Demokracja absolutna

Drukuj

Trybunał Konstytucyjny uznał ustawę, która miała go sparaliżować za niezgodną z Konstytucją. Nie można było spodziewać się innego wyroku. Gdyby przepisy ustawy weszły w życie: m.in. możliwość wygaszania przez sejm mandatów powołanych raz sędziów, a Trybunał miałby rozpatrywać sprawy w kolejności ich wpływania, moglibyśmy uznać, że jeden z organów konstytucyjnych de facto przestał istnieć.

Najbardziej kuriozalny w swojej oczywistej sprzeczności z Konstytucją i zdrowym rozsądkiem był w mojej opinii jeszcze inny zapis. Pamiętam jak Konrad Piasecki zapytał w Kontrwywiadzie RMF Zbigniewa Ziobrę – jaka większość według Konstytucji powołuje rząd. – Zwykła. – A jaką większością według Konstytucji decyduje Trybunał? I tu Ziobro się zawiesił. Potem zaczął kręcić, tłumacząc, że Konstytucja nie zabrania wprowadzenia w ustawie o Trybunale większości 2/3. W rzeczywistości, Konstytucja wyraźnie zaznacza kiedy w głosowaniu zastosowanie ma większość kwalifikowana – np. przy zmianie Konstytucji, czy odrzucenia weta prezydenta decyduje większość 2/3 czy 3/5. W pozostałych przypadkach Konstytucja mówi po prostu o większości – czyli większości „zwykłej” – (więcej głosów za niż przeciw, przy obecności połowy składu ciała głosującego).

Gdyby przyjąć zapisy ustawy paraliżującej Trybunał, słusznie zakwestionowanej przez TK na podstawie samej Konstytucji (inaczej Trybunał nie mógłby w ogóle rozpatrzyć tej ustawy), należałoby uznać, że zmienił się ustrój Polski – bez zmiany Konstytucji. Władza ustawodawcza otrzymałaby prymat nad władzą sądowniczą, która według zasady trójpodziału władz jest władzą równorzędną i niezależną. Jeśli sejm przed upływem kadencji może zmienić sędziów (to oznacza „wygaszenie mandatu”) oceniających zgodność z Konstytucją ustaw przygotowywanych w parlamencie, oznacza to, że tej oceny de facto nie ma. Bo jeśli sędzia ocenia niezgodnie z życzeniem sejmowej większości, „wygasza się” jego mandat i powołuje osobę posłuszną, np. członka partii (tak zrobił teraz PiS).

Konstytucja „istnieje wówczas tylko teoretycznie”. To co sejm próbował przeprowadzić wobec Trybunału przypomina sytuację, w której – bez zmiany Konstytucji – sejm przyjąłby uchwałę, że wygasza mandat Prezydenta RP i wprowadza ustawę zgodnie z którą prezydenta od teraz wybiera Senat (oczywiście, o ile posłuszny prezydent podpisze na siebie ten polityczny wyrok). Trybunał Konstytucyjny, choć sejm powołuje jego członków, jest w istocie ciałem od sejmu niezależnym. Podobnie jak prezydent, mimo że składa przysięgę przed Zgromadzeniem Narodowym, które może teoretycznie dokonać również jego impeachmentu. Zarówno prezydentowi jak i sejmowi gwarantuje tę niezależność Konstytucja. Bez tych gwarancji, trójpodział władz byłby iluzoryczny, jak w PRLu, gdzie panował prymat sejmu nad innymi władzami (a w praktyce i tak rządziła – podobnie jak dziś – Partia).

Jeśli sejm może niezgodnie z Konstytucją blokować Trybunał i zmieniać jego skład w sposób niezgodny z Konstytucją, czemu miałby powstrzymywać się od ingerencji w sądownictwo powszechne? Uchwałami powoływać sędziów w sprawach „o szczególnej społecznej wadze” – np. korupcji politycznej, aferach finansowych, czy głośnych zbrodniach? Władza ustawodawcza stanowi prawo, nie może jednak naruszać podstawowych zasad jego obowiązywania, wówczas prawo staje się bardzo niebezpiecznym narzędziem przeciwko obywatelowi.

Bez niezależności „trzeciej władzy” – sądownictwa (w tym sądu konstytucyjnego, czyli Trybunału) Temida zdejmuje opaskę. Nie jest już ślepa. Zanim wyda wyrok zerka kto siedzi w ławach oskarżonych i jaki wyrok jest oczekiwany.

Sejm proceduje kolejne (po inwigilacyjnej) kontrowersyjne ustawy. Np. ustawę o obrocie ziemią, która bardzo głęboko narusza prawa własności właścicieli ziemi rolnej. Jeśli rząd nie opublikuje wyroku TK i sparaliżuje Trybunał należy przyjąć domniemanie, że każde nowe stanowione prawo jest niekonstytucyjne, ponieważ nie istnieje możliwość zbadania jego zgodności z Konstytucją. Po decyzji o niepublikowaniu wyroku TK i złamaniu Konstytucji przez rząd obywatele mają silną podstawę do nieposłuszeństwa obywatelskiego – świadomego łamania prawa w proteście przeciwko bezprawiu.

Należy porzucić nadzieję, że bez Trybunału Konstytucyjnego „jakoś to będzie”. Jeśli Konstytucja będzie w Polsce istnieć tylko teoretycznie, żadne nasze prawa – prawo własności, wolność słowa czy zgromadzeń nie są bezpieczne. Będziemy żyli w demokracji absolutnej.

Absolutnie bez żadnej ochrony przed arbitralnym działaniem władzy.

Czytaj również
O autorze
*
LeszekJażdżewski
Politolog, publicysta, redaktor naczelny LIBERTÉ!
@ LesJazd