Wymiana waluty wywołuje w Polsce złe skojarzenia jako okazja do podwyżek cen. Badania statystyczne potwierdziły jednak brak istotnego wpływu wprowadzenia euro na poziom cen
W długim okresie wejście do strefy euro ułatwi porównania cen, nasili konkurencję i będzie działać na rzecz zmniejszenia inflacji. Słychać też ostrzeżenia znajomych z zagranicy, jakoby ceny w sklepach szalały tam po wprowadzeniu euro. Czy to uzasadniony niepokój? Jak przeciwdziałać handlowcom, którzy ulegną pokusie ekstrazarobków?
Pseudoznawcy wolnego rynku mają na to prostą odpowiedź: państwo nie powinno niczego robić, gdyż konkurencja rynkowa sama zadziała – kto będzie podwyższał ceny, ten straci klientów. Zapominają jednak, iż rynek dobrze działa, jeśli obie strony transakcji mają jednakową wiedzę o jej warunkach. Za rozwinięcie teorii asymetrii informacyjnej Joseph Stiglitz dostał nawet Nagrodę Nobla. Przeciętny konsument łatwo sprawdzi, czy jego płaca, emerytura albo oszczędności w banku zostały prawidłowo przeliczone, ale bez porównania trudniej, czy rzetelnie przeliczono setki cen, z którymi się styka, dokonując zakupów.
Sprzedawca oczywiście wie, jak przeliczył ceny, natomiast konsument pozostawiony sam sobie może mieć z tym istotne trudności. Kiedy zmiana ceny polega na ucięciu kilku zer, jak przy denominacji złotego, percepcja konsumenta jest w stanie zapanować nad zmianami. Przy przejściu na euro zastosowany zostanie jednak kurs z dokładnością do sześciu cyfr wybrany parę miesięcy przed przyjęciem nowej waluty, np. według kursu z 3 października 2008 r. byłoby to 0,292499 euro za 1 zł. Konsumentowi trudno będzie się zorientować, czy na przykład chleb, który w grudniu kosztował 3,50 zł, a w styczniu ma cenę 1,02 euro, zdrożał, czy może staniał. Jak to się ma do innych cen, innych sklepów? Czy sprzedawcy nie nagięli cen na swoją korzyść i o ile?
Informacja o każdym przeliczeniu ceny
Aby uchronić konsumentów przed dezorientacją, we wszystkich krajach, które przechodziły na euro, zastosowano cały arsenał środków mających na celu udostępnienie każdemu indywidualnemu klientowi pełnej informacji co do relacji między dotychczasową ceną w narodowej walucie a nową ceną w euro.
Podstawowym zabezpieczeniem był obowiązek podawania obok bieżącej ceny w euro ceny starej w walucie narodowej i jej równowartości w euro wyliczonej zgodnie z przyjętym do wymiany oficjalnym kursem. Obowiązek przedstawiania obu cen obok siebie wprowadzano na kilka miesięcy przed zmianą waluty i utrzymywano go co najmniej przez pół roku po wprowadzeniu euro. W niektórych krajach rozwinęła się nawet konkurencja między sklepami, które zachwalały, iż nowe ceny są niższe, niżby to wynikało z mechanicznego przeliczenia ceny.
Z inicjatywy Komisji Europejskiej podjęto decyzję o szerokim rozprowadzeniu wśród detalistów monet o wartości jednego i dwóch eurocentów, aby przeciwdziałać zaokrąglaniu cen.
Euro w Słowenii i na Słowacji
W Słowenii każde gospodarstwo domowe otrzymało od banku centralnego kalkulatorek przeliczający ceny według oficjalnego przelicznika. Stowarzyszenie konsumenckie wspierane przez stowarzyszenia emerytów i organizacje młodzieżowe uruchomiło obywatelską akcję monitoringu cen na wiele miesięcy przed wprowadzeniem euro. Doniesienia o zmianach cen były sprawdzane i jeśli się potwierdziły, a nie były uzasadnione, to sprzedawca trafiał na publiczną czarną listę stowarzyszenia. Z kolei organizacje biznesowe ogłosiły pakt o dobrowolnym zobowiązaniu się wobec klientów do uczciwego przeliczenia cen. Wszystkie sieci supermarketów przystąpiły do paktu. Przeprowadzono szeroką kampanię informacyjną w szkołach, centrach handlowych, środkach masowej informacji. Urząd statystyczny na bieżąco analizował zmiany cen, np. odnotowując wszystkie odchylenia większe, niż miały miejsce w okresie pięciu lat przed wejściem do euro.
Słowacja bardzo poważnie szykuje się do kontrolowania wzrostu cen po wejściu do euro w 2009 r. Znany z populizmu premier zaproponował nawet więzienie dla podwyższających ceny bez uzasadnienia. Ta drakońska propozycja nie uzyskała poparcia w parlamencie. Natomiast mimo ostrego sprzeciwu banku centralnego i biznesu we wrześniu przyjęto ustawę umożliwiającą rządowi administracyjną kontrolę cen. Tak radykalnego środka nie zastosowano w żadnym innym kraju przechodzącym na euro. Administracyjna kontrola cen prowadzi bowiem do nieefektywnego wykorzystania zasobów, powstawania niedoborów, czyli spowodować musi więcej szkód niż pożytku. Minister finansów zastrzega się, iż jest to broń ostateczna, której władze wolałyby nie używać. Przygotowano natomiast akcje społecznych kontroli cen w małych sklepikach z udziałem organizacji pozarządowych i ogłaszania czarnych list. Pełna mobilizacja ma zapobiec wykorzystaniu zmiany waluty do podwyżek, których przeciętny konsument mógłby nie wyłapać, dopiero przed końcem miesiąca zobaczyłby pustkę w portfelu.
Ceny rosły wolniej
Metody chroniące konsumentów przed ukrytymi podwyżkami cen okazały się w pełni skuteczne, na co wskazuje doświadczenie 15 krajów, które przyjęły euro przed nami. Przypomnijmy, że euro wprowadzono do obiegu w 12 krajach starej Unii w 2002 r. (z wyjątkiem Wielkiej Brytanii, Danii i Szwecji), w Słowenii w 2007 r., a na Malcie i Cyprze w 2008 r.
Unijny Eurostat i narodowe urzędy statystyczne bardzo wnikliwie przeanalizowały różne szczegółowe czynniki wpływające na ceny w okresie zmiany walut. Badania statystyczne potwierdziły brak istotnego wpływu zmiany waluty na poziom cen. Zarówno w pierwszej Dwunastce, jak i w Słowenii najbardziej wrażliwe, wymykające się spod społecznych kontroli, okazały się ceny w restauracjach i kawiarniach, ceny na usługi naprawcze, fryzjerskie, rekreacyjne, a także na niektóre produkty spożywcze w małych sklepach. W sumie jednak wzrost cen konsumpcyjnych spowodowany wprowadzeniem euro, badany według różnych metodologii, był minimalny, wyniósł tylko 0,3 pkt proc. w ramach 2,2 proc. inflacji w skali roku w pierwszej Dwunastce Eurolandu i tyle samo pięć lat później w Słowenii. Wyższe tempo ogólnego wzrostu cen w Słowenii, 5,6 proc. w 2007 r., nie wynikało z wprowadzenia nowej waluty, ale z działania innych czynników, takich jak wzrost cen paliw i żywności na światowych rynkach, co zbiegło się w czasie z wprowadzaniem euro. Te same czynniki w 2002 r. zadziałały na obniżenie tempa wzrostu cen w pierwszej Dwunastce tworzącej Euroland. Na dwanaście krajów, które przeszły na euro w 2002 r., w dziesięciu wzrost cen w pierwszym roku obowiązywania nowej waluty był wolniejszy niż w 2001 r. Na przykład w Niemczech tempo inflacji obniżyło się z 2 proc. do 1,4 proc., we Włoszech z 2,8 do 2,5 proc., a w Hiszpanii z 3,6 do 3,1 proc. Jedynie we Francji i w Grecji wzrost cen w 2002 r. był wyższy niż w 2001 r. W 2003 r. tempo wzrostu cen w siedmiu krajach było jeszcze niższe niż w 2002 r., w trzech pozostało bez zmian, a jedynie w dwóch nieco wzrosło. W całej strefie euro wzrost cen wyniósł 2,2 proc. w 2002 r., tj. o 0,4 pkt proc. mniej niż w 2001 r. W 2003 r. tempo inflacji na obszarze euro opadło do 2,1 proc.
Środki informacyjne i techniczne, presja moralna, monitoring społeczny były więc bardzo skuteczne i dlatego nieuzasadnione podwyżki cen miały miejsce jedynie w lokalnych sklepach i zakładach usługowych działających w mało konkurencyjnym środowisku. Na postrzeganie inflacji największy wpływ mają właśnie codzienne niewielkie zakupy, a nie większe, które per saldo kosztowały tyle samo lub nawet potaniały. Z tego powodu postrzegana inflacja mogła wydawać się większa niż faktyczna.
Plan dla Polski
Ważne jest to, aby Polska na drodze do unii monetarnej czerpała z doświadczenia poprzedników. Wśród różnych działań konieczny jest więc plan ochrony konsumenta przed ukrytymi podwyżkami cen polegający na zapewnieniu konsumentom pełnej informacji o tym, co się dzieje z każdą ceną przy wymianie waluty, i wywieraniu moralnej presji na sprzedawców, aby nie wykorzystywali zmiany waluty do cenowych manipulacji. W takim planie należałoby rozpisać role: co biorą na siebie organizacje konsumenckie, co stowarzyszenia emerytów i organizacje młodzieżowe, do czego zobowiązuje się biznes, co zapewni NBP, co Ministerstwo Finansów, co zamierzają zrobić media. Plan taki i podział zadań powinny być gotowe co najmniej na rok przed wprowadzeniem euro.
Gazeta Wyborcza nr 263, wydanie z dnia 10/11/2008 GOSPODARKA, str. 26
