Jeszcze niedawno życie dorosłego człowieka można było opisać za pomocą stosunkowo prostego, trzyetapowego modelu 20–40–20. Czyli na początku drogi życiowej 20 lat ekscytującej edukacji, potem 40 lat tyrania w pracy, a na końcu 20 lat na szczęśliwej emeryturze. Taki schemat jak wskazany powyżej przez dekady porządkował nie tylko nasze indywidualne plany, lecz także systemy edukacji, zasady zatrudniania i rynek pracy czy system zabezpieczenia społecznego. Problem w tym, że rzeczywistość, dla której został stworzony, właśnie w bardzo szybki sposób znika.
Żyjemy coraz dłużej, coraz częściej przez wiele lat zachowujemy sprawność fizyczną i psychiczną, a także możliwość aktywnego funkcjonowania. Jednocześnie rodzi się coraz mniej dzieci. Polska jest jednym z krajów, w których te procesy zachodzą szczególnie szybko. Według GUS w 2025 r. przeciętne trwanie życia wynosiło ponad 75 lat dla mężczyzn i ponad 82 lata dla kobiet. A jeszcze w 1990 r. mężczyźni cieszyli się średnią 66 lat, a kobiety lat 75. Wzrost tych wartości jest więc znaczący, a nie możemy wkluczyć, że w przyszłości wraz z poprawą warunków opieki medycznej oraz postępem w tym obszarze będziemy średnio żyć jeszcze dłużej. Co więcej, oficjalna prognoza ludności sporządzona przez ZUS zakłada, że w 2060 r. osoby w wieku 65+ będą stanowiły około 30 proc. populacji. Nowsza, eksperymentalna symulacja GUS, uwzględniająca bardzo niską, praktycznie nieubłaganą dzietność w Polsce, pokazuje jeszcze mocniejszą skalę możliwej depopulacji. To nie jest wyłącznie wyzwanie demograficzne. To zmiana reguł gry, która dotyczy praktycznie każdego. Tak pracownika, przedsiębiorcy, rodziny, jak pracodawcy i państwa. Chcemy czy nie, stajemy się kurczącym i starzejącym się społeczeństwem. Problem w tym, że nie każdy zdaje się chcieć to zauważyć.
Koniec życia „według wieku”
W związku z powyższymi zmianami najważniejsza modyfikacja powinna się dokonać przede wszystkim w naszym myśleniu. Dotychczas planowaliśmy życie według metryki. W określonym wieku kończyliśmy szkołę, podejmowaliśmy pracę, zakładaliśmy rodzinę, a po osiągnięciu ustawowego wieku emerytalnego mieliśmy wycofać się z aktywności zawodowej. Długowieczność sprawia jednak, że coraz trudniej będzie podporządkować całe życie jednej usystematyzowanej osi czasu. A z drugiej strony, jeżeli ktoś ma przed sobą 80 czy nawet więcej lat życia, to trudno oczekiwać, że decyzje edukacyjne podjęte za czasów nastoletnich wystarczą mu na więcej niż pół wieku dalszej aktywności zawodowej. Trudno również zakładać, że trzy lub cztery dekady pracy sfinansują następnie dwadzieścia albo trzydzieści lat życia bez pracy. Dlatego zamiast pytać: „Kiedy przejdę na emeryturę?”, powinniśmy coraz częściej pytać: „Jak chcę żyć w kolejnych dekadach po osiągnięciu ustawowego wieku emerytalnego i w jaki sposób sfinansuję swoje wybory?”.
Życie wieloetapowe
Nowy model życia w epoce długowieczności to zmiana dotychczasowych paradygmatów w obszarze edukacji, pracy, finansów, emerytury, czy w ogóle myślenia o wieku. Okresy intensywnej pracy będą przeplatać się z edukacją, zmianą zawodu, opieką nad bliskimi, elastycznymi formami pracy, przerwą na regenerację czy urlopem na podratowanie zdrowia, zaangażowaniem społecznym albo ponownym zwiększeniem aktywności zawodowej. Człowiek w wieku 55 czy 60 lat i więcej nie musi być osobą „schodzącą z rynku pracy”. Może przecież rozpoczynać kolejny etap swojej kariery zawodowej, przykładowo zmieniać specjalizację albo pracować w innym trybie niż czynił to wcześniej. To oznacza jednak, że długowieczność nie jest po prostu prezentem w postaci dodatkowych lat. Jest swoistym projektem wymagającym nowych kompetencji i świadomego zaplanowania kolejnych dekad swojego życia. Wśród nich jednym z kluczowych kompetencji stają się umiejętność otworzenia się na zmiany, uczenie się przez całe życie (lifelong learning), świadomość indywidualnego wpływu o swoje zdrowie i – co szczególnie istotne – długoterminowego planowania finansowego. A z tym ostatnim Polacy nie mają ani najlepszych doświadczeń, ani też dużych osiągnięć.

Finanse na 30 lat po sześćdziesiątce
W Polsce nadal bardzo silne jest przekonanie, że bezpieczeństwo finansowe na starość zapewni przede wszystkim publiczny system emerytalny. Co więcej, politycy różnych maści zdają się utwierdzać nas w tym przekonaniu, kurczowo trzymając się dotychczasowego wieku emerytalnego, fundując różne rozwiązania typu tzw. 13 czy 14 emerytura albo renta wdowia. Dają sygnał, że jakby co, to oni zawsze pomogą, byle by na nich zagłosować… Tymczasem obowiązująca, póki co, w naszym systemie zabezpieczenia emerytalnego konstrukcja zdefiniowanej składki jest bezlitosna matematycznie. Powiedzmy to jasno i głośno. Obecnie wysokość emerytury zależy przede wszystkim od wartości zgromadzonego kapitału emerytalnego (czyli co do zasady odprowadzonych składek w okresie aktywności zawodowej) oraz od tego, przez ile przewidywanych miesięcy ten zgromadzony kapitał ma być wypłacany. Im dłużej żyjemy i im wcześniej kończymy aktywność zawodową, tym większą część życia musimy sfinansować z kapitału zgromadzonego wcześniej. Oczywiście dochodzą to tego tzw. waloryzacje, ale mają one na celu utrzymanie wartości nabywczej czy to zgromadzonego kapitału albo już wypłacanych świadczeń, a nie podniesienie ich wartości jako takiej. Co więcej ZUS pokazuje jednocześnie, że rzeczywisty średni wiek przechodzenia na emeryturę w 2024 r. wynosił około 60,6 roku dla kobiet i 65,1 roku dla mężczyzn. Ponad 90% osób przechodzących na emeryturę czyni to w ciągu pierwszych 12 miesięcy po uzyskaniu uprawnień (zwykle wieku) emerytalnych.
Samosprawdzającą się przepowiednią jest to, że Polki i Polacy czekają z utęsknieniem na emeryturę i jak tylko to mogą uczynić, to robią to. Tylko co to oznacza w praktyce? Szczególnie w przypadku kobiet oznacza to możliwość spędzenia na emeryturze zauważalnie ponad dwóch dekad, z relatywnie niskim świadczeniem emerytalnym. Przy tym nie chodzi tutaj o prosty komunikat w rodzaju „wszyscy muszą pracować dłużej”. Chodzi o coś bardziej fundamentalnego. Potrzebujemy większej elastyczności, swobody wyboru formy kontynuowania aktywności zawodowej – bez wątpienia obecny rynek pracy nadal funkcjonuje w logice z początku lat 90.: 8 godzin, 5 dni w tygodniu, jeden pracodawca przez cały okres pracy. Takie podejście bez wątpienia wymaga totalnej transformacji systemowej, społecznej i mentalnej. Jednak konieczna jest również świadomość społeczeństwa, że każda indywidualna decyzja związana z długością aktywności zawodowej, formy zatrudnienia ma finansowe konsekwencje. Jeżeli ktoś chce wcześniej ograniczyć pracę i skorzystać z możliwości przejścia na emeryturę, to jego prawo, ale powinien wcześniej zgromadzić odpowiedni kapitał. Jeżeli chce utrzymać określony poziom życia przez ponad dwadzieścia lub trzydzieści lat po zakończeniu pełnej aktywności zawodowej, to publiczna emerytura powinna być tylko jednym z kilku źródeł finansowania. Oszczędności gotówkowe, lokaty bankowe, takie rozwiązania jak PPE, PPK, OIPE, IKE, IKZE a także wszelkie inne prywatne inwestycje czy nieruchomości nie powinny być traktowane jako luksusowy dodatek dla najbardziej zamożnych. Czy zasady te są jasne i zrozumiałe dla polskiego społeczeństwa? Czy jesteśmy świadomi konsekwencji finansowych, przechodząc na świadczenie emerytalne tak szybko, jak tylko jest to możliwe? Czy mamy finansowy plan na kolejne 2,3 dekady naszego życia na emeryturze, uwzględniając naturalne potrzeby w zakresie ochrony zdrowia, opieki, etc.?
Na jakość naszego długowiecznego życia mamy bardzo duży wpływ. Przyszłość budujemy dziś – każdego dnia, najpierw budując zdrowie i nawyki, poprzez swoje pierwsze doświadczenia finansowe, edukację i kompetencje, relacje i otwartość na uczenie się przez całe życie. Następnie budując kapitał finansowy, kapitał zawodowy, zdrowie, relacje, swoje aktywa, kompetencje cyfrowe. W epoce długowieczności kluczowe znaczenie ma indywidualne planowanie finansowe, które staje się elementem infrastruktury naszego przyszłego życia. Niestety Polacy żyją tu i teraz, nie myśląc o tym, jak wspomóc samemu finansowo swoją jesień życia.
Rynek pracy musi nauczyć się wieku
Drugim wielkim wyzwaniem jest praca. Nie da się bowiem zbudować modelu długowieczności, jeżeli pracownik po pięćdziesiątce jest traktowany przez rynek jako osoba schodząca ze sceny. Firmy będą musiały nauczyć się zarządzać karierą pracowników, trwającą 40, 45, a czasem 50 lat. To oznacza przede wszystkim zmiany dotychczasowej logiki funkcjonowania firm (jw.), paradygmatów dotyczących osób w wieku 50+, które są postrzegane często jako już schodzące z rynku pracy, jak również budowanie inkluzywnych, różnorodnych zespołów. Wspomniana transformacja to także więcej inwestycji w przekwalifikowanie, elastyczne formy pracy, zmianę zakresu odpowiedzialności, mentoring i wykorzystywanie doświadczenia starszych pracowników. Potrzebne będzie także odejście od stereotypu, że rozwój zawodowy jest przeznaczony przede wszystkim dla trzydziesto- i czterdziestolatków. Dla pracodawców to nie tylko kwestia tak popularnej w mediach społecznej odpowiedzialności biznesu. Przy malejącej liczbie osób w wieku produkcyjnym aktywność zawodowa dojrzałych pracowników stanie się po prostu koniecznością gospodarczą. Tylko organizacje, które potrafią zatrzymać kompetencje i tworzyć środowisko pracy dla kilku pokoleń jednocześnie, będą mogły mówić o tym jako jednej ze swoich rynkowych przewag konkurencyjnych.
Czy państwo powinno zmienić perspektywę?
Długowieczność wymaga także rozważenia zmiany sposobu działania państwa. Długowieczność dotyczy bowiem każdego obszaru naszego życia, nie tylko zdrowia
– choć jest ono kluczowe. Często to obszary nadal nieoczywiste dla wielu: system emerytalny, rynek pracy, edukacja, architektura i urbanistyka, rynek konsumencki, nasze postawy społeczne, etc.
Jeżeli system edukacji nadal będzie skupiony niemal wyłącznie na pierwszych dwudziestu kilku latach życia, a system emerytalny będzie wysyłał sygnał, że osiągnięcie określonego wieku oznacza prawie automatyczny koniec aktywności, to polityka publiczna pozostanie zakładnikiem świata, którego już nie ma, co więcej, na koszt społeczeństwa. Potrzebujemy edukacji finansowej i emerytalnej prowadzonej znacznie wcześniej niż kilka lat przed emeryturą. Potrzebujemy łatwego dostępu do kształcenia przez całe życie. Potrzebujemy polityki rynku pracy, która realnie wspiera zatrudnienie osób 50+ i 60+, a nie tylko interweniuje wtedy, gdy wypadają one z rynku. Potrzebujemy też uczciwej komunikacji społecznej o konsekwencjach decyzji emerytalnych. Potrzebujemy powiedzieć odważnie Polakom, a szczególnie Polkom, że najniższy w gronie krajów członkowskich UE powszechny wiek emerytalny skazuje je na niskie emerytury i w efekcie szereg negatywnych konsekwencji z tym związanych. Największym ryzykiem nie jest bowiem długowieczność. Wręcz przeciwnie – to ogromne osiągnięcie współczesnych społeczeństw, ogromna szansa i potencjał. Ryzykiem jest długowieczność bez odpowiedniego przygotowania, bez postrzegania jej jako szansy na rozwój gospodarczy, społeczny, indywidualny.

Co, jeśli niczego nie zmienimy?
Możemy oczywiście zachowywać się tak, jakby ten tradycyjny trzyetapowy model życia nadal działał. Skutki są jednakże dość łatwe do przewidzenia. Coraz mniejsza grupa osób aktywnych zawodowo będzie finansowała coraz większą liczbę świadczeniobiorców. Firmom będzie coraz trudniej znaleźć pracowników. Wraz z rosnącą kohortą osób nieaktywnych zawodowo w starzejącym się społeczeństwie, wzrastać będzie presja na finanse publiczne, ochronę zdrowia i usługi opiekuńcze. Obecne i przyszłe pokolenia będą zmuszone płacić coraz wyższe podatki, żeby było z czego dokładać budżetowi Państwa na realizację zobowiązań emerytalnych. Jednocześnie część osób spędzi wiele lat życia na emeryturze ze świadczeniem znacznie niższym od swoich wcześniejszych dochodów. Dlatego debata o długowieczności nie może sprowadzać się do sporu o ustawowy wiek emerytalny czy, co gorsza, emerytury stażowe. To temat znacznie szerszy. Winniśmy powiedzieć sobie, jak przebudować edukację, rynek pracy, system emerytalny i nasze własne postawy np. nawyki finansowe i odpowiedzialność za swoje bezpieczeństwo finansowe, aby dłuższe życie było rzeczywiście dobrą wiadomością.
Odpowiedzialność, której nie można delegować
Państwo powinno tworzyć dobre reguły i system, pracodawcy powinni budować organizacje przyjazne wielopokoleniowości, a instytucje finansowe powinny oferować proste i uczciwe rozwiązania i narzędzia, wspierające budowanie długoterminowego kapitału na przyszłość. Ostatecznie jednak coraz większa część odpowiedzialności spoczywa indywidualnie na każdym z nas. Nie znamy długości własnego życia. Możemy natomiast planować je tak, jakby miało być długie. To oznacza budowanie kapitału finansowego, ale również kapitału zdrowia, kompetencji i relacji. Oznacza gotowość do kilkukrotnego uczenia się nowych umiejętności, oduczania już nieaktualnych, otwartości na kontynuowanie pracy jak najdłużej w nowych formułach. Oznacza wreszcie odejście od myślenia, że bezpieczeństwo pojawi się automatycznie po przekroczeniu określonego wieku i Państwo mi je zapewni. W epoce długowieczności najważniejsze pytanie nie brzmi już: „Czy wystarczy nam emerytury?”. Brzmi: „Jakiego życia chcemy za 10, 20 i 30 lat – i co robimy dzisiaj, żeby móc sobie na nie pozwolić?”. To jest być może najważniejsza zmiana, którą powinniśmy zrozumieć. Przyszłości nie da się już zaplanować wokół jednej daty odejścia z pracy. Trzeba odpowiedzialnie zaprojektować całe długie życie.