Systemy edukacyjne w dobie gwałtownych zmian wymagają nieustannego przeglądu, ewaluacji i dostosowywania ich do dynamiki świata. Choć oczekiwalibyśmy od szkoły stabilizacji i spokoju, to jednak trudno je sobie wyobrazić w kontekście stale uciekającej nam rzeczywistości technologicznej, naukowej, mentalnej i społecznej. Także polska edukacja – szczególnie po kontrowersyjnych zmianach z okresu 2015-2023 – staje przed wyzwaniem uwspółcześnienia.
Priorytety polityki oświatowej państwa
Rokrocznie polscy ministrowie edukacji ogłaszają priorytety polityki oświatowej państwa, czyli cele bądź działania, na które władze oświatowe w sposób szczególny będą zwracać uwagę w danym roku szkolnym. Priorytety polityki oświatowej są wskazówkami dla dyrektorów przygotowujących roczne plany pracy szkół, jak również dla nauczycieli, którzy podejmować będą różnorodne działania i aktywności w swoim środowisku szkolnym. Priorytety wskazane przez ministra stanowić mają bodziec do tego, by dla walki z określonymi problemami bądź podkreślenia wybranych obszarów w sferze dydaktyki, opieki i wychowania każda polska szkoła znalazła szczególne miejsce w danym okresie. Przyjęte priorytety są jednak również odpowiedzią na obiektywne potrzeby, które wynikają z kondycji i problemów polskich rodzin bądź istotnych zjawisk natury społecznej, ekonomicznej czy kulturowej. Mogą być także odpowiedzią na wskazywane przez organizacje branżowe lub sektor organizacji pozarządowych oczekiwania wobec administracji rządowej.
W maju 2025 r. ogłoszone zostały główne kierunki polityki oświatowej państwa na rok szkolny 2025/2026 – przedstawiły je ministra edukacji Barbara Nowacka i wiceministra Katarzyna Lubnauer. Wskazują one dość precyzyjnie, jakie obszary działania polskiej szkoły znajdą się w tym roku szkolnym pod szczególną obserwacją władz oświatowych i jednocześnie powinny znaleźć swoje szczególne miejsce wśród działań wszystkich polskich szkół. Ponieważ priorytetów jest aż osiem, warto dosłownie przywołać ich brzmienie:
- Kształtowanie myślenia analitycznego poprzez interdyscyplinarne podejście do nauczania przedmiotów przyrodniczych i ścisłych oraz rozwijanie umiejętności matematycznych w kształceniu ogólnym.
- Szkoła miejscem edukacji obywatelskiej – kształtowanie postaw patriotycznych, społecznych i obywatelskich, odpowiedzialności za region i ojczyznę, dbałości o bezpieczeństwo własne i innych.
- Promocja zdrowego trybu życia w szkole – kształtowanie postaw i zachowań prozdrowotnych, wspieranie aktywności fizycznej uczniów.
- Profilaktyka przemocy rówieśniczej, zdrowie psychiczne dzieci i młodzieży, wsparcie w kryzysach psychicznych, profilaktyka uzależnień.
- Promowanie higieny cyfrowej i bezpiecznego poruszania się w sieci, rozwijanie umiejętności krytycznej analizy informacji dostępnych w Internecie, poprawne metodycznie wykorzystywanie przez nauczycieli nowoczesnych technologii, w szczególności opartych na sztucznej inteligencji oraz korzystanie z zasobów Zintegrowanej Platformy Edukacyjnej.
- Promocja kształcenia zawodowego w szkołach podstawowych oraz w środowisku pracodawców, wzmocnienie roli doradztwa zawodowego.
- Rozwijanie zainteresowania kulturą i językiem polskim wśród Polonii, nauczanie języka polskiego w środowiskach polonijnych.
- Wspieranie aktywności poznawczej i poczucia sprawczości ucznia poprzez promowanie oceniania kształtującego i metod aktywizujących w dydaktyce.
Warto zwrócić uwagę, że wszystkie te priorytety są odpowiedzią na ważne zjawiska i procesy społeczne, które mają istotny wpływ na współczesnego człowieka, rodzinę i inne grupy społeczne, jak również na funkcjonowanie środowiska zawodowego. Istotne miejsce wśród priorytetów znalazły kwestie związane z dobrostanem psychicznym młodych ludzi – zagadnienia, które od pandemii COVID-19 zajmują pierwsze strony gazet i nagłówki portali internetowych, a jednocześnie stały się w państwach europejskich (choć nie wyłącznie) kluczowymi celami polityk publicznych. Promocja zdrowego trybu życia, profilaktyka przemocy rówieśniczej i uzależnień, wsparcie w kryzysach psychicznych, promowanie higieny cyfrowej, wspieranie aktywności poznawczej i poczucia sprawczości – tak sformułowane priorytety pokazują jednoznacznie, że w centrum zainteresowania szkoły mają być uczeń i uczennica oraz ich kondycja psychofizyczna. Wobec zagrożeń czyhających na młodych ludzi we współczesnym świecie – zarówno tym realnym, jak i wirtualnym – szkoła i władze edukacyjne nie mogą i nie chcą pozostawać bierne, nie mogą też i nie chcą skapitulować.
Zdrowie polskich dzieci w cieniu polityki i dezinformacji
Choć troska o zdrowie psychiczne i fizyczne polskich dzieci i młodzieży – jak by się wydawało – powinna być wspólnym dążeniem i celem wszystkich dorosłych, niezależnie od poglądów politycznych, przynależności partyjnej czy orientacji filozoficzno-religijnej, to jednak w Polsce A.D. 2025 również z tego ważnego zagadnienia środowiska narodowej prawicy uczyniły zagadnienie polityczne. Kwestia wprowadzenia do szkół fakultatywnego przedmiotu: edukacja zdrowotna, który zastąpił wychowanie do życia w rodzinie, stała się głównym tematem polskich mediów w sezonie ogórkowym. Niestety temat ten uległ bezwzględnej viralizacji, a polska prawica uczyniła z niego kolejną odsłonę wojny kulturowej – jak gdyby odcinki poświęcone „tęczowej zarazie”, hasłu: „To nie ludzie, to ideologia” czy rzekomej „dżenderyzacji” nie były wystarczająco żenującą lekcją głupoty, ignorancji i intelektualnego otępienia. Co gorsza, w irracjonalną operację dezinformacyjną włączył się również zinstytucjonalizowany Kościół Katolicki – Komisja Wychowania Katolickiego Konferencji Episkopatu Polski w swoim apelu z 27 sierpnia 2025 r., podpisanym przez bp. Wojciecha Osiala, napisała, że wśród treści kształcenia przedmiotu edukacja zdrowotna są takie, „które nie są zgodne z wiarą katolicką i narażają dzieci i młodzież na ryzyko poważnych niebezpieczeństw, mogących wpływać na całe ich życie, a także życie rodziny”. Tym samym wezwano wszystkich katolików w Polsce, aby „głęboko rozważyli proponowane zajęcia z edukacji zdrowotnej i nie wyrażali zgody na udział swoich dzieci w tych zajęciach”. Jak się można domyślać, w apelu nie pojawił się żaden merytoryczny argument, który miałby swoje osadzenie w rzeczywistej treści podstawy programowej wprowadzanego przedmiotu. Natomiast wypowiedzi publiczne czy to duchownych, czy też osób powołujących się na niniejszy apel, pełne były kłamstw i manipulacji.
Dla polskiej prawicy wprowadzenie do szkół edukacji zdrowotnej to kolejna okazja do opowiadania bajek o rzekomej „seksualizacji dzieci” – oczywiście rzeczywista „seksualizacja”, jaka dokonuje się poprzez strony internetowe i powszechnie dostępną pornografię, polskiej prawicy bynajmniej nie przeszkadza. Były minister edukacji i nauki Przemysław Czarnek opowiadał, że nowy przedmiot będzie deprawował dzieci i młodzież oraz że na lekcjach dzieci będą zmuszane do uczenia się świństw. Europoseł Grzegorz Braun mówił o „nachalnej propagandzie dewiacji”, „zamachu na niewinność”, „tęczowym ładzie” i – jak zwykle – promocji ideologii gender i aborcji. W dokumentach Instytutu Ordo Iuris pisano o tym, że edukacja zdrowotna „porzuca promowanie trwałych, stabilnych małżeństw otwartych na życie, w tym na przyjęcie dzieci”. Europoseł Adam Bielan namawiał w swoich social mediach do wypisywania dzieci z edukacji zdrowotnej, używając hasła: „Tak dla edukacji, nie dla deprawacji”. Jak widać, doktorat czy habilitacja nie są w Polsce wystarczającym dowodem na posiadanie rozumu ani nie potwierdzają posiadania umiejętności czytania ze zrozumieniem. Najgorsze jednak, że uruchomiona przez narodową prawicę i wspierana przez Kościół Katolicki w Polsce fala dezinformacji przetacza się przez polskie media i tym samym przez polskie społeczeństwo. Niewątpliwie niektórzy ulegną temu – szkodliwemu dla polskich dzieci i młodzieży – ukąszeniu fake newsem.
Dziennikarka Magdalena Pernat w programie „Poranek Polityczny” w TVP Info zapytała swoich gości: posła Andrzeja Kosztowniaka (PiS), senatora Marcina Karpińskiego (Nowa Lewica), wiceministra sportu i turystyki Ireneusza Rasia (PSL) oraz posła Adriana Witczaka (KO) o różnicę między okresem a owulacją. Żaden z gości nie był w stanie odpowiedzieć na to pytanie. Ten sam poseł Andrzej Kosztowniak także w „Debacie Dnia” w Polsat News nie potrafił odpowiedzieć na pytanie Agnieszki Gozdyry, czym jest polucja. Warto w tym miejscu przypomnieć, że to właśnie politycy prawicy podnoszą, że wychowanie i edukowanie w zakresie wiedzy o życiu seksualnym człowieka powinno być wyłączną domeną rodziny. Choć nadmienione przykłady słabo wyedukowanych w tym zakresie polityków mogą się wydawać niereprezentatywne, to jednak kiedy zerknąć do raportu portalu DOZ.pl i fundacji Anji Rubik SEXED.pl z 2024 r. pt. „Narodowa Kartkówka z WDŻ”, który powstał na podstawie badania na 2.141 ankietowanych, można dojść do wniosku, że edukacja zdrowotna powinna stać się przedmiotem obowiązkowym dla całej polskiej populacji. Co ciekawe, aż 82% badanych było przekonanych, że posiada wystarczającą wiedzę na temat dojrzewania i życia seksualnego człowieka, lecz zaledwie 16% badanych uzyskało z testu ocenę co najmniej dobrą. Czy naprawdę polskie dzieci muszą być skazane na czerpanie wiedzy o swoim zdrowiu fizycznym i psychicznym bądź seksualności od nieposiadających tej wiedzy rodziców bądź z Internetu, skażonego memami, fake newsami i dezinformacją? Polska prawica kolejny już raz wykorzystuje edukację do swoich doraźnych celów politycznych, jednakże w tym przypadku ofiarami są wszystkie polskie dzieci.
Odpowiedzialna obywatelskość i nowoczesny patriotyzm
Wśród priorytetów polityki oświatowej państwa znalazło się również wychowanie obywatelskie w szkole, poprzez które mają być kształtowane postawy patriotyczne, obywatelskie oraz prospołeczne. Celem, jaki polskim szkołom wytyczyły władze edukacyjne, ma być formowanie w młodych ludziach poczucia odpowiedzialności za swój region i za ojczyznę, jak również postawy dbania o bezpieczeństwo własne i innych. Wskazane treści i postawy umieszczono w podstawie programowej nowego przedmiotu obowiązkowego – edukacji obywatelskiej. Przedmiot ten zastąpił zlikwidowaną przed rokiem historię i teraźniejszość, która od 2022 r. była nauczana w szkołach średnich a jej wprowadzenie stało się w drugiej kadencji rządów Prawa i Sprawiedliwości swoistym znakiem rozpoznawczym ówczesnego ministra Czarnka. Warto przypomnieć, że podstawie programowej HiT-u zarzucano – całkiem zresztą słusznie – anachroniczność formy i dublowanie treści, których nauczano na lekcjach historii. Ponadto treściom tego przedmiotu już w tekście podstawy programowej nadano ideologiczne interpretacje, które pogłębiano w przygotowanym naprędce podręczniku prof. Wojciecha Roszkowskiego, poddanym druzgoczącej krytyce ze strony historyków, metodyków i pedagogów. Jednocześnie wprowadzając HiT, zlikwidowano obowiązkowy kurs wiedzy o społeczeństwie dla wszystkich uczniów szkół średnich, czym spowodowano lawinę analfabetyzmu obywatelskiego, gdyż zniknęły ze szkoły ponadpodstawowej treści z zakresu nauki o państwie, prawie i stosunkach międzynarodowych. Treści te na szczęście wracają do polskiej szkoły w ramach edukacji obywatelskiej właśnie.
Twórcy podstawy programowej edukacji obywatelskiej nie uciekali od – odmienianego przez wszystkie przypadki przez polską prawicę – pojęcia patriotyzmu. Wręcz przeciwnie, wśród priorytetów polityki oświatowej państwa znalazło się oczekiwanie, aby to szkoła była miejscem, gdzie postawy patriotyczne są kształtowane, zaś towarzyszyć ma temu promowanie postaw społecznych i obywatelskich. Młodzi ludzie właśnie w szkole ponadpodstawowej mają uczyć się odpowiedzialności za swój region i swoją ojczyznę, jak również dbałości o bezpieczeństwo własne i innych. Co ważne, edukacja obywatelska została stworzona jako przedmiot innowacyjny, którego zadaniem jest nie tylko kształtowanie wiedzy i umiejętności, ale przede wszystkim uczenie sprawczości. W ramach zajęć z tego przedmiotu uczniowie będą wykazywali się wybranymi aktywnościami obywatelskimi, które realizować będą albo w swoim środowisku szkolnym, albo w otoczeniu lokalnym: rodzinnym bądź sąsiedzkim. Choć w wielu polskich szkołach już dotychczas dyrektorzy i nauczyciele pozwalali uczniom podejmować się różnorodnej działalności społecznej, to jednak dopiero teraz działania obywatelskie zyskują rangę obowiązkowych i tym samym będą praktykowane w każdej polskiej szkole ponadpodstawowej. Uczniowie podczas edukacji obywatelskiej realizować będą również grupowy projekt społeczny bądź badawczy – to kolejny dowód na to, że nowy przedmiot będzie miał charakter praktyczny, stanie się swoistym laboratorium społecznego działania. Bo gdzie indziej, jeśli nie w szkole, młodzi ludzie mają stawiać swoje pierwsze kroki w zakresie działania społecznego? To właśnie szkoła stanowi bezpieczne środowisko, w ramach którego możliwe będzie formowanie postaw i cnót prospołecznych.
Takie ujęcie nowego przedmiotu to również odpowiedź na stawiane przez lata zarzuty o niepraktyczności polskiej edukacji, przeładowaniu akademickimi treściami i nadmiernemu ukierunkowaniu na czysto pamięciowe przyswajanie niepraktycznej wiedzy. Edukacja obywatelska w nowej postaci – zresztą podobnie edukacja zdrowotna – dobitnie pokazuje, w którym kierunku podążać będą dalsze zmiany w edukacji, przygotowywane przez resort edukacji. Nie ma wątpliwości, że na takie zmiany czekają wszyscy, którym na sercu leżą losy polskiej edukacji i – przede wszystkim – przyszłość polskich dzieci. Świat, w którym social media i algorytmy odgrywają coraz większą rolę w decyzjach podejmowanych przez ludzi, wymaga krytycznego myślenia, umiejętności analizy i syntezy, zdolności do asertywnego formułowania własnej opinii, czasem sprzecznej z opiniami dominującej większości. Na lekcjach edukacji obywatelskiej uczniowie mają dyskutować na tematy kontrowersyjne, uczyć się kulturalnej dyskusji, występowania w debatach, wypowiadania się i opierania własnych sądów na argumentach – kolejny raz można odnieść wrażenie, że resort edukacji takie lekcje edukacji obywatelskiej powinien zorganizować dla całej populacji, a nie wyłącznie dla polskich nastolatków. Jeśli jednak wszystko pójdzie dobrze, wówczas może uda nam się wychować obywateli mniej podatnych na dezinformację i manipulację, a jednocześnie bardziej świadomych zagrożeń czyhających na użytkownika nowych mediów.
Szkoła bardziej praktyczna, a mniej teoretyczna
Praktyczna i dostosowana do wymagań współczesności edukacja to nie tylko przepustka do sukcesu życiowego i zawodowego młodego człowieka, ale przede wszystkim klucz do rozwoju społecznego. Nie możemy pozostać biernymi wobec coraz szybciej uciekającego nam świata, a niestety Europa jako całość w coraz większym stopniu przeganiana jest przez kolejne uczelnie, ośrodki badawcze i firmy projektujące innowacje, których siedziby znajdują się coraz częściej w miastach Azji. Rola edukacji –nie tylko długości jej trwania, ale również jej wysokiej jakości – stanowi składową różnego typu wskaźników, przy pomocy których określa się rozwój społeczny bądź jakość życia. Przykładowo wskaźnik rozwoju społecznego (HDI, Human Development Index), opisujący skalę rozwoju społeczno-ekonomicznego poszczególnych państw świata, na podstawie którego tworzone są analizy i raporty Organizacji Narodów Zjednoczonych, obejmuje trzy kryteria: długie i zdrowe życie, wiedzę oraz dostatni standard życia. Wśród wskaźników pomiaru znajdują się m.in. średnia liczba lat edukacji mieszkańców w wieku 25 lat i starszych oraz oczekiwana liczba lat edukacji dzieci rozpoczynających kształcenie w ramach krajowego systemu edukacyjnego. Najwyższe wyniki wskaźnika rozwoju społecznego uzyskują wysoko rozwinięte państwa, w których systemy edukacyjne odpowiadają wyzwaniom współczesności, tj. przygotowują odpowiednie kadry dla gospodarki narodowej oraz zaopatrują obywateli w narzędzia skutecznego funkcjonowania w życiu społecznym, rozwijają kompetencje przyszłości i umiejętności dostosowywania się do zmieniającej dynamicznie rzeczywistości.
Przykłady edukacji obywatelskiej i edukacji zdrowotnej jak najbardziej udowadniają, że polska szkoła wchodzi na ścieżkę uwspółcześnienia. Ma stać się bardziej praktyczna, a mniej teoretyczna. I bynajmniej nie chodzi wyłącznie o ograniczenie teoretycznych treści z przyjętego modelu kształcenia – wszak wszelka wiedza musi opierać się na pewnym katalogu, który muszą przyswoić wszyscy, którzy odbierają edukację. Chodzi jednak o to, żeby szkoła nie była skansenem kształcenia, czyli miejscem, w którym uczy się tylko „teoretycznie”. Można przecież wpisać do podstaw programowych wszystko, co tylko sobie wyobrazimy: od różniczkowania dla ósmoklasistów, poprzez typologie legitymizacji władzy dla szóstoklasistów, aż po czytanie Pana Tadeusza w całości przez czwartoklasistów podstawówkowych. Papier przecież przyjmie wszystko i moglibyśmy ścigać się w tym, co by jeszcze dopisać do podstaw programowych i przy okazji wlać to do głów naszych dzieci. Nie wszystko jednak, co wpiszemy w naszym prawie oświatowym, uda się urzeczywistnić. Prawica co jakiś czas urządza nam medialną pokrzykiwankę na temat tego, czego by trzeba uczyć nasze dzieci i czego (broń Boże!) nie wolno nam wykreślić z programów nauczania czy podstaw programowych. Rzecz jednak w tym, aby umiejętnie wybrać treści i umiejętności, które rzeczywiście wydają się niezbędne i jednocześnie możliwe do realizacji w rzeczywistości szkolnej we współczesnych czasach.
Jednocześnie chodzi też o to, aby każdemu uczniowi i każdej uczennicy dać możliwość osiągnięcia edukacyjnego sukcesu i stania się współautorem nieustannego postępu cywilizacyjnego i technologicznego. Nie bez powodu pierwszym z ogłoszonych przez władzę oświatową priorytetów jest kształtowanie myślenia analitycznego poprzez interdyscyplinarne podejście do nauczania przedmiotów przyrodniczych i ścisłych oraz rozwijanie umiejętności matematycznych w kształceniu ogólnym. To niewątpliwie odpowiedź na coraz szybciej postępującą czwartą rewolucję przemysłową i wszechobecny rozwój sztucznej inteligencji. Przemysł 4.0 wraz z charakterystycznymi dla niego: automatyzacją, transferami danych, Internetem rzeczy, chmurami obliczeniowymi i fabrykami inteligentnymi, dotyczy właściwie funkcjonowania większości z nas. Nie można zatem tkwić w anachronicznym złudzeniu, że rozumienie takiego świata powinno być domeną wyłącznie studentów i absolwentów politechnik bądź uczniów techników i licealnych klas matematyczno-fizycznych. Systemy edukacyjne muszą umożliwić możliwie szerokiemu spektrum przyszłych użytkowników wytworów Przemysłu 4.0 – a przecież jesteśmy i będziemy nimi właściwie wszyscy – zrozumienie ich i posługiwanie się nimi refleksyjne . Ma to nie tylko uniemożliwić młodym ludziom pozostanie w sferze analfabetyzmu cyfrowego, ale jednocześnie umożliwić krytyczny odbiór wszystkiego, co związane z cyfrosferą.
Przyszłość zaczyna się dziś? Przyszłość zaczęła się wczoraj!
Nie mamy już na co czekać! Świat zmienia się dramatycznie i właściwie każdego dnia luka pomiędzy rzeczywistością a systemami edukacyjnymi – nie tylko naszym rodzimym, ale wszystkimi systemami edukacyjnymi współczesnych państw – staje się coraz większa. Nie wygląda na to, aby postęp naukowo-techniczny został okiełznany czy zatrzymany, ani by w sektorze sztucznej inteligencji wprowadzono globalne, międzynarodowe moratorium rozwojowe. Te zmiany będą coraz bardziej dynamiczne i w coraz większym stopniu będą nas zaskakiwać. Trzeba więc cieszyć się z każdej zmiany w polskim systemie edukacyjnym, która wychodzi naprzeciw tym wszystkim wyzwaniom, a tym samym czekać cierpliwie na kolejne zmiany. Nie dajmy się nabrać na opowieści o stabilizacji i spokoju w edukacji – zmiany w systemach edukacyjnych są zawsze wypadkową zmian społecznych, cywilizacyjnych, kulturowych i ekonomicznych. Systemy edukacyjne, które nie potrafią na niniejsze zmiany odpowiadać, stają się nie tylko nieefektywne, ale wręcz dysfunkcjonalne.