ONZ 66, czyli skaranie boskie z tymi pedałami!

Drukuj

Wypowiedź niedopuszczalna, lecz nie nosząca znamion

Nie wiem, dlaczego pustynni Izrealici tępili homoseksualistów. To pewnie taki koloryt lokalny społeczeństw żyjących w skrajnych warunkach, wyobrażających sobie, że każda zmarnowana porcja nasienia to utracona szansa na urodzenie się jeszcze jednego chłopca i zdobycie jeszcze jednej pary rąk do pracy. Jakkolwiek z tym było, potępienie „sodomii” zapisali sobie w swoich świętych księgach, które po kilkuset latach zrobiły karierę w Grecji, Rzymie i na całym Zachodzie. I to do tego stopnia, że niektórzy czytelnicy do dziś jeszcze głoszą, że homoseksualizm jest, jak to eufemistycznie ujmują, „nieładem moralnym”. Nastąpił tu wszelako niemały postęp, skoro jeszcze kilka stuleci temu święta inkwizycja gejów tropiła i oddawała w ręce siepaczy, jak jakich heretyków czy innych czarowników. Pewien progres notuję zresztą również we współczesnych biografiach całkiem indywidualnych. W roku 1986 słyszałem, jak przyszły rektor KUL wylewał gorzkie żale na homoseksualistów w publicznej debacie z pewnym profesorem z Łodzi, a w roku 2004 słyszałem na Zjeździe Filozoficznym w Szczecinie wypowiedź tego samego księdza profesora pełną wyrozumiałości dla wspólnego zamieszkiwania ze sobą kochających się par homoseksualnych. Nie wątpię, że za sto lat Kościół będzie tak samo niechętnie wspominał swoje dzisiejsze oficjalne opinie na temat homoseksualizmu, jak dziś niechętnie wspomina krwawe krucjaty, działalność wspomnianej inkwizycji albo chociażby papieskie potępienia swobód obywatelskich, wolności prasy itp. sprzed ledwie półtora stulecia. Tymczasem jednak musimy się jeszcze trochę pomęczyć.

Większość państw odmówiło podpisania przedstawionej 18 grudnia 2008 r. deklaracji ONZ wzywającej do zaniechania karania i prześladowania homoseksualistów. W 60 rocznicę Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka z inicjatywą potępienia prześladowań gejów wystąpiła Francja i Holandia. Zachód powiedział „sprawdzam” i wyszło szydło z worka: na liście krajów odmawiających podpisania deklaracji znalazło się kilka ciekawostek. Według różnych źródeł, homoseksualizm jest karany w 70-90 państwach świata, a w siedmiu z nich karany jest śmiercią. Trudno spodziewać się po nich poparcia podobnego apelu. Są jednak i takie kraje, które homoseksualistów wprawdzie nie wtrącają do więzień i nie ścinają im głów, ale jakoś na ów elementarny gest solidarności z prześladowanymi nie było ich stać. Małoduszność i kiepsko skrywana „homofobia” zdają się tworzyć ciepłą polityczną otulinę dla tego innego świata, który istnieje sobie obok nas, pławi nasze ciała w ciepłych morzach i sprzedaje nam ropę do samochodów. I tak to 60 krajów uchwaliło sobie kontrdeklarację, wzywającą do niewywierania nacisków na suwerenne państwa „w kwestiach obyczajowych”. Jak należy rozumieć, w państwach tych takie już są obyczaje, że homoseksualistów bije się i zamyka w pudle i nikomu nic do tego. Bowiem, jak wiadomo, co kraj to obyczaj.

Jak widać, w sprawie deklaracji wzywającej do depenalizacji homoseksualizmu państwa przyjęły różne postawy. Jedne siedzą cicho i nie podpisują, inne nie podpisują i się z tego tłumaczą (np. głosząc, jakoby deklaracja prowadziła do akceptacji… pedofilii), jeszcze inne podpisują „kontrdeklarację”. Tak czy inaczej, świat podzielił się na dwie części: tych, którzy po prostu potępiają dyskryminację gejów i tych, którzy ją potępiają tylko troszeczkę i warunkowo albo wręcz ją popierają, jawnie lub przewrotnie – udając, że jej nie ma, albo też zachowują obojętność. Szeroki to front. I tak w znakomitym towarzystwie miłośników arcyheteroseksualnego ładu naturalnego, potępiających syjonizm, pederastię, pedofilię, masonerię, liberalizm i kosmopolityzm znalazło się pewne małe państewko położone na wzgórku w centrum Rzymu. Nie byłoby w tym nic interesującego, gdyby jego wpływy nie sięgały od Przylądka Horn po Kłajpedę. Watykan, rzecz jasna, nie ma nic przeciwko niekaraniu homoseksualistów, obawia się jednak, że pewne niejasności prawne w dokumencie mogłyby spowodować presję na niektóre państwa, aby zaakceptowały małżeństwa homoseksualne. Co więcej, jak twierdzi abp. Migliore, apel mógłby doprowadzić do tego, ze homoseksualiści zostaliby zdefiniowani na forum międzynarodowym jako grupa dyskryminowana.

Jak się domyślamy, Watykan obawia się nacisków rządu polskiego albo chińskiego, aby zaakceptował w prawie kanonicznym małżeństwa homoseksualne księży-obywateli Watykanu, zaś mordowanie w tzw. majestacie prawa homoseksualistów w niektórych nieodległych od nas krajach w opinii Stolicy Apostolskiej nie czyni z nich „grupy dyskryminowanej”, gdyż Pan Bóg wszystko im przecież wynagrodzi. Z wielką troską pochylamy się nad tymi argumentami i dodajemy jeszcze jeden. Gdyby, co nie daj Boże, jakieś państwo katolickie słuchając podszeptów rozwiązłych liberałów uznało homoseksualistów za grupę zagrożoną dyskryminacja i objęło ich jakąś „akcją afirmatywną”, to homoseksualni obywatele tego państwa mogliby żądać przyjmowania ich do seminariów duchownych, pomimo, że Kościół katolicki takich kleryków sobie nie życzy. Na małżeństwa homoseksualne Kościół i tak już nie poradzi. Wszystkie państwa, w których są już one usankcjonowane prawnie albo mają szansę zostać wkrótce zalegalizowane, apel podpisały. Fakt ten nie będzie miał już zapewne istotnego wpływu na postępy ich wewnętrznej legislacji, będąc raczej wyrazem istniejącej już tendencji, a nie przyczyną sprawczą kolejnych aktów, a tym bardziej nie będzie miał na nie wpływu fakt, że apel podpisało bądź nie jakieś państwo trzecie, np. Watykan. Tymczasem jednak ewentualny niekorzystny dla Kościoła wyrok będący skutkiem skargi kandydata do stanu kapłańskiego, w jakimś państwie, które nie chroni na swym terenie jurysdykcji Watykanu konkordatem, byłby z pewnością niemiłą przygodą. Gdyby Watykan podpisał apel, przygoda, dziś należąca do legal fiction, stałaby się o wiele bardziej prawdopodobna. Biorąc więc pod uwagę to wszystko, co mówi abp. Migliore oraz rzecznik Watykanu, kard. Lombardi, wraz z moim skromnym uzupełnieniem, z wielkim zrozumieniem odnoszę się do postanowienia Watykanu. Doprawdy nie mogło być inne.

To jednak jeszcze nie koniec ciekawostek. Oto oprócz państw miłujących demokrację, w rodzaju Chin i Rosji, podpisu odmówił również, bagatela, słynący z autorytaryzmu i antywolnościowych ustaw rząd USA. Cóż takiego wymodzili prawnicy przesławnej „Administracji”? Dowiadujemy się mianowicie, że potępienie dyskryminacji homoseksualistów może doprowadzić do wyroku nakazującego Armii Stanów Zjednoczonych przyjmowanie takich. so and so popaprańców w swoje szeregi. A ich los, oj, byłby w koszarach niewesoły. Stara demokracja, ale głupia, chciałoby się powiedzieć. Wstyd. Tak jak wstydem był rasizm sięgający w życiu społecznym USA jeszcze głęboko w lata siedemdziesiąte. W zacnym zaiste znaleźliście się, Panowie, towarzystwie. Ale w porządku, nie będzie ONZ armii wam pedalił! Zawsze to jakieś zwycięstwo.

Koalicja ONZ przeciw dyskryminacji homoseksualistów zamknęła się tym sposobem liczbą 66 państw. Piękna to liczba, symboliczna. Wiadomo. Wiadomo, kto za tym stoi. Bo czyż nie jest znamienne, iż pedalską deklarację podpisał… Izrael?

Apendyks karalny

A teraz, kochane dzieci, zamknijcie oczy i przypomnijcie sobie, jak to kiedyś, gdy miałyście trzynaście lat dotykaliście innego dziecka tej samej płci i jak było wam przyjemnie… A potem obejrzyjcie sobie żurnal ze zdjęciami wyjątkowo urodziwych osób własnej płci. No i co, drodzy milusińscy, zaczynacie już coś rozumieć? Tak, tak, pewni ludzie nie lubią takich wspomnień i takich przyjemności, bo chcieliby być stuprocentowymi kobietami i stuprocentowymi mężczyznami. Ale te uczucia i wspomnienia wciąż powracają, we dnie i w nocy. Przepełnia ich to wstydem i dlatego bardzo się złoszczą na takich, którzy nie dbają o żadną „stuprocentowość”, a poza tym akurat ani trochę nie czują się mniej męscy, gdy dotykają mężczyzn i ani trochę mniej kobiecy, gdy dotykają kobiety. Ale, powiedzcie, drogie dzieci, czy to nie jest ich prywatna sprawa? Co to kogo obchodzi, co kto i z kim z własnej woli robi w łóżku? Czy komuś tu się dzieje krzywda? Bo to tak już, drogie dzieci, Pan Bóg świat ten urządził, że niektórzy panowie kochają panów, a niektóre panie kochają panie. Taka jest natura człowieka. Trzeba to przyjąć z pokorą i ufnością w mądrość Stwórcy, pamiętając zawsze o tym, że jeśli nawet samemu nie jest się obdarzonym przez naturę miłością do osób tej samej płci, nie trzeba innym tego bogactwa zazdrościć ani się nim brzydzić, palcem wytykać i potępiać. Nieładnie jest zazdrościć innym, że mają to, czego my nie mamy i nieładnie jest źle mówić o innych dlatego, że są inni. Zło czyni ten, kto z nienawiści albo zawiści ciska kamień na kogoś, kto nie uczynił mu żadnej krzywdy, nie zaś ten, kto pieści, całuje i mówi piękne słówka komuś, kto chce ich słuchać, bez względu na to, czy jest to pan czy pani. Idźcie, kochane dzieci, i przekażcie to wszystkim ludziom – swoim rodzicom, pani w szkole, księdzu i innym dzieciom na podwórku. A gdy już wszyscy to usłyszą i bez uprzedzenia przemyślą, wtedy świat stanie się trochę lepszy.

Czytaj również
  • http://jestemmobilny.pl Kamil

    Gratulacje kolejnego świetnego artykułu.
    Mam wrażenie, że wszystko co wychodzi spod Pana pióra jest kontrowersyjne

  • http://liberte.pl Viking Line

    Dobry tekst
    Z tego co wiem w Izraelu malzenstwa gejowskie sa OK, a nawet jest prawo do adopcji dzieci swojego homoseksualnego partnera.
    Ciekawa dyskusja toczy sie w Szwecji. Rzad w koncu wystapil z propozycja neutralnego prawa malzenskiego. To znaczy, ze malzenstwo znaczy i malzenstwo miedzy homoseksualistami i miedzy heteroseksualistami. Dawna forma nazywania zwiazkow miedzy homo jako ‚partnerstwo’ bedzie porzucona i prawo nie bedzie rozrozniac preferencji seksualnych malzonkow.
    Osobiscie czulem sie (przed kilku laty) troche nieswojo gdy na zwiazek homo probowano mowic malzenstwo. Dlaczego homogosciom nie wystarczy slowo ‚partnerstwo’? Ale dzisiaj wydaje sie naturalne, ze malzenswto powinno byc neutralne. Bo przeciez nie robimy roznicy ze wzgledu na kolor skory, nie mowimy czarnozenswto, bialozenswto czy zoltozenstwo ? Poza tym uwazam, ze malzenstwo to przede wszystkim umowa prawna z jego konsekwencjami. Jak ktos sobie chce zrobic fajne przyjecie to niech sobie robi i zwie to jak chce.
    Szwedzi maja jednak dodatkowy problem. Otoz prawo szwedzkie uznaje slub koscielny i slub cywilny. Czyli nie trzeba biegac dwa razy do tych instytucji, aby slub byl wazny. Jesli chodzi o slub cywilny, to nie ma sprawy. Urzednik panstwowy nie ma prawa odmowic ceremoni slubu dwom homoseksualisom. A co zrobic z kosciolami ?
    Propozycja Szwedow jest taka: koscioly moga tez zenic pary homo ale nie musza. Wiec jesli jakas homopara znajdzie chetnego pastora i wezmie slub to bedzie on uznany.
    Na co niektorzy reprezentanci kosciola szwedzkiego sie obrazili, i mowia ze jak tak to oni nie chca miec prawa do dawania slubu !!!
    No coz, Szwedzi sa tak gdzies mentalnie 50 lat do przodu niz Polacy, ale konserwatyne frakcje i tu sie trzymaja mocno (maja poparcie 5% spoleczenstwa).

  • http://liberte.pl Gandalf

    ONZ 66
    Nie zamierzam podważać opinii Pana Profesora. Jednakże mam pewne uwagi a może pewne pytania do zaprezentowanego tutaj tekstu. Widać od razu, że jest to wypowiedź liberała oparta na dwóch aksjomatach: z jednej strony wolność jednostki a z drugiej strony taka czy inna umowa społeczna. Te dwa aksjomaty to dwie siły, które ścierając się ze sobą mają prowadzić do szczęścia jednostki oraz rozwoju społeczeństwa. Walka tych dwóch sił ma prowadzić do tego, że świat będzie lepszy i człowiek jaki na nim żyje też będzie lepszy. W tej wypowiedzi brakuje jednak jeszcze innych aksjomatów takich jak: wartość kultury, która nie jest wytworem li tylko takiej czy innej umowy społecznej oraz wartość rodziny, której również nie da się opisać w takich kategoriach.

    Lansowana publicznie obyczajowość homoseksualna może stać w sprzeczności z obyczajowością niejednej kultury. I nie chodzi tu bynajmniej o obyczajowość wyrażającą się w niszczeniu wszystkiego co odmienne. Wprowadzenie do słownika obyczajowego pojęcia „rodzina homoseksualna” na pewno nie ubogaci tego wszystkiego co kryje się pod pojęciem „rodzina”.

    Znamy stary dowcip: czym różni się pojęcie „demokracja” od pojęcia „demokracja socjalistyczna”? Oby utożsamienie terminu „rodzina homoseksualna” z terminem „rodzina” nie był utożsamieniem pojęcia „krzesło elektryczne” z pojęciem „krzesło”. Oby Panie Profesorze tak nie było. Mam nadzieję, że Pańskie poglądy do takiego utożsamienia się nie przyczynią.

    I ostatnia uwaga:
    Czym innym jest sprzeciw wobec lansowanej publicznie obyczajowości homoseksualnej a czym innym jest prześladowanie kogoś za to, że jest homoseksualistą. Oczywiście zakaz publicznego obnoszenia się z homoseksualizmem jest jakąś formą dyskryminacji ale jest to taka sama forma dyskryminacji jak zakaz publicznego propagowania pornografii (nawet tej heteroseksualnej).

    No chyba, że Pan Profesor jest zwolennikiem propagowania pornografii na tych samych zasadach, na jakich propaguje się kosmetyki?

    Jeśli tak, to ja już rozumiem czym jest liberalizm i mówię: Nie, dziękuje!

  • http://liberte.pl Sam

    Kilka słów do Gandalfa adresowanych
    Drogi Gandalfie,

    Używasz w dyskusji właściwych Twojemu imieniu środków: magii. Niezdefiniowana „Lansowana publicznie obyczajowość homoseksualna” to zaklęcie, które ma wywołać tzw. „określone skojarzenia”. Chyba nie dość dokładnie przeczytałeś tekst, który komentujesz, nic w nim o tej „Lpoh” nie ma. Podobnie czarem rzucanym na czytelników jest wywód o pojęciu „rodziny homoseksualnej”, które według Ciebie „na pewno nie ubogaci tego wszystkiego co kryje się pod pojęciem ‚rodzina'”. „Na pewno”? To nie jest argument w dyskusji, to magiczny pewnik, którego nie uzasadniasz w żaden sposób. Kolejna sztuczka czarodziejska – porównanie „zakazu publicznego obnoszenia się z homoseksualizmem” z „zakazem publicznego propagowania pornografii”. Mam uwierzyć, że pojawienie się na mieście dwóch osób tej samej płci trzymających się za rękę („publiczne obnoszenie się”) to jest to samo, co propagowanie pornografii?

    Nic z tego. Te czary nie działają. Bo to nie są czary, tylko marne kuglarskie sztuczki propagandysty-homofoba. Przeczytaj, Gandalfie, „Apendyks karalny” jeszcze raz. On jest o Tobie i dla Ciebie.

  • http://liberte.pl blacksheep

    skąd ta pogarda ?
    Skąd taka nienawiść i pogarda dla wyznania katolickiego u autora ?

    Szanowny Panie Hartmanie Pański artykuł jest bardzo stronniczy. W każdym Pana artykule pojawia się niechęć do Kościoła Katolickie. Czy osoba, która jawnie napiętnuje religię katolicką może być stronnicza i upoważniona do pisania dla szerszej publiczności ? Może. W demokracji każdy ma prawo do wyrażania poglądów, co jest największą zaletą a zarazem największą wadą bo niektórzy jawnie wykorzystują to do ogłupiania społeczeństwa.

  • http://liberte.pl drupality

    Uogólniasz doktorku
    „A teraz, kochane dzieci, zamknijcie oczy i przypomnijcie sobie, jak to kiedyś, gdy miałyście trzynaście lat dotykaliście innego dziecka tej samej płci i jak było wam przyjemnie”

    człowieku pisz za siebie, takie gówno możesz w GW sprzedawać

O autorze
*
JanHartman
Profesor filozofii, wydawca i publicysta, profesor UJ i kierownik Zakładu Filozofii i Bioetyki w Collegium Medicum na Uniwersytecie Jagiellońskim.
@ JanHartman1