W ostatnich dniach Polskę obiegła niezwykle smutna wiadomość z Radomia, gdzie wskutek emocji spowodowanych eskalacją werbalnej konfrontacji zasłabł, a następnie zmarł 78-letni radny miasta Jan Pszczoła. W trakcie niewybrednej wymiany zdań ten były polityk SLD miał przez zwolenników prawicy (a także polityków PiS, czemu oni jednak zaprzeczają), zebranych na sali posiedzeń, być zwyzywany od „komuchów”. To kolejny z długiej już serii incydentów pokazujących nieakceptowalną degradację kultury politycznej w Polsce, która zaczyna wręcz obfitować w ofiary.
Fatalna jakość polskiej debaty publicznej oraz stopień jej zdominowania przez tępą agresję i wyrazy pożałowania godnej międzyludzkiej nienawiści są dzisiaj tak oczywistym truizmem, że w pewnym sensie aż wstyd je jeszcze, po raz tysięczny, konstatować w publicystycznym tekście. Jednak wobec takich tragedii, jak ta z Radomia, nie można przechodzić obojętnie i nie apelować, raz po raz, do uczestników życia politycznego o umiar. Nawet jeśli czujemy, że rzucamy grochem o ścianę.
Polityka i kultura słowa degenerują obecnie w zasadzie we wszystkich krajach zachodnich demokracji. Polska jednak należy do krajów, w których zjawisko to ujawniło się najwcześniej i osiąga także najbardziej niepokojący wymiar. Tym bardziej więc jesteśmy zobowiązani nad tym problemem stale się pochylać, że w ostatnich latach obserwujemy nasilenie się w debacie publicznej zjawiska, które można określić „logiką bojówki”. Nie chodzi przy tym tylko o to, że na obrębach życia politycznego powstają dosłowne bojówki i z roku na rok stają się głośniejsze, bardziej bezczelne i coraz skuteczniej rozpychają się, zagarniając dla siebie kolejne przestrzenie (ostatnio np. tereny przygraniczne). Chodzi także o przedarcie się zachowań typowych dla bojówkarzy do samego rdzenia funkcjonowania polityki. Debata dawno przestała być pojedynkiem na argumenty merytoryczne (to już raczej zamierzchła historia). Niestety, co gorsza, oto na naszych oczach dominujące w niej w epoce post-merytorycznej „argumenty” emocjonalne, bon-moty, złośliwości, uszczypliwości i okazjonalne inwektywy zostają zastąpione przez formy w najlepszym razie wiecowe, których ostatecznym celem jest już nie tylko wrażenie pogardy wobec politycznego przeciwnika, ale wręcz nawet wytworzenie w nim poczucia fizycznego zagrożenia.
Nie każdy typ człowieka jest w stanie stawić temu czoła. Tymczasem polityka nie jest ustawką kibolską na leśnej polanie; winna być szermierką słowną, w której jest miejsce dla najróżniejszych ludzi, dla przedstawicieli wszystkich istniejących grup społecznych. Nie do przyjęcia jest więc zaakceptowanie warunków uprawiania polityki, które w gruncie rzeczy wykluczałyby osoby starsze, które mogą już nie być najsilniejszego zdrowia. W demokracji bezdyskusyjnym prawem, a nawet naturalną przestrzenią aktywności osób starszych jest życie społeczno-polityczne, na które mają czas i do którego wnoszą kolosalną wartość w postaci życiowego doświadczenia oraz spojrzenia na problemy z długiej perspektywy. W Polsce osoby starsze muszą móc wchodzić i działać w polityce w sposób bezpieczny i bez obaw o swoje zdrowie!
W liberalnym ujęciu demokracji wolność słowa jest zakrojona bardzo szeroko i podlega nielicznym ograniczeniom formalnym. Nie wolno stosować gróźb, podżegać do przemocy i fałszywie pomawiać. Poza tymi zjawiskami wolność mówienia powinna obowiązywać, co powoduje, że polityka jest areną wymagającą determinacji. Od ludzi odpowiedzialnych jednak można oczekiwać, i to musi w Polsce częściej wybrzmiewać, dobrowolnego samoograniczenia swojej własnej wolności słowa w sytuacji bezpośredniego kontaktu z politycznym adwersarzem. „Na stronie”, na własnym profilu w tzw. mediach społecznościowych, na wiecu organizowanym z założenia tylko dla zwolenników jednej partii politycznej wolno więcej. Gdy jednak przeciwników politycznych spotykamy w studiu radiowym czy telewizyjnym, albo w przestrzeni oficjalnych instytucji, winniśmy sobie nawzajem umiar, pohamowanie emocji i jakieś tam, choćby minimalne zakotwiczenie swoich wystąpień w rozsądku. „Logikę bojówki” trzeba ponownie wyprzeć logiką kultury osobistej, zresztą nierzadko kojarzonej z zachowaniem właśnie osób starszych. Warto brać od nich tutaj przykład, aby chronić ich, ale i nas samych przed popadnięciem w odmęty złości i agresji. Uda się tylko wtedy, gdy wzorowana na osobach starszych kultura osobista ponownie stanie się przedmiotem ponadpartyjnego konsensusu.