Notatki z pola walki

Drukuj

- Nie ma według mnie nic odważniejszego niż stwierdzenie, że to właśnie twoja historia zasługuje na opowiedzenie, szczególnie jeśli jesteś kobietą – pisze we wstępie do „Nie takiej dziewczyny” Lena Dunham. Książka reżyserki „Dziewczyn” udowadnia, że kobiety wciąż – nawet w środowisku artystycznych, liberalnych amerykańskich elit – muszą walczyć o swoją pozycję. I że nie jest to walka łatwa.

Dunham swoim serialem zdążyła przyzwyczaić nas do swojej bezpretensjonalności i bezkompromisowości. Nie boi się ze szczegółami opowiadać o tym jak wygląda życie jej oraz jej znajomych. Widzów swojego serialu zszokowała już w pierwszym odcinku – przedstawiając realistyczną scenę seksu analnego. W książce, chociaż pisanej z dużym poczuciem humoru, również nie ucieka od tematów trudnych.

lena_dunham

Jak wyznaje we wstępie Dunham inspiracją dla napisania książki biograficznej był poradnik dla kobiet „Having it all” autorstwa Helen G. Brown – wieloletniej naczelnej „Cosmopolitana”, postaci niezwykle kontrowersyjnej, będącej „zmorą jednocześnie ruchu feministycznego i policji obyczajowej”. Polski wydawca ten związek – poprzez nawiązujące do „Having it all” zdjęcie na okładce – dodatkowo uwypukla. Trzeba więc „Nie taką dziewczynę” odczytywać również jako otwarte pytanie o różnicę między sytuacją kobiet urodzonych – jak Dunham – w latach 80., a sytuacją ich matek, dla których pisała Brown. Zdaniem autorki społeczeństwo żąda dziś od kobiet by „doceniły nowy świat, który dla nich nastał, i siedziały cicho”. Czy jednak rzeczywiście udzielane im dziś porady są tak różne od tego, co mówiła im kiedyś Helen G. Brown („Zmęczenie, zmartwienia, skurcze menstruacyjne – nie ma dobrej wymówki, by nie uprawiać seksu, chyba że akurat jesteś tak wkurzona na faceta w twoim łóżku, że płoniesz z wściekłości i zgrzytasz zębami”)?

Dunham opowiada o swoim życiu osobistym ze szczegółami. Kolejne części książki poświęcone są: miłości i seksowi, ciału, przyjaźni, pracy. Ostatni zatytułowany „Z perspektywy” zawiera historie, które nie zmieściły się w poprzednich częściach: o relacjach rodzinnych, o terapii, o dojrzewaniu i o możliwości ucieczki od dorosłości. Twórczyni „Dziewczyn” opowiada o wszystkich tych sprawach z pozycji postmodernistycznej romantyczki: wie bowiem, że „najcieplejszą i najbardziej zmysłową czynnością na świecie” jest nie przypadkowy seks, ale dzielenie z kimś łóżka.

Wątek tej szczególnej pozycji, w której znajduje się dziś kobieta pojawia się oczywiście w każdym rozdziale książki, jednak szczególne znaczenie wydaje się mieć w tych poświęconych ciału. W jednym z nich Dunham omawia kwestie dotyczące publicznej nagości: „często słyszę również pytanie, jak znajduję w sobie dość odwagi, by pokazać swoje ciało na ekranie. W podtekście: jak znajduję odwagę, by pokazać moje n i e d o s k o n a ł e ciało, wątpię bowiem, że o to samo pyta się na przykład Blake Lively”. W innym rozdziale szczegółowym informacjom o swoim przemyślnym tygodniowym dietetycznym jadłospisie – co wydaje się mieć charakter metakomentarza – poświęca aż jedenaście stron.

Ciało kobiety wciąż nie należy tylko do niej. Społeczeństwo ocenia je w kategoriach estetycznych, wszystko co ciała dotyczy podlega rygorystycznej ocenie moralnej („Pamiętam, jak latem przed piątą klasą jeździłam na rowerach z moim najlepszym kumplem Willym wokół jeziora w Connecticut (…) Nagle uświadomiłam sobie, że ja mam na sobie koszulkę, a Willy nie. Wydało mi się to niesprawiedliwe”).

Kobieta poddana jest też szczególnym rygorom ze względu na funkcję jej ciała jako inkubatora dla płodu. Dunham w jednym z rozdziałów opisuje swoją reakcję na zdiagnozowanie u niej endometriozy. Najpierw – niezdiagnozowana – wywoływała straszliwy ból i uniemożliwiała normalne funkcjonowanie. Teraz – po diagnozie – wymaga szybkiej decyzji na temat swojego macierzyństwa, na podjęcie której można po prostu nie być jeszcze gotowym. Ciało staje się też dla kobiety przekleństwem, gdy staje się obiektem molestowania czy gwałtu. A są to doświadczenia powszechne, o czym przekonuje tak Dunham (w jednym z rozdziałów opisuje swoje doświadczenie związane z gwałtem) jak i debaty, która toczy się w ostatnim czasie w Stanach Zjednoczonych wokół problemu powszechności gwałtów na kampusach uniwersyteckich.

Inny rozdział („Nie pieprzyliśmy się, a i tak na mnie wrzeszczeli”) poświęca twórczyni „Dziewczyny” doświadczeniom związanym z pierwszym rokiem swojej pracy w Hollywood: „Kiedy będę miała osiemdziesiąt lat, opiszę, jak siedziałam z pewnym reżyserem w jego hotelowym apartamencie i słuchałam, że dziewczyny uwielbiają, gdy „reżyseruje się” je w trakcie robienia loda. – No coś ty – odpowiedziałam. Bo niby jak zareagować na coś takiego? – Sam nie wiem – ciągnął. – Po prostu to lubią.”

„Nie taka dziewczyna” jest książką ważną i należy mieć nadzieję, że wywoła debatę także w Polsce. Wywołuje zdenerwowanie, ale też ma rozdziały, które bawią i takie, które wprowadzają w nastrój nostalgii. Całość uzupełniają doskonałe ilustracje autorstwa Joanny Avillez. Wreszcie to książka z nieco naiwnym, ale przecież ślicznym przesłaniem: jeśli jest jakaś droga ucieczki od lęków wywoływanych przez współczesność, przez społeczeństwo i przez dorosłość to jest nią miłość. I chociażby po to, żeby jeszcze raz przez chwilę w prawdziwość tego przesłania uwierzyć warto „Nie taką dziewczynę” przeczytać.

Lena Dunham, Nie taka dziewczyna. Młoda kobieta o tym, czego „nauczyło” ją życie, Wydawnictwo Czarne, Warszawa 2015

Czytaj również
O autorze
*
TomaszChabinka
Absolwent ekonomii na Uniwersytecie Ekonomicznym we Wrocławiu, zawodowo programista. Członek Stowarzyszenia Projekt: Polska, publicysta, koordynator warszawskiej grupy czytelniczej „Jacobin Magazine”.