Peace in Poland. Dlaczego wszyscy czekają na zbawienie, a nie na Siksę

Drukuj

No i napiszą, słusznie pewnie, żeś gwiazda jednego sezonu i nawet porządnej płyty nie nagrałaś i nigdy nie nagrasz. Bo najważniejsza jest muzyka, Siksa, bo przecież występujesz na scenie i ten twój koleś z gitarą udaje, że gra. I jesteś fatalna w tej muzyce, przyznaj to, Siksa

Puściłem ostatnio znajomemu występ Siksy na Off Festiwalu. Wychowaliśmy się na punku i zawsze marzyliśmy, by wkurzyć świat do takiej nieprzytomności, że aż pęknie z tej wściekłości i nigdy już nie będzie taki sam. Od tamtego czasu gusty muzyczne się nam mocno zmieniły, choć każdy z nas lubi sobie z łezką w oku posłuchać Dezertera lub innego Dead Kennedys.

No, ale Siksa… Znajomy uśmiecha się pod nosem. Ja zaś czuję się lekko nieswojo, jakbym miał się zaraz przed nim tłumaczyć. No tak, w zasadzie, to przecież taka prowokacja, no performens taki, przekaz ważny, ale stary… Przecież to nie jest muzyka. No i znowu będą gadali, że jakaś feministka nienawidzi facetów, a w ten sposób nic się nie załatwi.

Kiedy tak sobie gadamy, to przychodzi mi do głowy, skąd my to wszystko mamy w głowie? Skąd w kraju, w którym walnięcie młotkiem w środek głowy uznaje się za dużo skuteczniejsze niż próba jakiejkolwiek mediacji, jesteśmy święcie przekonani, że Siksa komuś naruszy jego wrażliwą wrażliwość i tak go zablokuje, że już nigdy, nigdy nie uda się nam go przekonać, by nie nawalał swojej żony, partnerki, matki itp., itd. Czyżbyśmy uwierzyli w te wszystkie oficjalne gadki o naruszeniu uczuć religijnych, o szarganiu rodziny, o demoralizacji i zepsuciu? Chciałbym odpowiedzieć sam sobie, że nie, ale chyba jednak tak… Przynajmniej trochę.

Być może, piszę do kolegi, najbardziej wkurza nas Siksa tym, że jej bunt nie jest „wysmakowany”, „aluzyjny”, „błyskotliwy”. Zdaje się bowiem, że nasze umysły przesiąknięte są wizją protestu, który obawiając się prób jego zduszenia, jak miało to miejsce choćby w czasach komunizmu, wybiera drogę okrężną, pełną aluzji, intelektualnych sztuczek i głębokiego namysłu nad nasączeniem każdego słowa litrami odniesień i mrugnięć okiem.

Na dodatek Siksa jako kobieta, czyli istota, która w naszej tradycji zawsze była symbolem ukojenia i wsparcia dla walczących mężczyzn, wali nas prosto w jaja i poprawia z „kopyta”. Zakłóca nam spokój wyrafinowanych gier, w których pełnimy rolę pozornie wyrozumiałych rodziców, którzy muszą pogodzić się z faktem, że ich dzieci, a także znajomi tychże dzieci nie opanowały sztuki wygrywania konfliktów poprzez finezyjne unoszenie się na ich wzburzonych falach.

Siksa się drze, przekonuję siebie i kumpla, bo wiem, że kto jak kto, ale my jesteśmy na tyle otwarci, że zawsze możemy spróbować zrozumieć więcej niż inni. Melodeklamuje i nie próbuje nas ochronić przed złem i wojną, jak zazwyczaj robią to nasze polskie matki, żony i kochanki. Nie chce wynosić całego wiadra z gównem, które stawiamy przed nią i innymi kobietami, w nadziei, że uwolnią nas one od tego mało wzniosłego obowiązku. Kopie za to z całych sił w przyniesione jej naczynie tak, by jak najwięcej jego zawartości zabrudziło nasze właśnie świeżo wyczyszczone buty, w których mieliśmy zamiar wyjść, by robić kolejną pozorną rewolucję, a po niej wrócić do domu na tradycyjny, smaczny i przygotowany z miłością obiad.

Piszemy tak sobie z kumplem, bo mądrzy i wrażliwi mężczyźni to prawdziwa nadzieja dla tego świata i dochodzimy do wniosku, że jednak tak nie jest. Że to, co napisane powyżej, to zwyczajnie nie jest prawda. I trzeba tej Siksie powiedzieć, jak to jest. Bo ją lubimy, bo wzrusza nas to, że wciąż się buntuje. Ba, nawet wierzy, że to wszystko, ten cały wrzask, ma jakikolwiek sens. To posłuchaj, Siksa, jak to rzeczywiście działa, a nie jak ci się wydaje.

Minie ci, mówimy, spotkasz fajnego, porządnego chłopaka (no ok, jesteśmy tolerancyjni, che che che, może być fajna dziewczyna), zakochasz się na poważnie, złagodniejesz, zrozumiesz jak funkcjonuje świat i to, co jest w nim możliwe, a co jednak zdecydowanie nie. Aaa… Masz już chłopaka? To dobrze. To bardzo dobrze. Możemy nawet tolerować twoje występy, bo jest w nas dużo zrozumienia i empatii, choć ten na Offie, sama przyznasz, to jednak była trochę przesada. Rojek nie pomyślał chyba do końca albo szukał taniej sensacji, ale przyjmijmy wszyscy, że sztuka to nie jest.

Widzisz, Siksa, myśmy też protestowali, ale wtedy to miało sens. Dziewczyny się w nas kochały, Siksa, bo byliśmy tak beznadziejnie romantyczni w tych niedopasowanych glanach i obciętych nożyczkami spodniach. Wiesz, Siksa, panny też pankowały, ale znały granice. Wiedziały, że muszą bardziej o siebie dbać, nie przeginać z alkoholem czy brzydkimi wyrazami i pamiętać, że w końcu trzeba będzie założyć rodzinę, więc nie można zbytnio przesadzać z tą kontestacją systemu.

My, po rycersku tak, bo można być przecież pankersem i prawdziwym rycerzem, weźmiemy to na siebie. My, Siksa, nauczymy cię myśleć racjonalnie w tym kraju, bez alienacji.

Wiesz, Siksa, tak siedzimy tutaj z kolegą i gadamy o tobie, wybacz. I jakoś nam przykro i smutno. Bo tyleśmy tutaj, w tym ciężkim jak kamień kraju, walczyli po męsku o dobry obraz feminizmu, byś ty i twoje koleżanki tak zwyczajnie to wszystko niszczyły, burzyła delikatny konsensus, który jest podstawą jakiejkolwiek, malutkiej choćby zmiany mentalności tego dziwnego społeczeństwa. Bo nas boli, że nie można cię, tak po prostu, pokazać np. w „Kosmosie dla dziewczynek”, bo tam promują fajne wzorce dla naszych córek, które mogą być kim zechcą, byle się aż tak nie rzucały i nie rzygały tą kobiecą frustracją, która przecież nic nie daje, bo trzeba się nam skupić na konstruktywnych rozwiązaniach.

O… I widzisz, kolega właśnie napisał, że on ten twój bunt to nawet kocha, ale estetyka nie jego. Estetyka, Siksa, kiedyś to zrozumiesz. ESTETYKA. Musisz złagodzić wizerunek, dotrzesz wtedy, wiesz, do większej ilości klientów… Przepraszam, to z przyzwyczajenia, oczywiście chodziło mi, że do większej ilości potrzebujących wsparcia dziewczyn.

A czy ty naprawdę zdajesz sobie, Siksa, sprawę, że ZUS upadnie? Maks do 2033. Tak mówią Pisma, Prorocy i koleś pracujący w finansach IPN-u, z którym ostatnio wracałem Bla Bla Carem. Bo nas się, Siksa, za mało rodzi. Bo nie ma kto płacić składek. A ty prowokujesz, zniechęcasz facetów do związków, kobietom w głowach mącisz. Kpisz sobie z ludzi różnych, tylko nie myślisz, że od tego tych składek nie przybędzie i ty też kiedyś będziesz żyła w nędzy. Ale wtedy już będzie za późno na refleksję. Wiesz o tym, Siksa?

Ja bym cię nawet bronił, Siksa, bo zawsze lubiłem bronić panie, ale wiesz… Zaraz pod tym tekstem ludzie wytłumaczą mi racjonalnie, że można było inaczej, że nikt nie zmusi nikogo, by powiedział, że Siksa ok, bo jak ok, jak nie ok. A przecież nawet jak Słowacki nie wzrusza, to już można o tym mówić otwartym tekstem, bez tej całej politycznej poprawności. Dzięki Gombrowiczowi oczywiście, co tak pięknie pisał, że atakuje formę polską, bo to jego forma. I jak on to, Siksa, wielowymiarowo robił, rozumiesz?

No i napiszą, słusznie pewnie, żeś gwiazda jednego sezonu i nawet porządnej płyty nie nagrałaś i nigdy nie nagrasz. Bo najważniejsza jest muzyka, Siksa, bo przecież występujesz na scenie i ten twój koleś z gitarą udaje, że gra. I jesteś fatalna w tej muzyce, przyznaj to, Siksa. A przez to, że takie to fatalne, to przekaz ginie i wrażliwy na piękno, choćby chropowate człowiek nie będzie mógł odebrać twojego przekazu. Mówię ci więc, Siksa, zmień estetykę, przemyśl koncepcję…

Albo się zamknij, bo przez takie jak ty nie ma pokoju w Polsce. A pokój, Siksa, zawsze jest najważniejszy. Nigdy więcej wojny, Siksa. Ok?

Marcin Ilski – redaktor fanpage’a „Posthumanizm. Ludzie to fikcja”. Smutny trener rozwoju osobistego i twórca strony, która wyjaśnia fenomen PiS z punku widzenia ukrytego za tą partią czystego anarchosyndykalizmu. Gdy musi zarabiać pieniądze, nie do końca wie, co ma robić, ale wciąż udaje mu się podtrzymywać mit specjalisty z zakresu budowania zespołów, rozwiązywania konfliktów i myślenia systemowego. Nie wierzy w posthumanizm.

Foto: Siksa/vimeo.com

Czytaj również
O autorze
*
MarcinIlski
redaktor fanpage’a „Posthumanizm. Ludzie to fikcja”. Smutny trener rozwoju osobistego