„Jedenaste przykazanie – nie bądź obojętny” to apel i prośba o to, by nie ulegać cynicznej grze polityków i prowokacjom serwowanym przez dezinformację. Obojętność wobec nagonki, kłamstw i narastającej agresji sprawia, że bezwiednie stajemy się narzędziem w rękach tych, którzy chcą nas skłócić. Odpowiedzialność za to, czy obronimy naszą spójność społeczną i zdrowy rozsądek, leży dziś w rękach i głosach każdego z nas.
Jeszcze cztery lata temu, po napaści rosyjskiego agresora, Polacy z poruszającą gościnnością przyjmowali Ukraińców w Polsce. Zbiórki organizowano spontanicznie
w każdej niemal miejscowości, powstał cały oddolny ruch społeczny, w którym udział brały samorządy, NGO-sy oraz zwykli ludzie udostępniający swoje mieszkania. Pochwalić muszę także tamtejszy rząd, który decyzją Jarosława Kaczyńskiego, w odróżnieniu od na przykład Niemiec, od razu rzucił się do znaczącej pomocy materialnej, co pomogło Ukrainie ustać na nogach w pierwszym okresie konfliktu.
Był to był obraz Polski, z którego byliśmy dumni, wszak sami pewnie nie spodziewaliśmy się po sobie takiej mobilizacji, gotowości do pomocy, poczucia, że stoimy po właściwej stronie historii. Dziś niestety ten obraz trzeba przywoływać z pamięci, bo rzeczywistość wygląda często zgoła inaczej.
Nie chodzi jedynie o incydenty, o których ten artykuł również będzie traktował, ale o coś głębszego, o przesunięcie granicy percepcji zagrożenia i świadomości wroga,
a także tempa, w jakim to przesunięcie następuje. To, co w 2022 roku było marginesem, dziś przebija się do głównego nurtu i znajduje szeroką reprezentację polityczną.
Ten tekst jest próbą odpowiedzi na kilka pytań: co dokładnie się wydarzyło, kto na tym korzysta oraz jak rzeczywistość ma się do narracji, która dziś dominuje w polskiej debacie.
Garść informacji
Według najnowszych danych, w Polsce przebywa blisko 1,7 miliona Ukraińców. Szacunki Deloitte dla ONZ wskazują, że w 2024 wygenerowali ok. 2,7% polskiego PKB. Idąc dalej, zgodnie z raportem na temat obywateli Ukrainy, na dzień 1 lipca 2026 wydanym przez GUS, popełniają oni prawie 2 razy mniej przestępstw na 1000 osób niż Polacy. Wśród dorosłych beneficjentów ochrony czasowej kobiety stanowią aż 69%, co łatwo obala popularny mit o napływającej masie migających się od wojny mężczyzn, którzy są niebezpieczni.
Największym wyzwaniem według raportu jest natomiast zjawisko „Brain Waste”, czyli marnotrawienia potencjału ludzkiego, powodowanego problemami z nostryfikacją dyplomów, co skutkuje podejmowaniem zajęć poniżej swoich kwalifikacji. To wyraźnie ukazuje, że problemem z pewnością nie jest zbyt duża liczba Ukraińców, ale często złe wykorzystanie ich potencjału przez polski system, co ogranicza ich wkład w PKB.
Dane te są tym bardziej istotne, że Polska zmaga się z gigantycznym kryzysem demograficznym. Potrzebujemy do naszego starzejącego się społeczeństwa „wpompować” migrantów, ponieważ według estymacji, przy utrzymaniu poziomu dzietności, już w 2040 roku Polska populacja może wynosić ok. 32,5 mln mieszkańców. Przy całym koszmarze sytuacji wojennej akurat aspekt napływu migrantów do Polski wydaje się zatem pozytywny, jest to bowiem grupa bliska kulturowo, posługująca się w bardzo wysokim stopniu językiem polskim.
W tym miejscu osobom bardziej zainteresowanym wątkiem migracji muszę koniecznie polecić publikację w postaci raportu przygotowanego na zlecenie „Liberté!” autorstwa prof. Pawła Kaczmarczyka oraz prof. Pawła Strzeleckiego pt. „Imigracja, a perspektywy rozwojowe Polski”, który znajdą Państwo na naszej stronie internetowej w zakładce „Raporty”. W zdecydowanie bardziej dokładny sposób autorzy rzucają tam światło na ten problem.
Rosyjska dezinformacja i farmy trolli
W kontekście negatywnego wpływu na polską debatę publiczną wokół ważnych tematów zdecydowanie niedoceniany jest moim zdaniem udział Kremla. Zapewne zgodziłby się ze mną portal Demagog, który niespełna miesiąc temu ujawnił po raz kolejny kulisy działania tzw. Agencji Projektowania Społecznego (Social Design Agency) na podstawie wycieku tajnych dokumentów z moskiewskich serwerów.
Podmiot, o którym mowa, nie jest absolutnie niczym nieznanym, sankcje na niego nałożyły już w 2023 roku Unia Europejska, USA, Kanada i Wielka Brytania. Ze zdobytych informacji wynika, że firma działa na zlecenie Putina, a jej pracę osobiście nadzoruje Sofia Zacharowa, kierowniczka departamentu ds. technologii w Biurze Prezydenta Rosji.
Pewnie większość z nas na hasło „farma trolli” wyobraża sobie piwnice, w których pracownicy szyją karkołomne treści, które bez trudu odróżnić można od głosu społeczeństwa. Niestety nic bardziej mylnego. Struktura tych organizacji przypomina korporację, podzielona jest na zespoły od przygotowywania potencjalnych tematów, tworzenia treści oraz ich rozpowszechniania. Zatrudniani są dziennikarze, analitycy, tłumacze czy montażyści. A żeby rozwiać wątpliwości, oto (za „Frontstory”) gotowa instrukcja dla polskojęzycznych trolli:
„Napisz 400-znakowy komentarz od 38-letniej Polki, która uważa, że rząd ponosi winę za wzrost cen żywności w kraju. Polska flirtuje z Ukrainą, pozwoliła milionowi ukraińskich migrantów osiedlić się w Polsce, podjąć pracę i otrzymać zasiłki. Nie potrafi nawet rozwiązać kwestii ukraińskiego zboża, aby chronić swoich rolników! W rezultacie cierpią zwykli obywatele, którzy kochają ten kraj i płacą podatki […]”
Skala zjawiska jest ogromna, szacuje się, że tylko w okresie od stycznia do kwietnia 2024 roku działalność jedynie przytoczonej firmy wygenerowała 33,9 mln komentarzy w sieci. Dodatkowo „z wewnętrznych dokumentów SDA wynika, że agencja wyprodukowała ponad 39 tys. „jednostek treści” w mediach społecznościowych, w tym 4,6 tys. filmów i 2,5 tys. memów i grafik.” Działania te zamierzone są rzecz jasna na destabilizację państwa polskiego, osłabienie wsparcia dla Ukrainy, legitymizację rosyjskiej narracji nt. wojny czy pogłębienie podziałów społecznych.
Na wojnie informacyjnej być może łatwo stracić rachubę, warto zatem przypominać, że dziś to nie nacjonalizm ukraiński, ale rosyjski imperializm jest wrogiem i zagrożeniem Polski oraz szeroko pojętego Zachodu. Najlepiej dowodzi tego oficjalna linia Moskwy. Putin wielokrotnie używał sformułowania o tym, że największą geopolityczną katastrofą XX wieku był rozpad Związku Radzieckiego. Dmitrij Miedwiediew, wiceprzewodniczący rosyjskiej Rady Bezpieczeństwa, podzielił się za to w maju swoją oceną, że Warszawa ma do wyboru tylko dwie drogi: być „biednym wasalem Niemiec” albo „partnerem” Rosji. Maria Zacharowa, rzeczniczka rosyjskiego MSZ, znana w ostatnim czasie bliżej z określenia Karola Nawrockiego „Polskim muzealnikiem” także regularnie nazywa Polskę współwinną wybuchu II wojny światowej. To nie są drobne wpadki dyplomatyczne ani głosy polityków z marginesu, tylko spójna narracja powielana przez najwyższe władze na Kremlu. Z uwagi na te wszystkie informacje, nie będzie chyba zatem nadużyciem twierdzenie, że to Federacja Rosyjska powinna być prawdziwym przedmiotem naszej czujności w debacie publicznej.
Politycy
Na wstępie tekstu pochwaliłem decyzję lidera PIS z 2022 roku. Uważni obserwatorzy polskiej polityki znają jego pewną „przywarę” do radykalnej zmiany stanowiska w danym temacie. Tak też było w tym wypadku. Prezes, zorientowawszy się po kryzysie z ukraińskim zbożem, że rzucenie się w ramiona Zełenskiemu mogło być politycznym błędem, ze względu na znaczny wpływ elektoratu rolniczego, postanowił przestawić wajchę w drugą stronę, i tak o od tego czasu nie jest już „liderem wśród fanów”. Małe żarty mamy już za sobą, choć temat jest naprawdę poważny. Z tego choćby względu, że politycy są pewnym odbiciem społeczeństwa. Ich słowa mogą legitymizować zachowania i nadawać im wiarygodność.
W kwestii antyukraińskości od początku przodowała Konfederacja, a na jej czele Grzegorz Braun. Po kampanii antyszczepionkowej polityk znalazł kolejną „niszę” do zagospodarowania. Niestety nie pozostał w tym osamotniony, wręcz przeciwnie, wraz z kolejnymi działaniami zyskiwał on więcej naśladowców. To właśnie politycy Konfederacji jak Sławomir Mentzen, Krzysztof Bosak, Ewa Zajączkowska czy Konrad Berkowicz wkładali w pierwszej fazie konfliktu najwięcej pracy w kłamstwa i manipulacje nt. Ukraińców. Przedstawiali wówczas wydumane historie o pierwszeństwie w kolejkach do lekarzy czy legendarnym, nieuprawnionym „socjalu”. Z czasem w Konfederacji jednak zrobiło się zbyt ciasno dla trzech panów. Z początkiem ubiegłego roku Braun poszedł „na swoje”. Okazało się to dla niego politycznym strzałem w dziesiątkę, ponieważ jego sondażowe poparcie oscyluje w granicach ponad 10%. Dało to niestety do myślenia pozostałym środowiskom prawicowym, które zorientowały się, w którą stronę wieje wiatr. Zaczęło się zatem instrumentalne wykorzystywanie rzezi Wołyńskiej.
Najbardziej niepokojący jest jednak nie tyle wzrost radykalizmu w Konfederacji oraz Koronie Brauna, ale fakt, że ta sama licytacja objęła również polityków głównego nurtu. PIS bowiem uparcie lansuje na premiera Przemysława Czarnka, a sami politycy tej partii ustami Janusza Kowalskiego głoszą następujące poglądy: „Każdego Ukraińca w wieku 18-60 lat natychmiast odesłać na Ukrainę”.
W konsekwencji dokonuje się na naszych oczach zdecydowany proces „brunatnienia” polskiej prawicy. To moment, w którym rosyjskie trolle już nie muszą kreować ani rozpowszechniać własnych treści, a jedynie wystarczy wspierać pożytecznych idiotów.
Eskalacja emocji
Niestety nic nie dzieje się w próżni. Nie trzeba było bardzo długo czekać, żeby przepełnione podejrzliwością, wrogością i nienawiścią wpisy dały plony. Te wakacje przyniosły nam zdecydowane przesilenie, jeśli chodzi o eskalację emocji fizycznej.
Pierwszym głośnym incydentem był przypadek z Bielska-Białej. Dziewczynka nagrała jak pan w średnim wieku był wobec niej zdecydowanie agresywny i co najmniej wulgarny. Podniosło się wtedy oburzenie opinii społecznej, a niektórzy politycy odcięli się od takiej formy przemocy. Nie trzeba było jednak długo czekać, ażeby doczekać się wielu kolejnych, często zdecydowanie bardziej drastycznych przypadków. We Wrocławiu pobito parę Ukraińców. W Krakowie na lotnisku została zaatakowana młoda kobieta przez mężczyznę w średnim wieku. Również w Krakowie na Kozłówce zaatakowani zostali młoda kobieta i młody mężczyzna. W Łodzi pobito mężczyznę, którego sprawca wziął za Ukraińca, w Gdańsku miała miejsce bliźniacza sytuacja, w tym przypadku pobito dwóch mężczyzn. Podobne zdarzenia miały także miejsce w Radomiu, Lesznowoli, Poznaniu. Można by wymienić jeszcze więcej przypadków, a to tylko zdarzenia z ostatnich dwóch tygodni.
Warto pochwalić w tym wypadku stronę rządową, która, ustami rzecznika Adama Szłapki, wyraźnie potępiła ostatnie ekscesy i zapowiedziała zdecydowane działania przeciwko jakimkolwiek formom przemocy wobec Ukraińców na terenie Polski.
Przy całej niepotrzebnej litanii sporów, włącznie ze sprawą orderów, rozgrywaną przez obie strony przede wszystkim na użytek polityki wewnętrznej, trzeba dostrzegać, co dzieje się równolegle, a co do głównego obiegu medialnego przebija się niestety dużo słabiej. W lipcowym wywiadzie dla PAP szef Ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej Ołeksandr Ałfiorow oświadczył wprost, że Ukraina uznaje tragedię wołyńską, a dowodem na to są kolejne zgody na prace poszukiwawcze i ekshumacyjne, które – jak zapewnił – „będą wydawane nadal”. Dla samego Ałfiorowa, oficera ukraińskiej armii, sprawa ma wymiar osobisty: „dla mnie ekshumacja nie jest jedynie elementem dialogu. To kwestia honoru” – powiedział, dodając, że niezależnie od bieżących sporów politycznych, prace te „muszą być kontynuowane”, bo impas nikomu nie służy.
To nie są tylko deklaracje. Jak ustalił portal historia.org.pl, w 2025 roku przeprowadzono długo blokowane ekshumacje w Puźnikach na dawnym Podolu, a w czerwcu 2026 roku ukraińska komisja międzyresortowa zgodziła się na prace w Ostrówkach i Woli Ostrowieckiej na Wołyniu, miejscach, gdzie w 1943 roku UPA zamordowała ponad tysiąc Polaków, a także we Lwowie, gdzie spoczywają żołnierze polegli w 1939 roku. W Ostrówkach i Woli Ostrowieckiej prace już trwają, w kwietniu archeolodzy odkryli tam dwie zbiorowe mogiły, w których może spoczywać nawet 350 ofiar. Sam Zełenski zapowiedział zresztą otwarcie wszystkich archiwów SBU i ukraińskiego wywiadu dotyczących wydarzeń na Wołyniu oraz wydanie dodatkowych zezwoleń na dalsze poszukiwania. Warto przy tym zachować uczciwość, Ałfiorow konsekwentnie unika słowa „ludobójstwo” i nie wskazuje wprost sprawców zbrodni, więc to nie jest pełne domknięcie sporu historycznego, na które wszyscy czekają od lat. Jest to natomiast realny postęp.
Jestem przekonany, że polityków, chcących cynicznie zbić kapitał polityczny na interesie polskim w tej sprawie oceni historia. Jesteśmy w trwającej ciągle wojnie hybrydowej z Rosją, czy tego chcemy czy nie. Sam fakt tego artykułu niestety udowadnia, że na polu informacyjnym tę potyczkę przegrywamy. Naszą amunicją jest myślenie, weryfikowanie informacji i reagowanie.
„Jedenaste przykazanie – nie bądź obojętny” to apel i prośba o to, by nie ulegać cynicznej grze polityków i prowokacjom serwowanym przez dezinformację. Obojętność wobec nagonki, kłamstw i narastającej agresji sprawia, że bezwiednie stajemy się narzędziem w rękach tych, którzy chcą nas skłócić. Odpowiedzialność za to, czy obronimy naszą spójność społeczną i zdrowy rozsądek, leży dziś w rękach i głosach każdego z nas.