Moralna demagogia: Dużo tego, dużo złego

Drukuj

Nam się zdarzyło. Tobie pewnie też. Niezależnie od naszych poglądów na moralność czy politykę, każdy z nas wdał się kiedyś w dyskusję o tym, co jest moralne, by wywrzeć na kimś dobre wrażenie i wzbudzić szacunek. Załóżmy na przykład, że ktoś z nas, chcąc zaimponować znajomym siłą charakteru, mówi „Od dawna opowiadam się po stronie ludzi znajdujących się w trudnym położeniu, tym razem jest podobnie. Nie będę tolerować niesprawiedliwości, każdy dobry człowiek powinien postąpić tak samo”. To właśnie określamy mianem moralnej demagogii.

Moralna demagogia (ang. moral grandstanding) jest dużo gorsza niż sam fakt, że potrafi być irytująca. Istnieją solidne podstawy moralne by jej unikać za wszelką cenę: sprawia, że ludzie internalizują ekstremalne i niemożliwe twierdzenia oraz dewaluuje debatę publiczną pod względem moralnym. Jednak czym tak naprawdę jest i co moralni demagodzy próbują osiągnąć?

Demagodzy chcą by inni uważali ich za godnych poszanowania pod względem moralnym, czy wręcz za moralnie wybitne jedostki, a ich wkład w publiczny dyskurs moralny ma na celu zaspokojenie tego pragnienia. Demagogia jest zatem wykorzystaniem umoralniających wypowiedzi dla celów autopromocji. Oczywiście, gdy demagodzy głoszą swoje ostentacyjne postulaty dotyczące sprawiedliwości, czy praw człowieka, mogą być w swoich wywodach całkiem szczerzy. (Właściwie, podejrzewamy, że zazwyczaj tak właśnie jest.) Mniej szczerzy demagodzy mogą mieć w nosie kwestię, którą podejmują, jednak w dalszym ciągu chcą by inni uwierzyli, że im zależy. Postulat demagoga może być nawet prawdziwy, poparty odpowiednimi dowodami lub oparty na silnych podstawach. Jednak niezależnie od okolicznościowych cech demagogii, głównym przedmiotem zainteresowania demagoga jest to, czy on sam jest postrzegany jako „sojusznik aniołów”. (Niektórzy czytelnicy mogą kojarzyć wprowadzony niedawno do dyskursu silnie nacechowany politycznie termin „sygnalizowanie cnoty”, ang. virtue signalling, jednak wiążą się z nim pewne problemy).

Jak popularna jest moralna demagogia? Istnieje mnóstwo dowodów empirycznych, które pokazują, że ludzie bardzo często czują potrzebę posługiwania się umoralnianiem by komuś zaimponować. Socjologowie wykazali, że mamy tendencję do oceniania siebie jako lepszych od innych w wielu obszarach: jak choćby pod względem inteligencji, życzliwości, czy ambicji. Jednak jeśli chodzi o moralność, nasza skłonność do oceny samych siebie jako lepszych jest jeszcze bardziej widoczna. Najnowsze badania pokazują, że wielu z nas postrzega siebie jako osoby o nadrzędnej moralności: jesteśmy przekonani, że bardziej nam zależy na sprawiedliwości, iż mamy więcej empatii dla ofiar niesprawiedliwości, czy też lepsiej rozumiemy moralność niż przeciętny Kowalski. Ogólnie rzecz biorąc, jeśli chodzi o moralność, mamy skłonność do oceniania siebie bardzo wysoko.

Nie tylko oceniamy w ten sposób samych siebie – badania psychologiczne pokazują, że chcemy by inni też nas tak postrzegali. Nie wystarcza nam to, że mamy o sobie dobre mniemanie – chcemy by innym także imponowały nasze moralne kwalifikacje. I dlatego posługujemy się demagogią.

Demagogia przybiera wiele form. W dążeniu do zaimponowania kolegom, demagodzy wysysają z palca moralne zarzuty, angażują się w publiczne zawstydzanie, ogłaszają, że każdy, kto się z nimi nie zgadza jest, oczywiście, w błędzie, lub też rozdmuchują okazywane emocje do niebywałych rozmiarów. Niemniej jednak, istnieje jeden rodzaj demagogii, który jest szczególnie niepokojący – nazwijmy go aktywizowaniem (ang. ramping up).

Rozważmy następujący przykład:

Anna: Posłanka postępuje źle. Powinna zostać publicznie przywołana do porządku.

Bartek: Jeśli zależy nam na sprawiedliwości, powinniśmy starać się o usunięcie jej ze stanowiska. Nie możemy tolerować takiego zachowania, ja na to nie pozwolę.

Kamil: Jako osba, która od dawna walczy o sprawiedliwość społeczną, rozumiem te sugestie, jednak chciałbym zaproponować abyśmy pociągnęli ją do odpowiedzialności karnej – świat patrzy!

Aktywizowanie występuje, gdy rozmówcy wygłaszają coraz mocniejsze deklaracje by przebić pozostałych. Każdy chce wykazać się większym zrozumieniem moralności i troski o sprawiedliwość, a sposobem na to są coraz bardziej ekstremalnepostulaty. Gdy dochodzi do aktywizacji, dyskusja przeradza się w moralny wyścig zbrojeń.

Właśnie dlatego moralna demagogia może być niezwykle szkodliwa. Aktywizowanie przyczynia się do polaryzacji grupy, w której jednostki zamiast dążyć do umiarkowanego konsensusu zaczynają mieć coraz bardziej skrajne poglądy po rozmowie z innymi. W efekcie moralnego wyścigu zbrojeń ludzie mają tendencję do wyrabiania sobie bardziej skrajnych i niemożliwych poglądów oraz nie chcą słuchać drugiej strony. Polaryzacja utrudnia osiągnięcie kompromisu. Zwycięzdą moralnego wyścigu zbrojeń jest ten, kto jest najbardziej sprawiedliwy i „czysty” w swoich poglądach. A dlaczego mielibyśmy się dogadywać z moralnie nieczystymi? W społeczeństwach demokratycznych to szczególnie zły rezultat.

Fakt, że coraz więcej ludzi przestaje traktować poważnie rozmowy na tematy moralne to kolejna konsekwencja demagogii. Zaczynają cynicznie odnosić się do postulatów moralnych, które słyszą w dyskursie publicznym, ponieważ podejrzewają, że osoba mówiąca chce po prostu pokazać, że ma serce na właściwym miejscu, a nie stara się pomóc innym wyoracować własne przekonania. Słuchacze mogą wręcz dojść do wniosku, że wszystkie postulaty moralne są przykładami moralnej demagogii. Innymi słowy, demagogia dewaluuje społeczną wartość rozmów o moralności. Stają się one postrzegane jako szemrany interes – pole bitwy dla ludzi próbujących udowodnić, że są po dobrej stronie historii. Dewaluując rozmowy na temat moralności czynimy je dużo mniej efektywnym narzędziem do osiągania dużo ważniejsych celów niż promocja reputacji.

Czytając o demagogii i powodach, które sprawiają, że jest złem wcielonym, kusi nas zazwyczaj by spróbować zidentyfikować przypadki, gdy mamy z nią do czynienia i zdemaskować demagogów wypowiadających się publicznie. To jednak błędny impuls. Po pierwsze, publiczne potępianie demagogii jest przejawem źle ustawionych priorytetów, podobnie jak to jest w przypadku samej demagogii. Zadaniem publicznego dyskursu moralnego nie jest oddzielanie jednostek czystych moralnie od uzurpatorów. Ma on na celu pomóc nam zrozumieć i odnieść się do ważnych kwestii moralnych. Wytknięcie palcem pojedynczych uzurpatorów może dodać siły oskarżycielowi, jednak poza tym nie przyniesie pozytywnych skutków. Przyczyni się raczej do odbicia piłeczki przez demagogów albo też czczej debaty publicznej o tym, kto co chowa w swoim sercu.

Problem polega na tym, że nie jest łatwo stwierdzić czy ktoś faktycznie posługuje się demagogią. Spójrzmy na oczywisty przykład: kłamstwa. Trudno ocenić czy ktoś nas okłamuje – w przeciwieństwie do wypowiedzi, które są z gruntu rzeczy błędne, nieprawdziwe – gdyż akt okłamywania opiera się na intencjonalnej chęci wprowadzenia rozmówcy w błąd. Trudno jest zatem wejrzeć w czyjeś myśli nawet jeśli czasami pojawiają się sygnały mogące sugerować pewne interpretacje. To samo tyczy się demagogii. Demagodzy chcą być postrzegani jako godni poszanowania za ich moralność. Jednak problematyczne jest dokonanie oceny czy pragnienie to tkwi w czyjejś świadomości wyłącznie na podstawie jego zachowania. Dlatego też lepiej nie rzucać oskarżeń o demagogię. Prawdopodobnie nie wiemy wystarczająco by skutecznie uzasadnić nasze podejrzenie.

Poddanie demagogii rozważaniom powinno stać się przyczynkiem do autorefleksji, a nie do wyruszenia na wojnę z demagogami. Argumenty przeciw posługiwaniu się demagogią nie powinny być używane niczym młot na czarownice, gdy ktoś powie coś, co nam się nie spodoba. Powinny raczej zachęcić nas samych do zastanowienia się w jaki sposób i dlaczego rozmawiamy o kwestiach dotyczących moralności i polityki. Czy mówimy o moralności w konstruktywny sposób? Czy raczej tylko próbujemy przekonać innych, że jesteśmy dobrymi ludźmi?

Artykuł pierwotnie ukazał się na: https://aeon.co/ideas/moral-grandstanding-theres-a-lot-of-it-about-all-of-it-bad

Z angielskiego przełożyła: Olga Łabendowicz

Czytaj również
O autorze
*
BrandonWarmke
Adiunkt na wydziale filozofii na Bowling Green State University. Jego prace były publikowane m.in. w „Philosophy & Public Affairs”, „Australasian Journal of Philosophy”, oraz „Philosophical Studies”
O autorze
*
JustinTosi
Badacz i wykładowca filozofii na Uniwersytecie Michigan. Jego prace były publikowane m.in. w „Philosophy & Public Affairs”, „Legal Theory” oraz „Pacific Philosophical Quarterly”