Patriotyzm rozumiem jako budowanie potencjału ludzi w Polsce, wyrównywanie szans i tworzenie wspólnoty opartej na solidarności – mówi Aleksandra Gajewska, wiceministra pracy.
Aleksandra Karasińska: Przed wyborami robiłyśmy z koleżankami akcję profrekwencyjną „Matka Polka Wychodzi z Domu” i zapytałyśmy Polki, jakie są ich główne problemy. 16 tysięcy kobiet wzięło udział w tej ankiecie i przeważająca większość z nich, 82 proc. powiedziała, że w polskim społeczeństwie istnieje jest wzorzec Matki Polki, który wiąże się dla nich ze zmęczeniem, poświęceniem, nadmiarem obowiązków, a nawet cierpieniem i męczeństwem. Czy panią to dziwi, ta ocena?
Aleksandra Gajewska: Nie, to mnie nie dziwi, bo ta ankieta potwierdza to, co widzimy też w badaniach prowadzonych w ministerstwie. Wynika z nich, że kobiety nie odrzucają macierzyństwa, tylko ten utrwalony obraz Matki Polki – zawsze zmęczonej, przeciążonej i zostawionej samej z codziennością. To właśnie ten wzorzec je zniechęca, a nie sama decyzja o dziecku. W naszych badaniach kobiety podkreślały, że chcą rodzicielstwa opartego na partnerstwie i realnym podziale obowiązków. Tymczasem ta stereotypowa narracja, o której pani mówi, zakłada, że to głównie kobieta wszystko dźwiga. I wiele kobiet w tym obrazie po prostu się nie odnajduje. Dlatego musimy nie tylko poprawiać ofertę państwa i programy społeczne, które wzmacniają niezależność kobiet, ale też zmienić sposób mówienia o rodzicielstwie. Pokazywać je jako doświadczenie, które daje siłę, rozwój i poczucie bezpieczeństwa. Jeśli stworzymy takie warunki, decyzja o dziecku przestanie oznaczać rezygnację z siebie.
Z badań wiemy, że Polki chcą pracować, być niezależne finansowo i być sprawcze. W badaniu z 2023 r. „Macierzyństwo a aktywność zawodowa” Fundacji Rodzic w Mieście zdecydowana większość matek, (94%), które nie pracowały, deklarowało, że chciałyby w jakiś sposób wrócić na rynek pracy. Jednak również większość, bo 70% obawia się, że nie zdołają pogodzić pracy z opieką nad dziećmi. Co można zrobić z tym dylematem matek?
( raport „Macierzyństwo a aktywność zawodowa” do zalinkowania: https://rodzicwmiescie.pl/wp-content/uploads/2024/11/Macierzynstwo-a-aktywnosc-zawodowa.-Raport-z-badania.-Fundacja-rodzic-w-miescie.pdf
Dobrze, że pani przywołuje ten raport, bo był on dla mnie jednym z pierwszych drogowskazów. Pamiętam, że kiedy przyszłam do ministerstwa, miałam w głowie właśnie te dane i pomyślałam, że mam wyjątkową szansę, żeby tę sytuację odwrócić. Z jednej strony bardzo dobrze rozumiałam potrzebę kobiet, żeby pracować, być niezależnymi i rozwijać się. Z drugiej strony wiedziałam, że ten „wybór” jest często tylko teoretyczny. Państwo nie oferuje kobietom takich usług, które pozwoliłyby im wrócić do pracy. A nawet jeśli gdzieś są, to często po prostu nie było ich na to stać. W grudniu 2023 roku, kiedy zaczynałam pracę w rządzie Donalda Tuska, w 40 proc. gmin – dokładnie w 1105 gminach – nie było żadnej formy opieki nad dziećmi do lat trzech. A to jest moment kluczowy, bo wtedy kobieta po urlopie decyduje czy wraca na rynek pracy. Uznałam, że to trzeba zmienić. Dziś, po prawie dwóch latach, takich „białych plam”, czyli gmin bez opieki, jest 801. I ta liczba dalej spada. Mam świeży raport, że w kolejnych kilkunastu gminach usługi właśnie się pojawiły. Proszę zobaczyć: w 304 gminach rodzice po raz pierwszy w historii dostali możliwość skorzystania ze żłobka, klubu dziecięcego czy dziennego opiekuna. Dla porównania: nasi poprzednicy w ciągu ostatniego roku swoich rządów zlikwidowali 18 takich białych plam. Niektórym wydaje się, że to są tylko jakieś statystyki, wskaźniki, ale to nieprawda
A nie są?
Nie, bo one pokazują zupełnie inne podejście do systemu opieki. To nie jest deklaracja „wspieramy rodziny”, tylko konkret. Dla mnie za każdą liczbą stoi rodzina, której ułatwiło się codzienne życie. Dlatego mówię, że to jest nowa jakość: w niecałe dwa lata stworzyliśmy ponad 38 tysięcy nowych miejsc żłobkowych, w sumie mamy ich dziś prawie 265 tysięcy. Liczba instytucji wzrosła o 1520. Dostępność mierzymy wskaźnikiem „użłobkowienia” i tu wzrost w dwa lata to 9,88 punktów procentowych. Dziś to już 45,88 proc. Kiedy obejmowałam stanowisko było 36 proc. Ten skok pokazuje skalę zmiany.
Tu link dane https://www.gov.pl/web/premier/rok-programu-aktywny-rodzic–rodzina-i-praca-moga-isc-w-parze
Tym wskaźnikiem mierzy pani swój sukces?
Sukcesem jest to, że realnie zwiększyliśmy dostęp do edukacji i opieki wczesnodziecięcej, zwłaszcza w mniejszych miejscowościach. W tym numerze piszą państwo o nowym patriotyzmie – ja go rozumiem właśnie jako budowanie potencjału ludzi w Polsce, wyrównywanie szans i tworzenie wspólnoty opartej na solidarności. Chodzi o to, żeby osoba z małej gminy miała taki sam dostęp do opieki dla dziecka jak mieszkaniec dużego miasta – terytorialnie, finansowo i jakościowo. Dlatego wprowadzamy jednolite standardy jakości opieki w placówkach.

Wspomniała pani o likwidacji bariery finansowej, a kiedy patrzymy na kariery kobiet z mniejszych miejscowości i tych z dużych miast to jest wielka dysproporcja. Ile kosztuje dziś miejsce w żłobku dla dziecka w Polsce?
Przez lata opieka żłobkowa była traktowana jak dobro luksusowe – dostępne głównie w dużych miastach i dla lepiej zarabiających. A ja, znając system i wiedząc, jakie znaczenie ma opieka wczesnodziecięca, uważałam, że o prawdziwej zmianie możemy mówić dopiero wtedy, gdy usługa jest powszechna i tania. Jeśli chcemy wyrównywać szanse dzieci, to musimy inwestować w okres, kiedy one najszybciej się rozwijają. Zanim ruszył program Aktywny Rodzic – to zapowiadane przez premiera „babciowe” – średnia opłata w powiatach za żłobek wynosiła prawie 1000 zł miesięcznie. I to był średni koszt. Dziś to ok. 90 zł miesięcznie. Są gminy, w których opieka jest całkowicie bezpłatna, rodzice płacą tylko za wyżywienie, a część samorządów nawet z tego ich zwalnia. To oznacza, że zlikwidowaliśmy barierę finansową, która w wielu domach prowadziła do trudnych kalkulacji: czy nas stać, żeby mama wróciła do pracy, czy musimy z tego zrezygnować.
A jak to zrobiliście, że z tego tysiąca mamy dziś 90 zł miesięcznie? Ile to kosztuje budżet państwa?
Zrobiliśmy to w kilku krokach. Po pierwsze wprowadziliśmy program Aktywny Rodzic, w którym każde dziecko może dostać świadczenie do 1500 zł miesięcznie. W przypadku „babciowego” jasno powiedzieliśmy: umawiamy się na aktywność zawodową i ją weryfikujemy – określamy, co to jest aktywność, jakie składki są odprowadzane. Dzięki temu dziś możemy powiedzieć, że program Aktywny Rodzic w dużej mierze sam się finansuje, właśnie z tych składek. Jeśli chodzi o dostęp do żłobków, nie wprowadziliśmy ograniczeń: każdy rodzic może zawnioskować o świadczenie Aktywnie w żłobku, a pieniądze trafiają do organizatora opieki, czyli gminy albo prywatnego żłobka. Nie różnicujemy tego. Wprowadziliśmy też limit wysokości opłat, żeby nie było sztucznego podbijania cen – widzieliśmy to przy wcześniejszych świadczeniach, więc zabezpieczyliśmy system. Krótko mówiąc: przebudowaliśmy cały mechanizm tak, żeby usługa stała się powszechna, a ceny spadły. I mówimy wprost: to nie jest koszt, to jest inwestycja – mamy na to konkretne dane.
A jak wyglądają pani rozmowy z ministrem finansów? Czy minister Andrzej Domański rozumie, że jest to inwestycja, która się opłaca społecznie?
Mamy bardzo partnerską współpracę, a warto przypomnieć, że minister Domański miał swój udział w tworzeniu konkretu „BABCIOWE”. Kiedy objęłam funkcję wiceministry i przedstawiłam mu całość założeń: jakie cele ma system, jak chcemy go rozwijać, od początku miałam zapewnione finansowanie jako flagowego programu rządowego. Było z jego strony zrozumienie, że aktywizacja zawodowa kobiet bezpośrednio przekłada się na wzrost PKB i rozwój gospodarki. Myślę, że argumenty dotyczące wyrównywania szans dzieci tylko to wzmocniły. To jest nowoczesny model polityki społecznej.
A jakie to są koszty?
Program Aktywny Rodzic kosztował blisko 9 miliardów złotych. I gdy liczymy składki odprowadzane przez rodziców to możemy budżetować program Aktywny Rodzic bez poczucia, że państwo musi dodatkowo znaleźć środki. I jeszcze jedna ważna rzecz w kontekście współpracy z ministrem Domańskim: zgodziliśmy się na dwukrotne podwyższenie świadczenia z funduszu alimentacyjnego – z 500 do 1000 zł. Wprowadziliśmy też dodatki motywacyjne dla pracowników systemu pieczy zastępczej i opieki nad dziećmi w wieku do lat trzech – to 1000 zł miesięcznie dla każdego pracownika. Takie rozwiązania są konieczne, jeśli naprawdę chcemy mówić o wyrównywaniu szans.
Pani Ministro, doskonale wiemy, że wciąż wielu rodziców w Polsce patrzy na żłobki przez negatywne stereotypy. Wiele osób po prostu się obawia posyłać dzieci do żłobka. Czy projektując system myślała pani o tych obawach?
Tak, bo jako pracująca matka znam te obawy z własnego doświadczenia. Ale przy projektowaniu systemu opieraliśmy się przede wszystkim na wiedzy ekspertów z Polski i z zagranicy. Nadal pokutuje obraz żłobka z poprzedniej epoki, czyli miejsca, w którym dzieci są „przechowywane”, kiedy rodzice są w pracy. My dziś tworzymy miejsca rozwoju dziecka i chcemy ten stereotyp przełamać.
W jaki sposób?
Mam menadżerskie podejście – wyznaczamy cele, robimy plan, budujemy system wsparcia i ewaluacji, a przy tym wszystkim wyznaczamy jasne standardy i drogę do ich osiągnięcia. Pokazujemy rodzicom, jak naprawdę wygląda codzienność dziecka w żłobku: jakie są zajęcia, jakie są standardy opieki i żywienia. Szkolimy opiekunów, żeby kontakt z rodzicami był jak najlepszy, bo to on często decyduje o zaufaniu do placówki. Pokazujemy filmiki z zajęć, aktywności, tłumaczymy, że żłobek to miejsce zabawy połączonej z rozwojem. Rodzice sami mówią, że dzieci stają się bardziej samodzielne, wcześniej zaczynają mówić, łatwiej nawiązują relacje, potrafią powiedzieć, czego chcą. Takie przykłady działają lepiej niż kampanie. A ponieważ opiekunowie są twarzami tych placówek, wzmacniamy ich kompetencje i dajemy im ścieżkę rozwoju. Chcę to mocno podkreślić: system opieramy na trzech filarach – pracy z dzieckiem, pracy z rodzicem i pracy personelu i dla każdego z nich określamy standard jakości.
Jak wyglądało opracowanie tych standardów?
Sięgnęliśmy po wiedzę najlepszych ekspertów, również zagranicznych. Zaangażowaliśmy autorytety naukowe i organizacje, w tym Fundację Rozwoju Dzieci im. Komeńskiego, która jest naszym krajowym liderem w Akademii Wsparcia. Mamy strukturę w 16 regionach, są też lokalni liderzy w powiatach i gminach. Wspólnie określiliśmy, co ma być tym nowym standardem. Potem to skonsultowaliśmy z praktykami i wyszło jasno: wytyczne muszą być krótkie, jasne, użyteczne. To ma nie być gruby, urzędowy podręcznik, którego nikt nie czyta. Dlatego powstały przejrzyste opracowania z zaleceniami, planem dnia, przykładami: dla prowadzących opiekę, dla zlecających i monitorujących, ale też dla rodziców. Ten system będzie monitorowany i ewaluowany. Standardy będą obowiązywały w każdej placówce od stycznia przyszłego roku.
Często, kiedy rozmawiam z aktywistkami czy działaczkami organizacji kobiecych, to po dwóch latach pani rządu, one są bardzo sfrustrowane. Bo miały nadzieję, że sytuacja kobiet się szybko i radykalnie poprawi. Pamiętamy o masowych protestach Polek w czasach rządów PIS. One miały nadzieję, że wreszcie ich postulaty zostaną zrealizowane. Czy to ta frustracja i ta krytyka do pani docierają? I jeśli tak, to co by pani na nią odpowiedziała?
Docierają i ja je rozumiem. Sama weszłam do polityki dlatego, że chciałam realnej zmiany dla kobiet, a nie tylko rozmów o postulatach. I dziś mam poczucie, że taki realny wpływ mam, czego przykładem są programy, o których tu mówimy. Ale trzeba powiedzieć uczciwie: skala zaniedbań była ogromna. Przez 8 lat państwo było obojętne na potrzeby kobiet, instytucje ochrony były osłabiane albo upolitycznione. Odbudowanie zaufania i struktur wymaga więcej czasu, niż wszyscy byśmy chcieli. Nie da się w dwa lata odwrócić dekady złych polityk. Ale to nie znaczy, że nic się nie dzieje.
A co się dzieje?
Zaczęliśmy od fundamentów. Przywróciliśmy finansowanie organizacjom pomagającym ofiarom przemocy, wprowadzamy standardy równości w politykach publicznych, rozbudowujemy sieć żłobków i przedszkoli, tworzymy programy wsparcia dla mam wracających do pracy, wprowadziliśmy rentę wdowią, przywróciliśmy finansowanie in vitro. To jest 1500 zł „babciowego”, które co miesiąc trafia do kobiet i realnie poprawia im sytuację. Są bezpłatne szczepienia przeciw HPV. Jest dłuższy urlop dla rodziców wcześniaków, o co rodzice walczyli latami. Są nowe wytyczne dotyczące terminacji ciąży i konkretne rozwiązania dla kobiet po stracie dziecka. Do tego wzrost wynagrodzeń w oświacie i budżetówce, a wiemy, że w tych sektorach większość stanowią kobiety. Więc to są konkretne działania, które uderzają w sedno: w godność, bezpieczeństwo i niezależność ekonomiczną kobiet.
To o czym pani mówi, to na pewno ważna część rzeczywistości, która ma wpływ na życie kobiet, ale nie udało nam się wprowadzić tego, czego najbardziej oczekiwały kobiety, czyli liberalizacji prawa antyaborcyjnego.
Po wyborach, w trakcie rozmów koalicyjnych okazało się, że te postulaty nie mają poparcia wszystkich ugrupowań i są przez część z nich uznawane za zbyt radykalne. Jednocześnie jako Koalicja Obywatelska jasno mówimy: nie porzuciliśmy tych wartości. Budujemy fundamenty, w których kobiety czują się bezpiecznie. Ja też chciałabym, żeby to się wydarzyło szybciej, dokładnie tak jak oczekują kobiety w Polsce. Ale odpowiedzialna polityka to jest proces, często bardzo żmudny. I ja to kobietom mówiłam od początku wprost. Zmiana, którą wprowadzamy, nie jest tylko zmianą przepisów. To jest też zmiana mentalności i współpraca na wielu poziomach: samorządów, pracodawców, organizacji, państwa. Krytykę przyjmuję, bo ona jest potrzebna. Ta frustracja pokazuje, że kobiety nie chcą już czekać i że to one są dziś jedną z najsilniejszych grup społecznych. Naszym obowiązkiem jako rządzących jest ten głos usłyszeć i konsekwentnie wdrażać te postulaty.
Mówiła pani o tym, że ten postulat dotyczący zmiany ustawy antyaborcyjnej jest dla koalicjantów zbyt radykalny. Ale dla większości społeczeństwa już nie. Badania CBOSu z 2020 roku pokazały, że zgoda na legalną aborcję do 12 tygodnia była dwukrotnie większa niż przed protestami, więc ponad 80% społeczeństwa opowiada się za liberalizacją przepisów. I są sondaże IBRIS u z 2022 roku, które pokazują właśnie ten trend społeczny.
Powiem to tak: politycy nie powinni być bardziej radykalni niż społeczeństwo. Nigdzie. Bo to zwykle nie przynosi dobrych efektów.
Biorąc pod uwagę to co mówiła pani o zmianach na rzecz kobiet, czy nie uważa pani, że źle to komunikujecie?
Przyjmujemy tę krytykę i wyciągamy wnioski. Premier powołał rzecznika Adama Szłapkę, który uporządkował i usprawnił komunikację rządu. Ja też inaczej opowiadam o programach, które prowadzę. Ostatnio zorganizowaliśmy wydarzenie „Żłobek na nowo – tu zaczyna się przyszłość” Zaprosiliśmy ekspertów, media, twórców parentingowych, ludzi z social mediów – z Intagrama czy TikToka. Pokazywaliśmy nie tylko slajdy z liczbami, ale jak to działa w praktyce. Mogę powiedzieć jedno: szkoda, że wcześniej nie mówiliśmy o tym głośniej, bo naprawdę solidnie przepracowaliśmy te dwa lata i wiele rodzin to codziennie odczuwa. To prawda, że nie było billboardów na każdym rogu i pustych haseł – były za to programy realnie wpływające na jakość życia. Ale mamy jeszcze dwa lata, żeby to poprawić i będziemy to robić.

Jest pani jedną z tych polityczek młodego pokolenia, które weszło do polityki, reprezentując wartości demokratyczne, proeuropejskie, broniące państwa prawa. Dziś w Europie, w Ameryce, wszędzie na świecie widzimy kryzys demokracji. Anne Applebaum ocenia, że po stronie demokratycznej brakuje optymizmu, wiary i nadziei, że te wartości można obronić. Jak wobec tego powinniśmy tworzyć nowe opowieści, nowe narracje o patriotyzmie, o demokracji?
Musimy przestać mówić o demokracji tylko językiem instytucji i procedur. Dla młodych ludzi demokracja to nie jest zapis w konstytucji, tylko to, czy mogą żyć po swojemu: kogo mogą kochać, czy są bezpieczni, czy mają równe szanse, czy Polska daje im rozwój. Dlatego ta opowieść o Polsce i Europie musi być pozytywna i bliska ludziom. Demokratyczna Polska to państwo, które jest po stronie obywateli, w którym uczciwość i solidarność są ważniejsze niż cynizm polityczny. Patriotyzm, który jest mi bliski, nie polega na straszeniu i dzieleniu. Tylko na odpowiedzialności za wspólnotę i na tym, że chcemy dla siebie nawzajem dobrze. Młode pokolenie nie odwróci się od demokracji, jeśli pokażemy im, że to właśnie dzięki niej mogą tak żyć. I że Europa to nie odległy urząd, tylko realna przestrzeń wolności: podróży, studiowania, pracy, prowadzenia biznesu.
Jak o tym mówić, żeby chcieli słuchać?
To wymaga nowego języka polityki – prostszego, uczciwego i włączającego. Ja też o niego zabiegam. Zgadzam się z Anne Applebaum, że potrzebujemy nadziei. W trudnych czasach ludzie tęsknią za wspólnotą, dlatego musimy mocniej włączać różne środowiska, zwłaszcza młodych, w proces zmian. Kiedy to zrobimy, wtedy demokracja nie będzie abstrakcją, tylko czymś, co się dzieje między nami na co dzień.
___
Aleksandra Gajewska, polska polityczka i posłanka na Sejm IX i X kadencji, od 2023 roku wiceministra rodziny, pracy i polityki społecznej. Rocznik 1989, ukończyła stosunki międzynarodowe i dyplomację publiczną na Collegium Civitas. Zaczynała karierę polityczną od Stowarzyszenia Młodzi Demokraci, potem kandydowała do samorządu, gdzie w Warszawie była najmłodszą w historii radną. Jest członkinią Koalicji Obywatelskiej i wiceprzewodniczącą jej mazowieckich struktur. Uprawiała koszykówkę, była zawodniczką drużyny SKS 12 Warszawa, w 2025 powołana do reprezentacji Polski na mistrzostwa świata szkół we Wrocławiu. W Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej odpowiedzialna za tematy związane z integracją społeczną, polityką demograficzną oraz polityką rodzinną. Podlegają jej m.in. sprawy związane ze świadczeniami rodzinnymi i wychowawczymi. Koordynuje zadania związane z przeciwdziałaniem przemocy domowej. Przygotowuje rozwiązania w obszarze polityki demograficznej. Współpracuje w sprawach związanych z równym traktowaniem oraz przeciwdziałaniem dyskryminacji.