozporządzenia Rady Ministrów wprowadzającego zaostrzenie ograniczeń już się je „nowelizuje”. Pojawiają się wyjątki od reguł – dla myśliwych czy doregulowania, jak w przypadku stacji benzynowych. 

Ze względu na Wielkanoc władza dokonuje zmian obostrzeń dotyczących praktyk religijnych (powrócą nabożeństwa i msze dla 50 osób). W parlamencie pojawiają się coraz bardziej dziwne pomysły dotyczące organizacji wyborów. Z drugiej strony brakuje działań przejrzystych prawnie, związanych właśnie z oficjalnym wprowadzeniem jednego ze stanów nadzwyczajnych, czyli wprowadzenia ram, które tak władzy, jak obywatelom (choćby roszczenie o odszkodowanie za poniesione straty) dawałyby narzędzia do bardziej przejrzystego działania i do skupienia się na bieżąco najważniejszych problemach (a nie, np., na wyborach 10 maja). Wprowadzenie standu nadzwyczajnego byłoby początkiem (szansą?) na lepsze uprawianie biopoliyki. 

Zdaję sobie sprawę, że z biopolityką wiążą się rozliczne zagrożenia. Ale wiążą się z nią również szanse. Potrzebujemy jej choćby w dobrym wydaniu jeśli chodzi o prawa zwierząt, w tym prawa związane ze zwierzętami dzikimi. Wskazuje się, że tzw. „mokre targi” są miejscami sprzyjającymi międzygatunkowemu przenoszeniu się wirusów i ich mutacjom. Chwilowo, np. przy okazji SARS, zamykano ich działalność. Brak konsekwencji w tej kwestii jest niebezpieczny i dla zwierząt pozaludzkich (warunki, w jakich przetrzymywane są na targach; panika w obliczu epidemii, którą zgrabnie oddaje myśl „nie byłoby nietoperzy, nie byłoby pandemii”) i dla ludzi. Potrzebujemy jej w kwestii szczepień, tym bardziej, że tzw. odporność populacyjną gwarantuje dopiero bardzo wysoka wyszczepialność populacji. 

Nie da się działać w próżni. Jak sądzę, nie da się prowadzić normalnego życia społecznego, kulturalnego, celebrować przyjaźni, troszczyć o innych, gdy dziesiątkują ludzi choroby. Nie da się tworzyć wspólnoty, do której akces jest tym samym, co akces do śmierci. Wie o tym nawet Pacewicz, kapitulując wobec potrzeby mądrej biopolityki.


[1] Tekst Agambena wcześniej dostępny był na profilu „Praktyki Teoretycznej”, stanowisko ZPTPK dostępne jest m. in. tutaj: https://www.facebook.com/PolskieTowarzystwoPrawaKonstytucyjnego/ 

[2] M. M. Bogusławski, „Homo sacer w świecie chaosu. Szkic o związkach Agambena z Nancym i Serres’em”, [w:] „W sprawie Agambena. Konteksty krytyki”, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2010.

[3] K. Pacewicz, „Fluks. Wspólnota płynów ustrojowych”, PWN, Fundacja na Rzecz Myślenia im. Barbary Skargi, Warszawa 2017. O propozycji Pacewicza piszę więcej w książce „Wariacje (post)humanistyczne” (WUŁ, Łódź 2020, której rozdział dostępny jest również w Internetowym Magazynie Filozoficznym „Hybris” nr 46, www.magazynhybris.com/images/teksty/46/H.46.01.Bogusławski.pdf ).

[4] A. W. Nowak, „Pasterze miko-zabójców – pandemia, szczepienia, biopolityka”, https://liberte.pl/pasterze-mikro-zabojcow-pandemia-szczepienia-biopolityka/

[5] Phronesis, „Filozoficzny antyszczepionkowy nekromanta”, https://fronetyczny.wordpress.com/2020/03/21/filozoficzny-antyszczepionkowy-nekromanta/

[6] Bardzo ciekawie pisze o kwestii koronawirusa, wspólnoty i gospodarki Jean-Luc Nancy w tekście Communovirus. Jego polski przekład dostępny jest tutaj: https://m.facebook.com/story.php?story_fbid=1150056452028698&id=100010730625454&ref=content_filter


Photo by engin akyurt on Unsplash

Wiersz wolny: Krzysztof Cieślik – aha dyktator-malarz :)

Krzysztof Cieślik – aha dyktator-malarz

to nie ta historia której

się spodziewasz pomińmy

kontekst kontekst nie zawsze jest

ważny ważne że guglam dyktator malarz

czwarty rekord na drugiej stronie

albo po prostu czternasty Władysław

Ratusiński dlaczego

globalne korporacje tak

obrzydliwie traktują malarza

nie tylko częstochowskiego

 

w tym samym stopniu

ciekawi mnie dziś tylko pytanie

czy kiedy ludzi wymiotło

z ulic zwierzęta czują ulgę


Krzysztof Cieślik (ur. 1985) – jest tłumaczem, krytykiem literackim i poetą przed debiutem książkowym. Na stałe związany z „Plusem Minusem” i „Dwutygodnikiem”, przez dziewięć lat recenzował książki w „Polityce”. Doktorat poświęcił Norwidowi i antropologii ewolucjonistycznej. Przekładał m.in. Paula Bowlesa, Jonathana Safrana Foera, Dona DeLillo, Charlesa Simica, Hariego Kunzru i Louisa de Bernièresa. W wolnych chwilach wrzuca memy.

Fot. Krzysztof Cieślik.


Wiersz wolny to przestrzeń Liberté!, uwzględniająca istotne, najbardziej progresywne i dynamiczne przemiany w polskiej poezji ostatnich lat. Wiersze będą reagować na bieżące wydarzenia, ale i stronić od nich, kiedy czasy wymagają politycznego wyciszenia, a afekty nie są dobrym doradcą w interpretacji rzeczywistości.

Wiersze publikowane są w cyklu dwutygodniowym.


Photo: Flickr user miuenski miuenski
CC BY-NC-SA 2.0

Epidemia koronawirusa zagraża ludzkiej wolności :)

Strach jest złym doradcą, jednak niekiedy pozwala nam zdać sobie sprawę z rzeczy, których nie chcemy dostrzec w innych okolicznościach. Zamiast oceniać stopień zagrożenia epidemicznego, powinniśmy skupić się na etycznych i politycznych konsekwencjach kryzysu zdrowotnego. 

Tym, co fala paniki, która sparaliżowała Włochy, unaoczniła w pierwszej kolejności był fakt, iż nasze społeczeństwo nie liczy już na nic więcej ponad życiowe minimum. Jasnym jest, iż Włosi musieli poświęcić niemal wszystko – od normalnych warunków funkcjonowania, przez codzienne relacje międzyludzkie, pracę, aż po przyjaźnie, okazywanie uczuć oraz praktykowanie religii czy polityki – by zapobiec ryzyku zachorowania.

Ograniczenie się do minimum życiowego – oraz ryzyko utraty możliwości jego realizowania – zamiast jednoczyć ludzi, zaślepia ich i tworzy podziały. Inni ludzie, podobnie jak w przypadku plagi opisanej w książce Alessandra Manzoniego, są obecnie postrzegani jako potencjalne nośniki zarazy, których należy unikać za wszelką cenę i w stosunku do których trzeba utrzymywać odpowiedni dystans – co najmniej metrowy. 

Zmarli – nasi zmarli – nie mają prawa do pochówku i nie jest jasne, co stanie się z ciałami naszych bliskich. Podejście zaufania do naszych bliźnich straciło rację bytu – ciekawe, że nasz Kościół wciąż milczy na ten temat.

Czym stały się związki między ludźmi w kraju, który sam narzucił sobie ów sposób funkcjonowania – kto wie na jak długo? I czymże jest społeczeństwo, którego jedyną wartością jest przetrwanie?

Z drugiej strony, równie niepokojące jest wydobycie przez epidemię na światło dziennie faktu, iż stan wyjątkowy, do którego rządy Włoch przyzwyczajały nas już od jakiegoś czasu, stał się niemalże normą. W przeszłości mieliśmy już do czynienia z równie poważnymi epidemiami, jednak nigdy wcześniej nikt nie zarządził stanu wyjątkowego na skalę, z którą obecnie mamy do czynienia – podjęte obostrzenia uniemożliwiają nam nawet przemieszczanie się. 

Ludzie są tak przyzwyczajeni do życia w warunkach nieustannego kryzysu i stanu wyjątkowego, że zdają się nie zauważać, iż ich życie zostało zredukowane do egzystencji wyłącznie biologicznej, pozbawiając ich możliwości praktykowania jakiejkolwiek formy życia społecznego, politycznego, ale także czysto ludzkiego i uczuciowego.

Społeczeństwo, które funkcjonuje w stanie nieustannego stanu wyjątkowego nie może być społeczeństwem wolnym. Żyjemy, tak właściwie, w społeczeństwie, które poświęciło swoją wolność przez wzgląd na, tak zwane, „kwestie bezpieczeństwa”, tym samym skazując samo siebie na życie w nieustannym stanie strachu i niepewności.

Nie dziwi zatem, że o wirusie mówi się jak o wojnie. Środki antykryzysowe wymagają od nas życia w warunkach obowiązującej godziny policyjnej. Jednak wojna prowadzona z niewidocznym wrogiem, który może czaić się w każdym przechodniu, jest najbardziej absurdalną z możliwych. To w rzeczywistości wojna domowa. Wróg nie stacjonuje na zewnątrz, a w nas samych. 

Niepokojąca jest nie tyle nasza teraźniejszość, co przyszłość. Podobnie jak wojny mają w zwyczaju na drodze do pokoju pozostawiać po sobie złowieszcze rozwiązania technologiczne (od drutu kolczastego, po elektrownie atomowe), tak również w obecnej sytuacji niektóre środki mogą dalej obowiązywać jeszcze długo po prowadzonych obecnie eksperymentach w zakresie stanu wyjątkowego wywołanego kryzysem zdrowotnym, których rządom nigdy wcześniej nie udało się wdrożyć. To choćby zamykanie szkół i uniwersytetów, i prowadzenie zajęć wyłącznie online, raz na zawsze położenie kresu zgromadzeniom o charakterze politycznym lub kulturalnym i możliwość komunikowania się jedynie za pośrednictwem Internetu, a także zastąpienie wszelkich kontaktów międzyludzkich mogących grozić zakażeniem maszynami.


Autor tekstu: Giorgio Agamben

Artykuł ukazał się pierwotnie w j. angielskim na: https://itself.blog/2020/03/17/giorgio-agamben-clarifications/ 

Autorem anglojęzycznego przekładu z j. włoskiego jest Adam Kotsko. 

Na j. polski przełożyła Olga Łabendowicz

Niniejszy tekst jest komentarzem do wcześniejszego opracowania autorstwa Giorgio Agambeny nt. koronawirusa, który wzbudził znaczne kontrowersje: http://www.journal-psychoanalysis.eu/coronavirus-and-philosophers/ 


Photo: Philippe Put // CC BY-NC-SA 2.0

Powiedz NIE korona-dyktaturze – podpisz petycję o podjęcie działań przeciwko Viktorowi Orbanowi :)

W poniedziałek 30 marca 2020 roku parlament węgierski przyjął ustawę o ochronie przed koronawirusem. 

Ustawa ta przedłuża na czas nieokreślony, obowiązujący na terenie Węgier, stan wyjątkowy, zawiesza działalność parlamentu i umożliwia premierowi Viktorowi Orbanowi sprawowanie rządów za pomocą wydawanych dekretów. W czasie stanu zagrożenia nie będzie również możliwe przeprowadzenie wyborów uzupełniających czy referendów, zarówno na szczeblu krajowym, jak i lokalnym.

Pandemia koronawirusa posłużyła premierowi Węgier jako pretekst do otrzymania specjalnych uprawnień i skupienia w swoich rękach nieograniczonej władzy, co stanowi wyraźny krok w kierunku wprowadzenia w państwie dyktatury. 

Działania węgierskiego rządu naruszają fundamentalne wartości Unii Europejskiej – ograniczają wolność słowa, są sprzeczne z wolnością, demokracją, solidarnością oraz rządami prawa.

W związku z powyższym, w minionym tygodniu partia ALDE (Porozumienie Liberałów i Demokratów na rzecz Europy) wystosowała specjalną petycję do przewodniczącej Komisji Europejskiej, Ursuli von der Leyen, i Rady Europejskiej, apelując o niezwłoczne podjęcie działań w tej sprawie. 

Zachęcamy do zapoznania się z oświadczeniem przewodniczącego partii ALDE, Hansa van Baalena, składania podpisów pod petycją i wspierania demokracji w czasach kryzysu! 

PODPISZ PETYCJĘ O PODJĘCIE ODPOWIEDNICH DZIAŁAŃ PRZECIWKO ORBANOWI I JEGO RZĄDOWI JUŻ TERAZ

Ile w roku 2019 rząd zaoszczędził na naszym zdrowiu ? :)

Władza twierdzi, że zwiększa wydatki na zdrowie – w trakcie kampanii wyborczej trzeba się chwalić, a tym bardziej głosić, jak dobrze dbało się o służbę zdrowia,  gdy kraj dotyka pandemia.

Stara się tego dowieść, porównując sumę 460 mld PLN z lat  2008-2014, czyli okresu po kryzysie 2008 roku, z nominalnie większą sumą 860 MLD PLN z latach 2018-2024, to znaczy takim, który jeszcze się nie skończył i chodzi o pieniądze w większości dopiero zaplanowane czyli na papierze.

Patrz:https://www.medonet.pl/zdrowie,ile-pis-wydaje-na-zdrowie-polakow-,artykul,1730236.html

Przyjrzyjmy się sprawie trochę dokładniej. W ustawie przyjętej latem 2018 roku znalazł się zapis, że wydatki będą rosnąć, ale znów jest tam istotny „hak” – podstawą do wyliczania wzrostu był PKB sprzed 2 lat. W efekcie w ubiegłym 2019 roku rząd nie musiał dodać do zdrowia z budżetu ani złotówki. Zrealizował ustawę, dokładając pieniędzy wyłącznie z naszych rosnących składek.

Tymczasem władza chwali się, że jeszcze nigdy na zdrowie nie wydawaliśmy tak dużo. To prawda – wydatki rosną, ale dzięki operacji, która od dawna nazywana jest „kreatywną księgowością”.

Polska nadal przeznacza zdecydowanie mniej na zdrowie swoich obywateli niż Czesi, Słowacy, nie mówiąc już o Niemcach czy Francuzach.

Patrz: https://oko.press/ochrona-zdrowia-wydawalo-sie-ze-gorzej-byc-nie-moze-ale-dla-pis-nie-ma-rzeczy-niemozliwych/.

Minister zdrowia, Łukasz Szumowski, którego twarz dała się dobrze ostatnio poznać,  zapowiedział  podczas konwencji PiS w Opolu, że w 2024 roku wydamy na jego resort 160 mld zł. Brzmi dobrze, nawet bardzo dobrze, ale to ma być za pięć lat. W budżecie natomiast na  2020 rok zapisano sumę o 50 mlrd mniejsza i wynosi to ok 110 MLD PLN.  Oto jak można obraz upiększyć tym co ma być, ale czego obecnie jeszcze nie ma. To się nazywa sprzedawac przyszłość.

Patrz: https://www.money.pl/gospodarka/piatka-dla-zdrowia-pis-szumowski-zapowiada-wzrost-nakladow-na-sluzbe-zdrowia-6429347781473921a.html

Powróćmy jeszcze raz do obliczeń. W roku 2015 a więc ostatnim roku rządów PO, wydatki na służbę zdrowie wynosiły 80 mld PLN. W roku 2019, czyli po czterech latach rządów PiS wynosiły one ok 100 mld, a zatem średniorocznie dokładano po 5 mlrd.  Przypomnieć przynależy przy tym należy, że w latach 2016-2019 panowało rażące niedofinansowanie (znowu rozdawnictwo) i wzrost wymuszony został dopiero strajkami 2017 i kampanią wyborczą 2019 roku.

A teraz zapowiada się, że  w roku 2024 wydatki te będą wynosić 160 ml,  czyli wzrosną o 60 mld.

Wyraźmy to w procentach: w ciągu pierwszych czterech lat PiS nastąpisł wzrost o ok 25%, a w ciągu następnych czterech jakimś cudem ma być to 60%.

Zgodnie z ustawą w 2018 roku wysokość finansowania nie mogła być niższa niż 4,78 proc. PKB. GUS właśnie podał informację o skorygowanym PKB za rok 2018. Wyniósł on ponad 2 bln 115 mld zł. To zaś oznacza, że publiczne wydatki na zdrowie w ubiegłym roku wyniosły 4,42 proc. PKB.

Policzmy:  4,78 – 4,42 = 0,36 proc. PKB, czyli ok. 7,6 mld zł.

Tyle rząd zaoszczędził na naszym zdrowiu w ubiegłym roku.

Trudno zaprzeczyć że owe 7,6  mld bardzo by się dzisiaj przydały. Czy zaś PiS-owi przyjdzie realizować krociowe obietnice na rok 2024, to dopiero zobaczymy.


Photo by Hush Naidoo on Unsplash

Czy koronawirus nas wyzwoli? :)

Czas epidemii, w którym koronawirus zmusza nas do zasadniczej zmiany dotychczasowego sposobu życia, zwolnienia jego tempa i rezygnacji z ulubionych form spędzania czasu, skłania do refleksji, zastanowienia się nad hierarchią wartości i życiowymi celami. To prawdopodobnie jedyna korzyść, którą czas epidemii może po sobie pozostawić.

Warto pomyśleć między innymi o kwestii wolności człowieka, o jej znaczeniu i o tym, co mu tę wolność może odebrać. Mówiąc o wolności mam na myśli możliwość samorealizacji, czyli swobodę w wyrażaniu własnych poglądów i postępowaniu zgodnie z nimi i z własną hierarchią wartości oraz realizowaniem celów życiowych zgodnie ze swoimi zainteresowaniami i posiadanym potencjałem.

Są trzy podstawowe formy zniewolenia człowieka. Pierwsza jest skutkiem czyjejś agresji, która sprawia, że człowiek czuje się przymuszony do zachowań, których w innej sytuacji by nie podjął i które są sprzeczne z jego zwyczajami, światopoglądem i hierarchią wartości. Psychologiczną reakcją na taką sytuację jest głębokie poczucie frustracji i wewnętrzny bunt przeciwko siłom, które ją spowodowały. Oznacza to, że kiedy działanie tych sił ustanie, człowiek odzyskuje poczucie swojej indywidualnej tożsamości.

Druga forma zniewolenia ma miejsce wtedy, gdy człowiek, będąc członkiem określonej grupy społecznej, jest przedmiotem socjalizującej perswazji. W jej wyniku czuje się zmuszony zrezygnować z niektórych elementów swojej indywidualnej tożsamości, jeśli chce zachować swoje uczestnictwo w grupie. Poczucie frustracji, że nie może być w pełni sobą tłumione jest w tym wypadku najczęściej poprzez uruchomienie procesów psychologicznej racjonalizacji i sublimacji, które służą do usprawiedliwienia reakcji konformistycznych.

Wreszcie trzecią formą zniewolenia jest manipulacja, która pozornie nie zawiera żadnych elementów przymusu, ale poprzez szantaż emocjonalny i atrakcyjne obietnice zdolna jest wywoływać pozytywne, a nawet entuzjastyczne reakcje u osób manipulowanych. Skutek jest często taki sam, jak u osób uzależnionych, a mianowicie całkowita utrata poczucia tożsamości indywidualnej związana z brakiem kontroli nad własnym życiem, którą przejmuje manipulator.

Paradoksalnie, najbardziej niebezpieczna z punktu widzenia wolności osobistej człowieka nie jest sytuacja dyktatu, w której człowiek jest w pełni świadomy ograniczenia jego wolności, z czym się nie godzi, ani sytuacja społeczno-kulturowego konformizmu, która jest gwarancją harmonii społecznej, ale sytuacja manipulacji, w której człowiek nie jest świadomy swojego zniewolenia, a rezygnacja ze swojej dotychczasowej tożsamości wydaje mu się dobrym i racjonalnym wyborem. Tak właśnie dzieje się z ludźmi, których skaził bakcyl konsumpcjonizmu – nurtu kreowanego przez biznes za pomocą reklamy i środków masowego przekazu, który w pożądaniu i posiadaniu dóbr materialnych upatruje model udanego życia. Ulegając presji działań marketingowych, wielu ludzi nie tylko popada w zakupoholizm, kupując w nadmiarze produkty, bez których mogliby się obejść, ale zaczyna ulegać iluzji zasadniczej zmiany swojego życia, jeśli zaczną starać się być tacy, jak bohaterowie reklam czy celebryci lansujący nowe mody i style w kolorowych magazynach. Przestać być sobą i naśladować tych, których się podziwia – taki jest cel i nierzadko rezultat marketingowej manipulacji.

Siła konsumpcjonizmu polega na tym, że pomaga przeistoczyć świat fikcji w pozorną rzeczywistość. Marketing kreuje fałszywe pragnienia, a producenci i sprzedawcy zaczynają być postrzegani, jako przewodnicy po lepszym świecie. Dzięki odpowiednim produktom i usługom można zacząć udawać kogoś innego niż się jest i próbować zamienić swoje zwykłe, bezbarwne życie w kolorową przygodę. Zwykle to się nie udaje, ale brak oczekiwanej satysfakcji tym bardziej skłania do dalszych poszukiwań możliwości uatrakcyjnienia swojego życia, do czego reklama i błyskotliwość rynku ustawicznie zachęcają. W ten sposób człowiek staje się niewolnikiem swoich fałszywych potrzeb, których próby zaspokojenia skazują go na bezmyślne naśladowanie innych i nie pozwalają na wykorzystanie i rozwijanie własnego potencjału.

Rozwój postaw konsumpcjonistycznych jest skutkiem narastającej konkurencji na rynkach światowych. Aby pozyskać klientów, trzeba stosować coraz bardziej wyrafinowane formy reklamy transformacyjnej, której celem jest kreowanie nowych potrzeb. Fatalnym skutkiem obłędnego wyścigu producentów, wprowadzających nowe produkty i ich odmiany pod hasłem postępu i rozwoju, jest nie tylko upowszechnianie postaw konsumpcjonistycznych w społeczeństwie, ale również olbrzymie marnotrawstwo zasobów. Masowe wycofywanie z użytkowania produktów niedawno wytworzonych i zastępowanie ich nowymi, co prawda nakręca koniunkturę, ale jednocześnie niepomiernie zwiększa zapotrzebowanie na energię, surowce i wszelkie inne materiały. Pogoń za zyskiem kreuje potrzeby, które stale wymagają zaspokojenia, co inspiruje przedsiębiorców do nowych inicjatyw. Błędne koło chciwości i potrzeb kręci się coraz szybciej, co sprawia, że morza i oceany coraz szczelniej pokrywają się plastikiem, smog coraz dotkliwiej dusi mieszkańców miast, a symptomy katastrofy klimatycznej są coraz lepiej widoczne.

Chęć przekształcenia się w kogoś innego, niż się jest, stała się obsesją wielu ludzi w naszych czasach, zarówno pod wpływem reklamy, jak i pseudonaukowego poradnictwa. Rozwój coachingu osobistego poskutkował imperatywem samodoskonalenia. Namnożyło się w Polsce trenerów osobistych, którzy obiecują swoim klientom, że ci mogą zrealizować najśmielsze marzenia. To samodoskonalenie nie dotyczy bynajmniej poszerzenia własnej wiedzy czy umiejętności zawodowych. Do tego trenerów osobistych nikt nie potrzebuje; wystarczy wytrwale nad sobą popracować. Samodoskonalenie polega w tym wypadku raczej na „rzeźbieniu ciała”, stylu ubierania się, przełamywania własnej nieśmiałości i nabywania pewności siebie, „obudzenia w sobie dziecka” itp. Trener osobisty potrzebny jest po to, by wprowadził klienta do „lepszego świata”, w którym ów klient – osoba dotychczas nieznana i niedoceniania – spotka się z uznaniem społecznym. Celem jest tu wrażenie, jakie dana osoba  ma wywierać na innych ludziach. Na portalach społecznościowych, takich jak Facebook, trwa nieustanne targowisko próżności, Internauci chwalą się czym popadnie: fotką z zagranicznej wycieczki, udziałem w mniej lub bardziej ważnej konferencji, pobytem w modnej restauracji itp. Chęć „zaistnienia” staje się coraz powszechniejsza i wypiera potrzeby bardziej wyrafinowane, związane a rozwojem własnej osobowości. Łatwo wówczas zamienić środki na cele i przywiązywać szczególne znaczenie do detali i spraw marginalnych zamiast zasadniczych.

Skutkiem tego jest szerzenie się postaw infantylnych, czego przejawem jest ucieczka od spraw trudnych i poważnych, związanych z rozmaitymi zagrożeniami we współczesnym świecie. Zamiast tego poszukuje się okazji do zabawy i łatwej rozrywki. W ślad za tym pojawiła się prostota w tłumaczeniu rzeczywistości, przyczyn jej stanów, zjawisk i procesów, które w niej zachodzą. W miejsce krytycznego myślenia i wsłuchiwania się w opinie profesjonalnych autorytetów, świadomością społeczną zaczęły rządzić wyniki sondaży, rankingi, rozmaite gwiazdki i lajki. Żywioł przeciętności i oportunizmu nie znosi tych, którzy kwestionują publiczne komunały. Upadek czytelnictwa w Polsce jest tego najlepszym dowodem.

Ten infantylizm wykorzystywany jest w marketingu politycznym. Kampanie wyborcze to ciąg festynów, na których ludzie się bawią i skandują hasła, a nie wysłuchują nudnych programów. Konwencje partyjne oceniane są według intensywności fajerwerków i medialnej atrakcyjności wystąpień kandydatów i oficjeli. Dobrze dobrany krawat i sympatyczny wygląd są ważniejsze od treści wypowiedzi. Starania spin-doktorów, słusznie, niestety, zakładających, że powierzchowność wrażeń jest ważniejsza od celów i treści programowych kandydatów, jest jednak niczym innym, jak ośmieszeniem i kompromitacją demokracji.

Infantylizm, będący pokłosiem konsumpcjonizmu, znajduje wyraz w roszczeniowości i ucieczce od odpowiedzialności. Jest to skutek wpajanej ludziom wiary w opiekuńczość producentów i sprzedawców zapowiadających, że klient jest dla nich królem. Można to zauważyć w domaganiu się od państwa lub dostawców rozmaitych usług gwarancji bezpieczeństwa w sprawach, w których nikt nie może go zapewnić. Wielu ludzi chciałoby się czuć jak dzieci otoczone szczelnym kokonem zewnętrznej opieki, w którym własna rozwaga i przezorność do niczego nie jest potrzebna i nie psuje radosnej zabawy. Dobrym przykładem może być sytuacja powodzi w 1997 roku, kiedy ówczesny premier Włodzimierz Cimoszewicz zwrócił uwagę powodzianom, że powinni byli się ubezpieczyć przed skutkami powodzi. Potraktowano to wówczas jako wyraz arogancji i nieczułości na ludzkie nieszczęście. Całkowicie niesłusznie, bo utwierdziło to wielu ludzi w infantylnym przekonaniu, że słuszne jest bierne oczekiwanie opieki, a nie własna aktywność i zapobiegliwość. Oczywiście, można uznać za naturalne, że w trudnych chwilach ktoś inny, a zwłaszcza państwo, powinien nam przyjść z pomocą. Jednak moralna powinność spieszenia z pomocą komuś, kto jej potrzebuje, wcale nie oznacza, że równie moralne jest oczekiwanie tej pomocy z góry.

Czas epidemii, w którym cichnie zgiełk reklam, promocji i pomysłowości speców od public relations, powinien być wykorzystany do zastanowienia się nad własnym życiem, do refleksji nad tym, jak bardzo daliśmy się podporządkować tym, którzy na naszych kompleksach i marzeniach chcą po prostu zrobić dobry interes. Frustracja z powodu ograniczenia naszej wolności względami sanitarnymi, powinna być powodem do zastanowienia się, dlaczego tak łatwo i niepostrzeżenie przyzwyczailiśmy się do rezygnacji z własnej wolności w relacjach rynkowych. Ta refleksja powinna pomóc w dostrzeżeniu rzeczywistych problemów współczesnego świata, tak starannie kamuflowanych przez kreatorów mód i tendencji sprzyjających bieżącym interesom biznesu. Może dzięki temu wzrośnie zainteresowanie tym, o czym mówią i przestrzegają ekolodzy, klimatolodzy, lekarze, socjolodzy, psycholodzy i ekonomiści w swoich wystąpieniach, które dotychczas wydawały się nudne i mało zabawne, aby poświęcać im uwagę. Może wreszcie wzrośnie szacunek do „jajogłowych”.

Rozprzestrzenianie się zjadliwego wirusa uświadamia również, że nasze bezpieczeństwo zależy od naszej własnej przezorności, troski o innych i społecznej solidarności, a nie od wiary w chełpliwe deklaracje politycznych manipulatorów. Zasadniczym pytaniem jednak pozostanie to, czy lęk przed skutkami epidemii pozwoli większości Polaków docenić znaczenie osobistej roli w zwalczaniu zagrożenia, czy wręcz przeciwnie – skłoni do biernego zdania się na łaskę instytucji państwowych. W zależności od tego, jaką decyzję podejmiemy, koronawirus okaże się zabójczy albo dla populizmu, albo dla społeczeństwa obywatelskiego.


Photo by Ben White on Unsplash

Skuteczna reakcja gospodarcza na koronawirusa w Europie :)

Pandemia COVID-19 to ogromny wstrząs dla gospodarki światowej i europejskiej. Na wzór Włoch, większość krajów Europy musi podjąć odważne kroki, wprowadzając daleko idącą kwarantannę i przymusowy zakaz opuszczania domów, by móc zapobiec wybuchowi epidemii, co może prowadzić do wzrostu liczby zgonów i załamania systemów opieki zdrowotnej.

Konsekwencje gospodarcze wdrożenia takich rozwiązań są ogromne i już odczuwalne przez wszystkich graczy na linii popyt-podaż. Niezbędna jest zatem skoordynowana i odważna reakcja ze strony władz.

Po pierwsze, należy hojnie wesprzeć system opieki zdrowotnej ze środków krajowych. Po drugie, należy stworzyć lub dopracować środki dostosowane do udzielania pomocy najbardziej narażonym na skutki pandemii jednostkom (np. osobom samozatrudnionym), firmom i lokalnym społecznościom. Po trzecie, należy zapewnić szeroko zakrojony system zabezpieczeń makroekonomicznych, ponieważ odpowiednio dostosowane rozwiązania mogą kosztować nawet ok. 2,5% PKB, a ich sfinansowanie przyczyni się do pogłębienia deficytu w krajowych budżetach. 

Wreszcie, Europejski Bank Centralny powinien zapewnić dużą płynność, zwiększyć linie swapowe w celu zapewnienia wystarczającej płynności dolara, a także rozszerzyć program skupu obligacji skarbowych, by zapobiec niepokojom na rynkach obligacji. 

Hasło „Za wszelką cenę” powinno stać się mottem walki o ludzkie życie i o ograniczanie wpływu epidemii na gospodarkę.

Reakcja rynku i skutki podjętych kroków

Rynki zareagowały gwałtownie, a wiele branż poważnie ucierpiało w wyniku wstrząsu spowodowanego przez COVID-19. Indeks giełdowy S&P 500 spadł o prawie 18 procent w stosunku do szczytu z połowy lutego, podczas gdy Eurostoxx 50 spadł o prawie 25 procent (dane na 10. marca). To najbardziej gwałtowna reakcja na epidemię w historii. 

Miary zmienności rynków finansowych – jak choćby VIX – osiągnęły poziomy niespotykane od czasu kryzysu z 2008 r. Globalny popyt na loty odnotował natychmiastowy i bardzo gwałtowny spadek. 

Międzynarodowe Stowarzyszenie Transportu Lotniczego szacuje, iż straty w przychodach z obsługi pasażerów wyniosą od 63 do 113 mld USD w skali globalnej. Ceny akcji linii lotniczych spadły o prawie 25 procent od chwili wybuchu epidemii – to o 21 punktów procentowych więcej niż spadek, który odnotowano w podobnym momencie podczas kryzysu SARS w 2003 r. 

Od początku epidemii koronawirusa, turystyka we Włoszech odnotowała spadek o 40–80% – a sytuacja ulegnie dalszemu pogorszeniu w efekcie ogólnokrajowego zakazu opuszczania domów. Od początku kryzysu, Francja również zarejestrowała spadek liczby turystów – o 30-40%.

Środki ograniczające kontakty międzyludzkie mają poważne skutki gospodarcze, znacznie wykraczające poza konswekwencje dla poszczególnych sektorów. Nawet bowiem w erze cyfrowej, znaczna część gospodarki oparta jest wciąż na interakcjach twarzą w twarz. 

Z początku, wstrząs, jakiego doznała gospodarka europejska, wynikał z zakłóceń łańcucha dostaw spowodowanych blokadą w Chinach. Jednak wraz z rozprzestrzenianiem się wirusa wprowadzono dalsze środki blokujące w krajach europejskich, zwłaszcza we Włoszech. W nadchodzących tygodniach zostaną prawdopodobnie podjęte dalsze kroki w innych krajach Unii Europejskiej w celu ograniczenia i zahamowania rozprzestrzeniania się wirusa. 

Wprowadzanie środków blokujących nieodzownie wywiera wpływ na produkcję – na wiele różnych sposobów. Choć początkowo negatywne skutki dotknęły głównie sektora turystyki i transportu, to im dłużej środki te są utrzymywane, i im bardziej są kompleksowe, tym bardziej ucierpi cała gospodarka.

Należy mieć świadomość, iż bieżący wstrząs gospodarczy wynika z połączenia efektów z zakresu popytu i podaży. Im dłużej będziemy zmagać się z obecną sytuacją epidemiczną, tym dłużej utrzymają się trudności gospodarcze.

Dodatkowo, warto pamiętać, iż otwarte granice wymagają skoordynowanego podejścia do pandemii. Jeśli zaś stanie się ona równie dotkliwa także w innych częściach świata, konieczna będzie współpraca na poziomie globalnym.

Jakie działania mogą podjąć władze państw europejskich?

Skala kryzysu zdrowotnego jest znacząca. Władze publiczne muszą zapewnić służbie zdrowia odpowiednie zasoby. Według WHO około 80 procent pacjentów z COVID-19 doświadcza łagodnego przebiegu choroby, podczas gdy około 14 procent ma ciężkie objawy, wymagające hospitalizacji. 5 procent wszystkich chorych jest w stanie krytycznym, dlatego grupa ta wymaga intensywnej opieki. 

W miarę rozprzestrzeniania się wirusa obciążenie placówek opieki zdrowotnej w niektórych krajach już jest wysokie, a będzie prawdopodobnie nadal rosło. Lombardia jest tego wyraźnym przykładem – choć region ten oferuje wysokiej jakości usługi zdrowotne, to obecnie boryka się z problemem braku łóżek do intensywnej terapii. 

Władze publiczne muszą zapewnić wystarczające zasoby finansowe, by umożliwić szybkie rozszerzenie działań o charakterze kryzysowym. Muszą także zintensyfikować wysiłki na rzecz dostarczenia niezbędnego sprzętu medycznego i wyposażenia, których obecnie brakuje.

Inne możliwe środki to:

– europejska solidarność może złagodzić zatory powstałe w opiece zdrowotnej poprzez tymczasowe oddelegowywanie lekarzy w inne regiony i dzielenie się zasobami medycznymi,

– na poziomie krajowym istnieją trzy główne obszary, w których organy podatkowe mogą zapewnić ukierunkowane wsparcie:

  • po pierwsze, w wielu krajach UE ubezpieczenie zdrowotne już pokrywa koszty kwarantanny. W razie potrzeby, ubezpieczenie zdrowotne może uzyskać wsparcie z budżetów publicznych;
  • po drugie, można ustanowić fundusz pomocowy dla sektorów najbardziej narażonych na skutki kryzysu zdrowotnego;
  • po trzecie, należy udzielić wsparcia fiskalnego społecznościom lokalnym i regionalnym, ponieważ często ponoszą one znaczną część obciążeń w walce z koronawirusem,

– unijne przepisy fiskalne nie nakładają ograniczeń na ukierunkowanie odpowiedzi sektora fiskalnego na stan zagrożenia zdrowia,

– UE mogłaby zapewnić w ramach swojego budżetu ubezpieczenie krajom lub regionom najbardziej dotkniętym kryzysem,

– obecne wstrząsy na rynkach wywołują niepokój w systemie finansowym i na rynkach obligacji skarbowych, który należy złagodzić odważnymi działaniami banku centralnego,

– poza środkami celowymi krajowi decydenci powinni zapewnić „ubezpieczenie” makroekonomiczne,

– konieczna jest sprawna i skoordynowana reakcja budżetowa,

– zasadniczo zalecane jest zatem, aby władze krajowe zapewniły ogólny pakiet antykryzysowy dla gospodarki.

Podsumowanie

Na ten moment nie wiadomo, jak długo potrwa kryzys zdrowotny i ile osób zostanie nim dotkniętych. Jednak już teraz, na stosunkowo wczesnym etapie rozwoju epidemii w Europie, jej wpływ na gospodarki poszczególnych krajów jest znaczny. Im dłużej trzeba będzie podejmować środki mające na celu powstrzymanie rozwoju wirusa i im bardziej surowe one będą, tym większy będzie ich wpływ na globalną gospodarkę. 

Decydenci podatkowi muszą w pierwszej kolejności zająć się zapewnieniem odpowiednich środków do walki z obecnym kryzysem zdrowotnym. Następnie, należy oddelegować odpowiednie zasoby fiskalne, by zagwarantować bezpośrednie wsparcie najbardziej dotkniętym problemem osobom i sektorom. Celem takich działań jest ochrona zdolności produkcyjnej tak, by mogła wrócić ona do normy po kryzysie. 

Poza zastosowaniem bezpośrednich środków do walki z koronawirusem, krajowi decydenci powinni także wprowadzić ogólny pakiet antykryzysowy. Może on przybierać różne formy – na przykład zakładać tymczasowe cięcia składek na ubezpieczenie społeczne (powiedzmy o połowę, przez okres trzech miesięcy) i gwarantować tymczasowe finansowanie spłat kredytów hipotecznych. 

Oprócz natychmiastowej reakcji na kryzys, decydenci będą musieli także pomyśleć o wdrożeniu długofalowych rozwiązań, które będą obowiązywać już po ustąpieniu epidemii. Jakie kroki będą niezbędne do zrestartowania gospodarki? Jest to nie tylko pytanie, na które musi odpowiedzieć sobie UE, ale także globalna gospodarka, ponieważ różne części świata mogą znajdować się w różnych fazach walki z wirusem. Obawy przed nawrotem fali zarażeń mogą prowadzić choćby do ograniczenia liczby podróży do Chin i innych regionów.

Pandemia może prowadzić do zrewidowania globalnego ryzyka ekonomicznego i dotychczasowych modeli produkcji. Czy firmy zdecydują się na zwiększenie gromadzonych zapasów, aby w przyszłości móc lepiej przygotować się na zakłócenia w łańcuchu dostaw? Czy skrócą łańcuchy wartości, by zredukować podatność na tego typu wstrząsy? Jak zmieni się obecny system podróży międzynarodowych? 

Kryzysy tego typu zawsze stają się okazją do tego, by na nowo przyjrzeć się istniejącym modelom biznesowym i zrewidować nasze podejście do mobilności międzynarodowej – uwzględniając także szkodliwy wpływ podróży lotniczych na klimat. 

Rola Unii Europejskiej jest jasna: musi ona pokazać ludziom, jak wielka jest rola współpracy. Jak dotąd, działania podjęte w reakcji na kryzys zdrowotny w różnych krajach UE wydają się słabo skoordynowane, a komunikacja pomiędzy krajami członkowskimi jest mocno ograniczona. Ważne jest zatem, aby instytucje UE udzielały swoim członkom krótkoterminowego wsparcia i koordynowały wysiłki poszczególnych krajów. 

Ponadto, Unia powinna również zwiększyć wsparcie na rzecz opracowywania leków i szczepionek, które to stanowią dobro publiczne. Prywatne firmy farmaceutyczne mogą bowiem nie mieć wystarczającej motywacji w tym zakresie.


Maria Demertzis, M., A. Sapir, S. Tagliapietra and G. Wolff (2020) ‚An effective economic response to the coronavirus in Europe’, Policy Contribution 06/2020, Bruegel

Niniejszy artykuł jest skróconą wersją publikacji, która ukazała się pierwotnie w j. angielskim na: https://www.bruegel.org/2020/03/economic-response-coronavirus/ 

Pełne opracowanie dostępne na: https://www.bruegel.org/wp-content/uploads/2020/03/PC-06-2020-130320.pdf 

Przełożyła Olga Łabendowicz


Photo by Georg Eiermann on Unsplash

Apel Zespołu Ekspertów Wyborczych Fundacji im. Stefana Batorego o zmianę terminu wyborów Prezydenta RP :)

Zespół Ekspertów Prawnych Fundacji im. Stefana Batorego przyłącza się do apelu Zespołu Ekspertów Wyborczych Fundacji im. Stefana Batorego z 23 marca 2020 r. w sprawie konieczności wprowadzenia na obszarze Rzeczypospolitej Polskiej stanu klęski żywiołowej i tym samym odsunięcia w czasie terminu wyborów Prezydenta RP.

Jednocześnie zwracamy uwagę na potrzebę rozwiązania problemu statusu prawnego osób, które po przeprowadzeniu postępowań ukształtowanych ustawą z 8 grudnia 2017 r. o zmianie ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa uzyskały formalnie status sędziów Sądu Najwyższego (SN) – Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych, która będzie rozpatrywać protesty wyborcze w tych wyborach oraz rozstrzygać o ważności wyboru Prezydenta RP.

1. Przypominamy, że osoby powołane przez Prezydenta RP na urzędy sędziowskie w Izbie Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych SN uzyskały formalnie status sędziów na wniosek pozbawionej przymiotu niezależności Krajowej Rady Sądownictwa, bowiem przyjęta w ustawie z 8 grudnia 2017 r. o zmianie ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa procedura wyboru sędziów do tego organu całkowicie pozbawiła władzę sądowniczą wpływu na jego skład. Nie budzi więc wątpliwości, że obecna Krajowa Rada Sądownictwa z uwagi na upolityczniony sposób powołania jej członków spośród sędziów oraz ich zależność od obecnej władzy politycznej nie jest organem stojącym na straży niezależności sądów i niezawisłości sędziów, a zatem organem, o którym mowa w art. 186 ust 1 Konstytucji. A tylko taki organ jest uprawniony – zgodnie z art. 179 Konstytucji – do wystąpienia do Prezydenta RP z wnioskiem o powołanie na urząd sędziego, w tym również sędziego SN.

Ponadto w skład obecnej Krajowej Rady Sądownictwa wchodzi co najmniej jedna osoba, która nie spełniała – w momencie powoływania jej do tego organu – wymogu poparcia przez co najmniej 25 sędziów. Powołanie przez Sejm sędziów do składu Krajowej Rady Sądownictwa w drodze jednej wspólnej uchwały, łącznie z sędzią, który nie spełnił wymogu formalnego warunkującego powołanie w skład tego organu, oznacza wadliwość obsadzenia Krajowej Rady Sądownictwa.

2. Zwracamy również uwagę na to, że wszystkie osoby mające formalnie status sędziów Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych SN zostały powołane przez Prezydenta RP po przeprowadzeniu wadliwego konkursu, gdyż obwieszczenie Prezydenta RP o wolnych stanowiskach sędziego w Sądzie Najwyższym ogłoszone zostało bez wymaganego podpisu (kontrasygnaty) Prezesa Rady Ministrów. Brak kontrasygnaty Prezesa Rady Ministrów pod aktem urzędowym Prezydenta RP inicjującym konkursy na stanowiska sędziów Sądu Najwyższego oznacza – zgodnie z treścią art. 144 ust. 2 Konstytucji – nieważność tych konkursów.

3. Należy również przypomnieć, że wszystkie osoby mające formalnie status sędziów Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych SN powołano wbrew postanowieniu zabezpieczającemu Naczelnego Sądu Administracyjnego (NSA), który wstrzymał wykonanie uchwały Krajowej Rady Sądownictwa z 28 sierpnia 2018 r. nr 331/2018, dotyczącej przedstawienia wniosków o powołanie sędziów SN w Izbie Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych (postanowienie NSA z 27 września 2018 r., II GW 28/18).

4. Zwracamy również uwagę na to, że status osób mających formalnie status sędziów Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych SN został zakwestionowany w dwóch sprawach zawisłych przed Trybunałem Sprawiedliwości Unii Europejskiej (sprawy o sygn. C – 487/19, C – 508/19) i sprawy te obecnie oczekują na rozstrzygnięcie.

5. Wątpliwości co do statusu osób mających formalnie status sędziów Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych zostały podniesione w uchwale trzech połączonych Izb Sądu Najwyższego z 23 stycznia 2020 r., sygn. BSA I-4110-1/20. SN stwierdził, że uchwała ta nie rozstrzyga w żadnym zakresie, jakie konsekwencje ustrojowe dla obecnego i przyszłego statusu osób powołanych na urząd sędziego mają wadliwości dotyczące sposobu ukształtowania oraz funkcjonowania procedury wskazywania kandydatów na urząd sędziego przez Krajową Radę Sądownictwa. SN wskazał jednak na oczywiste skutki tej wadliwości. Wynika z nich, że jeżeli w składzie sądu zasiada osoba powołana formalnie na urząd sędziego Sądu Najwyższego na wniosek Krajowej Rady Sądownictwa, której sposób powołania nie gwarantuje prawidłowej realizacji jej konstytucyjnych zadań, to skład tego sądu jest wadliwy.

W tej sytuacji apelujemy do większości parlamentarnej oraz opozycji o stworzenie gwarancji prawnych, by prawidłowość oceny ważności wyborów prezydenckich w 2020 r. nie budziła wątpliwości. W naszej ocenie osoby mające formalnie status sędziów Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego, z uwagi na wskazane wyżej wadydotyczące ich wyboru, nie powinny uczestniczyć w procesie oceny ważności wyborów prezydenckich oraz rozstrzygać protestów wyborczych. Zadanie to powinno zostać przekazane tej izbie Sądu Najwyższego, w której zasiadają sędziowie prawidłowo powołani. Wymaga to naszym zdaniem zmian ustawowych. Do rozwiązania tego problemu nie będzie wystarczające oddelegowywanie sędziów SN z innych Izb do rozpatrywania spraw należących do właściwości Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych.

Uchwała o ważności wyborów Prezydenta Rzeczypospolitej jest rozstrzygnięciem, które powinno w sposób pewny i niepodważalny budować zaufanie do wyniku decyzji wyborczej obywateli. Tego rodzaju rozstrzygnięcie nie może zostać podjęte przez obecną Izbę Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych SN, która – z uwagi na sposób powołania wszystkich zasiadających w niej osób mających formalnie status sędziów – takim zaufaniem się nie cieszy.

Zespół Ekspertów Prawnych Fundacji im. Stefana Batorego:

dr hab. Piotr Bogdanowicz, Katedra Prawa Europejskiego, Wydział Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego

Łukasz Bojarski, prezes zarządu Instytutu Prawa i Społeczeństwa INPRiS, były członek Krajowej Rady Sądownictwa

Jacek Czaja, prezes Towarzystwa Prawniczego w Lublinie, były wiceminister sprawiedliwości dr hab. Monika Florczak-Wątor, profesor w Katedrze Prawa Konstytucyjnego Uniwersytetu Jagiellońskiego

Jarosław Gwizdak, prawnik, działacz społeczny, członek Zarządu Instytutu Prawa i Społeczeństwa INPRIS

dr Wojciech Jasiński, adiunkt w Katedrze Postępowania Karnego Uniwersytetu Wrocławskiego

dr Piotr Kładoczny, Katedra Prawa Karnego Uniwersytetu Warszawskiego, sekretarz zarządu Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka

Magdalena Mierzewska-Krzyżanowska, radca prawny, pracowała jako prawnik w Kancelarii Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, a także w latach 1993 – 1998 jako prawnik w Sekretariacie Europejskiej Komisji Praw Człowieka

dr hab. Marcin Matczak, profesor w Katedrze Filozofii Prawa i Nauki o Państwie Uniwersytetu Warszawskiego, partner w Kancelarii Domański Zakrzewski Palinka sp. k.

dr hab. Tomasz Pietrzykowski, profesor w Katedrze Teorii i Filozofii Prawa Uniwersytetu Śląskiego

dr Anna Śledzińska-Simon, adiunkt w Katedrze Prawa Konstytucyjnego Uniwersytetu Wrocławskiego

dr Tomasz Zalasiński, członek zarządu Stowarzyszenia im. prof. Zbigniewa Hołdy, Kancelaria Domański Zakrzewski Palinka sp.k.

prof. dr hab. Fryderyk Zoll, Katedra Prawa Cywilnego Uniwersytetu Jagiellońskiego, profesor Uniwersytetu w Osnabrück

Zespół Ekspertów Prawnych działający przy Fundacji im. Stefana Batorego zajmuje się oceną przygotowywanych przez rząd i parlament zmian prawnych dotyczących ustroju państwa oraz miejsca instytucji publicznych i obywatelskich w systemie prawa. Członkowie Zespołu prowadzą monitoring projektów aktów prawnych, analizując je przede wszystkim pod kątem zgodności wprowadzanych rozwiązań z Konstytucją RP, normami międzynarodowymi i demokratycznymi standardami państwa prawa. Oceniają też stopień ingerencji przepisów w prawa człowieka i obywatela oraz kierunek zmian ustrojowych, jaki wytycza stanowione prawo.

To teraz w Sejmie przegrywamy prezydenckie wybory :)

Gdy zacząłem śledzić obrady ostatniego Sejmu wydawały mi się one takim poziomem absurdu, że od razu moja głowa odwołała się do pierwszego przykazania polityki wbijanego mi od samego początku mojej niskiego lotu kariery „w polityce nie dzieje się nic przypadkowo”. Zacząłem się zatem zastanawiać na ile to może być scenariusz nakreślony przez nas, a na ile my jako opozycja jesteśmy w nim tylko pionkami na szachownicy.

Jeśli spojrzycie na to wszystko co osiągnęliśmy jako przeciwnicy PiS-u w ciągu ostatnich 2 lat to zdecydowanie jest to premia za konsolidacje. Nieważne czy ta konsolidacja odbywała się w ramach jednego obozu politycznego czy dwóch bloków, wyborcom podobało się, że nie walczymy zbytnio ze sobą, a punktujemy na różne sposoby wspólnego wroga jakim jest PiS. Od jakiegoś tygodnia tą strategię wzięło w łeb. Nie wiem czy to wynikało świadomie z tego, że politycy poczuli iż Duda wygra w pierwszej turze i walka zasadniczo sprowadza się do tego czy prestiżowe dwa procent więcej będzie mieć Koalicja Obywatelska czy Lewica. Czy może ktoś umiejętnie grając na fortepianie wyciągnął z nas wszelkie złe emocje, aby rozbić nasz główny atut robiąc jednocześnie pośmiewiskiem. Niestety obawiam się, że chodzi o ten drugi scenariusz.

Zwróćcie uwagę jaki był cel tego zjazdu Sejmu. Tutaj od razu nasuwa się Clinton: Gospodarka głupcze! No właśnie nieważne czy mamy serce po socjalnej czy liberalnej stronie, to zgodzimy się, że przedstawione propozycje przez rząd trudno określić inaczej niż farsą. Nie chronią one w żaden sposób przedsiębiorców, pracowników, instytucji kultury czy nie leczą służby zdrowia. Jaki jednak przekaz odnajdziecie w weekendowych nagłówkach? Kolejny rozbiór demokracji i nawalanka na opozycji. I właśnie oto chodziło!

Można by zatem rzec, że forsowana idea wyborów 10 maja do tego stopnia rozpala umysły Polaków, że zmusza polityków opozycji do zajmowania się nią na pełen etat. W tym czasie rząd może bez problemu maskować swój brak przygotowania i propozycji jak radzić sobie z recesją, która nastąpi latem-jesienią. Kiedyś sformułowałem tezę, iż za każdym razem gdy nasi posłowie krzykną „konstytucja” zgorzkniałą twarz Prezesa przeszywa uśmiech. Nic bowiem nie ciągnie nas w dół niż boje o sprawy trudno zrozumiałem i niemacalne dla przeciętnego wyborcy. Niestety kojarzymy się mu z nimi od 2015 roku. Nie porównując zasadności i absurdalności tych dwóch tematów, okrzyk „konstytucja” i „zamach smoleński” stały się w oczach sporej części elektoratu takim samym czynnikiem zniesmaczającym. I jak tylko idzie nam zbyt dobrze, a powiedzmy sobie szczerze, że Duda na początku kampanii notował wpadkę za wpadką, wystarczy, że obóz rządzący poszczuje nas „mięsem”, a już zaczynamy się kręcić, wyć i bić w tarabany. Smutne bo praworządność to rzecz niezmiernie ważna, ale niestety teza pozostaje prawdziwa. Einstein mówił tylko idiota robi w kółko to samo i oczekuje innych efektów. My już 5 lat krzyczymy o praworządności. Może czas dodać do tego coś więcej.

I gdy tak przecierałem w sobotę oczy czytając nad ranem co dany poseł PO powiedział do posła lewicy, a co poseł lewicy mu odpowiedział i co PSL myśli o takim czy innym głosowaniu tej czy innej partii podobnie do PiSu, naprawdę trudno mi było znaleźć informację co zasadniczo parlamentarzyści uchwalili i jakie możliwości da to choćby przedsiębiorcom.  Jednym słowem wszystko poszło zgodnie z planem. Rząd może pochwalić się zarówno obrazkiem przyjmowania jakiś tam rozwiązań, które mają niby pomóc, ale które nikt nie mógł obstrzelać argumentami negatywnymi, a TVP puścić kolejne obrazki jak skłócona opozycja totalna okłada się sama po głowie.

Nie odważę się postawić tezy czy wybory 10 maja się odbędą czy nie, ale odważę się postawić tezę, że tego nawet Kaczyński nie wie w tej chwili. To co wie i do czego mu to zamieszanie potrzebne to to, że to świetne narzędzie marketingowe do tuszowania swoich braków. Chciałbym bardzo, aby opozycja wreszcie to dojrzała. Bo choć wiem, że zarówno w Koalicji Obywatelskiej, Lewicy, PSLu jest wielu naprawdę świetnych posłów, którzy próbowali podczas tego sejmu pracować merytorycznie to jednak to co powinno być najważniejsze zginęło w przekazach z sejmowej piaskownicy.

Szanowni parlamentarzyści opozycji. Tak, do Was wszystkich apeluje. Wcale nie zyskujemy kłócąc się ze sobą. W tych trudnych dla narodu czasach ludzie patrzą na polityków i oczekują konkretnych propozycji i nadziei. Oni już dzisiaj tracą pracę, boją się oto czy jesienią będą mieli z czego spłacać kredyt mieszkaniowy, boją się oto czy ich rodzice jeśli zachorują to będą mieli się czym leczyć. Stańmy wszyscy na wysokości zadania. Stwórzmy jeden wspólny alternatywny pakiet ratowania gospodarki i  rozwiązywania ludzkich problemów w dobie epidemii. To naprawdę bez znaczenia dzisiaj czy Kidawa zdobędzie 25 czy 27%, a Biedroń 12% czy 15%. Suma summarum wyjdzie w rozrachunku na to samo, a w tej grze z Kaczyńskim jest miejsce tylko na wynik zero jedynkowy – czy przegra Duda, czy przegra Polska.

Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies. Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W programie służącym do obsługi internetu można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia.

Akceptuję