Stan wyjściowy nie oznacza stagnacji, nie jest wygodnym urządzaniem się w nienaruszalnym status quo. To chwila przed tym, gdy w grze po raz pierwszy rzucimy kostką, zerkniemy na rozdane właśnie karty lub moment przed powrotem do odłożonej na później gry, w którym na spokojnie, z pewnym dystansem przyglądamy się sytuacji, rozeznajemy, kto jest kim, określamy sojusze i partie przeciwne; myślimy, komu zaufać można, a komu za skarby świata… nie. Stan ten wymaga od nas przygotowania określonego przez wiedzę i umiejętności, a jednocześnie spoglądania w nieznane. Oczekiwania nieoczekiwanego, które może (choć nie musi) wywrócić nasz świat do góry nogami. Stan wyjściowy, hic et nunc, ale też mądre patrzenie ku temu, co nadchodzi.
W stanie wyjściowym zawarte jest pytanie: Co dalej? Wiemy, jak jest, jak poczynaliśmy sobie dotąd, jak rozłożone są akcenty w debacie, ruch w którą z potencjalnych stron da nam szansę na uzyskanie dogodniejszej pozycji, jeśli nie wprost na wygranie całej rozgrywki (choć do tego może być daleko) czy przynajmniej uzyskanie zadowalających rezultatów. To jaki będzie kolejny ruch, powalający nam na twórcze przetworzenie rzeczywistości, nie zależy tu tylko od nas, co – paradoksalnie – daje znacznie większe szanse rozwoju, nieustannego uczenia się; czasem wymusza zaciśnięcie zębów, wstrzymanie oddechu i (mniej czy bardziej spokojne) policzenie do dziesięciu; kiedy indziej jest witany z przepełnionym ciekawością uśmieszkiem, czy wreszcie witany jako odmiana losu, po długotrwałym tkwieniu w tym samym punkcie. Stan wyjściowy to jednak więcej niż ów zamrożony, zabetonowany punkt. To moment, gdy ktoś/coś/my sami zaczyna kruszyć skorupę, z której trzeba będzie wreszcie wyjść.
W stanie wyjściowym zawarte jest zadanie. Diagnozujemy go wszak nie po to, by na lata utknąć w tym właśnie punkcie (nawet jeśli wygodny), ale by dostrzec konieczności i możliwości, jakie przed nami stoją. Wiemy co wiemy, określamy braki czy niedostatki. To czas, by świadomie powiedzieć: To właśnie miejsce/moment, w którym czas ruszyć dalej. Albo przyjąć radę, gdy ku temu „dalej” pchają nas inni, życzliwi (którym możemy kiedyś podziękować), albo wręcz przeciwnie, odrzucić ją, gdy jesteśmy przekonani, że pchają nas na minę (tym kiedyś pokażemy środkowy palec). Stanowi wyjściowemu towarzyszy swego rodzaju oczekiwania, że oto „dzieje się już”, ale na to, co przyniesie… musimy zapracować sami. Towarzyszy mu również niepewność, w której nie wystarczy dobry plan, znajomość uwarunkowań czy wreszcie analiza potencjalnego ryzyka i zabezpieczenia tyłów „na wypadek, gdyby” czy nawet strategia zażegnywania skutków. Jest potrzebna pewność i znajomość… siebie. Ta „w każdej bitwie”, jaka ma nadejść, daje przynajmniej 50% szans na sukces. Bo stan wyjściowy to często przyczynek do budowania od nowa. Dla niektórych powrót na drogę niegdyś niewybraną, dla innych start niemal od zera, który wymaga nie tylko przyjęcia opcji danej nam przez los, ocenienia jej, ale też przyjęcia pomocy, jeśli taka szczerze zostanie nam zaoferowana.
***
Zatem… przyglądnij się początkowi roku, swojemu stanowi wyjściowemu, swoim – mniej czy bardziej realnym marzeniom czy nadziejom, szansom danym lub opcjom narzuconym – i… zbuduj plan. Plan, w którym nie trzymasz się kurczowo status quo, ale potrafisz go kreatywnie (i z zyskiem dla nas jako jednostek i wspólnot) rozwijać. By nie tylko czekać, co też się wydarzy, ale by stawać się Autorkami i Autorami własnego życia. Bo jeszcze może nas zaskoczyć, nawet jeśli zapowiadał niedogodności czy niespodziewaną zmianę na… pozornie tylko gorsze. Stan wyjściowy to umiejętność dostrzegania tego, co Tobie/mnie pasuje, a co musimy zmodyfikować lub zostawić z tyłu, to widzenie szans i początek drogi do przemieniania ich w lepszą, bogatszą, bardziej świadomą codzienność. To początek planu. I choć nikt nie obiecuje, że będzie łatwo, to… warto.