Dziś ateista potrzebuje niezbędnika, by pomóc sobie w nawigowaniu po pseudoargumentach i innego rodzaju bezpodstawnych stwierdzeniach wierzących, których jedynym celem jest podważenie poglądów ateisty. Stąd moja próba zebrania i omówienia części zagadnień, z jakimi się mierzymy.
Różne podejście do poglądów
Kognitywistyka pokazuje, że ludzie formują swoje sądy o świecie na różne sposoby¹. Dwa z nich to: podejście wymyślone i bazujące na faktach. Czym one się różnią? Zasadniczo mamy tu do czynienia z trzema płaszczyznami różnic.
Pierwsza dotyczy tego, na ile w przyjęciu danego poglądu mamy do czynienia z wolną wolą, a na ile to nasza decyzja. Poglądy bazujące na faktach trzymają się naszej świadomości, czy tego chcemy czy nie, te wymyślone możemy przyjmować i odrzucać (a brak takiej mocy świadczy zwykle o problemach psychologicznych). Weźmy przykład betonowej płyty, co do której zbudujemy sobie przekonanie, że jest miękkim materacem. Jak się na niej położymy? Raczej delikatnie i powoli, czy rzucimy się na nią jak na łóżko? Obstawiam, że raczej na ten pierwszy sposób – bo bazujący na faktach pogląd o twardości betonu nie jest możliwy do wyrzucenia z mózgu mimo konfliktującego poglądu wymyślonego. Tymczasem „miękkość” betonu możemy raz uznawać, innym razem nie – zależnie od naszej woli.
Druga płaszczyzna dotyczy tego, jak pogląd zmienia się w zderzeniu z faktami. Poglądy bazujące na faktach aktualizujemy na bieżąco i niemal automatycznie uwzględniając nowe informacje. Jeśli uważaliśmy, że sklep jest otwarty od ósmej, a po przyjściu przeczytamy tabliczkę, że jednak od dziewiątej to nasz pogląd natychmiast zmienimy. W przypadku poglądów wyobrażonych tak przeinterpretujemy rzeczywistość, by wymyślony pogląd utrzymać. Kiedy spytamy dziecko o to, gdzie znajduje się urojony przyjaciel – to jego lokalizacja będzie się zmieniała po sprawdzeniu kolejnego miejsca. Może też się okazać, że stał się on niewidzialny lub właśnie poleciał na księżyc.
Trzecia różnica jest taka, że poglądy bazujące na faktach obowiązują uniwersalnie, zaś te wymyślone tylko w pewnych kontekstach. Jeżeli wymyślimy, że jesteśmy Rzymianami, to jak Rzymianie będziemy się zachowywać tylko wśród naszych kolegów LARP-owców, do pracy założymy jednak krawat.
Zastanówmy się zatem, w jaki sposób traktujemy religię. Weźmy przykład śmierci. Wedle wiary chrześcijańskiej to właściwie radosna okoliczność – kolejna duszyczka trafiła do raju. I wiele się o tym mówi, zwłaszcza podczas mszy pogrzebowej. Ale właściwie tylko wtedy – to jedyny kontekst, w którym to podejście obowiązuje. A i to dość słabo, bo raczej nie widać wtedy uśmiechu, a łzy. Podejście bazujące na faktach – mówiące o utracie bliskiego – obowiązuje zawsze. Zatem wyraźnie widać, że podejście religijne jest silnie kontekstowe. Kwestia śmierci to oczywiście tylko jeden przykład – ale jest ich o wiele więcej. W trakcie nabożeństwa wiele jest o pomaganiu bliźniemu, nadstawianiu drugiego policzka itd. Jak wiele z tego zostaje w codziennym życiu? To także to rozdzielenie kontekstów powoduje, że osoby religijne nie mają problemu w postulowaniu strzelania do uchodźców czy używania klinik aborcyjnych dla swoich córek i żon, jednocześnie postulując absolutny zakaz aborcji. Z tego też powodu od osoby organizującej orgie na plebanii usłyszymy w kontekście religijnym o tym, jak ważna jest czystość. Wyraźnie w tym zakresie podejście religijne odpowiada podejściu wymyślonemu.
A co, jeśli chodzi o zmianę poglądów w momencie, kiedy pojawiają się nowe fakty? Tu chyba też mamy pełną jasność: „błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli”. Często wierni czynią ze swej wiary wbrew faktom cnotę. Także wtedy, kiedy fakty w sposób oczywisty uderzają w filary tej wiary. Jak niektórzy protestanci idą wtedy w zaparte i twierdzą, że Ziemia ma jedynie 6000 lat, a skamieliny to jedynie test naszej wiary (albo sztuczka Szatana). Inną strategią jest udawanie, że konfliktu nie ma i wycofanie się na niezajęte jeszcze przez fakty pozycje [patrz: bóg niewiadomego]. Drugi punkt dla traktowania wiary jako podejścia wymyślonego.
Co zaś z wolicjonalnym przyjmowaniem i odrzucaniem podejścia religijnego? Konwersje, nawrócenia i odejścia zdarzają się dość często. Najlepszym tego przykładem jest ateizacja społeczeństw krajów rozwiniętych, czy w końcu moja osobista droga. Trzeba tu jednak przyznać, że religie posiadają całą masę trików utrudniających jej odrzucenie – czy to poprzez indoktrynację od maleńkości, czy poprzez groźbę najsroższych kar (w tym czy tamtym świecie).
No cóż, jeśli coś chodzi jak kaczka, kwacze jak kaczka… Co ciekawe, nawet sami wierzący zwykle zgadzają się z tego typu analizą. Czy to coś dla nich zmienia? Oczywiście, że nie – patrz punkt drugi.
Wiele
Podejście ateistyczne jest nie tylko nakierowane na sprzeciw – choć tak często się prezentuje. To wynika z ciągłego naporu religii, dla której ateizm jest największym zagrożeniem – większym niż inne religie. Jednak ateizm ma też podejście refleksyjne, które uzasadnia brak wiary czymś więcej niż zaprzeczeniem.
O ile samo istnienie wszechświata sugeruje istnienie jakiejś zewnętrznej siły, która go stworzyła, to sam rozmiar wszechświata sugeruje, że nawet jeśli ona istnieje, to nie ma nic wspólnego z naszymi wyobrażeniami o bogu. Dla starożytnych ludzie byli istotnym elementem stworzenia, zaś świat był niewielki. Bogowie stworzyli nas, byśmy im służyli. Kilka wieków później okazało się, że jesteśmy mniej niż drobiną w bezmiarze przekraczającym naszą zdolność pojmowania. Pomysł, że demiurg interesuje się tym, co wyrabiamy (a zwłaszcza tym, co robimy z naszymi genitaliami) na jednej z miliarda miliardów planetek wydaje się naiwny i absurdalny. To nic innego, jak przejaw wybujałego ego wierzących.
Druga z wielości, która utwierdza ateistów w ich przekonaniach to wielość bogów – idąca w grube tysiące. Jak wybrać z tej wielości tego prawdziwego? Bo przecież stawka może być bardzo znacząca [patrz: zakład Pascala]. A jednocześnie wszyscy wierzący uważają, że to oni wybrali słusznie. Pewnie zastanowić się należy, na jakiej podstawie dokonali tego wyboru. I jak się przyjrzeć, to dla przytłaczającej większości z nich kluczem nie jest dogłębna analiza, tylko miejsce urodzenia. Jeśli urodziłeś się w Indiach, prawie na pewno wyznajesz hinduizm, jeśli w Egipcie, to islam, w Izraelu, to pewnie wyznajesz judaizm, a jeśli urodziłeś się w kraju nad Wisłą, to zapewne jesteś katolikiem. I tak kluczowa decyzja – mająca rzutować na losy tutejsze i zaświatowe wierzących – zostaje podejmowana za pomocą rzutu kostką.
Ateizm a liberalizm
Nie ma jednego ateizmu [patrz: nie ma papieża ateizmu]. Ateistów łączy tylko jedno: brak wiary w boga. Poza marginalną mniejszością ateiści zajmują się wiarą w boga tak samo, jak teiści zajmują się wiarą w jednorożce – czyli wcale. Czemu zatem, jak to często mówią wierzący, „obnoszą się ze swoim ateizmem”? Otóż, to „obnoszenie się” to jedynie niechęć do ukrywania się w zalewie religii. Znaczy oczywiście, by nie obnosić się z ateizmem, możemy się chrzcić, chodzić do świątyni, modlić się. I co więcej, wielu ateistów tak robi – z różnych przyczyn. Jednym grożą prześladowania – ze śmiercią włącznie. Innym tak po prostu wygodniej, nie chcą się mierzyć z ostracyzmem i różnymi szykanami. Jeszcze inni robią karierę w kapłaństwie.
Są jednak tacy, co się swoich poglądów nie wstydzą, więc w sytuacjach, gdzie stykają się z religią, nie zachowują się jak ludzie religijni: nie mówią „szczęść boże” czy „proszę księdza”, odmawiają wypełnienia karteczki wypisującej dziecko z religii – bo zgodnie z prawem na religię trzeba się zapisać, a nie z niej wypisywać. Wszystko to jest odbierane jako „obnoszenie się” z ateizmem.
Faktycznie jednak większość ateistów jest z natury liberałami – nie obchodzi ich, w co też ktoś wierzy i że spotyka się z innymi, by wierzyć wspólnie. Dopiero kiedy to wspólne „wierzenie” wchodzi w wymiar publiczny, zaczyna wywoływać reakcje ateistów [patrz: czemu mi przeszkadza krzyż w urzędzie]. Wiedząc, jak religia stara się kolonizować państwo i społeczeństwo, ateiści sprzeciwiają się temu, ale nie po to, by ograniczać czyjąś wolność. Postępują raczej w myśl popperowskiej zasady, że nie można być tolerancyjnym dla nietolerancyjnych. Dlatego sprzeciw ateistów nie jest „obnoszeniem się”, ale raczej metodą na niedopuszczenie do powrotu starych dobrych czasów.
¹ Van Leeuwen, Religion as Make-Believe: A Theory of Belief, Imagination, and Group Identity, Harvard University Press 2023.