Potęga narracji. Tajemnica sukcesu PiS.

Drukuj

Sentymentami społecznymi rządzą emocje, te zaś przekładają się na politykę. Sprzyjające emocje to wiatr w żagle, nieprzychylne są w stanie zatrzymać nawet pewnych zwycięzców. To dzięki emocjom rządzącym społeczeństwem USA Donald Trump może otwarcie powiedzieć, że choćby zastrzelił człowieka w środku dnia na piątej alei w Nowym Jorku to poparcie dla niego nie spadnie (no chyba, że zastrzelony byłby jego wyborcą – no ale to tylko jeden głos). I ma rację. Emocje zaś wynikają często z wewnętrznych odczuć, ale do polityków należy nadanie im znaczenia. Zdolność do narzucenia narracji często decyduje o sukcesie lub porażce politycznej. Dlatego warto się przyjrzeć polskim narracjom bo tłumaczą one sytuację w jakiej się znajdujemy, a być może pozwoli zastanowić się nad tym co trzeba zrobić inaczej  w przyszłości, by nie dopuścić do dalszego demolowania naszego kraju.

Dominującą narracją od 1990 roku była modernizacja. Trochę gomułkowska historia o gonieniu Zachodu, dla której warto ponosić wyrzeczenia i ciągle się mobilizować. Świetnie działała i sprawdzała się bez zarzutu – co więcej powoli spełniała swoje obietnice. I to właśnie było jednym z powodów, który ją zabił. Gonienie Zachodu traci na atrakcyjności gdy właściwie Zachodem już jesteśmy: Polska stała się członkiem NATO i UE, jesteśmy w Strefie Schengen. Po co się więc szarpać?

Odczucie to wzmacniała PO swoją narracją „ciepłej wody w kranie”. Przekaz był dość wyraźny: reformy nie są potrzebne – teraz zaczynamy żyć pełnią życia. Rządzenie sprowadzono do administrowania, zaś modernizacyjną energię rozpuszczono na cztery wiatry. To był początek kłopotów PO. Po pierwsze skoro do świadomości ludzi dotarło, ze są już częścią Zachodu i nic więcej zasadniczo robić nie trzeba to zaczęły się pojawiać pytania wynikające z prostych porównań. Dlaczego w Polsce zarobki nie są tak wysokie jak w Niemczech? Wcześniej odpowiedź była jasna: bo gonimy, bo wychodzimy z komunizmu – co więcej był to pozytywy bodziec do działania. Ale teraz? Skoro różnice ekonomiczne nie stanowią już podstawy do działania to zaczynają budzić frustracje. Bo skoro jest tak dobrze to czemu jest tak źle?

Z tym właśnie pytaniem zderzyła się narracja PO w ostatnich wyborach. Narracja sukcesu używana przez Bronisława Komorowskiego, choć prawdziwa, zderzyła się ze ścianą irytacji. „Polska w ruinie” choć absurdalna zaczynała nabierać wiarygodności bo punktem odniesienia zaczęła być Szwecja, a nie PRL czy choćby Ukraina. W społeczeństwie pojawiła się potrzeba zmiany (dobrej). Okazało się także, że niemało osób ciągle wierzy w narrację modernizacyjną i poczuły się przez PO opuszczone. Na tym gruncie wyrosła Nowoczesna, proponując powrót do dawnego dyskursu. Ale jak się wydaje nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki i sukces Nowoczesnej można uznać za ograniczony.

Dziś główną słabością opozycji jest brak spójnej narracji. PO nie potrafi dojść do siebie po przegranej, zaś wewnętrzne czystki urządzane przez Grzegorza Schetynę tylko sprawę pogarszają. Lider jest po prostu kartonowym technokratą skupionym na konsolidacji swej władzy – bez wizji polotu i charyzmy i bez propozycji dla wyborców. Tylko tym właściwie można tłumaczyć ciągle wysokie notowania Nowoczesnej. Ryszard Petru wypada nieźle ale tylko dzięki temu, że jest głównie porównywany do Schetyny. Jego ekspercki wizerunek cierpi ze względu na wciąż wytykane i głupie wpadki. Nowoczesna nie ma struktur – w dużej mierze na własne życzenie zamykając się na wiele środowisk i osób. Po prostu obecne władze boją się, że wewnątrzpartyjna demokracja mogłaby się skończyć utratą władzy więc woli własne wąskie grono. Jednak decyzja PKW kwestionująca sprawozdanie finansowe – choć oparta na technikaliach – może pozbawić partię także pieniędzy. Tych zaś Nowoczesna nie ma zbyt wiele, szczególnie biorąc pod uwagę zadłużenie zaciągnięte na kampanię. Gdyby nie atak PiS na Trybunał Konstytucyjny dzięki czemu obie partie były w stanie podpiąć się pod narrację ratowania demokracji ich notowania byłyby dziś dużo niższe. Jednak jej głównym nośnikiem jest KOD, a nie żadna z tych partii. Co więcej „sprzątanie po PiSie” (hasło Nowoczesnej) nie jest zbyt nośne bo ma niewielki potencjał pozytywny.

Pozostałe partie wyglądają jeszcze gorzej. Kukiz przechodzi typowe dla antysystemowców problemy, kiedy stają się częścią systemu. Dla swoich wyborców tracą wiarygodność, pomimo ciągłych prób jej podtrzymywania. To jednak defensywa skazana na porażkę. Razem, która jest odpryskiem dość popularnych ruchów socjalistycznych na Zachodzie słabo przyjmuje się w kraju. Ocierająca się o komunizm lewica nie ma lekkiego życia w kraju postkomunistycznym, szczególnie, że wiele z jej postulatów zostało przejęte przez PiS. Ludzie szukający socjalnego państwa bardziej wierzą narodowym socjalistom niż komunistom. SLD z przybudówkami również rozpaczliwie poszukuje tożsamości niknąc przy tym w oczach. Co takiego wyborcom chce zaś przekazać PSL pozostaje najpilniej strzeżoną tajemnicą tej partii.

Dużo ciekawiej przedstawia się analiza narracji PiS. Co ciekawe właściwie nie miała ona jednego spójnego przekazu, poza głoszeniem konieczności kompletnej zmiany kraju. Za to dobierała bardzo wiele przekazów i zaproponowała kafeteryjne podejście do narracji, gdzie prawie każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Ich wspólny mianownik nie jest na pierwszy rzut oka oczywisty, a jest nim przywrócenie stanu społecznego z lat 60-70 XX wieku – to samo zresztą co przyświeca partii Razem (choć w nieco innym zakresie). Jednak dostrzeżenie tego wymaga głębszej analizy i nie jest wyraźnie komunikowane (być może nie jest nawet uświadomione), zatem nie jest elementem narracji.

Sama konstrukcja przekazu PiS została w dużej mierze zbudowana wokół koncepcji macierzy moralnych Jonathana Haidita. Wskazuje on na pięć fundamentów moralnych, których naruszenie powoduje silne reakcje emocjonalne pozwalające budować społeczne emocje i kanalizować je w ramach swojej narracji. I choć wątpię by PiS korzystał z tej teorii w sposób świadomy to trzeba docenić skuteczność wykonania.

Fundament 1 Troska i krzywda

Fundament wyrastający z biologicznego imperatywu opieki nad dziećmi. Dziś mocno rozszerzony tak, ze uwzględnia nawet zwierzęta – jednak to dzieci i bezbronni wywołują ciągle najsilniejsze efekty. W programie PiS wiodącą rolę odgrywała tu właśnie wskazywanie na krzywdę dzieci – ze sztandarowym projektem: „Ratujmy maluchy”. Któż nie chciałby pomóc biednym dzieciom, zmuszanym do ciężkiej pracy w szkole podstawowej? Dzieciom odzieranym z dzieciństwa, w placówkach do tego nieprzygotowanych? Uciśnionych przez opresyjny rząd PO i jego krwiożerczych ministrów? To bardzo silny sygnał emocjonalny, którego nie sposób zdusić prawdziwymi stwierdzeniami, że wcześniejsza edukacja jest dla dzieci korzystna.

Podobnie sprawa się ma z wiekiem emerytalnym – krwiożercze PO każe staruszkom pracować do śmierci. W ramach troski o nich PiS przywróci poprzedni wiek emerytalny by mogli korzystać ze złotej jesieni życia. To, że z powodu tego ruchu ich emerytura będzie o 40% niższa już tak głośno nie było słychać. No, ale cóż skoro jesień to można opadłe liście do garnka włożyć.

Ten fundament łatwo wykorzystuje się będąc w opozycji – znacznie trudniej rządząc. W końcu pod naszymi rządami nikomu (kto na to nie zasługuje) krzywda się nie dzieje. Dlatego ten fundament jest teraz wykorzystywany przez środowiska opozycyjne – szczególnie w kwestiach związanych z aborcją. Wcześniej ratowaliśmy maluchy, teraz ratujemy kobiety.

Fundament 2 Lojalność i zdrada

Opowieść o „zdradzonych o świcie” znamy już od dawna. Zdrada rządu PO postępuje jednak dalej i ewoluowała od rosyjsko-niemieckiego kondominium po neokolonializm. Cóż może być lepszym dowodem na oczywistą zdradę Donalda Tuska niż przyjacielskie stosunki z Angelą Merkel? Jaki porządny Polak w ogóle przyjaźni się z Niemcem? Przekonanie o zdradzie PO, czy szerzej elit, rozpowszechniało się. Oczywiście nie dla wszystkich była do przełknięcia historyjka o spisku przeciwko Polsce w ramach New World Order, czy podporządkowania Niemcom. Ale historyjki o „zdradzie interesu narodowego” są już dużo łatwiejsze do strawienia. Szczególnie jeśli podeprze się je wyrwanymi z kontekstu przykładami „złodziejskiej prywatyzacji”, „deindustrializacji” itp.

Ten fundament jest zresztą wykorzystywany także po wyborach. O ile pierwszy jest trudny do wykorzystania będąc u władzy bo przecież wszystkie dzieci pod rządami PiS są już pulchne i rumiane, o tyle wewnętrznych zdrajców wskazać łatwo. Choćby wszystkich tych, którzy skarżą na Polskę do instytucji międzynarodowych (jak choćby minister Waszczykowski).

Fundament 3 Sprawiedliwość i oszustwo

Jak wiadomo jesteśmy wyzyskiwani i oszukiwani przez zagraniczne potęgi oraz przekupionych przez nich zdrajców (patrz Fundament 2). Polska nie może rozwinąć swojego potencjału bo jesteśmy wysysani z kapitału, a polskie firmy są niszczone przez nieuczciwą konkurencję. A jednym ze źródeł problemu jest oczywiście oddanie w obce ręce za bezcen naszych instytucji finansowych, które wysysają pieniądze z przeciętnego Polaka – stąd konieczność repolonizacji.

Bankster to światowa ikona oszusta. U nas to nieco mniej zrozumiałe bo kryzys ominął nas szerokim łukiem, ale na szczęście pojawił się problem „frankowiczów”. Dla wielu w sposób oczywisty banki oszukały kredytobiorców i należy im się rekompensata. Kandydat Duda obiecał ustawę, która tą niesprawiedliwość naprawi – czyli przerzuci koszty spekulacji walutowej kredytobiorców na banki. Ustawę nawet próbował napisać, ale jej skutki NBP oszacowała na 60 mld złotych – który to koszt spadłby w większości na budżet państwa a nie banki (bo te w mgnieniu oka by upadły). Panel ekspertów jeszcze w maju próbował przekonać, że straty to są właściwie „skutki bilansowe” i można je rozłożyć na lata. Szkoda, że przewodził im prof. Modzelewski, który jest księgowym a nie finansistą i nie wie, że nawet jeśli się coś rozksięguje w ciągu wielu lat to jeszcze nie znaczy, ze skutki ekonomiczne nie są odczuwalne od razu.

Jak na razie projekt prezydencki ustawy jest całkowitym wycofaniem się z obietnic i pierwszym przypadkiem podczas rządu PiS kiedy wola polityczna ustąpiła przed rzeczywistością. Inne programy PiS być może uda się dociągnąć do następnych wyborów, o ile dopisze sporo szczęścia. Ta ustawa rozniosłaby gospodarkę w przeciągu miesięcy.

Fundament 4 Świętość i upodlenie

Przedstawianie świętości, które są brukane przez przeciwników politycznych jest łatwe zwłaszcza dla konserwatystów. Lista takich zagrożonych wartości wskazywana przez PiS jest długa. Zaczynamy oczywiście od religii i utożsamionego z nią Kościoła Katolickiego – wysoce uciśnionego i poniewieranego przez rządy PO (choćby próbą zamiany Funduszu Kościelnego na odpisy podatkowe wiernych, tylko kilkumilionowymi dotacjami na budowę Świątyni Opatrzności Bożej, tylko przeszło miliardem rocznie na nauczanie religii w szkołach etc.), przez wartości rodzinne (oczywiście przez homoseksualistów i szerzej LBTGQ – chcących wchodzić w legalne związki) na pamięci bohatersko poległych w katastrofie smoleńskiej skończywszy. Rząd PO jest brudny bo bezcześci świętości – choćby przez to, że nie oddaje im należnego hołdu: nie buduje pomnika na Krakowskim Przedmieściu, za mało docenia żołnierzy wyklętych etc.

Fundament świętości jest ważny głównie dla konserwatystów (a właściwie jest mniej ważny dla liberałów) i im najłatwiej jest go wykorzystywać. Jednak nasza opozycja nauczyła się i tego. Wielkie marsze KOD, które porwały tłumy bazowały głównie na tym fundamencie. Tu wartością, która była bezczeszczona jest demokracja personifikowana, a to przez Trybunał Konstytucyjny, a to przez Lecha Wałęsę.

Fundament 5 Autorytet i bunt

Pomimo całego swojego konserwatyzmu większość przekazu PiS obracało się wobec buntu – w szczególności buntu wobec elit tak intelektualnych jak i gospodarczych. Jednak od ruchu Kukiza różniło go podejście. PiS chciał je wymienić na swoje (co konsekwentnie robi, czasem z tragicznymi rezultatami kiedy okazuje się, że nowe elity nie posiadają nawet skrawka kompetencji – co możemy obserwować od stadnin w Janowie po TVP), Kukiz zaś wywrócić cały system. Jest to różnica subtelna, ale wystarczająco wyraźna by można było odróżnić te profile. Buntownicy mogli się odnaleźć w obu obozach.

Dziś rewolucja PiS trwa. Przykład Jacka Kurskiego pokazuje, że zaczyna zjadać własne dzieci. Wyraźnie jednak widać, że chodzi w niej o wzmocnienie układu hierarchicznego przy jednoczesnym wymianie jej szczytu. To być może główny powód, dla którego drogi PiS i Kukiz15′ się rozchodzą.

Jakie z tego wnioski na przyszłość? Po pierwsze aby skutecznie uprawiać politykę trzeba umiejętnie odwoływać się do emocji. Potrzebna jest do tego odpowiednia narracja, która nawet niekoniecznie musi być spójna. Ważne by dawała odzew społeczny. Opieranie się na racjonalizmie, faktach i teoriach jest słuszne, ale zupełnie nieskuteczne. Przekonała się o tym Unia Wolności, przekona się i Nowoczesna, której słabo pomaga zalew pseudomerytorycznych memów. Nie ma też powrotu do narracji przeszłości – działają one jeszcze na część populacji, ale to czekanie na wykrwawienie się.

Jak zatem budować te emocje na własne potrzeby? Spoglądając na działanie PiS wydaje się, że bardzo trudno je wytworzyć samemu. Dużo łatwiej zaabsorbować z ruchów oddolnych. Ani ruch Ratujmy Maluchy, ani Stop Bankowemu Bezprawiu nie był PiSowski, ale stały się one takie bo PiS uznał (choćby deklaratywnie) ich sprawy za swoje. Zresztą wchłanianie takich ruchów w szeregi partyjne jest sytuacją dość powszechną: wystarczy przytoczyć przykład Republikanów i Tea Party.

Takie podejście zdaje się także działać dla opozycji. Sama z siebie jest ona albo niema (PO, PSL, SLD), albo anachroniczna (Nowoczesna). Próby podłączenia się partii pod działania KODu to właściwie jedyny skuteczny przejaw podłączenia się pod społeczne emocje. Oczywiście nie ma tu mowy o inkorporacji KODu, bo on sam mógłby połknąć te partie, ale daje to wskazówkę na przyszłość. Mam jednak obawę, że ich uniwersalna wodzowska struktura na wszystkich szczeblach i idąca za tym obawa utraty wewnątrzpartyjnej władzy skutecznie to uniemożliwi. Prodemokratyczna na zewnątrz Nowoczesna niczym się nie różni w autorytarnych wewnętrznych mechanizmach od PiS. Włączanie w szeregi innych organizacji z konieczności wymusi rozprężenie i demokratyzację, a to tworzy ryzyka, których partyjni liderzy mogą nie chcieć przyjąć. Zatem wygląda na to, ze władza PiS skończy się dopiero wtedy kiedy skończą się pieniądze w budżecie.

Czytaj również
O autorze
*
TomaszKasprowicz
Przedsiębiorca, naukowiec, publicysta.