Sny o wyspie. „Dobra zmiana” w polityce zagranicznej.

Drukuj

W maju bieżącego roku Fundacja im. Stefana Batorego opublikowała raport pt. „Jaka zmiana? Założenia i perspektywy polityki zagranicznej rządu PiS”[1]. Wydawnictwo to jest pierwszym z serii planowanych tekstów, których zadaniem będzie bieżące monitorowanie i analiza polskiej polityki zagranicznej. Raport został napisany przez grupę ekspertów w składzie: Adam Balcer, Piotr Buras, Grzegorz Gromadzki i Eugeniusz Smolar.

Jak zauważają autorzy opracowania, hasło „dobrej zmiany”, z którym ugrupowanie Jarosława Kaczyńskiego wygrało ostatnie wybory, kojarzone było głównie ze sprawami wewnątrz-krajowymi, tymczasem odciska ono wyraźne piętno również na polityce zewnętrznej. Mamy bowiem do czynienia z zakwestionowaniem co najmniej trzech składowych paradygmatu polskiej polityki zagranicznej, uznawanych przez wszystkie dotychczasowe rządy III RP.

  1. Narodowy egoizm zamiast europejskiej wspólnoty

Przez minione 25 lat głównym celem Polski na arenie międzynarodowej było jak najściślejsze powiązanie kraju z gospodarczymi i militarnymi strukturami świata zachodniego. Chodziło o wydostanie się z „szarej strefy niepewności” między Wschodem i Zachodem. Członkowstwo w Unii Europejskiej uznawane było za nieodzowny warunek rozwoju gospodarczego, a w ślad za tym bogacenia się naszego kraju. Równocześnie obecność w NATO miała gwarantować nam bezpieczeństwo. W myśl tej koncepcji polityka wewnętrzna w dużej mierze podporządkowana była polityce zagranicznej. Konieczność reform i transformacji ustrojowej kraju tłumaczono potrzebą dostosowania się do standardów unijnych.

W zeszłym roku, wraz z dojściem PiS do władzy, priorytet „europeizacji” Polski ustąpił miejsca zasadzie suwerenności narodu – rozumianego głównie jako elektorat zwycięskiej partii. Przyjęło to postać odejścia od zasad liberalnej demokracji (gdzie wolę większości parlamentarnej ogranicza trójpodział władzy, opozycja, niezależne media, a także zobowiązania międzynarodowe) w kierunku demokracji większościowej (gdzie niezależność władzy sądowniczej i mediów, jak i uprawnienia opozycji są mocno okrojone). W przeciwieństwie do minionych lat, przebudowa ustroju Polski prowadzi do oddalenia naszego kraju od Europy Zachodniej i USA.

Ta zmiana przyniosła ze sobą również prymat polityki wewnętrznej nad polityką zagraniczną. W działaniach dyplomacji jest coraz więcej gestów obliczonych na wywarcie wrażenia na wyborcach w kraju, zamiast pragmatycznych działań na rzecz osiągnięcia konkretnych celów na arenie międzynarodowej.

  1. Odwrócenie się od zachodniego modelu kulturowego i gospodarczego

Dominujący w Unii Europejskiej model liberalnej demokracji postrzegany jest przez polityków PiS jako zagrażający tradycyjnym wartościom narodowym i katolickim. Zachód nie jest już źródłem wzorców modernizacyjnych, lecz obcym kulturowo miejscem moralnej zgnilizny. Dochodzi do tego nieufność wobec organizacji międzynarodowych, wiara w ponadnarodowe spiski i strach przed Niemcami.

Coraz częściej – wbrew powszechnie dostępnym danym – kwestionuje się pozytywny bilans członkowstwa Polski w UE, a także efektywność dotychczas obowiązującego w Polsce modelu gospodarczego – nazywanego moim zdaniem nie całkiem słusznie – neoliberalnym. Następstwem tych poglądów są postulaty budowy i wzmacniania wielkich polskich firm (tzw. narodowych czempionów), większego udziału państwa w gospodarce, a także dywersyfikacji partnerów handlowych ze wskazaniem na rynki pozaeuropejskie (głównie Chiny). Błędnie przypisuje się Unii Europejskiej, a Niemcom w szczególności, winę za dominujący w Polsce schemat współpracy gospodarczej z Zachodem opartej na naszej taniej sile roboczej, a nie na zaawansowanych technologiach i innowacjach. Eksperci Fundacji Batorego przytaczają przykład Czech, którym silniejsze niż w naszym przypadku związki z Niemcami, nie przeszkodziły w zbudowaniu innowacyjnej gospodarki.

  1. Eurofatalizm zamiast euroentuzjazmu

O ile poprzednie polskie rządy charakteryzował wysoki poziom ufności w projekt integracji europejskiej, z którym ściśle wiązano szanse rozwojowe naszego kraju, tak politycy PiS coraz częściej postrzegają Europę, jako ryzyko, a wręcz zagrożenie. Ekipa rządząca prezentuje silne przekonanie o nieuchronności procesu dekompozycji Unii w obecnym kształcie. Na prawicy dominuje pogląd, iż Polska nie ma wpływu na bieg tych wydarzeń, nie należy więc trwonić środków na powstrzymywanie nieuniknionego. W praktyce podejście to ma charakter samospełniającej się przepowiedni. Warszawa odmawiając współpracy – np. przy rozwiązaniu problemu migracyjnego, czy zacieśnianiu integracji – sprzyja procesom dekompozycyjnym. Jednocześnie towarzyszy temu brak konstruktywnych inicjatyw polskiej dyplomacji kształtujących unijną politykę w pożądanym przez Warszawę kierunku. Trudno bowiem nazwać poważnym głosem w debacie na temat przyszłości UE deklarację ministra Waszczykowskiego, że Polskę by zadowalał powrót do czasów EWG, czyli wspólnego rynku – bez integracji politycznej państw członkowskich.

Następstwa „dobrej zmiany”

Wśród konsekwencji przeprowadzonego przez PiS zwrotu w polityce zagranicznej, autorzy raportu wymieniają:

  • Marginalizację Polski w strukturach euro-atlantyckich – będącą skutkiem konfliktu Warszawy z Komisją Europejską, Parlamentem Europejskim, a także z Waszyngtonem; oznacza to zmniejszenie wpływów naszego kraju na arenie międzynarodowej, w tym na zagadnienia szczególnie nas interesujące takie jak Nord Stream 2, czy kwestia ukraińska (m.inn. utrzymanie sankcji wobec Rosji)
  • Powrót Polski do „szarej strefy niepewności”. Sprzeciw naszych władz wobec zacieśniania integracji europejskiej oraz brak zainteresowania problemami podnoszonymi przez inne państwa członkowskie (kryzys migracyjny, kwestie klimatyczne) mogą doprowadzić do powstania Unii „dwóch prędkości”: coraz bardziej jednoczącego się politycznie i gospodarczo europejskiego centrum, skupiającego Niemcy, Francję, Benelux, a zapewne także Hiszpanię i Włochy oraz reszty państw Unii ograniczających się do współpracy gospodarczej. PiS dotychczas nie przedstawił żadnej spójnej wizji funkcjonowania Polski w tak podzielonej Europie.
  • Kontrreakcja silniejszych partnerów. Realizacja pisowskiej idei polityki europejskiej opartej na realizacji wąsko pojmowanych interesów narodowych jest sprzeczna z polską racją stanu. Unia Europejska jest platformą prowadzenia negocjacji i kompromisów pomiędzy państwami członkowskimi. Często dochodzi się do rozwiązań, w których każdy z partnerów coś poświęca na rzecz większego zysku, jakim jest dla wszystkich istnienie Wspólnoty. Jeżeli na pierwszym miejscu postawimy egoizm narodowy, to niewątpliwie polski suwerenizm zderzy się suwerenizmem innych państw, często o wiele silniejszych od Polski. Wydawało się, że Europa, w tym Polska, tą lekcję w przeszłości już dość boleśnie przerobiła.
  • Osłabienie sojuszu z USA. Zdaniem polityków PiS, Stany Zjednoczone są najważniejszym gwarantem bezpieczeństwa Polski. Tymczasem Waszyngton jest zainteresowany przede wszystkim istnieniem silnej zjednoczonej Europy, która przejmie część odpowiedzialności za porządek światowy. Kraj działający na rzecz dezintegracji Starego Kontynentu traci w amerykańskich oczach znaczenie jako sojusznik, a w ślad za tym spada determinacja do jego obrony.
  • Destrukcja wizerunku Polski w Europie. Demontaż filarów liberalnej demokracji w naszym kraju i kwestionowanie korzyści z obecności w Unii Europejskiej stanowi fatalny przykład dla proeuropejskich środowisk na obszarze postsowieckim – szczególnie na Ukrainie. Jest to też argument dla przeciwników dalszego rozszerzenia, wskazujących, że przypadek Polski dowodzi niepowodzenia „europeizacji” Europy Środkowo-Wschodniej.
  • Problemy ekonomiczne. Rozluźnienie związków z UE i atak na niezależność władzy sądowniczej zwiększają ryzyko działalności biznesowej, zarówno dla przedsiębiorców krajowych, jak i zagranicznych. Prowadzi to do zmniejszenia inwestycji, odpływu inwestorów z giełdy, osłabienia kursu złotówki, wzrostu kosztów obsługi długu zagranicznego, a możliwe, że również do ograniczenia pomocy finansowej dla Polski w ramach nowej perspektywy budżetowej 2020-2026 (znaczna część płatników netto pozostałaby w europejskim centrum).

Raport Fundacji Batorego stanowi poważne ostrzeżenie przed kontynuacją dotychczasowej polityki zagranicznej rządu PiS. Jest on również apelem o konstruktywny wkład Polski w ratowanie procesu integracji europejskiej. Główny zarzut, jaki stawiają autorzy opracowania rządowi, to uleganie iluzji, że Polska jest odległą od reszty świata wyspą – dzięki czemu politykę zagraniczną można bezkarnie podporządkować rozgrywkom partyjnym. Tymczasem w przypadku naszego położenia geopolitycznego, rozluźnianie powiązań Polski ze strukturami euro-atlantyckimi jest śmiertelnie groźne. Co gorsza, nie wiemy w imię jakiego interesu Rzeczypospolitej takie ryzyko jest podejmowane.


[1]http://www.batory.org.pl/upload/files/Programy%20operacyjne/Otwarta%20Europa/Jaka%20zmiana%20w%20polityce%20zagranicznej.pdf

Czytaj również
O autorze
*
MarcinFrenkel
Absolwent WSMiP Uniwersytetu Łódzkiego, przygotowuje doktorat o roli paryskiej „Kultury” w kształtowaniu polskiej polityki wschodniej.