Przestańmy wierzyć w kłamstwa!

Drukuj

Żyjemy w państwie, w którym słowom wierzy się bardziej niż liczbom, a prawo pisane jest nie pod dyktando encyklopedii, tylko biblii. Jeżeli nie zaczniemy wiedzieć zamiast wierzyć, nasza ignorancja może zebrać obfite żniwo.

Polska jest krajem w pełni demokratycznym. Homoseksualizm nie jest chorobą. Od dwudziestu lat jesteśmy jedną z najszybciej rozwijających się gospodarek na świecie. W Smoleńsku nie doszło do zamachu. To nie są opinie, tylko fakty. Fakty, które ustaliły, opisały i wymierzyły kompetentne gremia: politologowie, psychiatrzy, ekonomiści oraz inżynierowie. Tutaj nie ma miejsca na polemikę – każdy, kto twierdzi inaczej po prostu nie mówi prawdy.

putin_orban

 

Po dwudziestu kilku latach demokracji okazało się, że wolność słowa uwiodła nas tak bardzo, że nawet nie zauważyliśmy, kiedy obok opinii znalazły się brednie, a obok bredni – kłamstwa. Z rozpędu przyznaliśmy oszustom pełnoprawne miejsce w publicznej debacie. Dzisiaj jest już za późno: każdy blef, każdy nonsens i każdą bzdurę firmują setki publicystów i polityków, którzy legitymizują je powagą swoich garniturów i garsonek.

Granica pomiędzy prawdą a kłamstwem nie jest cienka. Wyznacza ją to, co o danej sprawie mówią karty encyklopedii. Może się nam wydawać, że nic się takiego nie stanie, jeżeli w zażartej dyskusji powiemy z rozpędu, że polskie nierówności rosną, a na Zachodzie nie można już używać słów „mama” i „tata”. To przecież nic wielkiego, ot drobne nadużycie. Problem polega na tym, że kłamstwa mają swoją wewnętrzną strefę Schengen – gdy się w niej znajdziemy, trudno nam będzie zauważyć, że mijamy kolejne granice. Dzięki temu rosnące nierówności nagle zamieniają się w katastrofalną sytuację ekonomiczną, a ta błyskawicznie stanie się podstawą do zakwestionowania fundamentów naszego ustroju.

Na efekty nie trzeba długo czekać. Blisko połowa polskich wyborców dała się uwieść politycznemu łgarstwu. Część z nich (wbrew wszystkim statystykom!) twierdzi że III Rzeczpospolita jest porażką. Prawica głosi płomienne tyrady o „ojczyźnie wolnej, którą racz nam wrócić Panie”, a lewica opowiada własne bajki o napisaniu prawa od nowa. A to przecież ta lepsza część naszej sceny politycznej. Pozostali wierzą w absurdalno-wolnościową wizję, którą lansuje Janusz Korwin-Mikke i Paweł Kukiz.

Ostatnio modne stało się rozważanie, co łączy Putina z Hitlerem i Stalinem. Prawdę mówiąc, bardzo niewiele. Inny jest czas, miejsce i okoliczności, inna jest skala i idea. Ale jest podobieństwo, które widać na pierwszy rzut oka: niechęć do prawdy. Bogaci Żydzi, chciwi kapitaliści czy ukraińscy faszyści są tak naprawdę bohaterami tej samej historii. Dlaczego prawicowemu Victorowi Orbanowi tak blisko do Władimira Putina, który nawiązuje do najmroczniejszych kart komunistycznej Rosji? Ponieważ obaj okłamują własne narody. To tam powinniśmy szukać źródeł zagrożeń, nasz niepokój powinna wzbudzać Syriza, Front Narodowy, Prawo i Sprawiedliwość oraz wszystkie inne partie, które tworzą własne legendy.

Grecy uwierzyli, że Unia Europejska chce im zaszkodzić, rodzina Le Pen od lat karmi swój elektorat historiami o muzułmanach, a polska prawica przekonała sporą część społeczeństwa, że nasz kraj jest ruiną. Przykład Węgier pokazuje, jak poważne mogą być tego konsekwencje. Orbán także zaczynał od błahostek, a rozpędził się tak bardzo, że skłonił sporą część własnego narodu do odwrócenia się plecami od demokracji i Brukseli, ku autorytaryzmowi i Moskwie.

Im bardziej wierzymy w rozmaite łgarstwa, tym bardziej zwiększamy prawdopodobieństwo, że następnym razem „zielone ludziki” nie będą potrzebne. Po prostu ktoś na własne potrzeby zmodyfikuje istniejące kłamstwo. Dlatego granica pomiędzy fikcją a prawdą powinna być znacznie ważniejsza od innych podziałów.

Kłamstwo zawsze jest atrakcyjniejsze od prawdy. Jeżeli nie zostanie potępione, nieuchronnie zdobędzie serca tłumów. Niezależnie od tego, czy będzie nim polityczna utopia, wizja wiecznego życia, czy szczęśliwa miłość, którą oferują telewizyjni wróżbici. To zawsze ten sam mechanizm. Nikt nie zabrania nam wierzyć, ale przede wszystkim zacznijmy wiedzieć. Inaczej czeka nas smutna przyszłość. Nawet błahe kłamstewko w mgnieniu oka może przerodzić się w katastrofę.

 

Twitter: @jwmrad

Blog: radomski.liberte.pl

Czytaj również
*
JanRadomski
W redakcji "Liberté!" od 2010 roku, obecnie redaktor prowadzący portal liberte.pl. Działacz pozarządowy, członek zarządu Stowarzyszenia Projekt: Polska. Na blogu przede wszystkim o polityce i kulturze, ostatnio - także o Poznaniu. Kontakt - jradomski@liberte.pl.