W krainie lwów

Drukuj

Sprzeciwianie się szerzeniu misji Kościoła katolickiego to współczesna odmiana prześladowania chrześcijan. Natomiast stawianie wierzących przed koniecznością wchodzenia w styk z ludźmi niewierzącymi lub wyznającymi inne wartości obraża ich uczucia religijne. Kto odmawia dostrzeżenia tych zjawisk przeczy fundamentom naszej cywilizacji.

Najświeższa prawda wiary głosi: Polska jest krainą lwów. Jest to kraina, w której prześladowania chrześcijan (czyt. katolików) przybierają na sile w przeraźliwym tempie. Katolicy są oblężeni i dyskryminowani, wszędzie wokół czają się coraz zuchwalsze lwy, które szykują się na pożarcie prześladowanych za wiarę, już teraz tu i ówdzie kąsając po łydkach. Nic więc dziwnego, że w tak wrogim środowisku decydenci kościoła postanowili uzupełnić coroczne jesienne liczenie wiernych na niedzielnej mszy ankietą, badającą dotkliwość ataków lwów na katolików w ich codziennym życiu. Aktywność lwów lada moment stanie się wytłumaczeniem postępującego spadku frekwencji na niedzielnych mszach. Ludzi w kościołach jest coraz mniej, gdyż wiernych pożerają skrycie lwy, o czym liberalne media złośliwie milczą. Przecież frekwencja nie może spadać z żadnego innego powodu, a już na pewno nie wskutek politycznego zaangażowania i aroganckiego zachowania kościelnych hierarchów!

Pogląd o wszechobecnym prześladowaniu i dyskryminacji katolików w Polsce jest ze wszech miar słuszny, a prawda wiary prawdziwa. Skoro bowiem celem religii jest przyciągnięcie każdego człowieka do wspólnoty wierzących, to czyż nie jest każda postawa misji kościelnej niesprzyjająca atakiem na kościół i prześladowaniem za wiarę? Sugestia, zgodnie z którą człowiek ma dobrowolność w zakresie decydowania o swojej wierze, a inni ludzie nie mogą go do niczego zmuszać, jest nie do przyjęcia. Tak samo jak stawianie wierzących przed koniecznością wchodzenia w styk z ludźmi niewierzącymi lub wyznającymi inne wartości. Dyskryminację i prześladowanie może przezwyciężyć tylko rzeczywistość, w której wszystko, co idzie pod prąd wierze, zostanie wyparte poza sferę publiczną, a katolik zostanie zwolniony z ciążącej mu świadomości bezbożnej natury życia innych ludzi w jego społeczeństwie, tak na płaszczyźnie narodowej, jak i przede wszystkim lokalnej.

Przykłady aktów prześladowania można mnożyć. Z pieniędzy katolickich podatników finansuje się teraz in vitro, które powinno być przecież zamiast tego zakazane, także tym, którzy w swojej ślepocie nie wiążą z nim moralnych problemów. Pojawiają się żądania, aby z pieniędzy podatników nie finansować darmowego przekazywania gruntu pod budowę kościołów czy nawet budowy narodowych sanktuariów, co jest próbą utrudnienia katolikom praktykowania wiary i prześladowaniem w postaci agresywnego zmuszania do ateizmu.

Sugeruje się, że choć katolicy co prawda mogą nie uczestniczyć w zabiegach legalnych aborcji, to jednak zmusza się ich do wskazywania niewierzącym pacjentkom niewierzących lekarzy, którzy takie zabiegi realizują. W ten sposób uniemożliwia się katolikom praktykowanie wiary, w tym przypadku w formie dezinformowania niewierzących pacjentek i wmanewrowywania ich w rodzenie, uniemożliwia się im komfortowe sprawowanie dyrektorskich stanowisk w służbie zdrowia, który to komfort wymaga prawa do ignorowania prawa i do umywania rąk od ludzkich problemów. Katolik w kranie lwów nie może być farmaceutą, bo zmusza się go do przenoszenia środków antykoncepcyjnych z szuflady w aptece do okienka, przy którym stoi bezbożna klientka.

Prześladowanie za wiarę ma także wymiar uciszania katolików, pragnących dawać świadectwo. Spotykają się oni z niezrozumieniem i krytyką, gdy chwalą dzielnych młodych ludzi podpalających na miejskim placu obiekt, będący symbolem grzechu i zła, a przecież jego spalenie jest każdorazowo przejściowym uwolnieniem ich od konieczności znoszenia świadomości istnienia tego symbolu, a więc uwolnieniem od obrazy ich wiary. Katolików nęka się ponadto organizując w ich miastach koncerty Behemotha, odczyty sztuki Golgota Picnic czy konferencje naukowe o pornografii, na które co prawda nie każe się im uczęszczać, ale przecież sam fakt odbycia się tych seansów w pobliżu stanowi ciężki cios w ich najświętsze wartości, przez co muszą oni posuwać się do gróźb użycia przemocy, aby przynajmniej czasem przed tymi prześladowaniami się obronić.

Ci sami ludzie, którzy popierają organizację takich seansów, protestują przeciwko umieszczaniu przez katolików na ulicy w często odwiedzanych przez duże liczby ludzi miejscach antyaborcyjnych wystaw, złożonych ze zdjęć rozerwanych ciał ludzkich i zwierzęcych oraz portretów Adolfa Hitlera. W ten sposób w sposób oczywisty nęka się ich pozbawiając prawa do głoszenia prawd wiary. Utrudnia się katolikom straszenie dzieci tymi obrazami, dziwi się, gdy na katechezie już przedszkolu starają się mówić dzieciom prawdę o ogniu piekielnym i szatanie, za to kpi z nich, gdy próbują oni ustrzec biednie dzieci przed opętaniem i koszmarami sennymi wywoływanymi przez halloweenowe kostiumy czarownic i mumii oraz przez demoniczne zabawki Lego czy Hello Kitty. To ograniczanie prawa głosu przekłada się także na media: katolickie media są karane finansowo, gdy pochwalają podpalenie symbolu zła stojącego na Placu Zbawiciela, za to nikt nie karze TVP za emisję spotu ukazującego związki homoseksualne w pozytywnym świetle. Tym samym pozbawia się katolików wolności słowa, ale środowiska homoseksualne dopuszcza do opacznie rozumianego korzystania z nieprawdziwej wolności słowa. Niektórzy nawet usiłują zadać kolejny, straszny cios wierze przez prawne dopuszczenie rejestracji związków homoseksualnych osób niewierzących, zamiast zaakceptować oczywisty fakt, że kościół jest jedynym szafarzem małżeństwa i rodziny, że żaden związek zawarty poza nim nie jest prawdziwą rodziną i nie może z katolickimi rodzinami być zrównywany w jakichkolwiek przywilejach. Której części wykładów ks. Oko o tłokach i rurach wydechowych prześladowcy chrześcijan udają, że nie rozumieją? Czy trzeba im to wyjaśnić to w sposób jeszcze bardziej plastyczny?

Straszne czasy, lwy coraz bliżej. Ale taki los. Prawdziwa wiara na tym polega, aby innych do niej przymuszać.

 

Czytaj również
O autorze
*
WeronikaBławatek
@ wblawatek