O Ukrainie, czyli nic nieznaczące słowa

Drukuj

Rzeczywistość opisywana za pomocą niewłaściwych słów, staje się swoją własną karykaturą.

Obecna sytuacja polityczna w Europie wielu ludziom przypomina tę sprzed II Wojny Światowej. Aneksja Krymu jak Ansschluss, Igrzyska Olimpijskie w Soczi jak te w Berlinie, negocjacje polityczne podobnie bezowocne. Moje skojarzenia również idą w tym kierunku. Przypomniałem sobie pewien paradoks, który Andrzej Bobkowski zauważył w „Szkicach Piórkiem”. Pisał on o absurdzie, że o wolność i demokrację Europy walczy z nazistami totalitarna Rosja. Stalin „strażnik pluralizmu i swobód obywatelskich” musi pokonać bestialskich faszystów, żeby demokracja zatriumfowała. Hitler z kolei broni kultury zachodu. Andrzej Bobkowski całą sytuację przedstawia bardzo obrazowo: „ Jest to jakiś ocean gnoju, zraszany perfumami, w którym kąpie się wielki dom obłąkanych, jakim jest tak zwana ludzkość.”

Rzeczywistość opisywana za pomocą niewłaściwych słów, staje się swoją własną karykaturą. Użycie błędnej terminologii do scharakteryzowania zdarzeń politycznych prowadzi do ułomnego odbioru skutków, które one powodują. Dodatkowo wyrazy, które zostały wykorzystane do opisu tych procesów tracą swoje pierwotne znaczenia.

Od czasu, kiedy na ulicach Kijowa zginęli ludzie, prawie codziennie słyszymy z ust dyplomatów: jesteśmy głęboko zaniepokojeni, wyciągniemy poważne konsekwencje, wprowadzimy dotkliwe sankcje, nasza odpowiedź będzie stanowcza i adekwatna. Te dyplomatyczne bon moty weszły do języka potocznego, a w Ukrainie stały się nawet tematem wielu dowcipów i pośmiewiskiem. Nie ma w tym nic dziwnego, biorąc pod uwagę to, że wypowiadane przez polityków zdania są nieadekwatne do opisu zdarzeń, jakie miały miejsce. Jeśli do tego politycznego krasomówstwa dodamy bierność światowych notabli, łatwo zauważymy, że mamy do czynienia z tragifarsą. Uwzględniając nawet fakt, że język dyplomacji rządzi się własnymi regułami. Głęboko zaniepokojony może być rodzic, jeśli jego dziecko przyniesie do domu dwie jedynki z matematyki. Wtedy na pewno zatroskany tata, wyciągnie z tego faktu poważne konsekwencje, wprowadzi embargo na komputer lub telewizor. Politycy nie mogą odpowiadać, na zabijanie setek obywateli jakiegokolwiek kraju: jesteśmy głęboko zaniepokojeni. Każde takie zdarzenie musi być scharakteryzowane słowami, które właściwie odzwierciedlają rzeczywistość. Mieliśmy i mamy do czynienia z krwawą wojną, w której po jednej stronie walczy osamotniona Ukraina i po drugiej totalitarna Rosja. Europa stanęła pod ścianą i musi jasno ocenić sytuację i określić zagrożenia. Politycy są zobowiązani nazywać działania Władimira Putina po imieniu. Podczas sławetnego wywiadu telewizyjnego kpił on z inteligencji opinii międzynarodowej, mówiąc że „zielone ludziki” biegający po Krymie w pełnym uzbrojeniu to nie rosyjscy żołnierze, a jacyś przebierańcy, fani sklepów z militariami. Po paru tygodniach, nic nie stało na przeszkodzie, żeby z rozbrajającą szczerością przyznał, że to jednak jego specnaz. Z całej powyższej sytuacji teraz pamiętamy tylko krętactwa Władimira Putnia, reakcja zachodu gdzieś zginęła w naszej pamięci, może jej wcale nie było. Fałszowanie rzeczywistości i mydlenie oczu społeczności światowej to oczywiście najłagodniejsze z przewinień prezydenta Rosji. Odpowiada on za rozpętanie wojny i za wszystkie ofiary z nią związane.

PoroszenkoObama

Podczas tego konflikty, jak zresztą zawsze, na wysokości zadania staje rosyjska propaganda, działająca według zasady, że kłamstwo wielokrotnie powtarzane w końcu stanie się prawdą. Potwierdzeniem jej skuteczności mogą być sukcesy w straszeniu Europy nacjonalizmem i faszyzmem ukraińskim. Średnio raz dziennie, któryś z ważnych polityków rosyjskich udzielał wywiadu, w którym opowiadał o faszystowskiej juncie z Kijowa, bestialstwie banderowców z Prawego Sektora. Wykorzystywanie haseł nacjonalistycznych nie jest niczym nowym w Ukrainie. Od ponad pół wieku ta metoda była stosowana przez władze do antagonizowania Donbasu z zachodem kraju. Do czasu wyborów prezydenckich, kiedy okazało się, że poparcie dla prawicowych partii jest bliskie błędu statystycznego, była ona w pewnym sensie skuteczna. Opinia publiczna i część polityków ulegała tym bredniom.

Posługiwanie się niewłaściwymi słowami do opisania istniejących problemów powoduje, że nie można znaleźć właściwych narzędzi do ich rozwiązania. Najważniejsi politycy zachodni muszą zacząć traktować Władimira Putina tak, jak traktuje się innych dyktatorów odpowiedzialnych za wywołanie wojen i burzenie porządku światowego. Oprócz sankcji uderzających bezpośrednio w gospodarkę, światowi przywódcy nie mogą legitymizować totalitaryzmu Putina, np. poprzez wspólne uczestnictwo z nim w obchodach siedemdziesiątej rocznicy lądowania aliantów w Normandii. Rozmowy z Rosją są konieczne, ale możliwe tylko pod warunkiem zaprzestania przez nią agresji.

Czytaj również
*
ŁukaszCzarnecki