Czy wyzwalająca siła zapominania, która towarzyszy żałobie, sprawia, że zapominamy o zmarłych? Bynajmniej nie. Zmienia się tylko ich gravitas. To kolejne zobowiązanie dla nas. Zróbmy wszystko, co w naszej mocy, aby trumny i spory o przeszłość nie definiowały polskiej polityki.
Tekst Stanisława Strasburgera „Pamiętać: co, jak i gdzie?” w „Liberté!” z 12 grudnia 2025 roku wpisuje się w szeroką debatę dotyczącą krytyki polityki pamięci. W ostatnim czasie, w okolicach 11 lipca w rocznicę „krwawej niedzieli”, która była apogeum zbrodni wołyńskiej, premier Donald Tusk zapowiedział powstanie Muru Pamięci w Warszawie. Jednocześnie napisał na platformie X „Pamięć nie może być sługą nienawiści”. To zdanie odsłania paradoks współczesnej polityki historycznej w Polsce. Jak upamiętniać tragedie, nie czyniąc z nich fundamentu kolejnych konfliktów? Być może odpowiedzią jest nie tylko mądrze rozumiana pamięć, lecz także świadomie praktykowane zapominanie.
Wiemy już z całą pewnością, że konsekwentne budowanie tożsamości polskiej na martyrologii i mitach narodowych takich jak choćby „zamach smoleński” prowadzi do polaryzacji społecznej i radykalizacji postaw wobec mniejszości narodowych. Obserwujemy tego rodzaju gorszące spektakle w Polsce już niemal każdego dnia. Zastanówmy się razem z autorem eseju „Pamiętać: co jak i gdzie?”, co może być alternatywą i próbą wyjścia z tej sytuacji.
Przyjrzyjmy się najpierw temu, czym są miejsca pamięci. Pojęcie miejsca pamięci (lieu de memoire) stworzył francuski historyk Pierre Nora. Jest to przestrzeń lub instytucja, dziedzictwo materialne lub niematerialne, które stały się symbolem tożsamości wspólnoty lub narodu z powodu przypisanej im pamięci historycznej. W opozycji do miejsc pamięci Strasburger stawia racjonalną propozycję tworzenia „miejsc zapomnienia” zamiast takich obiektów jak choćby mur pamięci. Jeżeli tożsamość oparta na błędnie realizowanej polityce historycznej osłabia nas politycznie (polaryzacja) i blokuje rozwój, postawmy sobie pytanie, czy społeczeństwo ma prawo tworzyć miejsca zapomnienia? Czy ma prawo do aktywnego zapominania pewnych elementów przeszłości, aby budować przyszłość? Parafrazując słowa ze słynnego listu biskupów polskich do biskupów niemieckich z 1965 roku, moglibyśmy dzisiaj napisać do Ukraińców, Litwinów, Białorusinów, Niemców, Czechów i Słowaków: „Zapominamy i prosimy o zapomnienie”. Tylko po to, aby móc budować wspólną przyszłość naszych narodów.
Sensem takich miejsc jest tworzenie dobrej przyszłości dla naszych krajów zamiast kreowania polityki odwetu i nienawiści. Pamiętajmy, że zapomnienie nie jest alternatywą dla pamięci. „Zapomnienie jest warunkiem wszelkiego działania”, pisał Fryderyk Nietzsche w „Niewczesnych rozważaniach”. Co to znaczy? Niemiecki filozof uważał, że człowiek, który pamiętałby wszystko i popadłby w paraliż analizy przeszłości, przestałby być zdolny do jakiegokolwiek działania.
Przeprowadźmy mały eksperyment na sobie. Czy gdy leżymy w łóżku po obudzeniu i mocno o czymś rozmyślamy, gdy coś zaprząta nam całkowicie głowę, a nasze myśli krążą wokół jakiegoś zdarzenia, jesteśmy w stanie wstać? Przypomnijmy sobie ten moment, gdy podnosimy się z łóżka. To jest właśnie chwila, w której przestajemy pamiętać. Ułamek sekundy, który jest nietzscheańską siłą zapomnienia pozwalającą nam na oderwanie się od myślenia i wykonanie pierwszego ruchu, żeby wstać i działać.
Dokładnie takich momentów zapomnienia potrzebuje dzisiaj polskie społeczeństwo. Rozpamiętywanie porażek, rzezi i krzywd, jakich doznawaliśmy, tworzy wspólnotę, która odczuwa nieustający lęk. Lęk, który nierzadko doprowadza do agresji wobec obcych lub tych, których uważamy za sprawców naszej traumy. Zdrowe zapomnienie pozwala na działanie bez tego obciążenia. Na tworzenie lepszej przyszłości dla nas i następnych pokoleń zamiast niekończącego się rozliczania przeszłości i rozdrapywania ran.
Paradoksalnie zapomnienie, które jest ogromną, twórczą siłą, nie wyklucza pamięci. Zapomnienie jest umiejętnością skupienia się na teraźniejszości, na tym, co psychologowie nazywają byciem „tu i teraz”. Pamięć nie znika, ale przestaje być paraliżująca lub destrukcyjna w swoim nadmiarze.
Użyjmy zatem niepamięci nie jako „niepamiętania”, dysfunkcji, czy też pewnego erroru naszego mózgu, ale jako mechanizmu obronnego, świadomego wyboru społecznego, który pomoże nam wybaczać. Samym sobie i innym. Cel wciąż jest niezmienny – tworzenie lepszej, wspólnej przyszłości, jak pisze w swoim eseju Strasburger, wspominając rozmowę na konferencji w marokańskim Nadorze z poetką z Bejrutu.
Dokładnie w taki sposób działa nasz mózg w okresie żałoby. Uruchamiamy siłę zapomnienia, aby pożegnać naszych zmarłych. Ma to moc uzdrawiającą, dzięki temu wychodzimy z traumy śmierci bliskiej osoby. Bez tej siły tkwilibyśmy bez końca w świecie zmarłego lub zmarłej, który pozbawia nas możliwości budowania przyszłości swojej i naszych bliskich. Gdyby pamięć o zmarłych przesłoniła nam rzeczywistość żylibyśmy z nimi w ich grobach, niezdolni do jakiegokolwiek działania. Opisuje to w swojej książce Wszystko dla naszych zmarłych. Opowieści tych, co zostają, belgijska filozofka i antropolożka Vinciane Despret.
Czy wyzwalająca siła zapominania, która towarzyszy żałobie, sprawia, że zapominamy o zmarłych? Bynajmniej nie. Zmienia się tylko ich gravitas. To kolejne zobowiązanie dla nas. Zróbmy wszystko, co w naszej mocy, aby trumny i spory o przeszłość nie definiowały polskiej polityki.
Autor „Pamiętać: co, jak i gdzie?” opisuje swoją wyprawę do Barranco de Viznar, gdzie w latach 1936–37 reżim frankistowski rozstrzelał kilka tysięcy ludzi. Wśród nich zginął wielki hiszpański poeta Federico Garcia Lorca. Nie ma tam żadnego muzeum ani mauzoleum, mimo że szczątki poety spoczęły w zbiorowym grobie i nigdy nie zostały zidentyfikowane. Jest tylko niewielki obelisk z napisem „Wszyscy jesteśmy Lorcą”. Jego rodzina nigdy nie domagała się odrębnego pochówku.
Zatem pamięć o zbrodniach frankistów w Grenadzie i w całej Hiszpanii nigdy nie wygasła, ale siła dobrego zapomnienia pozwoliła społeczeństwu hiszpańskiemu tworzyć przyszłość.
„Jeśli pamiętanie jest rodzajem sztuki, elementem edukacji i polityki, to zapominanie też powinno. Zapominanie tworzy miejsce na nowe, na kreatywne, na dobre. Nawet jeśli postrzegać pamięć jako rodzaj zobowiązania, to powinien nadejść taki moment, kiedy z zobowiązania się wywiązałem. I mogę podjąć kolejne. Czy istnieje coś, co warto pamiętać w nieskończoność? Kto konkretnie miałby wtedy pamiętać i dlaczego? W tym sensie zapominanie to etyczna praca pamięci” – pisze w swoim eseju Strasburger.
Zapomnienie ma jeszcze jedną wartość. Niweluje potrzebę nieustannego wartościowania i dzielenia społeczeństwa na „my” i „oni”. W tym momencie warto za Strasburgerem przypomnieć Paula Ricoeura, który w swojej ostatniej książce „Żyć aż do śmierci oraz fragmenty” pisał o pamięci i uznaniu. Warto nasze traumy przepracować bez próby kształtowania sprawiedliwości w oparciu o tożsamość. W ten sposób nie przerwiemy lawiny wzajemnego wykluczania się. To prowadzi w jednym kierunku – tworzy podstawy do zachowań agresywnych i kolejnych fal przemocy. Żeby tak nie było, trzeba to zrobić w oparciu o wzajemnie uznanie.
Nie traktujmy zapominania jako żadnego obrazoburstwa, o co apeluje Strasburger. Nie chodzi nam o wymazywanie historii ani o burzenie pomników. Gra toczy się o zmianę ciężaru, jaki przeszłość wywiera na teraźniejszości. Pamięć jest konieczna, ale nie może stać się jedynym źródłem naszej tożsamości. Społeczeństwo, które potrafi również zapominać, odzyskuje zdolność działania. Dlatego obok miejsc pamięci potrzebujemy także „przestrzeni żałoby i pojednania” – miejsc, w których historia przestaje być narzędziem mobilizacji przeciw innym, a staje się doświadczeniem wspólnej odpowiedzialności za przyszłość. Tylko wtedy pamięć rzeczywiście przestanie służyć nienawiści. Niech zapomnienie będzie równie użyteczne co pamięć i stanie się kanonem naszej nowej tożsamości.
„Bo pamiętać można tylko coś, co ulega zapomnieniu” – kończy swój esej Strasburger. Żądajmy i kreujmy politykę pamięci, która dzięki sile zapomnienia będzie łączyć, nie dzielić, a „pamięć nie będzie służyć nienawiści”.