Jak społeczeństwo irańskie radzi sobie z represjami wobec protestujących? Jaki jest obecny stan obowiązującego reżimu i jakie są jego perspektywy na przyszłość? Kim jest Reza Pahlavi i jaką rolę może odegrać w najbliższej przyszłości? Jak Irańczycy postrzegają interwencję Stanów Zjednoczonych w ich sprawy? Leszek Jażdżewski rozmawia z Touską Gholami Khaljiri, irańską aktywistką na rzecz praw kobiet i dzieci oraz badaczką mieszkającą w Łodzi, której praca łączy kwestie sprawiedliwości płciowej i oddolnego aktywizmu. W Iranie współpracowała z wieloma organizacjami pozarządowymi, pełniąc między innymi funkcję szefowej zespołu prawnego i moderatorki warsztatów, realizując programy profilaktyczne dotyczące wykorzystywania seksualnego dzieci. Od czasu przeprowadzki do Polski nadal aktywnie angażuje się w działania na rzecz Iranu, organizując demonstracje w Łodzi podczas ruchu „Kobieta, życie, wolność” i działając na rzecz zwiększania świadomości międzynarodowej w tej kwestii. W 2023 roku została wybrana przez magazyn „Wprost” do reprezentowania irańskich kobiet podczas wręczania nagrody SheO Award w kategorii „Walka o równouprawnienie i prawa kobiet”. Angażuje się również w inicjatywy związane z dokumentacją cyfrową, w tym współpracuje z serwisem Iran Protests Timeline, dwujęzycznym (angielsko-polskim) projektem, który stanowi chronologiczny zapis wydarzeń związanych z powstaniem w Iranie w 2026 roku.
Leszek Jażdżewski (LJ): Jaka jest obecna sytuacja w Iranie i co wiemy o obecnym stanie protestów?
Touska Gholami Khaljiri (TGK): Jak wiadomo, mieliśmy kilka dni burzliwych zamieszek. Szacuje się, że były to największe zamieszki w ciągu czterdziestu siedmiu lat rządów islamskiego reżimu w Iranie. Po masakrze, która miała miejsce w szczególności 8 i 9 stycznia, oraz masowych aresztowaniach, które nastąpiły później, mogliśmy zaobserwować coś, co opisałabym jako „ogień pod popiołem”. Nie była to sytuacja o charakterze militarnym ze strony reżimu, ale codziennie na ulicach dochodziło do aresztowań. Ludziom odbierano telefony, sprawdzano ich profile w mediach społecznościowych, aby zobaczyć, kogo obserwują i do kogo wysyłają wiadomości.
Przez około dziesięć dni czy też dwa tygodnie w różnych miastach Iranu, zwłaszcza tych mniejszych, obowiązywała godzina policyjna. W mniejszych miastach sieci społeczne są silniejsze, ponieważ ludzie dobrze się znają, więc kontrola musi być również większa. Podczas godziny policyjnej ludzie byli proszeni o zamknięcie sklepów i firm. Po godzinie 18:00 grupy liczące więcej niż dwie osoby były przesłuchiwane i proszone o powrót do domu. Po miastach jeździły samochody z ludźmi uzbrojonymi w karabiny maszynowe. W niektórych dzielnicach działały grupy prowadzące przeszukania. Taka była sytuacja tuż przed zeszłym tygodniem.
W zeszłym tygodniu minęło czterdzieści dni od masowej zbrodni w Iranie. W Iranie istnieje zwyczaj organizowania kolejnego pogrzebu w czterdziestym dniu od śmierci bliskiej osoby. Nazywa się to Chehlum („czterdziesty”). Wtedy członkowie rodziny odwiedzają osoby, które straciły kogoś bliskiego, i przynoszą im kolorowe ubrania, aby mogły zdjąć czarne szaty i powrócić do życia. Tradycyjnie ceremonia ta ma charakter religijny – odczytuje się fragmenty z Koranu i recytuje modlitwy. Rodziny opłakują zmarłych w ciszy i po czterdziestym dniu starają się powrócić do normalnego życia.
Oglądałam jednak filmiki z tych czterdziestodniowych pogrzebów. Z religijnego rytuału przekształciły się one w akt zbiorowego buntu. Ludzie, którzy stracili swoich bliskich w wyniku postrzału w głowę lub serce lub którzy zginęli w więzieniu w wyniku tortur, stoją nieruchomo. Wygłaszają mocne, poruszające przemówienia. Zamiast recytacji Koranu odtwarzana jest muzyka. Rodziny otwarcie deklarują, że ich bliscy byli protestującymi, którzy walczyli o wolność i demokrację. Zostali zabici, ponieważ chcieli, aby Iran był wolny. Odtwarzają również hymn narodowy, który mieliśmy przed rewolucją. W używanym przez nich języku nie ma już strachu; skandują hasła, za które zginęli ich bliscy. Robią to, mimo że wiedzą, że Islamska Gwardia Rewolucyjna (IRGC) i siły Basij zaatakowały wiele czterdziestodniowych pogrzebów w ostatnich dniach. Otwierali ogień do rodzin w żałobie podczas tych uroczystości.
Do zeszłego tygodnia konsekwentnie powtarzałam, że jest to „ogień pod popiołem”, ale ogień ten znów został rozniecony. W pewnym małym mieście w Iranie miał miejsce pogrzeb dwóch osób zabitych podczas protestów, w którym uczestniczyło trzy tysiące osób. Uważaliśmy, że powinniśmy poczekać, aż coś się wydarzy, aby ludzie wrócili na ulice. To niesamowite móc obserwować, jak ci ludzie ponownie demonstrują swoją odwagę. Świadomość, że można zostać zastrzelonym na ulicy, a mimo to powrócić na te ulice, to moim zdaniem odwaga na zupełnie innym poziomie.
Mówią światu, że nic się nie skończyło i będą kontynuować walkę, dopóki reżim nie upadnie. Skandują „Śmierć Chameneiowi”, „To ostatnia walka” i „Kobieta, życie, wolność”. Są to hasła, które zabiły ich bliskich, a oni wciąż je powtarzają, ponieważ wierzą, że muszą obalić ten reżim, zanim zginie jeszcze więcej osób.
LJ: Czym te protesty różnią się od Zielonego Ruchu i innych poprzednich rewolucji i czy istnieje dla nich szersze poparcie społeczne poza studentami i wykształconymi kobietami?
TGK: Była to „akcja i reakcja” między rządem a ludnością. Przez wszystkie te lata Irańczycy próbowali stopniowych reform. Przez lata ludzie głosowali na tak zwanych „kandydatów reformatorskich”, mając nadzieję na choćby niewielkie otwarcie systemu. Nie domagali się kolejnej rewolucji, chcieli móc złapać oddech.
Ale jak rząd zareagował na te żądania? System wchłonął owych reformatorów i zachował nienaruszony rdzeń władzy. Uznano, że aby zapobiec dalszym żądaniom społeczeństwa, należy wprowadzić jeszcze ostrzejsze represje. Zamiast reagować pokojowo na protesty studentów lub – jak Pan wspomniał – podczas Zielonego Ruchu w 2009 r., kiedy to miliony ludzi maszerowały w milczeniu po kontrowersyjnych wyborach, zdecydowano się na jeszcze większe represje. Odpowiedzią były aresztowania, zaginięcia i zabójstwa w biały dzień na ulicach oraz tortury w więzieniach. W Iranie zawsze setki ludzi były zagrożone egzekucją, a obecnie nie są to już setki, lecz tysiące osób, którym grozi śmierć.
Moim zdaniem ważne jest, aby dostrzec, że mieszkańcy Iranu przez czterdzieści siedem lat próbowali negocjować z reżimem, który nie posługuje się językiem pokoju i nie rozumie tego, co mówią ludzie. Jedynym językiem, który rozumie ten reżim, jest język broni, tortur, aresztowań i represji. Nie jest to reżim, który negocjuje władzę. Postrzega on tych ludzi jako buntowników przeciwko islamowi i stworzonemu przez siebie systemowi teologicznemu. Jego odpowiedzią jest zabijanie jak największej liczby osób, aby utrzymać ten system i sprawować władzę.
Powodem, dla którego obecnie na ulicach nie ma tylko określonej grupy ludzi – widzimy lekarzy, inżynierów, strażaków, ludzi młodszych i starszych – jest to, że rząd nie atakuje już jednej konkretnej grupy. Nie atakuje już tylko aktywistów, studentów czy związków zawodowych. Atakuje wszystkich, którzy sprzeciwiają się ich władzy. Dlatego wszyscy wyszli na ulice.
W każdej osobie zabitej w ostatnich tygodniach widzę siebie, mojego brata i moją rodzinę, ponieważ oni są nami. Ludzie myślą, że skoro zabito jedną osobę, ja będę następny. Jeśli nie wyjdę na ulice i nie podniosę głosu przeciwko tej religijnej władzy, następnym razem padnie na mnie lub moje dziecko. Dlatego wszyscy ludzie wyszli na ulice.
LJ: Czy są jakieś oznaki tego, że te pokojowe protesty przeradzają się w powstanie z użyciem siły? Czy są jakieś dowody na wewnętrzne podziały lub bunt wojska i policji przeciwko reżimowi?
TGK: Oczywiście, w szeregach policji i armii doszło do aktów nieposłuszeństwa. Widzieliśmy nawet popularny filmik z miasta Abdanan – które było bardzo zatłoczone w stosunku do liczby mieszkańców – przedstawiający policjanta stojącego na dachu, który pokazywał przechodniom znak zwycięstwa. Jednak można powiedzieć, że islamski reżim był na to dość dobrze przygotowany. Sprawuje on władzę już prawie pół wieku i udało mu się przenieść władzę wojskową z armii i policji na pseudomilitarne grupy, takie jak Basij i IRGC.
Osobiście nie sądzę, aby te pseudomilitarne grupy złożyły broń, ponieważ były szkolone od dzieciństwa. Wiele z tych osób dołącza do grup Basij, gdy są jeszcze nastolatkami; nadal widzimy nastolatków trzymających broń i strzelających do ludzi. Poziom indoktrynacji w IRGC i Basij jest bardzo silny. Nie sądzę, aby ustąpili, ponieważ ich ideologia jest bardzo głęboko zakorzeniona w ich systemie myślowym; wierzą, że walczą z wrogami Boga i strzelają do tych, którzy sprzeciwiają się „prawdzie” ich religii. Uważają, że mają prawo do takich działań.
Chociaż taka zmiana może nastąpić w policji lub armii, problem polega na tym, że siły zbrojne w Iranie są zdominowane przez IRGC i Basij. Są to raczej sekty religijne i islamskie niż grupy wojskowe mające na celu obronę kraju lub jego mieszkańców. Ich ideologia nie pozwala im odłożyć broni ani odłączyć się od tych grup.
LJ: Czy Islamska Republika nadal ma legitymizację pomimo masowych zabójstw i porażki gospodarczej? Czy możliwe jest przywrócenie poprzedniego reżimu pod rządami Rezy Pahlaviego?
TGK: Zdecydowanie utracili legitymizację swojej władzy. Poza Iranem nadal staramy się przekonać rządy i polityków, że reżim ten nie reprezentuje irańskiego narodu. W Iranie z pewnością utracili legitymizację, nawet wśród osób religijnych. Istnieje grupa ludności, która wcześniej była religijna, ale obecnie odwróciła się od tych przekonań z powodu obecnego reżimu; zmieniła się w stu procentach.
Co więcej, nawet osoby tradycyjnie religijne – modlące się i poszczące – nie popierają już tego reżimu. Mówię to, ponieważ oglądając filmiki z pogrzebów z ostatnich dni, widzę rodziny z różnych środowisk i matki opłakujące swoje dzieci. Łączy je to, że skandują „Śmierć Chameneiemu”. Nie jest to tylko wezwanie do śmierci jednej osoby; oznacza to, że chcą upadku reżimu. Kilka lat temu opozycja składała się głównie z świeckich liberalnych aktywistów i ludzi wykształconych, a reżim nadal cieszył się poparciem religijnych obywateli. Teraz stracił legitymizację również wśród tej grupy.
Co zaskakujące, ludzie z różnych warstw społecznych i ekonomicznych zgadzają się, że potrzebują przedstawiciela, który będzie przemawiał w ich imieniu poza Iranem – kogoś, kto przekona wolny świat, że istnieje plan na wypadek upadku reżimu. Reza Pahlavi, mimo że jest synem zmarłego szacha Iranu, nie przedstawia się jako przyszły monarcha. Przedstawia się jako pośrednik w okresie przejściowym. Wielokrotnie powtarzał, że ostateczny system polityczny Iranu – czy to będzie republika, czy monarchia – powinien zostać wybrany przez naród w wolnym referendum.
Ludzie popierają to stanowisko. Oczywiście są wśród nich monarchiści, monarchiści konstytucyjni i świeccy republikanie – tacy jak ja i inni członkowie diaspory – a także ludzie w Iranie, którzy nie mają powiązań z żadną konkretną partią. Są zjednoczeni, wymieniają jego imię, abyśmy mogli wspólnie obalić ten reżim. Ponieważ to jest nasz główny cel: zjednoczyć się, aby obalić obecny reżim, zanim zabije więcej ludzi.
LJ: Jak Pani zdaniem zareagowaliby Irańczycy, gdyby Donald Trump zrealizował swoje groźby zbrojnego ataku w celu wymuszenia ustępstw w sprawie programu jądrowego?
TGK: Irańczycy są przeciwni wojnie, to oczywiste. Obecnie domagają się interwencji, a nie inwazji czy okupacji. Nie chcą kolejnego Iraku. Domagają się ukierunkowanej interwencji, ponieważ stoją w obliczu systematycznych, zagrażających ich życiu represji. Chodzi o odpowiedzialność za życie ludzkie. Ludzie wzywają konkretnie właśnie Stany Zjednoczone i Donalda Trumpa do interwencji.
Proszą świat o powstrzymanie reżimu, którego wpływy sięgają poza granice Iranu, ponieważ wspiera on i finansuje grupy zbrojne, takie jak Hamas, Hezbollah i ruch Houthi. Wspiera nawet Rosję w prowadzeniu wojny w Ukrainie. Irańczycy proszą o ukrócenie tego morderczego reżimu. Prosząc o tę interwencję, zdają sobie sprawę z konsekwencji i związanych z nią konsekwencji, ale domagają się ukierunkowanej interwencji wojskowej, której celem będzie infrastruktura wykorzystywana do represji. Chcą osłabić reżim, aby ludzie mogli kontynuować walkę. Proszą o interwencję, ponieważ chcą położyć kres systematycznej przemocy państwowej, a nie są w stanie tego osiągnąć bez pomocy z zewnątrz.
Nie jest to sytuacja bez precedensu – interwencja NATO w czasie wojny w Kosowie miała już miejsce. Nawet Niemcy nie były w stanie dokonać odbudowy swojego państwa po II wojnie światowej bez interwencji aliantów. Dlatego to, o co proszą ludzie, nie jest niczym niezwykłym. Zdają sobie sprawę, że każde państwo działa we własnym interesie i że zawsze wiąże się to ze złożonymi relacjami. Pomimo świadomości tego wszystkiego proszą o interwencję, ponieważ w tej chwili zrobili już wszystko, co mogli. Teraz kolej na wolny świat i Zachód, aby podjąć odpowiednie działania.
Dowiedz się więcej o projekcie Iran Protests Timeline tutaj: iranproteststimeline.com/
Niniejszy podcast został wyprodukowany przez Europejskie Forum Liberalne we współpracy z Movimento Liberal Social i Fundacją Liberté!, przy wsparciu finansowym Parlamentu Europejskiego. Ani Parlament Europejski, ani Europejskie Forum Liberalne nie ponoszą odpowiedzialności za treść ani za jakiekolwiek wykorzystanie niniejszego podcastu.
Podcast jest dostępny także na platformach SoundCloud, Apple Podcast, Stitcher i Spotify
Z języka angielskiego przełożyła dr Olga Łabendowicz
Czytaj po angielsku na 4liberty.eu