Dominacja zmysłu wzroku wynika z faktu, że za pomocą oczu analizujemy docierające do nas komunikaty dotyczące odległości. Starożytni Grecy wyznaczyli trzy kierunki (długość, szerokość i wysokość), umożliwiające ludzkości opis zjawisk zachodzących w przestrzeni (geometria Euklidesowa). Dzięki skierowaniu wzroku ku gwiazdom człowiek zaczął zdawać sobie sprawę z tego, że Ziemia jest częścią Wszechświata.
We wczesnej fazie funkcjonowania teorii ewolucji czerwone wybarwienie w organizmach jednokomórkowych zwanych infusoriami interpretowano jako pierwotną formę organu umożliwiającego jednoczesny odbiór impulsów fonetycznych i wizualnych. Zafascynowany ideą genetycznego pokrewieństwa pomiędzy wzrokiem i słuchem Emil du Bois-Reymond zastanawiał się nawet nad tym, jak można by było przekształcić ucho w oko i vice versa. Swoistą pozostałością po czerwonej plamce u współczesnych organizmów żywych może być zjawisko synestezji, w którym jedne doznania zmysłowe mogą generować inne, na przykład zobaczenie jakiegoś koloru może wywołać pojawienie się doznań smakowych lub fonetycznych.
Pomimo możliwości równoczesnej percepcji otoczenia za pomocą wielu zmysłów, większość z nas doświadcza przestrzeni przede wszystkim wizualnie. Ta dominacja zmysłu wzroku wynika z faktu, że za pomocą oczu analizujemy docierające do nas komunikaty dotyczące odległości. Starożytni Grecy wyznaczyli trzy kierunki (długość, szerokość i wysokość), umożliwiające ludzkości opis zjawisk zachodzących w przestrzeni (geometria Euklidesowa). Dzięki skierowaniu wzroku ku gwiazdom człowiek zaczął zdawać sobie sprawę z tego, że Ziemia jest częścią Wszechświata. Współczesne możliwości technologiczne pozwoliły naukowcom skonstruować kosmiczny Teleskop Jamesa Webba, który dostarcza na Ziemię informacje wizualne, pozwalające na dokonywanie obserwacji daleko poza Układem Słonecznym.
Do rozróżniania kształtów i kolorów przedmiotu w procesie widzenia potrzebujemy światła. Naturalnym jego źródłem jest Słońce. To jego promieniowanie, pochłaniane i odbijane przez przedmioty, umożliwiło organizmom żywym pozyskiwanie informacji o kolorach i kształtach rozmaitych rzeczy. Podziwianie refleksów światła na przedmiotach wywołuje u ludzi stan przyjemności, co znajduje odzwierciedlenie w sztuce opartej na studiowaniu światła – zarazem słonecznego i sztucznego.
Zdolność organizmu (lub maszyny) do postrzegania kształtów i kolorów poszczególnych przedmiotów opiera się na wrażliwości na długość lub częstotliwość fali światła. Fakt, że widzimy barwy różnych przedmiotów, wynika z działania fotonów na nasze oczy. Pochodzące ze źródła światła fotony mogą odbijać się od powierzchni lub być przez nią pochłaniane. Odbite dają wrażenie barwy, a pochłonięte odbierane są jako czerń. Warto w tym miejscu zaznaczyć, że fale świetlne i fale dźwiękowe znacząco się od siebie różnią. Te pierwsze są promieniowaniem elektromagnetycznym, które może się rozchodzić zarówno w środowisku materialnym, jak też w próżni, gdy tymczasem dźwięk rozbrzmiewa dzięki falom mechanicznym, które wymagają materialnego nośnika i rozchodzą się w powietrzu, płynach lub ciałach stałych.
Ilość energii wysyłanej przez źródło promieniowania może być różna. Odpowiednie przyrządy naukowe umożliwiają charakterystykę strumienia światła, między innymi dzięki optometrii, czyli dziedzinie wiedzy badającej proces widzenia i wykorzystującej zebrane informacje do ochrony zdrowia.
Współczesne eksperymenty naukowe oraz działania artystyczne skupiają się zazwyczaj na falowej strukturze dźwięku i światła. Przedmiotem analiz badawczych stają się kontrolowane wiązki fotonów i drgania uderzających o siebie cząstek powietrza, które przepuszcza się przez różnego typu filtry. Wrażenia akustyczne i wizualne są źródłem wielu cennych wiadomości o otaczającym człowieka świecie, a jednocześnie niosą ze sobą ogromny potencjał w zakresie rozbudzania doznań czysto estetycznych. Można się było o tym przekonać w trakcie wystawy w Rondzie Sztuki w Katowicach, która odbyła się w dniach 7.02-9.03. 2025 r. Pokazano na niej zbiór obiektów, których twórcy eksperymentują w obszarze generowania i zapisu wrażeń zmysłowych, niejednokrotnie synestezyjnych, uwzględniając kluczową rolę mózgu w odczytywaniu recypowanych bodźców i kształtowaniu ładunku emocjonalnego informacji pozyskiwanych za sprawą percepcji fal elektromagnetycznych lub mechanicznych. Na znaczną część ekspozycji składały się najnowsze realizacje zespołu projektantów czynnych w Pracowni Działań Multimedialnych katowickiej ASP: prof. dr hab. Mariana Oslislo, dr hab. Ksawerego Kaliskiego, dr Tomasza Strojeckiego i mgr Piotra Ceglarka, którzy włączyli się również w proces aranżacji pokazu. Jego istotnym elementem były prace wychowanków pracowni, m.in. Kacpra Muttkego, Sylwii Dybich, Jakuba Stelmacha, Mai Kawaliło, Piotra Staszaka, Sophie Welsch, Wiktora Przybyła i Dominiki Wollman.
Krakowska projektantka Maria Dziedzic wystawiła w Rondzie Sztuki obrazy i instalacje z cyklu obiektometrii. Od początku lat 70. XX wieku zajmowała się ona eksperymentami, które ostatecznie zaowocowały przygotowaniem pod kierunkiem Andrzeja Pawłowskiego dyplomu (obronionego w 1973 roku), analizującego – zgodnie z zaproponowanym przez nią tytułem – Metodologiczne aspekty projektowania przedmiotów codziennego użytku ze szkła. W fazie wstępnej tego projektu sformułowane zostały podstawowe założenia i cele, przedstawione w postaci szczegółowo opisanych rysunków. Przewidywały one m. in. nadawanie kształtu próbkom szkła dmuchanego poprzez oddziaływanie punktowe lub brzegowe, a także zasysanie powietrza i wykorzystywanie sił grawitacyjnych. W autorskim opisie eksperymentu Dziedzic zauważała m.in., że w projektowaniu wyrobów ze szkła powinno się przywiązywać większą uwagę do czynności typowych, które umożliwiają opracowanie procesu projektowego jako systemu złożonego z poszczególnych elementów, pomiędzy którymi zachodzą pewne współzależności. Podczas badań ujawniających takie współzależności należało uwzględnić takie czynniki, jak oddziaływanie substancjalne (powstałe pod wpływem wykorzystania ciał stałych), jak też niesubstancjalne (ciśnienie, grawitacja, inercja, kinetyka). Ważne było również uwzględnienie środowiska obserwacji, ponieważ kreowane przez dizajnera przedmioty stanowią komponentę otoczenia, z którym wchodzą w określone interakcje. Do obserwowania takich relacji miała posłużyć fotografia, wykonywana przy zastosowaniu zmiennego oświetlenia i tła.
Efektem obserwacji prowadzonych przez Marię Dziedzic są zachowane do dzisiaj różnokształtne naczynia, zarówno ze szkła bezbarwnego, jak też barwionego w masie, które swobodnie można byłoby wykorzystać jako ozdobne wazony lub butelki do przechowywania płynów. Ich pierwotne przeznaczenie było jednak zupełnie inne. Były one bezpośrednią konsekwencją studium metodologicznego. W latach 80. XX wieku Dziedzic wykorzystała je powtórnie do studiów z zakresu fotooptyki. Wypełniała wówczas ukształtowane przez nią naczynia substancjami transparentnymi, barwnymi lub bezbarwnymi, a następnie wykorzystywała je jako swoiste filtry światła. Rzutowała ich odbicia na fotoczułe ekrany, a także sprawdzała ich wpływ na otoczenie, umieszczając je na tle rastrów, systematycznie poddawała zmianie kąty przysłon filtrujących światło i w ten sposób uzyskiwała zapisy efektów wizualnych wynikających z oddziaływania światła przepuszczanego przez te przedmioty w określonych czasoprzestrzeniach.
Działania tego rodzaju mogą być opatrzone mianem obiektometrie na podobnej zasadzie, na jakiej zapisy rysów twarzy, linii papilarnych i siatkówki oka, a nawet zdjęcia rentgenowskie organizmów żywych nazywane bywają biometriami. Wizualnym rezultatem obiektometrii Marii Dziedzic są obrazy zapisywane światłem przechodzącym przez soczewkę – szkło wypełnione wodą. Zaplanowany proces, przeprowadzony w ciemni fotograficznej, stwarzał okazję do uzyskania wielu widoków, zmieniających się nawet przy minimalnym ruchu samego obiektu, jak i przysłon podczas ekspozycji. Wielość uzyskanych obrazów skutkowała trudnością w wyborze efektu, który miał być ostatecznie utrwalony na materiale światłoczułym. Podczas prowadzenia tego typu doświadczeń Dziedzic poszukiwała źródeł inspiracji w dostępnej wówczas literaturze. Udało się jej znaleźć jedynie skąpo ilustrowane albumy z kilkoma fotografiami Mana Raya, Laszlo Moholy-Nagya i Györgya Kepesa, które nie pozwalały jednak na dokładne zapoznanie się z dorobkiem i zapatrywaniami tych twórców. Z dzisiejszego punktu widzenia można stwierdzić, że ów brak dostępu do informacji był na swój sposób korzystny, gdyż pozwalał na zachowanie pełnej niezależności twórczej podczas przeprowadzania zaplanowanych eksperymentów.
Efekty innego typu eksperymentu zaprezentował w Katowicach Radosław Sirko, który wystawił do oglądu widzów skonstruowany przez niego w 2021 roku instrument o nazwie Epifon, umożliwiający obserwację niesłyszalnych i zazwyczaj także niewidocznych ultradźwięków. Urządzenie to składa się z czterech połączonych ze sobą pryzmatów. W ich podstawach zamontowano piezoelektryczne blaszki emitujące ultradźwięki o częstotliwości około 110 kHz. Gdy zaleje się je wodą, zaczynają pełnić funkcję dyfuzorów i wytwarzają parę, która w postaci mgiełki wędruje wewnątrz pryzmatów. W ten sposób obecność ultradźwięków sygnalizowana jest widzowi ilością pary skraplającej się na szklanych ściankach Epifonu.
Marian Oslislo, artysta multimedialny związany z katowicką ASP, zaprezentował z kolei nagranie wideo, które było zapisem eksperymentu eksplorującego połączenia doznań wzrokowych i słuchowych poprzez badanie reakcji twórcy multimedialnego na dźwięki. Sposobem działania Oslisly stało się wykonywanie obrazów lub nawet animacji, które rodzą się w jego wyobraźni w chwili słuchania muzycznego utworu. Tego rodzaju eksperyment miał miejsce m.in. w 2022 roku w Narodowym Forum Muzyki we Wrocławiu podczas 33. Festiwalu Musica Polonica Nova DaCamera. Orkiestra Muzyki Nowej pod dyrekcją Szymona Bywalca zagrała wówczas koncert „Wizje ulotne”, do którego Oslislo tworzył na żywo grafiki zatytułowane „Kalki/Carbon Copies”. Działanie multimediów opierało się w tym przypadku na generowaniu nakładających się na siebie warstw wizualnych i fonetycznych, którego podstawowym atutem były improwizacja oraz wzajemna interakcja dwóch różnych zmysłów. Jednocześnie w pokazie wrocławskim ujawniła się typowa dla katowickiego grafika fascynacja śladem tworzonym za pomocą gestu ręki, z użyciem różnych narzędzi analogowych, zarówno rysunkowych, jak też malarskich oraz specjalnie zaprojektowanego stołu z przezroczystym blatem i oświetleniem. Tworzone na blacie obrazy rejestrowane były za pomocą kamery, a przekazywany do miksera wideo sygnał z kamery był czasem dodatkowo modyfikowany z użyciem software’u. Efekt końcowy wynikał z dostosowania wizji artystycznej do architektury miejsca. Uczestnicy koncertu oglądali wizualizacje muzyczne Oslisly na dużych ekranach. Warto dodać, że do generowania obrazu używane też były różne przedmioty, które w momencie ustalania strategii występu tuż przed koncertem zostały przyporządkowane poszczególnym grupom instrumentów. Sam tytuł „Kalki” odnosił się do powtarzalności pewnych schematów, które były się aluzją do rutynowości obecnej w życiu codziennym każdego człowieka.
Podobnego typu działanie towarzyszyło również katowickiej wystawie. W dniu wernisażu Piotr Ceglarek i Tomasz Strojecki wykonali na żywo koncert multimedialny, generując tworzone z pomocą algorytmów dźwięki i obrazy bezpośrednio nawiązujące do tytułu pokazu. Koncert ten został zarejestrowany i można go było potem oglądać na wystawionych w Rondzie Sztuki monitorach.
Warto wspomnieć, że widzowie oglądający ekspozycję również mogli skomponować w Rondzie Sztuki własny koncert, ponieważ Piotr Staszak wystawił tam interaktywny instrument o nazwie Rotor, który powstał na bazie inspiracji Układem Słonecznym. Staszaka zaintrygował fakt, że świadomość istnienia Kosmosu pojawiła się dzięki docieraniu do Ziemi fal świetlnych, gdy tymczasem dzisiaj wiadomo już także, że ciała niebieskie emitują sygnały dźwiękowe. Coraz częściej naukowcy snują hipotezy, jakoby każde ciało niebieskie było źródłem emisji rozpoznawalnych fal fonetycznych. Staszak zaprojektował urządzenie przypominające model Układu Słonecznego, które umożliwiało tworzenie dźwięków przy wprawianiu w ruch kulek imitujących planety. Ta interaktywna instalacja cieszyła się dużym powodzeniem, gdyż zwiedzający wystawę uwielbiali tworzyć swoiste symfonie na instrumencie, który nie wymagał specjalnych umiejętności manualnych i słuchowych.
Można zaryzykować twierdzenie, że katowicka wystawa stanowiła wyjątkową okazję do poznania skomplikowanych relacji pomiędzy zmysłami wzroku i słuchu, nawet w aspekcie dydaktycznym, ponieważ Kacper Mutke zaprezentował na niej skonstruowaną przez niego w ramach pracy dyplomowej w katowickiej ASP instalację edukacyjną o tytule „Obserwatorium dźwięku” z animacją dostarczającą podstawowych informacji na temat fal dźwiękowych oraz urządzeniem, które wizualizowało generowane w różnych częstotliwościach fale fonetyczne.
Wypada żałować, że pokazowi nie towarzyszyło wydanie publikacji omawiającej poszczególne obiekty i właściwie jedynym śladem po niej pozostanie prezentowany tutaj tekst.
* Eksperymenty fonetyczno-wizualne zaprezentowane w Katowicach podczas wystawy zatytułowanej „Czerwona plamka infusorium”.