Pierwszy pochodzi z Nowego Jorku, drugi z Chicago. Jeden gra w golfa i gustuje w fast foodach, drugi to fan tenisa, preferuje pizzę pepperoni. Egocentryczny miliarder i zatroskany losem najuboższych powściągliwy misjonarz – te dwie postaci przedstawiają dziś odmienne diagnozy i lekarstwa, jakich ma według nich potrzebować świat.
Na kilkanaście dni przed ubiegłorocznym konklawe, Donald Trump zapytany o to, kogo chętnie zobaczyłby na Tronie Piotrowym, odparł w swoim stylu, że to on mógłby zostać papieżem. Po chwili dodał, że „bardzo dobry” jest kardynał z Nowego Jorku. Chodziło mu o umiarkowanie konserwatywnego Timothy’ego Dolana. Ostatecznie głową Kościoła rzeczywiście został Amerykanin – pochodzący z Chicago Robert Prevost. Dolan kilka miesięcy później przeszedł na emeryturę, a decyzją nowego papieża zastąpił go znany ze sprzeciwu wobec polityki migracyjnej Trumpa Ronald Hicks. Amerykański prezydent nie ma i nie będzie miał w Watykanie ideowego sojusznika.
Wojna i (nie)pokój
Głównym przesłaniem pierwszego przemówienia Leona XIV po ogłoszeniu go papieżem był pokój. Słowo to pojawiło się w dziesięciominutowym przesłaniu dokładnie dziesięć razy. O pokoju lubi mówić Donald Trump. Naginając nieco rzeczywistość, prezydent USA uwielbia powtarzać, że „samodzielnie zakończył osiem wojen”, chcąc choćby zbliżyć się do otrzymania upragnionej Pokojowej Nagrody Nobla. Zaprosił także Leona do stworzonej przez siebie Rady Pokoju. Watykan odmówił jednak udziału, wskazując na „zdumienie” i „zdezorientowanie” Ojca Świętego niektórymi punktami planu pokojowego Trumpa dla Strefy Gazy, a także na to, że istotną rolę w procesie pokojowym powinna odegrać ONZ. Biały Dom decyzję nazwał „niefortunną”. Wspólny cel, jakim dla obu przywódców ma być pokój, w tym przypadku oznacza zupełnie inne ścieżki, jakie miałyby do niego prowadzić.
A propos pokojowych zamiarów lidera ruchu MAGA, Leon XIV odniósł się także do amerykańsko-izraelskiego ataku na Iran, rozpoczętego ostatniego dnia lutego. Ubolewał z powodu „okrutnej przemocy wojny” na Bliskim Wschodzie oraz upomniał się o „tysiące niewinnych osób, które zostały zabite” – także w atakach na szkoły, szpitale oraz budynki mieszkalne. Wezwał do zawieszenia broni. „Nie wstrzymujesz ognia, kiedy dosłownie niszczysz drugą stronę” – odpowiedział mu Trump.
Papież skomentował również zamieszczane na profilach Białego Domu w mediach społecznościowych materiały wideo kompilujące wojskowe nagrania z nalotów na cele w Iranie z grami wideo, fragmentami popularnych filmów czy grą w kręgle. Wezwał dziennikarzy do odpowiedzialności, a także by relacjonowali prawdziwą tragedię wojny. „Wojna to nie gra wideo” – dodał.
W polityce zagranicznej prezydentura Trumpa jawi się także jako podważanie relacji transatlantyckich, niepokojący, zmienny stosunek względem wojny w Ukrainie oraz nieprzychylne zamiary wobec dotychczasowych sojuszników. Lokator Białego Domu nie może już liczyć na wypowiedzi o prowokacyjnym „szczekaniu” przez NATO u bram Rosji, jakich dopuszczał się papież Franciszek. Leon XIV wprost stwierdził, że krytyczne uwagi Trumpa wobec Europy i nazywanie jej „słabą” i „upadającą” są „próbą rozbicia tego, co musi być bardzo ważnym sojuszem teraz i w przyszłości”. Podkreślił także, że w kwestii wojny w Ukrainie „dążenie do porozumienia pokojowego bez włączania Europy nie jest realistyczne”. Mówił także o „cierpieniach ukochanego narodu ukraińskiego”.
Papież odniósł się również do styczniowego pojmania wenezuelskiego dyktatora Nicolasa Maduro, apelując o poszanowanie dla państwa prawa, suwerenności tego kraju oraz praw człowieka. Około tydzień później spotkał się w Rzymie z Marią Coriną Machado – wenezuelską opozycjonistką i laureatką Pokojowej Nagrody Nobla, której Trump nie uwzględnił w amerykańskich planach dotyczących zmian u władzy w Caracas, mimo że ta oddała mu swojego Nobla. Postawił zaś na człowieka obecnego reżimu i wiceprezydentkę Wenezueli Delcy Rodriguez. Jak zdradził szef watykańskiej dyplomacji kardynał Pietro Parolin, Stolica Apostolska prowadziła także negocjacje mające na celu pokojowe oddanie władzy przez Maduro i jego ucieczkę do Rosji.
„Porządek miłości”
Fundamentem polityki Trumpa jest również zatrzymanie nielegalnej migracji oraz deportacje – skutkiem zaś nagonka na osoby nielegalnie przebywające w USA oraz brutalne, często krwawe, a dwukrotnie śmiertelne w skutkach zatrzymania dokonywane przez funkcjonariuszy ICE. Znany jest także przypadek omyłkowego umieszczenia 29-latka legalnie przebywającego w USA w tzw. megawięzieniu w Salwadorze razem z przestępcami z lokalnych karteli narkotykowych, próba deportacji do Chin dysydenta, który znalazł w Stanach Zjednoczonych schronienie oraz rozdzielanie rodziców od dzieci na skutek owych deportacji.
Jeszcze przed wyborem na papieża, Robert Prevost udostępnił na portalu X artykuł krytykujący wiceprezydenta USA J.D. Vance’a i wykorzystanie przez niego katolickiej idei „porządku miłości” (łac. ordo caritatis), stworzonej w XII wieku przez św. Tomasza z Akwinu, mającej w tym przypadku usprawiedliwiać znieczulenie na los migrantów obowiązkiem zadbania w pierwszej kolejności o bezpieczeństwo najbliższych. Już jako Leon XIV powiedział zaś, że „pewne rzeczy, jakie dzieją się w USA, są niepokojące”. Wyraził także wątpliwość, czy „nieludzkie traktowanie migrantów w Stanach Zjednoczonych” da się pogodzić z postawą pro-life. To samo według Leona tyczy się poparcia dla kary śmierci.
Donald Trump neguje antropogeniczność zmian klimatu oraz zieloną energię. Jako osoba rządząca państwem eksportującym paliwa kopalne, nazwał zieloną transformację „największym oszustwem w historii”. Leon XIV wzywa natomiast do „ekologicznego nawrócenia” i „przejścia od zbierania danych do troski”, szczególnie o najbiedniejszych, którzy zmiany klimatu odczuwają najboleśniej. Popiera plany uczynienia Watykanu pierwszym neutralnym klimatycznie państwem na świecie. W symbolicznym geście pobłogosławił także bryłę lodowca z Grenlandii.
Obu przywódców różni także stosunek do sztucznej inteligencji. 47. prezydent USA w interesie amerykańskich korporacji wzywa do powstrzymania się od prób uregulowania technologii AI, dążąc do jak najszybszego rozwoju tego rynku. Leon XIV wskazuje na zagrożenia, jakie ona niesie (w tym algorytmy mediów [anty]społecznościowych) dla przepływu informacji, relacji międzyludzkich oraz ochrony tożsamości.
Cesarz „imperium pieniądza”
Być może jednak najważniejszą i najbardziej widoczną różnicą między omawianymi w tekście postaciami jest ich stosunek do kapitalizmu, biedy i pieniądza. Nie znając wcześniej sylwetki i poglądów Roberta Prevosta – wiedząc zaś jedynie, że papieżem został Amerykanin z Chicago – można było domniemywać, iż po skromnym, zatroskanym o los najuboższych argentyńskim synu włoskich migrantów, jakim był Franciszek, na Tronie Piotrowym nastąpi w tym zakresie jakaś zmiana. Nic bardziej mylnego. Leon XIV okazuje się godnym imiennikiem Leona XIII – autora encykliki Rerum novarum (O rzeczach nowych), która dała światu chrześcijańską odpowiedź na socjalizm – Katolicką Naukę Społeczną.
Pierwszą wydaną przez Leona XIV adhortacją apostolską (której pisanie rozpoczął papież Franciszek) jest Dilexi te (Umiłowałem cię), nosi ona podtytuł „O miłości do ubogich”. Oprócz wezwania do pomocy najuboższym i nadania spotkaniu z nimi wręcz sakramentalnej wartości, głowa Kościoła Katolickiego pokusiła się także o nieco bardziej systemową refleksję. „Konieczne jest, aby nadal potępiać dyktaturę gospodarki, która zabija” – pisze Leon i krytykuje „absolutną autonomię rynków i spekulacji finansowych” oraz „oczekiwania, że niewidzialne siły rynku wszystko rozwiążą”. „Godność każdej osoby ludzkiej musi być szanowana dzisiaj, nie jutro” – dodaje. Papież zwraca w tym dokumencie uwagę na wagę systemowej walki z ubóstwem – z nierównościami, łamaniem praw pracowniczych, brakiem mieszkań i bezrobociem, które zalicza do „niszczących efektów imperium pieniądza”.
Na drugim biegunie umiejscowić można człowieka, którego stworzyła i wychowała stolica kapitalistycznego świata – Nowy Jork. Donald Trump, mnożąc za pomocą działań na rynku nieruchomości majątek odziedziczony po ojcu, uczynił ze swojego bogactwa markę, nieodłączną część osobowości i znak rozpoznawczy. W osiągnięciu tego celu (oraz zarobieniu kolejnych setek milionów dolarów) pomógł mu udział w kilkunastu sezonach reality show „The Apprentice”, w którym Trump wcielił się w rolę bezwzględnego szefa karzącego uczestników słowami „jesteś zwolniony!”.
W 2024 roku, a więc czasie prezydenckiej kampanii wyborczej, Donald Trump zdołał podwoić swój majątek, który w 2025 roku wynosił już 5,1 miliarda dolarów. Rodzina amerykańskiego prezydenta wzbogaca się także na jego prezydenturze, m.in. inwestując w kryptowaluty oraz rozwijając biznes oparty na nieruchomościach. Za rządów Trumpa w USA najbogatsi każdego dnia stają się jeszcze bogatsi, zaś najbiedniejsi odczuwają wzrost cen i spadek poziomu życia. Trump w ubiegłym roku wycofał się m.in. z pomysłu dodatkowego opodatkowania najzamożniejszych Amerykanów.
Leona XIV i Donalda Trumpa różni zatem niemal wszystko. Amerykański prezydent papieża jednak głównie ignoruje. Nie poświęca mu kąśliwych uwag i wpisów w mediach społecznościowych, którymi raczy innych polityków. Nie nadał mu żadnego złośliwego przydomka, w których się lubuje, jak „Sleepy Joe” (o Bidenie), czy „Crooked Hillary (Clinton)”. Być może wie, że istotna część jego elektoratu oraz ruchu MAGA to katolicy. Według sondażu Pew Research Center to 22 proc. jego wyborców z 2024 roku. Według badań telewizji CNN w ostatnich wyborach zagłosowało na niego 59 proc. amerykańskich katolików. Kiedy przegrywał w 2020 roku z Joe Bidenem, to kandydat demokratów zdobył większość (52 proc.) głosów tej grupy. W 2016 roku Trump uzyskał 50 proc. Istnieje zatem możliwość, że mogą oni przechylić szalę w którejś z następnych elekcji na niekorzyść ruchu MAGA i Partii Republikańskiej. Pytanie, jak z nauczaniem płynącym z Wiecznego Miasta poradzą sobie politycy, a przede wszystkim sumienia katolickich wyborców z „Miasta lśniącego na wzgórzu”…