Why Nations Fail – recenzja

Drukuj

Zacznijmy od tego, że nie jest to książka naukowa w wąskim sensie tego słowa, ale książka popularna. Bez wzorów, bez setek przypisów i innych niezbędnych w świecie akademickim parafernaliów. Da się ją czytać bez bólu. Autorzy zdobyli już tak silną pozycję w świecie nauki, że mogli sobie pozwolić na napisanie jednej tego rodzaju książki.
Nie znaczy to, że zawodowy ekonomista nie powinien po nią sięgnąć, jednak nie on wydaje się być the target audience – ze wszystkimi tego konsekwencjami.

O czym jest ta książka? Jej tytułowe pytanie – „Dlaczego jedne narody ponoszą gospodarczą porażkę lub wręcz upadają, a inne kwitną?” – jest tak stare, jak sama ekonomia. Wystarczy przypomnieć pełny tytuł dzieła Adama Smitha z roku 1776: „Badania nad naturą i przyczynami bogactwa narodów”. Dzisiaj powiedzielibyśmy, że Smith dbał o dobry PR i w tytule wyeksponował scenariusz optymistyczny. Jednak kolejne dwa stulecia pokazały, że bardziej adekwatny do rzeczywistości byłby tytuł „Badania nad naturą i przyczynami nędzy (wielu) narodów”. Takie dzieło faktycznie powstało, doszło do tego w roku 1968, gdy szwedzki noblista Gunnar Myrdal wydał „Asian Drama: an Inquiry into the Poverty of Nations”. Wpływ tej książki na ekonomię był jednak bardzo ograniczony.

Większy sukces odniósł mariaż ekonomii z naukami politycznymi i prawem. W 1982 r. Mancur Olson opublikował „The Rise and Decline of Nations…”, zwracając uwagę na kluczową dla rozwoju – lub jego braku – rolę tak zwanych koalicji redystrybucyjnych. Definiował je jako grupy interesu lobbujące za protekcjonistyczną polityką gospodarczą, dającą im korzyści kosztem reszty społeczeństwa. Argumentował, że w długim okresie powoduje to stopniowy spadek dynamiki gospodarczej i upadek narodu. Uważny czytelnik znajdzie echa tej koncepcji w wielu miejscach książki Acemoglu i Robinsona. Z tym że Olson wydaje się większym od nich pesymistą, widząc pewną schumpeterowską nieuchronność narastania sieci koalicji redystrybucyjnych, coraz mocniej oplatających każdą gospodarkę w miarę upływu czasu. Niegdyś dynamiczne społeczeństwa stopniowo kostnieją, tracą witalność, skupiają się na redystrybucji bogactwa, a nie na jego tworzeniu i wreszcie upadają. Wstrząsy społeczne i polityczne, choć destabilizujące i przez to groźne, są według niego szansą na zrzucenie pancerza tych koalicji. Jest w tym pewne podobieństwo do opisanych przez Acemoglu i Robinsona punktów krytycznych (critical junctures, rozdział czwarty), punktów zwrotnych (turning points, rozdział siódmy) czy rozrywania gorsetu (breaking the mold, rozdział czternasty).

Niedługo po ukazaniu się książki Olsona, z końcem lat 80. XX w. rozpoczęło się odradzanie instytucjonalizmu, w nowej szacie zwanego powszechnie Nową Ekonomią Instytucjonalną. Dla jej czołowego reprezentanta – będącego z zawodu historykiem, Douglassa Northa – pytanie o przyczyny sukcesów i porażek gospodarek w długim okresie stanowi oś wszystkich jego książek. Odpowiedź, jak się łatwo domyślić, widzi on w instytucjach, a zwłaszcza w mechanizmach ich zmian prowadzących do ich zróżnicowania. Ale North nie ma szans na bezpośrednie przebicie się ze swoimi ważnymi odpowiedziami do szerszego odbiorcy Powodem nie jest długość dzieł (pisze krótko), lecz gęstość języka i dość zawiły styl. Acemoglu i Robinson takie szanse mają. Ich książka jeszcze raz stawia pradawne pytania o przyczyny zróżnicowania losu narodów, które znajdujemy u Smitha, Myrdala, Olsona, Northa i wielu innych współczesnych instytucjonalistów. W gruncie rzeczy prezentowana w niej narracja jest przystępną próbą odpowiedzi na ich pytania. Jest pełna bezpośrednich i bardziej subtelnych odniesień do ich dorobku. I choć najwięcej w niej historii i geografii, to nie w nich znajduje przyczyny zróżnicowania losów różnych gospodarek, ale właśnie w instytucjach.

Każdy z piętnastu rozdziałów książki to oddzielna historia z lejtmotywem i morałem. Są w nich i smithowskie sukcesy, i myrdalowskie klęski. W istocie są one zestawem historycznych ilustracji do tezy mistrza Northa, że „najważniejsze są instytucje”. Pierwsze cztery rozdziały mają charakter nieco inny od pozostałych – dyskretnie zarysowują koncepcyjny fundament całej książki. Szczególnie w nich, spod lekcji historii, przeziera warstwa teoretyczna: swoisty mariaż ekonomii instytucjonalnej i ewolucyjnej. Zaprezentowany tam przez autorów mechanizm rozwoju jest następujący.

Porównajmy dwa obszary (regiony, państwa): niech w punkcie wyjścia będą dość podobne zarówno pod względem posiadanych instytucji, jak i osiąganych wyników gospodarczych. Różnice występują, ale nie są fundamentalne. Na oba zaczyna działać jakiś silny bodziec zewnętrzny, np. epidemia dżumy w XIV-wiecznej Europie (rozdział czwarty opisuje jej skutki, m.in. dla ówczesnej Polski). Bodziec ten wywołuje reakcję w postaci zmian instytucjonalnych, jednak może być ona nieco odmienna na każdym z porównywanych obszarów. Stopniowo, powoli, każdy z nich zaczyna zmierzać w innym kierunku – jak Anglia i Hiszpania po wielkich odkryciach geograficznych. W jednym przypadku zaczynają dominować instytucje, które autorzy nazywają włączającymi (inclusive), w drugim przypadku te, które autorzy nazywają – pardon, które tłumacz nazywa – wyzyskującymi (extractive)[*]. Pierwsze dają podstawy długofalowego wzrostu gospodarczego, drugie redystrybucję bogactwa bez wzrostu albo co najwyżej ze wzrostem na (historycznie) krótką metę (Związek Radziecki, Rosja?, Chiny?).

Na koniec wróćmy do pytania, co z tej lektury może wynieść profesjonalny, a zwłaszcza polski ekonomista. Przede wszystkim jest ona cennym, a może i niezbędnym towarzyszem teoretycznych opracowań z dziedziny ekonomii instytucjonalnej. Zawiera dziesiątki przykładów (egzemplifikacji) modelowych koncepcji w nich prezentowanych; jest ich empiryczną weryfikacją na szerokim materiale historycznym. Sądzę, że będzie to szczególnie cenne dla młodszego pokolenia ekonomistów, które choć nad wyraz sprawne w stosowaniu technicznie zaawansowanych narzędzi analitycznych, nie miało w programach studiów tylu godzin historii gospodarczej, ile moje.

Są też w książce fragmenty, które budzą u ekonomisty pewne kontrowersje – chodzi szczególnie o te dające modelową czy też koncepcyjną podbudowę całej książki. Rozdział drugi sprawia wrażenie, że autorzy ustawiają sobie przeciwnika, trywializując czy przynajmniej naciągając nieco hipotezy konkurencyjne w stosunku do własnych. W największym skrócie – chodzi tu o argumenty geograficzne Jeffreya Sachsa, argumenty dotyczące kulturowych uwarunkowań rozwoju (w tym Maxa Webera) i tzw. hipotezę ignorancji (polityków i decydentów gospodarczych). To, że nie każdy przypadek zróżnicowania sytuacji gospodarczej da się wytłumaczyć „geografią” Sachsa, nie znaczy, że jego hipoteza nie ma żadnej wartości, lecz jedynie, że nie jest uniwersalna. Podobnie z pozostałymi hipotezami. Autorzy zbyt pochopnie odtrąbili swój sukces i wskazali na jedynie słuszną (swoją) koncepcję.

Z kolei w szalenie ważnym rozdziale trzecim, wyjaśniającym rolę instytucji włączających i eksploatujących (wyzyskujących), aż się prosi, by odnieść się do koncepcji trzech typów porządków społecznych i ich roli w opanowywaniu odwiecznego problemu ludzkości, jakim jest przemoc, zamieszczonych w ostatnich dwóch pracach Northa, Wallisa i Weingasta (2009, 2011). W przedstawionej tam typologii istnieją trzy ogólne typy porządków społecznych: prymitywny, o ograniczonym dostępie do organizacji politycznych i gospodarczych, oraz o swobodnym dostępie (open access orders). Przechodzenie od drugiego do trzeciego uważają oni za kluczowy moment w rozwoju każdego społeczeństwa, zapewniający mu długotrwały sukces gospodarczy. Porównanie koncepcji „open access order” z „inclusive institutions” Acemoglu i Robinsona byłoby nad wyraz ciekawe.

Zarówno profesjonalista, jak i laik łatwo zauważy, że przez cały tekst przewija się teza o dominacji sfery politycznej nad gospodarczą (i pozostałymi). I to jest dla mnie najbardziej kontrowersyjny element całej książki. Dla wielu ekonomistów instytucjonalnych problem endo- bądź egzogeniczności różnych klas instytucji nie jest bynajmniej jednoznacznie rozstrzygnięty. Osobiście znacznie bliższa jest mi tradycja Masahiko Aokiego, akcentująca endogeniczność instytucji politycznych i gospodarczych oraz ich wzajemne, dwukierunkowe oddziaływanie. Co więcej, uważam, że duża część materiału historycznego przedstawionego w książce może być z powodzeniem interpretowana w taki właśnie sposób, a nie jako jednoznaczna egzemplifikacja tezy autorów, że „wszystko zaczyna się w sferze polityki”. A nawet jeśli się zaczyna, to w długim hayekowskim okresie zwrotne oddziaływanie sfery gospodarczej na polityczną może się okazywać dominujące.

Na koniec dwie nuty. Pierwsza dość pesymistyczna. Gdy w roku 2012 spod prasy drukarskiej wychodziło pierwsze anglojęzyczne wydanie książki, tematem dnia była Arabska Wiosna i ludzie protestujący na kairskim placu Tahrir. Autorzy zdążyli w krótkiej „Przedmowie” napisać kilka słów o tym, co tam się działo i co mogła przynieść podnoszącym się narodom arabskim najbliższą przyszłość. Niestety, nie przyniosła im tak wiele dobrego, jak się wtedy spodziewaliśmy i jak byśmy chcieli.

Druga jest optymistyczna. Bez względu na te nieco krytyczne uwagi zamieszczone na końcu tej recenzji trzeba z całą mocą powiedzieć, że mają Państwo w rękach niezmiernie ciekawą, dobrą książkę. Czytając ją, ma się czasem wrażenie, że my te wszystkie fakty już wcześniej znaliśmy – ale to autorzy potrafili je z sobą sprytnie powiązać i podporządkować jednej myśli przewodniej. Sztuka godna uznania.


 

[*] Osobiście byłbym ostrożniejszy i nazwał je eksploatacyjnymi – choćby po to, by niepotrzebnie nie włączać (sic!) do sprawy specyficznego języka ekonomii marksistowskiej z jego od dawna ugruntowanym (skostniałym?) słownictwem. Jednak każdy, kto zna dorobek translatorski Jerzego Łozińskiego, wie, że bez kontrowersji się nie obejdzie.

Czytaj również
O autorze
*
AndrzejKondratowicz