Płaszcz Kasandry

Drukuj

Przyszłość jest przewidywalna tym bardziej im mniej obywatele zdolni są do rozpoznania skutków swoich czynów i sytuacji, w której się znaleźli, a także im mniejsza, z tego powodu, jest ich ingerencja w bieg wypadków. Trafność przewidywań proroka jest więc odwrotnie proporcjonalna do posłuchu, jaki znajduje u współobywateli.

Jan Parandowski w Mitologii wspomniał Kasandrę tylko raz, ale za to jak: „Jasnowidząca Kasandra krzyczy: nie wpuszczać! Wariatka! Koń jest tak ogromny, że trzeba wiązanie muru rozebrać, aby go można było wtoczyć” (J. Parandowski, 1979). Trojanie ogłuchli na wołania wyroczni. Kasandra była niczym zakneblowana. Wkrótce z Troi nie pozostał kamień na kamieniu. Wieszczkę spotkał równie tragiczny los, co legendarne miasto. Przypadła, jako łup wojenny Agamemnonowi, królowi Argos. Zginęła wraz z nim, po powrocie zwycięzcy do ojczyzny, z ręki Klitajmestry, jego żony, „mszczącej śmierć córki, Ifigenii, którą ojciec złożył był w ofierze bogom dla zapewnienia powodzenia orężowi greckiemu” (J. Stempowski, 1981). Dramat Troi wydaje się być powracającym dramatem Europy, która już dawno przestała być zaczarowana. To przekleństwo bogów za pychę…

Tytułowy Esej dla Kasandry, w głośnej antologii tekstów Jerzego Stempowskiego Eseje dla Kasandry[1], przestrzega przed niezdolnością przewidywania katastrof historycznych przez cywilizację Zachodu (Instytut Książki, 2012). Nowocześni Europejczyk, Amerykanin, Australijczyk a nawet Japończyk od dawna nie wierzą w bogi, zabobony i przepowiednie. Są z gruntu racjonalni i nieufni, przedkładają chłodną analizę nad histeryczne przeczucia, wierzą w demokrację, są poprawni politycznie, tolerancyjni, pozbawieni kompleksów i… głusi(?). Ostatnią odsłoną niesłabnącej aktualności przesłania eseju Stempowskiego mógłby być casus „Europy dwóch prędkości”. Ale gra jest w toku…

Z dwu koncepcji wróżb i przepowiedni, jakie odziedziczyliśmy po Grekach, powiada Stempowski, jedna oparta była na wierze w potęgi nadprzyrodzone różnych stopni i rodzajów, a druga – na racjonalnej obserwacji procesów natury i naszej domniemanej zdolności przewidywania ich bliższych a może i dalszych skutków[2]. Stempowski zauważył, że obliczalność wypadków przyszłych zmniejsza się w miarę tego jak rośnie możliwość ingerencji w nie obserwatora. „Życie prywatne posiada – poza terminami płatności weksli – tak mało składników obliczalnych, że pragnący poznać przyszłość w tej dziedzinie, ze wszystkich czasów, zwracali się, słusznym tytułem, do wróżek i kabalarek” (J. Stempowski). Sprawy polityczne z kolei poddają się częściowym obliczeniom. Najważniejsza i obliczalna w przypadku republiki jest, zdaniem Stempowskiego, inercja i brak inicjatyw ciał zbiorowych, dzięki której ani wyborcy ani parlamenty nie podejmą żadnej pochopnej decyzji, a tym samym wszystko pozostaje po dawnemu. Ta stałość to, twierdzi autor, źródło zamożności i kultury republik. Ale również ich słabość. „Zważywszy jednak główną przyczynę tej ciągłości można przewidywać, że republiki będą mało odporne na wypadki przychodzące z zewnątrz” (J. Stempowski).

Sytuacja proroka, w republice, jest nie do pozazdroszczenia. Przeżywa on szereg sprzeczności wewnętrznych. „Postać Kasandry tragicznej była tworem wyobraźni ateńskiej, wzrastającym i dopełniającym się w demokracji” (J. Stempowski). Zdolność przewidywania przez niego przyszłych wydarzeń jest tym większa im większą rolę odgrywają w danej koniunkturze składniki mechaniczne, niezależne od inicjatywy zainteresowanych; a więc łatwiej je obliczyć. Innymi słowy przyszłość jest przewidywalna tym bardziej im mniej obywatele zdolni są do rozpoznania skutków swoich czynów i sytuacji, w której się znaleźli, a także im mniejsza, z tego powodu, jest ich ingerencja w bieg wypadków. Trafność przewidywań proroka jest więc odwrotnie proporcjonalna do posłuchu, jaki znajduje u współobywateli.

Uwikłany w tę sprzeczność prorok stoi przed swym ludem bezradny, często zrozpaczony. Im pewniejsza jest jego znajomość spraw przyszłych, tym większa samotność (J. Stempowski).

***

Jerzy Stempowski urodził się w Krakowie 10 grudnia 1893 r. Zmarł na obczyźnie, w Bernie 4 października 1969 r. Nigdy nie wrócił z wygnania. Nie miał tyle szczęścia, co Czesław Miłosz, choć talentem, wnikliwą obserwacją, przemyśleniem świata zasługiwał na to, aby zasiadać w panteonie najbardziej znanych i zasłużonych twórców europejskiej i światowej kultury. Funkcjonował na obrzeżach literatury, jako pisarz emigracyjny, eseista, jeden z autorów związanych z Instytutem Literackim i „Kulturą” Jerzego Giedroycia. Jego twórczość znana była wąskiemu gronu specjalistów, słuchaczom radia Wolna Europa i nielicznym czytelnikom wydawnictw ukazujących się poza zasięgiem PRL-owskiej cenzury. Wciąż czeka na odkrycie i uznanie przez szersze grono czytelników w kraju.

Odebrał staranne, klasyczne, gruntowne wykształcenie. Studia odbywał w Monachium, Genewie, Zurychu i Bernie. „Słyszałem cykl wykładów Vilfreda Pareto” (J. Stempowski). Interesował się wieloma dziedzinami nauki i sztuki, znał wiele języków, żył w kręgu wielu kultur. Wojciech Karpiński w swojej najnowszej książce Twarze[3], w rozdziale poświęconym Stempowskiemu napisał o tym wnikliwym pisarzu tak:

Czy miał jakąś jedną pasję, która nadawała kierunek jego pracom i dniom? Chyba nie, starał się precyzyjnie i z dystansem obserwować świat. Z uwagą i sceptycznym uśmiechem analizował tętno życia społecznego i życia umysłowego.” (W. Karpiński, 2012).

Po I wojnie światowej i rewolucji, gdy rodzina Stempowskich utraciła majątki, Jerzy porzucił życie zamożnego „erudyty-dyletanta” w Szwajcarii, spędzającego czas na podróżach i zajmujących dysputach. Wrócił do Polski. Pracował krótko w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, jako dziennikarz komentował obrady Ligi Narodów w Genewie, później był korespondentem Polskiej Agencji Telegraficznej w Berlinie. W maju 1926 r. zasiadał w prezydium Rady Ministrów. W 1929 r. otrzymał posadę w Państwowym Banku Rolnym. Od tego momentu oddalił się od rządzącej grupy piłsudczyków. W 1935 r. rozpoczął współpracę z Państwowym Instytutem Sztuki Teatralnej, gdzie uczył słuchaczy samodzielnego odczytywania klasycznych tekstów. Jego studenci zachowali go w pamięci jako fascynującego wykładowcę (W. Karpiński).

We wrześniu 1939 r. udało mu się opuścić kraj. Dostał się na Węgry zanim wojska radzieckie zajęły wschodnią część Polski. Tam ciężko zachorował, dotarł jednak w kwietniu 1940 r. do Muri pod Bernem w neutralnej Szwajcarii. Tu zamieszkał u przyjaciół. Kilkanaście lat później przeniósł się już na zawsze do Berna. W czasie wojny nawiązał kontakt z władzami polskimi w Londynie, którym przesyłał regularne raporty o sytuacji politycznej. Po wojnie pozostał na emigracji. Związał się z Instytutem Literackim i „Kulturą” Jerzego Giedroycia, z którym się „doskonale rozumieli i dopełniali” (W. Karpiński). Przyjął pseudonim Paweł Hostowiec. Dla Jerzego Giedroycia, Stempowski-Hostowiec, był cennym współpracownikiem, nieprzeciętnym piórem, doradcą o wyjątkowych horyzontach. Stempowski zyskiwał trybunę o bliskiej jego wartościom linii programowej, pozwalającą swobodnie i sensownie wyrażać refleksje o pojałtańskiej rzeczywistości; choć pisywał nieczęsto…

Z Troi pozostał tylko jej niejasny opis dokonany przez Greków, którzy zburzyli miasto i wymordowali Priamidów. Burzyciele Warszawy byli mniej piśmienni. W literaturze ich na próżno szukalibyśmy opisu miasta. Nikt z ich pisarzy nie mówił o Warszawie tonem głębokim i żałosnym, jakim Eurypides mówi o Troi (J. Stempowski).

Jerzy Stempowski już przed wojną uchodził za wybitnego eseistę. Jednego z najwybitniejszych. Otaczała go legenda. Jak sam o sobie napisał: „nigdy nie miałem jednak przekonania do takiego spędzania czasu” (J. Stempowski). Wojciech Karpiński skomentował to wyznanie krótkim: „może dlatego, że stawiał sobie najwyższe wymagania” (W. Karpiński). A może był w nim ów kasandryczny smutek? Nie był co prawda niemy, nikt go również nie uważał za wariata. Miał jednak wrażenie, że nikt go nie słyszy. Europejczycy zdawali się być ogłuszeni niedawnymi wybuchami niemieckich bomb i radzieckich katiuszy. Nawoływania zaczarowanej Kasandry pozostawały bez echa. Jej dramat był w istocie dramatem samego Jerzego Stempowskiego, „niespiesznego przechodnia” i „samotnego wędrowca” (W. Karpiński),  jak sam siebie nazywał. Po co więc było wplatać jej imię w tytuł eseju o Europe, w cały zbiór esejów? Po co, w ponowoczesnym świecie?

Przesłanie Stempowskiego dla Europy jest jasne i wciąż aktualne:

Jeżeli Europa, zrujnowana tylu szaleństwami, ma uniknąć zagłady, mieszkańcy jej muszą nauczyć się lepiej przewidywać skutki swych czynów i nie lekceważyć tych, kto to potrafi. Dla starszych jest to prawie obojętne. Myślę tu o młodych, mających całe życie przed sobą. Kto z nich zechce ubrać płaszcz, o którym Kasandra mówi do Apollina: „W tym płaszczu wystawiłeś mnie na pośmiewisko swoich wrogów” (J. Stempowski).

Czy Europa wyciągnęła wnioski?

***

Bibliografia:

Stempowski Jerzy, Eseje dla Kasandry, Wydawnictwo ABC, Kraków 1981.

Parandowski Jan, Mitologia, Wydawnictwo Czytelnik, Warszawa 1979.

Eseje – Jerzy Stempowski [w:] Instytut książki, http://www.instytutksiazki.pl/pl,ik,site,8,7,30.php, stan na 14 XII 2012 r.

Karpiński Wojciech, Talizmany niespiesznego przechodnia [w:] dwutygodnik.com/literatura nr 93/2012, http://www.dwutygodnik.com/artykul/4024-jerzy-stempowski-talizmany-niespiesznego-przechodnia.html, stan na 14 XII 2012 r.



[1] Pierwsze wydanie Esejów dla Kasandry ukazało się na emigracji, w 1961 r., nakładem Instytutu Literackiego w Paryżu. Pierwsze polskie wydanie pojawiło się w 1981 r. nakładem krakowskiego Wydawnictwa ABC. Po roku 1989 r. reprintu paryskich esejów, z zachowaniem szarości okładki, dokonało, wydawnictwo słowo/obraz terytoria. Pojedyncze eseje Jerzego Stempowskiego zamieszczają pisma literackie, politologiczne, naukowe. W numerze 113 z 2012 r. Przeglądu Politycznego opublikowano esej Stempowskiego Czytając Tukidydesa. Jerzy Stempowski napisał Esej dla Kasandry w 1950 r.

[2] Wydaje się, że w ponowoczesnym świecie ten pierwszy rodzaj przepowiedni funkcjonuje, jako półlegalna rozrywka chiromantek, kabalistek, astrolożek, wróżek, wyznawczyń wudu, i nie wart jest poważnego zainteresowania Europejczyka…

[3] Książka Twarze Wojciecha Karpińskiego ukazała się na rynku w listopadzie 2012 r. nakładem Wydawnictwa Fundacja Zeszytów Literackich.

Wikimedia commons
Wikimedia commons
Czytaj również
  • Zbyszek

    Jestem cały z Jerzego Stempowskiego.Takie umysły jak Jego biorą się z otwarcia kulturowego i wchłonęcia tych kultur różnorodności.Stąd biorą się takie syntezy i analogie!Dziś Europa jest także głucha,nie słychać także Kassandry,więc głuchota wydaje się stanem normalnym. Ale burzowe pomruki dochodzą już z innych kontynentów. Lepiej udawać,że się przesłyszeliśmy!Po co przewidywać, jest tylko syta,ciepła teraźniejszość.

*
JanuszWiertel
@ wiertelj