Rodzina ponad wszystko

Drukuj

Jeśli ochrona tradycyjnego małżeństwa wymaga zdaniem większości posłów i posłanek, by nie instytucjonalizować związków w innej formie, to trzeba, żeby sobie uzmysłowili, że ta ochrona odbywa się kosztem ochrony rodziny, również takiej, w której wychowują się dzieci.  W związkach nieformalnych rodzi się dziś zgodnie z danymi GUS około dwadzieścia procent z nich. Czy argument o ochronie małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny może uzasadniać brak możliwości jakiejkolwiek instytucjonalizacji a przez to i wspierania stabilności takich związków?

Upór, z jakim w toczącej się debacie powraca argument, że Konstytucja RP chroni małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, co ma wykluczać możliwość instytucjonalizacji związków partnerskich jest dla mnie zadziwiający. Nawet nie tyle chodzi mi o nielogiczność argumentu o zagrożeniu, jakie stanowią te związki dla małżeństwa (co wykazuje prof. W. Sadurski w tekście dla Liberte!), ale przede wszystkim o to, że w debacie na temat związków partnerskich akcent pada na małżeństwo a nie na rodzinę.

Z brzmienia art. 18 Konstytucji jasno wynika, że nie chodzi tu tylko o rodzinę funkcjonującą w oparciu o małżeństwo. Artykuł ten stanowi, że [m]ałżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, rodzina, macierzyństwo i rodzicielstwo znajdują się pod ochroną i opieką Rzeczypospolitej Polskiej. Mowa jest osobno o małżeństwie jako związku kobiety i mężczyzny a osobno o rodzinie. Ponadto na szerokie konstytucyjne rozumienie rodziny wskazuje art. 71, zgodnie z  którym państwo w swojej polityce społecznej i gospodarczej uwzględnia dobro rodziny a [r]odziny znajdujące się w trudnej sytuacji materialnej i społecznej, zwłaszcza wielodzietne i niepełne, mają prawo do szczególnej pomocy ze strony władz publicznych. Skoro mowa jest w tym przepisie o rodzinach niepełnych, które mają prawo do szczególnej ochrony ze strony władz publicznych, to nie można podpierając się Konstytucją twierdzić, że rodzina funkcjonuje wyłącznie w oparciu o instytucję małżeństwa.  Dodatkowo z art. 47 Konstytucji wynika też prawo każdego do ochrony życia rodzinnego. Uczciwa dyskusja na temat związków partnerskich powinna dotyczyć tego, jak dziś ten obowiązek  uwzględniania dobra rodziny jest wypełniany przez państwo i jak jest realizowane prawo do życia rodzinnego osób pozostających w konfiguracjach innych niż tradycyjne, oparte na małżeństwie. Czemu tak się nie dzieje? To w sumie oczywiste – o rodzinie myśli się często, wbrew tekstowi Konstytucji, przez pryzmat małżeństwa.

Szerokie ujęcie rodziny w Konstytucji oznacza, że tym pojęciem mogą być obejmowane związki heteroseksualne, jak i homoseksualne. Kiedy przed debatą w Sejmie mówiłam dziennikarce, że związki homoseksualne zasługują na ochronę, bo mają charakter rodzinny, dostrzegłam panikę na jej twarzy. Bo rodzina, już przez swój źródłosłów, kojarzy się z rodzicielstwem i związkiem dającym możliwość prokreacji. Jednak współcześnie ani sam tekst Konstytucji RP, ani akty prawa międzynarodowego nie pozwalają już na takie wąskie definiowanie rodziny.

Rozumienie rodziny w sposób szeroki jest poparte nie tylko lekturą samego tekstu Konstytucji. Takie rozumienie wynika też z orzecznictwa Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. W sprawie z 2010 r. Schalk i Kopf przeciwko Austrii (sprawa nr. 30141/04) Trybunał stwierdził, że relacja między partnerami tej samej płci pozostającymi w stabilnym faktycznym związku mieści się w pojęciu życia rodzinnego, tak samo jak związek między pozostającymi w relacji o takim charakterze partnerami heteroseksualnymi. Zdaniem Trybunału w ostatnich latach nastąpiła ewolucja postaw społecznych względem par tej samej płci, co znajduje wyraz w tym, że coraz więcej państw reguluje funkcjonowanie takich związków. Z tego powodu byłoby czymś co najmniej sztucznym utrzymywać, że takie związki nie mogą korzystać z ochrony życia rodzinnego w rozumieniu Konwencji (§§94-95).  Orzeczenie w sprawie Schalk w tym zakresie jest przełomowe i wskazuje na to, że Trybunał w kolejnych sprawach będzie relacje partnerów tej samej płci obejmował pojęciem życia rodzinnego.

Na ewolucję w kierunku obejmowania pojęciem życia rodzinnego partnerów homoseksualnych można wskazać odwołując się do prawa wspólnotowego. Na przykład dyrektywy w obszarze migracji (dyrektywy 2003/86/WE, 2004/38/WE) definiują pojęcie członków rodziny szeroko, obejmując nim również osoby pozostające w zarejestrowanych związkach partnerskich, w tym oczywiście również o charakterze homoseksualnym. Polska nie umożliwia cudzoziemcom z krajów trzecich (nie-unijnych) pozostającym w takich związkach z obywatelami UE prawa wjazdu bez wizy. Nie chroni tym samym związków o charakterze rodzinnym, które są objęte ochroną przez inne państwo unijne. Jest przy tym w swojej postawie arogancka, bo takim partnerom wjazdu nawet nie stara się ułatwić, do czego na mocy prawa wspólnotowego jest zobowiązana.

Jeśli ochrona tradycyjnego małżeństwa wymaga zdaniem większości posłów i posłanek, by nie instytucjonalizować związków w innej formie, to trzeba, żeby sobie uzmysłowili, że ta ochrona odbywa się kosztem ochrony rodziny, również takiej, w której wychowują się dzieci.  W związkach nieformalnych rodzi się dziś zgodnie z danymi GUS około dwadzieścia procent z nich. Czy argument o ochronie małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny może uzasadniać brak możliwości jakiejkolwiek instytucjonalizacji a przez to i wspierania stabilności takich związków? Czemu nie interesuje to polityków po prawej stronie sceny politycznej? Czy posłowie i posłanki martwiący się (zakładam szczerze) o interes dzieci potencjalnie zagrożony tym, że niemałżeńskie związki ich rodziców będzie można łatwiej rozwiązać, zastanowili się jak dziś chroni się ich prawa?

Sposobem na ochronę małżeństwa nie powinno być utrudnienie życia ludziom żyjącym w związkach nieformalnych tak, żeby mieli w końcu dość codziennych trudności i się pobierali lub szukali partnera skłonnego do zawarcia związku małżeńskiego. Pomijając fakt, że to po prostu nie działa, to jest to przejaw logiki państwa totalitarnego, gdzie godność człowieka, jego potrzeby, pragnienia czy szczęście nie mają znaczenia. Takie związki powinny być pod ochroną państwa, które powinno działać zgodnie z logiką – stabilne związki między ludźmi oparte na więzi uczuciowej, fizycznej i gospodarczej są dobre i należy je w różnych formach wspierać. Dziś tego wsparcia nie ma. Jest za to ochrona absolutystycznie postrzeganego małżeństwa a rodzina jest silna, ale tylko słowem.

Związki partnerskie funkcjonujące dziś de facto powinny znaleźć się pod ochroną państwa. Nawet, gdyby pary żyjące w takich związkach mogły załatwić wszystkie sprawy istotne dla ich życia rodzinnego notarialnie (a tak nie jest i twierdzić inaczej jest po prostu bałamutne), to nie rozwiązywałoby to problemu. Szczególnie w przypadku związków homoseksualnych. Dlaczego? Bo utrudnieniem dla żyjących w nieformalnych związkach partnerskich osób homoseksualnych są nie tylko kwestie dotyczące dziedziczenia, pochówku, zasięgania informacji medycznej, ale zwykłe uprzedzenia, które potrafią się przełożyć na interpretację nawet neutralnie sformułowanych przepisów. Sprawa dotycząca wstąpienia w stosunek najmu po zmarłym partnerze homoseksualnym, w której Sąd Najwyższy podjął uchwałę, że osobą pozostającą faktycznie we wspólnym pożyciu jest osoba, którą ze zmarłym najemcą łączyła więź uczuciowa, fizyczna i gospodarcza, również, jeśli jest to osoba tej samej płci (III CZP 51/12), pokazuje skalę trudności, z jaką spotykają się osoby tworzące związki homoseksualne. Zarówno organy administracyjne, jak i sąd rejonowy uznawały, że neutralne sformułowanie kodeksu cywilnego odnosi się tylko do osób heteroseksualnych. Sąd okręgowy miał wątpliwości i zadał pytanie do SN. Tyle, że tych wątpliwości nie powinno być i nie byłoby, gdyby związki takie były przez państwo otaczane ochroną.

Związek partnerski nie jest konkurencją dla małżeństwa. Jest nową formą ochrony relacji rodzinnych ze strony państwa. Niestety w debacie na temat związków partnerskich małżeństwo zjadło rodzinę.

Czytaj również
  • Pawel

    Sens mialoby malzenstwo dla zwiazku kobiety i mezczyzny i zwiazek partnerski na identycznych zasadach jak malzenstwo dla zwiazkow jednoplciowych. Jezeli kwestia adopcji przez pary homoseksualne bylaby jedyna koscia niezgody to mozna by taki zakaz wprowadzic dla zwiazkow partnerskich.
    Zwiazki partnerskie dla par heteroseksualnych nie maja zadnego sensu. Malzenstwo w pelni spelnia wszelkie potrzeby. Daje pewne prawa kosztem utraty wolnosci w celu zabezpieczenia zwiazku (interesu drugiej osoby w zwiazku) i potencjalnie dzieci. Jezeli ktos nie chce legalizowac swojego zwiazku, z jakiegokolwiek powodu, musi sie liczyc, ze nie bedzie traktowany tak samo jak w zalegalizowanym zwiazku. Nie widze zadnego powodu by to komplikowac. Na pewno takim powodem nie powinny byc zachcianki, leki czy fobie tych ktorzy sie ‚boja’ malzenstwa. Prawo przede wszystkim powinno sie kierowac zdrowym rozsadkiem a nie emocjami. W zasadzie to tzw zwiazki partnerskie to jest zmach na malzenstwo i nie widze powodu by takowy przeprowadzac.

    • Piotr Bok

      Zamach na czyje małżeństwo? Twoje?

  • Bogazna

    Jak tak dalej pójdzie, to gejuchy zaczną się przyznawać do swojego zboczenia i poznamy wszystkich, a wtedy wiecie co z nimi robić. Bóg nie lubi wręcz nie nawiedzi homoseksualizmu, a nie wiernych nie nawracających się karze niszczyć. Ja nie wierze w Boga ja go znam, ja wiem że jest, Bóg to nie wiara to wiedz. Homoseksualizm zaburzy eksploracje kosmosu, jest niebezpieczeństwem dla rasy ludzi. Ja chce legalizacji związków z 11 letnimi dziewczynkami, które się będą na to godziły, lub 11 letnimi chłopczykami. Ja chce związków grupowych, np 2 mężczyzn 7 kobiet. 1 mężczyzna 10 kobiet. 10 mężczyzn 2 kobiety itp… to jest analogia w waszym kretyńskim tolerancyjnym myśleniu, nie dajcie się hetero, a może w polityce to już tylko same pedały.

    • Piotr Bok

      Bóg jest miłością. Jak więc może nienawidzić?
      Bóg każe miłować nawet nieprzyjaciół.
      Skończysz w piekle nienawidząc bliźnich.

  • jjj

    Ja mam wciąż nadzieje, że z tą legalizacją pedalstwa to są jakieś żarty. Tylko ile sie można śmiać?

    • Piotr Bok

      A gdzie ty żyjesz? Pedalstwo jest i było w Polsce legalne.

  • Mariusz
*
DorotaPudzianowska