Pokaz kolekcji dzieł sztuki należącej do Moniki Pacy-Bros, Płocka Galeria Sztuki 15 maja – 15 czerwca 2026
- Jan Berdyszak, Kompozycja kół tantryczna
- Andrzej Dłużniewski, Ikonogram 25
- Wanda Gołkowska, 3.10.1985
- Jerzy Kałucki, bez tytułu III
- Koji Kamoji, R42 z cyklu Modlitwa do bytu
- Jarosław Kozłowski, Empatia przewodniczącego Mao do narodu chińskiego i vice versa
- Marek Kamieński, Motorhead
- Monika Szwed, bez tytułu
- Marek Sobczyk, Znak wg kolegi hipisa
- Andrzej Tobis, Słucha
Prywatne kolekcje dzieł sztuki kreowane są zazwyczaj z wielu różnych powodów. Mogą być wynikiem strategicznych decyzji finansowych, innym zaś razem pozycjonują status społeczny ich właścicieli, a czasem nawet zakładane bywają z myślą o przyszłych pokoleniach, by zapewnić ich właścicielom pewnego rodzaju „nieśmiertelność” w historii kultury.
W przypadku kolekcji tworzonej przez Monikę Pacę-Bros już od schyłku XX wieku mamy do czynienia ze zbiorem obrazów, rzeźb i instalacji przestrzennych, które odzwierciedlają rzeczywiste zamiłowanie ich właścicielki do ściśle określonych nurtów sztuki współczesnej, a także stanowią w pewnym sensie jej „wizualną autobiografię”, gdyż nawiązują do pasjonujących ją koncepcji filozoficznych i konstruktów naukowych, inspirując do rozważań i przemyśleń na temat zagadnień związanych z sensem istnienia, ontologią bytów, metafizyką, fizyką kwantową lub nawet Jungowską psychologią głębi.
Pokaz wybranej części kolekcji katowickiej w Płockiej Galerii Sztuki dostosowano do układu przestrzennego dawnej mykwy, której dwupoziomowe wnętrze, rozjaśnione świetlikiem dachowym, narzuciło podział wyodrębniający dwa zespoły obiektów. W przestrzeni parteru znalazły się dzieła konceptualne, eksponowane jako zbiór objęty nazwą „Geometrie myśli”, natomiast w górnej kondygnacji galerii umiejscowiono na ścianach obrazy stanowiące zbiór zatytułowany „Struktury uczuć”. Obydwie przestrzenie ekspozycyjne przenikają się nawzajem dzięki podłużnemu otworowi pomiędzy kondygnacjami mieszczącymi sale ekspozycyjne, co sprzyja przesłaniu ideowemu wystawy, podkreślającemu równość doznań artystycznych wynikających z odbywającej się zawsze jednocześnie percepcji intelektualnej, zmysłowej i emocjonalnej.
Monika Paca-Bros, z wykształcenia prawniczka, porzuciła przed laty pracę w prokuraturze, by wraz z jej niedawno zmarłym mężem Johannem zająć się rewitalizacją obiektów postindustrialnych. W ich działaniach od początku ważną rolę odegrały sztuki plastyczne. Z ich inicjatywy w Nikiszowcu utworzono Galerię Szyb Wilson, eksponującą w salach kopalnianej łaźni i cechowni zarówno dzieła twórców akademickich, jak też sztukę określaną przez niektórych krytyków mianem naiwnej. Paca-Bros nie zgadza się z tym sztucznym podziałem. Jej doświadczenia kolekcjonerskie, a także znajomość licznych światowych galerii i muzeów ugruntowały w niej przekonanie, że sztuka może być jedynie wysokich lotów albo też słaba, o czym decyduje talent jej twórcy, a nie kompetencje pozyskiwane w ramach kształcenia akademickiego. To podejście do sztuki kształtuje również charakter kolekcji, jednak w pokazie organizowanym w Płocku wszystkie z wybranych dzieł wyszły spod ręki twórców kształconych na czołowych polskich uczelniach.
W części zatytułowanej „Geometrie myśli” można więc będzie zobaczyć m.in. unikatowe kompozycje autorstwa nieżyjącej już Wandy Gołkowskiej, przedstawicielki polskiej sztuki pojęciowej, która w dojrzałej fazie twórczości (od końca lat 70. XX w.) dążyła do skrajnej redukcji środków wyrazu, stosując czyste podziały ortogonalne, linie lub proste, regularne figury oraz ograniczoną do minimum paletę barwną. Centralną ideą jej sztuki był tzw. układ otwarty – system złożony z elementów, które mogły być kontynuowane w nieskończoność lub przekształcane adekwatnie do logiki matematycznej. Geometria była dla niej sposobem „uważnego słuchania świata” i otwierania percepcji na emocje zawarte w ciszy i pustce. Analizowała świat, studiując rytmy kresek i figur geometrycznych, nie unikając przy tym stosowania rozwiązań opartych na iluzyjnym sugerowaniu głębi przestrzennej.
W jej sąsiedztwie eksponowane są też prace Kojiego Kamojiego, mieszkającego w Polsce już od sześciu dekad Japończyka, który w dojrzałych pracach połączył język europejskiego modernizmu z buddyjskim spirytualizmem, odwołując się do tradycji japońskich ogrodów karesansui. Do abstrakcyjnych reliefowych kompozycji wprowadził niewielkie kamienie, starannie określając ich miejsce nie tylko w stosunku do formatu podłoża, lecz także w relacji z przestrzenią uniwersalną. Często artysta ten konfrontuje ze sobą struktury kreowane przez ludzki umysł i obiekty wywiedzione ze świata przyrody, badając sens własnej egzystencji poprzez poszukiwanie odczucia bytu (metafizycznego, fizycznego) w tworzonych przez niego formach wypowiedzi artystycznej (malarstwo, instalacje, performans etc.).
Z wysublimowanym oeuvre Kamojiego zestawiono też semiotyczne rozważania Andrzeja Dłużniewskiego, dla którego sztuka stała się niejako narzędziem poznawczym, ujawniającym sposób, w jaki człowiek konstruuje rzeczywistość za pomocą myśli, słów i innych reprezentacji dźwiękowych lub wizualnych ustanowionych dla poszczególnych desygnatów (konkretnych przedmiotów, osób, zjawisk i obiektów, którym w procesie słowotwórczym nadano określone nazwy).
W takim zestawieniu nie mogło zabraknąć kompozycji Jerzego Kałuckiego, wykorzystującego założenia neoplastycyzmu i rosyjskiego konstruktywizmu do stworzenia własnego języka obrazowego. Posługując się wycinkiem koła, łuku i elipsy oraz barwnymi prostokątami, Kałucki sugerował niekończące się czasoprzestrzenie wykraczające poza ramy obrazowe. Odwoływał się przy tym do zdolności ludzkiego mózgu do wyobrażania realności pozaempirycznych, zachęcając widzów do podejmowania myślowego procesu w celu mentalnego dopełnienia sugerowanych zdarzeń w toku percepcji.
By zaprezentować wieloaspektowość ujęć artystycznych obierających za przedmiot artystycznych poszukiwań kwestie związane z percepcją czasoprzestrzeni, postanowiono włączyć do pokazu dzieła Jana Berdyszaka. W programie artystycznym tego twórcy kluczowym elementem rozważań nad przestrzenią i bytem stały się koła, które Berdyszak de-konstruował w celu studiowania idei obecności lub nieobecności materii w przestrzeni rzeczywistej. Nieobecność materii we wnętrzu koła stawała się przenikaniem do jego środka elementów obecnych w jego otoczeniu. Artysta redefiniował patrzenie, skupiając się na tzw. międzywartościach, czyli obszarach granicznych pomiędzy pełnią i pustką.
Jeszcze inną perspektywę ujmowania czasoprzestrzeni zaprezentowano na przykładzie dzieł Sławomira Brzoski, członka stowarzyszenia Discursive Geometry (z siedzibą w Łodzi), który używa języka geometrii do badania struktury świata i relacji przestrzennych, czego wynikiem są instalacje stanowiące precyzyjne odzwierciedlenie zależności matematycznych.
Znawców polskiej sztuki pojęciowej dziwić może eksponowanie obrazów Jarosława Kozłowskiego w górnej części płockiej galerii, gromadzącej dzieła zaklasyfikowane przez kuratorki wystawy Monikę Pacę-Bros i Irmę Kozinę do zbioru opowiadającego o strukturach uczuć. Decyzja ta zrodziła się z przekonania o połączeniu racjonalnych i emocjonalnych wrażeń artystycznych w jedną całość, determinującą sposób odbierania i analizowania świata przez człowieka. Wprawdzie Kozłowski w większości dzieł wykorzystywał pryncypia logiki semiotycznej, jednak w jego koncepcji metaartystycznej na jednostkę oddziałują nie tylko uwarunkowania wynikające ze specyfiki narzędzi poznawczych, lecz także okoliczności zewnętrzne, determinowane, na przykład, sytuacją polityczną kształtującą ludzkie życie, toteż nawet w przypadku minimalistycznych kompozycji tego twórcy w procesie interpretacji ujawniają się treści naznaczone emocjami lub wręcz oczywistymi aluzjami politycznymi.
Podobnego typu wieloznaczność odnaleźć można również w twórczości Andrzeja Tobisa. Jego obrazy odznaczają się niezwykłą precyzją warsztatową, chłodną kolorystyką i przemyślaną, statyczną kompozycją sugerującą petryfikację rzeczywistości z rozmysłem zatrzymanej w malowanym kadrze. Rejestrując pozornie obiektywne zdarzenia, Tobis uzyskuje napięcia wewnętrzne, które nadają jego obrazom symboliczne, niemal egzystencjalne znaczenie.
Do tradycyjnego warsztatu ekspresjonistów sięgają natomiast w swoich obrazach Marek Kamieński i Justyna Maciejska. Obrazy olejne i grafiki Maciejskiej cechuje swobodna, impresyjna plama barwna, zacierająca granicę pomiędzy figurą i tłem. Tonacja jej dzieł jest zharmonizowana, przeważają w niej odcienie ugrów, brązów, zieleni i szarości, czasem ożywionych żółcienią, oranżem lub czerwienią. Panuje w nich atmosfera nostalgii, choć jednocześnie noszą w sobie napięcia wewnętrzne stanowiące zapis gwałtownych uniesień. Z kolei Kamieński tworzy wielkoformatowe kompozycje figuratywne, hybrydowo łącząc elementy realistyczne z surrealistycznymi lub pop-artowymi. Ekspresyjnie stylizowane figury ludzkie przenikają się w jego dziełach z egzotyczną fauną oraz światem fantazji, nierzadko inspirowanym tradycją mityczną lub baśniową. Jego obrazy olejne i akrylowe są często ironicznym komentarzem do rzeczywistości.
Nawiązania do surrealizmu i świata marzeń sennych odnaleźć również można w rysunkach pastelowych Moniki Szwed, która swoje poetyckie narracje przedstawia jako „archiwum egzystencji”, złożone z pytań bez odpowiedzi oraz zdarzeń przefiltrowanych przez pamięć, które wymykają się wszelkiemu wartościowaniu, ale za to w procesie kontemplacji uzmysławiają znaczenie odosobnienia i pustki. U tej poznańskiej artystki istotną rolę odgrywają również kody proponowane przez sztukę feministyczną.
W nieoczywisty sposób pewne feministyczne przesłanie ujawnia się też w przedstawieniach Lilith tworzonych przez Andrzeja Urbanowicza. Chociaż z jednej strony mogą one być interpretowane jako męskie spojrzenie na kobiecość definiowaną w kategoriach erotyki, to jednak wizerunki pierwszej żony Adama odnoszą się bezpośrednio do zbuntowanej natury żeńskości i łączą się z reprezentacją archetypicznej kobiety demonicznej, emancypacyjnej, emanującej pierwotną siłą, która nie daje się okiełznać narzuconym porządkom.
Specjalne miejsce w kolekcji Moniki Pacy-Bros zajmuje obraz Marka Sobczyka eksponowany na co dzień jedynie w jej prywatnym apartamencie, który wyjątkowo został włączony do publicznego pokazu w Płocku. Namalowany on został w 1982 roku, farbami akrylowymi na płótnie. Nosi tytuł „Znak według kolegi hipisa”. Na jego syntaktyczną warstwę składa się ciąg geometrycznych linii tworzących quasi-pejzaż, którego środkowa oś układa się w popularny w kulturze hippisowskiej znak pacyfki (znak graficzny symbolizujący sprzeciw wobec wojny i broni nuklearnej). Obraz ten można traktować jako naczelne przesłanie właścicielki kolekcji, która – być może nieco utopijnie – wierzy w szczególną misję sztuki polegającą na rozwijaniu u jej odbiorców empatii, wrażliwości emocjonalnej i umiejętności sprzyjających społecznej integracji. To przekonanie skłoniło ją do organizacji ekspozycji poza katowicką siedzibą Galerii, by także publiczności spoza Górnego Śląska stworzona została okazja do obcowania z wybitnymi dziełami współczesnej sztuki polskiej.









