„Porozmawiajmy o białych słoniach…” – pierwsza część rozmowy z Hanną Zdanowską

Drukuj

Nie zabiegałem o spotkanie z Hanną Zdanowską. Zostałem na nie zaproszony po napisaniu krytycznego dla jej prezydentury tekstu „Białe słonie Hanny Zdanowskiej”. Na rozmowę szedłem bez przekonania, ale z zaciekawieniem. Z jednej strony gotowość dialogu z oponentami jest na pewno godna szacunku, z drugiej – szkoda, że prezydent Łodzi ujawniła ją dopiero po wyborach. W trakcie kampanii zrezygnowała przecież z udziału w debacie kandydatów na fotel prezydenta organizowanej przez radio Tok FM.

Tekst „Białe słonie Hanny Zdanowskiej” można przeczytać TUTAJ

 

Na spotkanie czekałem w pięknie wyremontowanym korytarzu prezydenckiej części urzędu. W magistracie legendy krążyły wśród pracowników na temat podobno wysokich kosztów remontu tej części gmachu, ale trzeba przyznać, że efekt końcowy robi dobre wrażenie. Wnętrze jest nowoczesne, zaprojektowane z pomysłem i ma kilka łódzkich akcentów.

Hanna Zdanowska wita mnie niezwykle sympatycznie. Jest bezpośrednia i bardzo energiczna, mimo wyraźnie dokuczającego jej przeziębienia. Sprawia też wrażenie osoby ze zdecydowanie przeładowanym kalendarzem – da się odczuć, że spotkanie goni spotkanie. Zanim zaczęliśmy rozmowę podkreśliła, że czytała mój tekst, a podczas lektury zrobiło jej się „bardzo smutno”, gdyż poczuła się potraktowana niesprawiedliwie. Teraz to mi zrobiło się smutno, więc czym prędzej poprosiłem rozmówczynię o przedstawienie argumentów na obronę największych podjętych przez nią w Łodzi inwestycji.

hzdanowska

Biały słoń nr 1, czyli „wąwóz w środku miasta”

Zaczynamy od przebudowy kluczowej dla komunikacji w mieście trasy Wschód-Zachód, która rozpoczęła się jesienią 2013 roku i natychmiast sparaliżowała ruch w mieście. Łodzianie, którzy przez lata mogli mówić, że „w Łodzi to jeszcze nie jeździ się tak źle”, nagle musieli się zmierzyć z korkiem, który od dwóch lat trwa w centrum miasta. Jakie korzyści z przebudowy usprawiedliwiają wysokie, idące w setki milionów złotych, koszty inwestycji i miliony minut spędzonych w korkach przez mieszkańców, skoro nie jest to skrócenie czasu przejazdu remontowaną trasą?

Nigdy naszym celem nie było skrócenie czasu przejazdu. Ta trasa będzie jedynym przez najbliższe trzy lata dojazdem do autostrady A1, będącej wschodnią obwodnicą Łodzi. To szczególnie ważne w kontekście planowanego remontu dojazdu do A2, czyli ul. Strykowskiej, która teraz nie spełnia żadnych standardów i jest wręcz „ulicą śmierci”. Inwestycja pozwoli na usprawnienie ruchu na najważniejszym, śródmiejskim odcinku trasy W-Z, z największą liczba skrzyżowań. Zleciliśmy ekspertyzy, z których wynika, że większość mieszkańców będzie korzystała z tej drogi dojazdowej do autostrad.

Nie przekonuje mnie ten argument. Realne usprawnienie osiągnięto by przedłużając budowany tunel o jedną przecznicę, tak, aby sięgnął za ulicę Kilińskiego, czyli nadal będą tworzyły się korki. Ponadto, za chwilę trzeba będzie przebudowywać kolejne duże skrzyżowanie na trasie W-Z (skrzyżowanie „marszałków”). Dlaczego nie zrobiono tego od razu, w ramach jednej inwestycji? Czy Łodzian czekają kolejne lata paraliżu miasta?

Faktycznie tunel nie wyjdzie za Kilińskiego, ale żeby zapobiec korkom, ruch samochodowy na tej ulicy zostanie ograniczony i będzie ona głównie przeznaczona dla komunikacji publicznej. Skrzyżowanie al. Piłsudskiego z ul. Śmigłego Rydza będzie musiało być przebudowane, bo jest obecnie w fatalnym stanie technicznym, który zagraża bezpieczeństwu kierowców. Analizujemy jeszcze, czy będzie tam tunel, czy wiadukt, ale to skrzyżowanie musi być dwupoziomowe. Mogę obiecać, że z tą inwestycją zaczekamy aż powstanie wschodnia obwodnica Łodzi, która wyprowadzi z miasta część ruchu tranzytowego. Wtedy utrudnienia związane z przebudową nie będą już tak dokuczliwe dla mieszkańców.

Zdanowska mówi z pasją, rozkręca się z minuty na minutę. Widać, że temat inwestycji miejskich to jej konik i nie przesadzała w czasie kampanii wyborczej prezentując siebie jako „budowlańca”. Brzmi przekonująco, gdy z łatwością wchodzi w szczegóły techniczne, ale już nieco mniej gdy podkreśla, że nie chce tymi inwestycjami budować dla siebie pomnika. Jej prezydentura z pewnością będzie oceniana przez pryzmat wielkich projektów inwestycyjnych.

Robię niezbędne w mieście rzeczy wykorzystując szanse jakie dają środki unijne. Chcę, żeby   tramwaje stały się trzonem komunikacji w mieście. Autobusy powinny służyć głównie do dojazdów do centralnych, zintegrowanych przystanków, gdzie pasażerowie będą się przesiadali w tramwaje. Teraz mamy tak, że po tej samej trasie jeździ kilka linii tramwajowych i kilka  autobusów. Taka organizacja komunikacji nie ma sensu i nie jest wygodna dla pasażerów.   

Proszę  pamiętać, że obecnie realizowana przebudowa trasy W-Z to w głównej mierze inwestycja tramwajowa. Zmiana układu dróg została nią wymuszona. Chcemy mieć centrum przesiadkowe, które połączy trasę Łódzkiego tramwaju regionalnego i trasę W-Z. Nie da się tego zrobić bez odseparowania ruchu samochodowego od tramwajowego na skrzyżowaniu Al. Kościuszki z Al. Mickiewicza. Żaden system świateł nie rozładowałby gigantycznych korków, które tworzyłyby się na tym lewoskręcie.

Tu punkt dla Zdanowskiej. Argument trudny do zbicia. Podobnie jak kolejny:

Inwestycja jest bardzo kosztowna ale aż piętnaście procent to koszty centralnego systemu sterowania ruchem, z uprzywilejowaniem komunikacji miejskiej. Będziemy mieli największy w Polsce system, który obejmie przeszło 260 skrzyżowań, czyli całą śródmiejską część miasta. To będzie rozwiązanie, które faktycznie udrożni ruch w mieście. Widziałam takie rozwiązania w Dublinie i byłam pod wielkim wrażaniem.

Urzeka mnie wizja Łodzi z systemem zarządzania ruchem w mieście wzorowany na tym dublińskim, który był zrealizowany we współpracy z firmą IBM, a miasto dostało od tej korporacji grant w wysokości 500 tysięcy dolarów w ramach konkursu „Smart City Challenge”.  Urzeka mnie, choć potem doczytuje, że władze Dublina inteligentny system zarządzania ruchem wprowadziły jako alternatywę dla wielkiej przebudowy infrastruktury drogowej w centrum, a nie jej uzupełnienie.

 

Biały słoń nr 2 – dworzec większy niż Warszawa Centralna

Sensowności budowy schowanego pod ziemię dworca w centrum Łodzi, połączonego tunelem z Łodzią Kaliską raczej nikt nie kwestionuje. Przez lata miasto pozbawione było kolejowego węzła przesiadkowego i funkcjonowało z dysfunkcjonalnym układem dwóch dworców głównych, które nie były ze sobą połączone. Jednak budowany dworzec ma być większy od Warszawy Centralnej, a na wybudowanie tunelu poczekamy jeszcze co najmniej cztery lata. Początkowo więc dworzec będzie w dużej mierze niewykorzystany, a nawet po otwarciu tunelu i zwiększeniu liczby połączeń trudno uwierzyć żeby kiedykolwiek z dworca w Łodzi korzystało tylu pasażerów co z Centralnego w Warszawie. Czy w takim kształcie ta inwestycja ma więc sens? Czy analizy ją uzasadniające nie są wzięte „z sufitu”?

Żeby była jasność – decyzje dotyczące wielkości dworca zapadały wtedy gdy rządził tu PiS. To było w latach 2007-2008 i nie miałam na to wpływu. Gdy obejmowałam urząd przetarg już trwał i było za późno na zmiany. W związku z tym za to nie mogę brać za to odpowiedzialności. Za samą budowę dworca odpowiada PKP PLK, a ja zajmuje się tylko jego otoczeniem, zapewnieniem odpowiedniego  połączenia z komunikacją miejską i dostępności dla mieszkańców.

– Przyzna Pani jednak, że dworzec jest za duży jak na potrzeby Łodzi? – dopytuję.

Pytanie jaką perspektywę czasową powinno się przyjąć planując takie inwestycje. Czy w tej chwili dworzec zapełni się taką liczbą pasażerów, jaka była planowana? Zgadzam się, że nie. Patrząc w perspektywie ćwierćwiecza, półwieku czy wieku – być może tak. Zakładamy, że Łódź będzie się rozwijała i nie spadnie drastycznie liczba ludności.

Prognozy demograficzne nie napawają jednak optymizmem. Liczba mieszkańców prawdopodobnie będzie się kurczyć.

Trendy demograficzne faktycznie nie są sprzyjające, ale też ciężko na to pracowaliśmy. Duże inwestycje miejskie, rewitalizacja centrum powinny zacząć się wcześniej. Przespaliśmy wiele lat i teraz odczuwamy konsekwencje. W 2002 roku mieliśmy budżet większy niż Wrocław, a w chwili, gdy obejmowałam urząd ten wrocławski był już znacząco większy. Na pewno więc potrzebujemy kilku lat szybkiego rozwoju, żeby dworzec miał szansę zacząć się wypełniać. Potrzebujemy też kolei dużych prędkości, która jest w mojej ocenie przyszłością komunikacji w Europie. Dworzec będzie do tego dostosowany.

Jestem ciekawy, kiedy zostanie zagospodarowana ta olbrzymia przestrzeń, która zostanie po inwestycji nad dworcem.

Szacuje się, że na zagospodarowanie najbliższego otoczenia dworca potrzebujemy siedem, osiem lat. Obserwujemy bardzo duże zainteresowanie inwestorów działkami na tym terenie. Na razie ich sprzedaż jest niemożliwa, bo objęte są terenem budowy. Jak tylko skończy się budowa będziemy je sukcesywnie sprzedawać. Jeśli zostanie nam przyznana organizacja wystawy Expo poświęconej rewitalizacji miast, decyzja zapadnie na początku 2017 roku, to na tym terenie powstaną specjalne pawilony, które po zakończeniu imprezy zmienią swoje przeznaczenie.

Prezydent Zdanowska dłuższą chwilę opowiada o Expo. Widzi w tej międzynarodowej wystawie szansę pozyskania środków rządowych oraz dodatkowej promocji miasta. Mówi, że ciężko pracuje nad tym, żeby ta impreza w Łodzi się odbyła. Nie mam powodów, żeby jej nie wierzyć. Za dobrą monetę biorę też optymizm dotyczący tempa wybudowania Nowego Centrum Łodzi. Pozostaje nieprzekonany jeśli chodzi o sensowność budowania tak dużego dworca – jest olbrzymie ryzyko, że to będzie „biały słoń”, bardzo drogi w eksploatacji, nigdy niezagospodarowany w pełni obiekt.

 

Biały słoń nr 3 – lotnisko oddalone o godzinę drogi od Okęcia  

Rozmowa o kolejach szybkich prędkości naprowadza na temat lotniska Lublinek i w ogóle sensowności utrzymywania takiej liczby regionalnych portów lotniczych w Polsce.

Uważam, że tak jak jest w przypadku decyzji o przebiegu dróg krajowych i autostrad, decyzje o lokalizacji lotnisk regionalnych powinien podejmować rząd. Mamy za dużo lotnisk w Polsce, a linie lotnicze mają komfortową sytuację mogąc dyktować samorządom warunki. Kto dopłaci więcej, ten ma połączenie. Ta sytuacja to kuriozum i nie chce się na nią godzić.

– To co w tej sytuacji z lotniskiem w Łodzi? – pytam.

Jak otworzymy dojazdy do autostrad to podróż z centrum Łodzi na Okęcie zajmie około godziny. To już czas podróży, który pozwoli Łodzianom wygodnie z niego korzystać. Lotnisko łódzkie służyć będzie głównie do obsługi czarterów, czy lotów prywatnych, których jest coraz więcej. Rozwijamy cały czas przewozy towarowe, ale Lublinek nigdy nie będzie typowym lotniskiem cargo, bo jest za blisko miasta. Na razie trudno liczyć na większa liczbę lotów rejsowych do wielkich europejskich portów przesiadkowych. Trudno jest takie połączenia utrzymać, nawet gdy samorząd do nich dopłaca.

– Zgadza się pani, że lotnisko jest za duże?

Lotnisko w Łodzi jest za duże, a skala przeinwestowania na nim jest olbrzymia. Niewiele już z tym w tej chwili można zrobić. Podkreślam też, że nie ja odpowiadam za ten stan rzeczy.

Tu Hanna Zdanowska bierze głębszy oddech i wyrzuca z siebie długą listę szczegółowych zarzutów: po co nam aż trzy wieże, po co taka duża stacja paliw, której nie ma chyba żadne tej wielkości lotnisko na świecie? Jak można zarabiać na wynajmie przestrzeni lotniskowej, skoro strefa zakupów w nowym terminalu jest odseparowana od głównej trasy, którą przemieszczają się podróżni? Na moją uwagę, że być może jakiś jej następca będzie z taką samą łatwością formułował zarzutów wobec dworca Łódź Fabryczna odpowiada: - Doceniam różne dobre projekty moich poprzedników, ale niestety pewne rzeczy wymknęły im się spod kontroli i inwestycje na lotnisku są tego przykładem. 

***

Deklaracja o docenianiu sukcesów ekipy prezydenta Kropiwnickiego zainteresowała mnie na tyle, że zmieniamy temat i kończymy rozmowę o „białych słoniach”. Z jednej strony nie rozwiała ona wszystkich moich wątpliwości, a niektóre wręcz potwierdziła, ale w sumie jestem zmuszony przyznać, że prezydent Zdanowska broniła się bardzo sprawnie. Trudno jej przecież zarzucać, że nie chce brać odpowiedzialności za decyzje poprzedników i chce być oceniana za to o czym sama decydowała. Może więc to i dobrze, że w ciągu najbliższych czterech lat wszystkie jej sztandarowe inwestycje się zakończą i będzie można ocenić ich sensowność. Jeśli okażą się faktycznie „białymi słoniami”, to przy olbrzymiej skali niedogodności, jakie muszą znosić mieszkańcy Łodzi w związku z ich realizacją, opozycja dostanie do ręki potężny oręż, który prawdopodobnie zakończy rządy Hanny Zdanowskiej na drugiej kadencji. Jeśli jednak faktycznie okażą się warte poniesionych kosztów to prezydent Zdanowska ma wszelkie szanse na ulicę swojego imienia. I wcale nie mam tu na myśli prześmiewczego „wąwozu Zdanowskiej”, jak zwykło się w Łodzi mówić o trasie WZ.

 

W drugiej części rozmowy – już jutro dostępnej na liberte.pl! – z prezydent Hanną Zdanowską przeczytacie Państwo m.in. o sukcesach ekipy prezydenta Kropiwnickiego, o remontach kamienic i koniecznych przesiedleniach mieszkańców, o długach i straconych latach, a także o zarządzaniu urzędem i o tym, ile w najbliższych latach wydamy na inwestycje w mieście.

Czytaj również
O autorze
*
TomaszKamiński
Adiunkt na Wydziale Studiów Międzynarodowych i Politologicznych Uniwersytetu Łódzkiego, stały współpracownik „Liberté!”
@ kaminskitomas