Nie wiem, czy każdy przechodzi kryzys wieku średniego. Być może jest to domena ludzi przewrażliwionych na własnym punkcie i nieco przeceniających swoje znaczenie z punktu widzenia globu czy też wszechświata. W każdym razie wszystko na to wskazuje, że ja do tej grupy należę i kryzys wieku średniego przechodzę. Jakie są u mnie symptomy?
Po pierwsze, garderoba. Po tym, jak przez dobrą dekadę – między, plus minus, 28. a 40. rokiem życia – chętnie nosiłem odprasowane koszule, spodnie z kantem, a nawet krawaty, to ostatnie kilka lat, te po 40-tce, charakteryzują się nagromadzeniem na moich półkach, niewidzianych od lat studenckich, koszulek z symbolami kapel hard-rockowych (o pierścieniu ze stosem czaszek i podobnych dodatkach nie wspominając). Niczego już też praktycznie nie prasuję. Po drugie, tatuaże. Nie mam żadnych na twarzy, szyi czy dłoniach, wskutek czego nikt by ich obecności nie podejrzewał, gdy mam na sobie kompletny strój. Jednak krótkie rękawki, nogawki czy tym bardziej zdjęcie koszulki celem popływania w jeziorze, odkrywają całą gamę kilkunastu dzieł trzech różnych artystów, które opowiadają „historię mojego życia”, jakbym był bohaterem jakiegoś mitu. U wielu ludzi tatuaże nie mają z kryzysem wieku średniego związku, ale moje powstały wszystkie dopiero po 40-tce, więc – go figure, jak mawiają Amerykanie.
Po trzecie, gitara. Właśnie kupiłem sobie drugą, tym razem elektryczną. Od prawie dwóch lat borykam się z nauką gry na instrumencie, zupełnie nie rozumiejąc, dlaczego nie robiłem tego 30 lat temu. Idzie do przodu, ale nadal słuch mam taki, że trafienie w koniec taktu ze zmianą akordu bywa najczęściej dziełem przypadku, a trzymanie tempa możliwe jest głównie przy użyciu aplikacji metronomu, która pomaga wyświetlając żółte i czerwone kropki. Po czwarte, leki. Przyjmowanie magnezu, cynku, witaminy C czy ranigastu na zapobieganie zgagom stało się codziennym rytuałem, rozpisanym na konkretne godziny. Wie wiecie, że jest ósma, bo dzwoni wasz budzik. Ja to wiem, bo wtedy jest pora na witaminę C.
Ale z kryzysu wieku średniego się w końcu wychodzi, gdzieś przed „pięćdziesiątką”. U mnie to już chyba niedługo. Jakie są symptomy? Koszulki z Kurtem Cobainem czy kogutem Alice in Chains przestałem nosić do biura. Wróciły koszule, na razie trochę pomierzwione. Tatuaże to (prawie na pewno) zamknięty rozdział. Z gitarą dam sobie dwa/trzy lata i jak będzie dalej kicha, to oddam sprzęt jakiemuś 16-latkowi z długimi włosami i poszarpanymi jeansami (może córce?). Listę leków już ograniczyłem o 75% do tych rzeczywiście pomagających na cokolwiek.
Ale moim piątym symptomem jest pisanie. Od młodych lat pisałem teksty, często długie i zawsze bardzo poważne. Parokrotnie słyszałem, że mój styl jest „kwiecisty”, ale kilka lat zajęło mi, aby połapać się, że to nie jest komplement. Dlatego chciałem zostać drugim Stanisławem Tymem i powołałem do życia tą rubrykę, w której siliłem się na dowcip.
W przypadku pisania wyjście z kryzysu wieku średniego oznacza, aby z tym dowcipkowaniem dać sobie jednak spokój. Porozmawiajmy poważnie już od przyszłego miesiąca.
Wasz
PB