Zanim pewne rzeczy staną się rzeczywistością, to normalizują się gdzieś na obrzeżach debaty publicznej i w popkulturze. W USA za dobry prognostyk przyszłości uchodzą „Simpsonowie”, a serial „Will & Grace” jest postrzegany niczym kamień węgielny akceptacji małżeństw homoseksualnych przez większość społeczeństwa. Warto na te obrzeża więc spoglądać, chcąc odgadnąć polityczne piosenki przyszłości. Zwłaszcza że piosenki grane w Ameryce, mają tendencję rozlewać się echem także po naszej części świata.
Dziś w USA kładzie się grunt pod normalizację skrajnej prawicy. Nie chodzi już tylko o prezydenturę Trumpa i jego regularne, flirtujące z tym narożnikiem wypowiedzi. Chodzi o stworzenie sytuacji, w której zarzucenie komuś faszyzmu będzie zbywane wzruszeniem ramion, a postulowanie walki z faszystowskimi postulatami będzie oburzać i budzić opór.
I tak prezenter Fox News, Greg Gutfeld, oświadczył publicznie, że zazdrości Afroamerykanom tego, jaki użytek zrobili z zakazanego komukolwiek innemu słowa na „N”. Gutfeldowi nie wolno go używać, a tymczasem tamci na okrągło mówią tak do siebie. Witają się używając go, opierają na nim wręcz swoją odrębną tożsamość. Gutfeld zaproponował więc, aby dumni ze swojej rasy biali o prawicowych poglądach poczęli podobnie używać innego słowa na „N”, a mianowicie „Nazi”. Szłoby to plus minus tak: „Hey, Nazi, how are you today?” – „Thanks, my good Nazi. Doing well!” – „Do you know, what that Nazi Bradley did on Friday? Got drunk and puked” – „That’s one stupid Nazi, man!”
Głupie jak but? Jasne. Ale w dobie Donalda Trumpa nic nie wydaje się tak do końca głupie, a przez pozornie głupie pomysły przemyca się konkretne idee i treści. W tym przypadku idzie o zdjęcie z nazizmu, białego suprematyzmu czy spuścizny wiadomego Klanu odium trędowatości. O normalizację. Bo co z tego, że ktoś jest nazistą, skoro ja i moi „bros” się tak nazywamy każdego dnia. Też jesteśmy Nazi, więc odwal się, lewaku.
Tymczasem nowa reklama jeansów American Eagle sięga po wątki aryjskie. Gwiazda licznych filmowych scen bez wykorzystania odzieży i zarejestrowana republikanka, Sydney Sweeney, reklamuje w niej spodnie hasłem „Sydney has good jeans”. Niby nic, ale filmik gra fonetyczną zbieżnością słów „jeans” i „genes”, a więc „geny”. Sydney ma zaś dobre geny, bo jest białą blondynką o jasnoniebieskich oczach. Okay, kawa na ławę, heteroseksualnemu mężczyźnie spoglądanie Sweeney w oczy przychodzi z trudnością. Jednak podjąłem ten wysiłek celem kontroli koloru i potwierdzam, są aryj…, przepraszam, niebieskie.
Aby nie było wątpliwości, że gra słowna tutaj występuje, Sweeney chwilę wcześniej w tej reklamie mówi, że ma dobre geny i zawdzięcza je rodzicom (zaś jeansy – American Eagle). Przekaz jest więc jasny: dobre geny to taki kolor skóry, włosów i oczu. Inne kolory to, cóż…, gorsze geny.
Reklamą zachwycił się Donald Trump i stanął w obronie firmy i aktoreczki przed zarzutami o promocję eugeniki. Ale – jak może sugerować lista Epsteina – on dowody dobrych genów Sydney Sweeney odnajduje raczej w innych częściach jej ciała niż w oczach. Sweeney jest już dla pana prezydenta może nieco wiekowa (ma aż 27 lat), ale jej „geny” doceniają miliony widzów filmów z jej udziałem, czasem przewijając do „momentów”. Trump na pewno docenił cały „pakiet”, a skoro Tesli już raczej reklamować nie będzie, to może zrobi w Białym Domu promocję American Eagle? To prawdopodobne, zwłaszcza jeśli gościem specjalnym wydarzenia byłaby Sweeney.