Delegalizacja ONR – czy aby na pewno?

Drukuj

Z punktu widzenia wolnościowca, a także osoby opowiadającej się za państwem prawa, nie mogę zgodzić się na karanie prewencyjne i delegalizację ONR-u.

Czy należy dążyć do delegalizacji Obozu Narodowo-Radykalnego? Członek Stowarzyszenia KoLiber raczej nie poprze tego pomysłu, choć zapewne zostaną w tej kwestii podniesione różne argumenty.

Chcąc przestrzegać Konstytucji, do której tak często odwołujemy się w debacie publicznej w ostatnich miesiącach, będącej jednocześnie najważniejszym aktem prawnym w naszym kraju, musimy sprawdzić przesłanki, które umożliwiłyby delegalizację ONR.

Art. 13. ustawy zasadniczej, który mógłby stworzyć taką możliwość, brzmi: „Zakazane jest istnienie partii politycznych i innych organizacji odwołujących się w swoich programach do totalitarnych metod i praktyk działania nazizmu, faszyzmu i komunizmu, a także tych, których program lub działalność zakłada lub dopuszcza nienawiść rasową i narodowościową, stosowanie przemocy w celu zdobycia władzy lub wpływu na politykę państwa albo przewiduje utajnienie struktur lub członkostwa”.

W samej dwunastopunktowej deklaracji ideowej ONR-u brak jest haseł, które mogłyby implikować istnienie „totalitarnych metod i praktyk działania nazizmu, faszyzmu i komunizmu”. Co więcej, ONR wyraźnie odrzuca rasizm biologiczny, dążąc jednakże do „zachowania stanu homogeniczności etnicznej, która sprzyja utrzymaniu pokoju społecznego i stabilności państwa”. Czy tak rzeczywiście jest – można się spierać, ale chyba nie ma co obrażać się na tego typu poglądy.

Oczywiście w kontekście obecnej sytuacji politycznej, zagrożeń faktycznych i strachu z powodu napływającej fali imigrantów ruchy takie jak ONR mogą rosnąć w siłę, docierając swoimi hasłami do coraz większej grupy odbiorców. Nie sądzę jednak, żeby organizacja ta mogła kiedykolwiek stać się ruchem masowym. Historia ONR sięga dwudziestolecia międzywojennego i nawet wtedy jej przekaz nie trafił na podatny grunt.

Czy może zatem warto – choćby tak na wszelki wypadek – zakazać działań ONR, bo przecież możemy znaleźć zdjęcia hailujących działaczy, przeczytać teksty o źle, które ONR może wyrządzić. Z punktu widzenia wolnościowca, a także osoby opowiadającej się za państwem prawa, nie mogę zgodzić się na karanie prewencyjne – podobne zwyczaje są znane właśnie z krajów nawiązujących do ideologii, które nasza Konstytucja uznała za niepożądane.

Nie mógłbym także chcieć postępować wbrew prawu, które zakazuje odpowiedzialności zbiorowej, a z nią mielibyśmy do czynienia, gdyby chcieć karać organizację za działania jej pojedynczych członków. Decyzja mogłaby również okazać się tragiczna w skutkach – byłaby przesłanką do prób delegalizacji innych organizacji, szerzących poglądy dalekie od centrum (zarówno z prawej, jak i lewej strony), których działania często są niemniej kontrowersyjne.

Osobną kwestią są też moje subiektywne, pozytywne doświadczenia – jako Stowarzyszenie KoLiber w ramach akcji Odmalujmy Polskę kilkukrotnie pomagaliśmy w zapewnieniu godnych warunków mieszkaniowych zasłużonych dla Polski osób. W Podolu nieopodal Mielca członkowie tamtejszego koła wespół z innymi lokalnymi organizacjami, w tym…  strukturą ONR fantastycznie wykonali swoją pracę, uzyskując przy tym niebywały rozgłos medialny i zainteresowanie. Pragnę zapewnić, że oprócz tytanicznej pracy, ONR nie dał się poznać jako organizacja, która powinna być zdelegalizowana. Nie była to także epizodyczna akcja z ich strony – ruchy o poglądach narodowych czy wręcz nacjonalistycznych chętnie angażują się w działania pomocy Polakom na Kresach czy dzieciom w domach dziecka.

Obawiałbym się także zepchnięcia do szarej strefy tego typu ruchów w przypadku ich likwidacji. Możliwości stworzenia niebezpiecznego podziemia, które nie tylko nie informowałoby o swoich strukturach, ale także nie miałoby przecież do tego prawa, przyniosłoby za sobą radykalizację i kompletny brak kontroli nad tego typu organizacjami. Legalne istnienie ONR pozwala niejako na jego „kontrolę”, także przez środki masowego przekazu czy inne NGO.

A co może oznaczać słynne „Polska dla Polaków”? To pewnie temat na dłuższe rozważanie, ale pokrótce: to, co każdy chce z tego hasła zrozumieć. Dla ONR znaczy to tyle, co jest zapisane w deklaracji ideowej na temat ich wizji gospodarki. Dla mnie – rządy prawa sprawowane przez legalnie wybraną władzę, chroniącą interesy obywateli. Z kolei dla Ośrodka Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych – nową nazwę dla nazizmu. (Swoją drogą, ośrodek ten dał się poznać jako skrajnie nierzetelny, opierając swoje przekonania na uprzedzeniach czy po prostu nieprawdziwych informacjach).

Podsumowując, na tym polega wolność i jej konstytucyjne zasady, że co nie jest zakazane, jest dozwolone, a moja wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiej osoby. Polskie prawo przewiduje szereg sankcji za przekraczanie jego granic, niekoniecznie w postaci likwidacji potencjalnie niebezpiecznych organizacji. Należy korzystać z nich, jeśli chociażby poweźmie się wiadomość o czynie zabronionym.

Stowarzyszenie KoLiber, którego celem jest kształcenie przyszłych elit pamiętających o konserwatyzmie światopoglądowym i wierzących w mechanizmy gospodarki wolnorynkowej, stawia sobie za cel pielęgnację idei. W stosunku do każdej organizacji, również ONR-u, ta „walka” idei polega na tym, że dobre pomysły wypierają złe. Niezbędne do normalnego przebiegu tej konkurencji jest to, że po drugiej stronie potrzebujemy osób reprezentujących i zdolnych bronić poglądów innych niż nasze. Nie tylko pomaga to nam samym stale doskonalić własne argumenty, ale też, o ile uda nam się przekonać przeciwników ideowych, dostarcza żywego dowodu na skuteczność głoszonych przez nas wartości.

Jak zawsze, trzeba być przygotowanym na brak chęci do prowadzenia konstruktywnych rozmów. Istnieje zagrożenie radykalizacją i stworzenia „bańki” ideowej, w której osoby „zainfekowane” nie mają szansy zmierzyć się z innymi poglądami. Ale to także specyfika każdej innej organizacji, wyznającej odmienne od naszych wartości.

Marcin Serafin – II wiceprezes Stowarzyszenia KoLiber, w którym odpowiada za marketing i komunikację, student prawa na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie; zawodowo zajmuje się tworzeniem raportów i analiz związanych z rynkiem usług prawnych w Polsce i na świecie, a także przygotowywaniem ofert i dokumentów prawnych; entuzjasta wolnego rynku; zainteresowania naukowe koncentruje wokół tematyki ubezpieczeń, polityki i ekonomii; w wolnych chwilach muzyk, fan żużla i gier logicznych

Od redakcji: wkrótce na naszych stronach kolejne głosy w dyskusji o delegalizacji ONR-u.

Foto: Wiktor Baron/Wikipedia, CC BY-SA 3.0.

Czytaj również
O autorze
*
MarcinSerafin
II wiceprezes Stowarzyszenia KoLiber, w którym odpowiada za marketing i komunikację, student prawa na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie