[Rok po Majdanie] Demokracja na wojnie

Rok temu na kijowskim Majdanie zginęło wielu protestujących. Poprzez cykl tekstów „Rok po Majdanie” sprawdzamy, jak przez ten czas zmieniła się Ukraina. O reżimie aparatczyków, rewolucji oraz rosyjskiej inwazji prosto z Ukrainy pisze Maksym Mykhaylenko.

Na przełomie 2013 oraz 2014 roku Ukraina doświadczyła prawdziwej rewolucji, początkowo wywołanej przez Wiktora Janukowicza, który w ostatniej chwili odmówił ratyfikacji Umowy o pogłębionej strefie wolnego handlu (DCFTA) oraz umowy stowarzyszeniowej Ukrainy z Unią Europejską. Administracja Janukowicza zachowała się tak z trzech powodów: politycznej presji wywieranej przez Moskwę, żądań uwolnienia Julii Tymoszenko ze strony Zachodu (które nie zostały spełnione, a proces został cofnięty do stanu z 2011 roku) oraz obaw nieformalnej grupy wpływu wokół Janukowicza – znanej jako „Rodzina” –  która obawiała się przejrzystych praktyk gospodarczych Unii Europejskiej.

Patrząc w przeszłość należy podkreślić, że jakość demokracji oraz biznesowy klimat ulegały systematycznemu rozkładowi odkąd Wiktor Janukowicz doszedł do władzy na początku 2010 roku. Co ciekawe, zwycięzca nieskazitelnie uczciwych wyborów, czwarty prezydent Ukrainy, mistrzowsko podważył wszystkie demokratyczne instytucje i praktyki – począwszy od tego, że obalił konstytucjonalną równowagę pomiędzy organami władzy wykonawczej, a skończywszy na szantażowaniu Trybunału Konstytucyjnego.

11384901493_a3ae0d2c50_o

streetwrk’s Flickr CC BY

Jeszcze przed latem 2013 roku „Rodzina” przekształciła się w jedną z najpotężniejszych organizacji kryminalnych na świecie. Wykorzystując całkowitą kontrolę nad krajowym sądownictwem oraz egzekutywą w ordynarny sposób sfałszowała wybory parlamentarne w 2012 roku, co ostatecznie  wpłynęło na każdą liczącą się na Ukrainie aktywność biznesową i doprowadziło do przekierowania ponad stu miliardów dolarów na zagraniczne konta bankowe.

Dlatego też stowarzyszenie z Unią Europejską postrzegane było jako jedyny instrument zdolny ograniczyć apetyt aparatczyków oraz wprowadzić zewnętrzny autorytet, który stopniowo demontowałby ponury reżim na Ukrainie. Nieformalnie mogliby pomagać prozachodni politycy, tacy jak Serhij Lowoczkin oraz mniej wpływowi urzędnicy i przedsiębiorcy, którzy chcieli zarządzać swoim „szarym kapitałem” w bardziej cywilizowany sposób.

Moskwa wykorzystała pęknięcie wśród elit oraz spadek popularności władzy, żeby nastraszyć Janukowicza wszystkimi możliwymi scenariuszami rozwoju sytuacji. Próbowano przekupić go ofertą pomocy zarówno finansowej, jak i militarnej, takiej jak komandosi oraz służby specjalne, w przypadku, gdyby jego decyzje rozwścieczyły społeczeństwo. Pokojowe protesty przeciwko polityce Janukowicza rozpoczęły się 21 listopada 2013 roku, a w masowe rozruchy przerodziły się siedem dni później, gdy aktywiście zostali brutalnie spacyfikowani przez policję.

Obecnie  najbardziej popularna wersja dochodzenia zakłada, że działano na zlecenie Moskwy – jesienią 2013 roku kierownictwo „Rodziny” było pod silnym wpływem rosyjskich służb specjalnych, takich jak FSB i GRU. Wielu wysoko postawionych ukraińskich urzędników dowiodło swoich powiązań z rosyjskimi służbami, celowo dezorganizując pracę armii oraz głównych sektorów gospodarki. W wyniku tego tysiące protestujących, którzy zgromadzili się w centrum Kijowa na placu znanym jako Majdan, walczyło także z policją oraz gangami, złożonymi z półkryminalnego elementu, rekrutowanego przez funkcjonariuszy reżimu (np. gubernatora obwodu charkowskiego, burmistrza Charkowa oraz wielu parlamentarzystów rządzącej partii).

Ostatecznie ataki policji oraz aparatczyków na nieuzbrojonych protestujących – w tym także porwania oraz strzelaniny – zmieniły charakter wydarzeń, które przekształciło się w regularną, partyzancką wojnę miejską. Negocjacje w większości okazały się daremne ze względu na fakt, że reżim w oczywisty sposób zarządzany był z Kremla. 19 stycznia ubiegłego roku rozwścieczeni aktywiści rozpoczęli trwałe oblężenie budynków rządowych. 21 lutego Wiktor Janukowicz wraz z najbliższymi współpracownikami uciekł z Kijowa do Moskwy. Dzień później parlament przegłosował powrót do konstytucji z 2004 roku, przywracając system prezydencko-parlamentarny, celowo okaleczony wcześniej przez urzędników związanych z Janukowiczem.

Nic dziwnego, że reakcjoniści spróbowali zorganizować rebelię na Krymie oraz niektórych regionach wschodniej Ukrainy. Upadli funkcjonariusze reżimu Janukowicza nie mogli znaleźć dla siebie miejsca – byli nieprzydatni dla Kremla oraz przerażeni wizją potencjalnego więzienia. Poświecili więc całą energię w przygotowany przez Moskwę projekt „separacji” Krymu oraz południowo-wschodniej Ukrainy.

Mimo wszystko próby te nie uzyskały żadnego znaczącego wsparcia. Południowe i środkowo-wschodnie regiony Ukrainy pozostawały całkowicie lojalne wobec nowego, demokratyczne rządu. Doprowadziło to do rosyjskiej interwencji militarnej na Krymie na przełomie lutego i marca zeszłego roku. W końcówce lata rosyjska armia rozszerzyła swoje działania na najbardziej wysunięte na wschód regiony Ukrainy, gdzie w wielu miastach kierowane z Moskwy grupy terrorystyczne (wspierane prze formalnych i nieformalnych zwolenników Janukowicza) przejęły kontrolę nad budynkami rządowymi.

Do sierpnia 2014, ukraińska armia oraz Gwardia Narodowa wyzwoliły większość tych regionów, szybko przesuwając najeźdźców w stronę rosyjskiej granicy. Z tego powodu Kreml wymienił większość niezorganizowanych grup na regularne oddziały rosyjskiej armii. Po obu stronach linii frontu, która istnieje od tamtego czasu, zgromadzeni są żołnierze, nieustannie biorący udział w starciach zbrojnych oraz akcjach wywiadowczych, które do dnia dzisiejszego przyniosły tysiące rannych i ofiar. Rosyjska armia, ukryta za uzbrojonymi przez Kreml gangami, stale bombarduje także miasta we wschodniej Ukrainie, czego konsekwencją są setki ofiar oraz rannych wśród ludności cywilnej, a także ponad milion uchodźców.

Żadne z dyplomatycznych rozwiązań nie działa w dużym stopniu przez niechęć Putina do przestrzegania jakichkolwiek podpisanych umów. Taka jest wewnętrzna logika neofaszystowskiego reżimu, który prezydent Rosji konstruował przez większość swojego „panowania”. Z pewnością częściowe sankcje Stanów Zjednoczonych oraz Unii Europejskiej uderzyły w sponiewieraną rosyjską gospodarkę, jednak ich efekt blednie w porównaniu ze spadkiem cen ropy oraz założeniem, że Zachód chciał całkowicie obalić zbrodniczy reżim Putina.

W międzyczasie o wiele więcej można zrobić dla dozbrojenia ukraińskiej armii, która przechodzi drogę od zera do najsilniejszego państwa we wschodniej Europie poprzez unowocześnienie uzbrojenia oraz systemy obronne (m.in. przeciwlotnicze i przeciwpancerne), których Ukraina dawniej nie posiadała. Pomimo koszmaru związanego z rosyjską agresją oraz zniszczeniem dwudziestu procent  przemysłu, znajdującego się na obszarach okupowanych przez Rosję, Ukraina jest w trakcie głębokich reform polityczno-ekonomicznych, których skutkiem jest szybki awans w rankingach inwestycyjnych, takich jak Doing Buisness.

Należy wspomnieć, że Polska odgrywała i wciąż odgrywa kluczową rolę w mobilizowaniu Zachodu do wsparcia Ukrainy, a obecnie cieszy się wśród Ukraińców opinią najbardziej przyjaznego narodu. Wydaje sie jednak, ze na Zachodzie brakuje nadal pełnego zrozumienia tego, dlaczego tak naprawdę trzeba zatrzymać Putina. 28 stycznia tego roku  Siergiej Naryszkin, przewodniczący Dumy, potępił „secesję” Niemieckiej Republiki Demokratycznej w 1990 roku. Powinniśmy mieć nadzieję, że skłoni to członków NATO do myślenia, że także w ich interesie leży obrona Ukrainy przed neofaszystowskim absurdem, który coraz bardziej wylewa się poza rosyjskie granice.

Tłumaczył: Jan Radomski (@jwmrad)

 

 

Przeczytaj także poprzednie teksty z cyklu „Rok po Majdanie”:

– „Toczy się walka o to, jaka będzie nowa Ukraina” – rozmowa z prof. Markiem Figurą 

Czytaj również
O autorze
*
MaksymMykhaylenko
doradca polityczny, redaktor naczelny Newssky.com.ua. Ukończył stosunki międzynarodowe oraz europeistykę na Central European University w Budapeszcie