#Liberte_poleca: Lewacy, wszędzie lewacy :)

Norman Tabor w swoim artykule zamieszczonym na portalu Nowego Obywatela przywraca właściwe znaczenie określeniu „lewactwo”, które w ostatnich latach niemal całkowicie zawłaszczone zostało przez narodowo-katolicką prawicę. Kim są osławieni, legendarni lewacy? Co termin ten oznaczał pierwotnie i skąd się on wziął? Odpowiedź na te pytania może wprawić w zdumienie niejednego zwolennika polskiej prawicy.

Szumidła, monidła, kadzidła :)

Toczymy ze sobą wojny o wszystko. Zwolennicy Biedronia uważają, że inni, to stęchła konserwa, oponenci wyśmiewają się z jego sklepiku z ciuszkami, nazywając go Biedrońką. Przeciwnicy Schetyny każą mu natychmiast odejść, bo nie ma charyzmy. SLD jest czerwone, a Nowoczesna to zjedzona przystawka.

Ryszard ma żal do Katarzyny, a Katarzyna żal do Kamili. PSL, jak zawsze, jest w Opozycji, ale w opozycji do Opozycji, Razem ma śladowe poparcie, ale to nie przeszkadza im twierdzić, że to oni są prawdziwą lewicą. Platforma, to właściwie PiS, a do tego żarłacz biały, który tylko czyha na biedne, małe rybki. Niby wszyscy mamy jakiś wspólny cel, ale każdy wie lepiej, jak do niego dojść. Robert rozmawia o tym z Włodkiem, Włodek z Grzegorzem, Grzegorz z Katarzyną, Katarzyna z Kamilą, Kamila z Ryszardem, a Ryszard z Władkiem. Do tego na to wszystko patrzy z boku Paweł, wołając: róbmy prawybory! Każdy z każdym rozmawia, ale dogadać się nie mogą, choć wszyscy twierdzą, że wiedzą, na czym polega pułapka D’Hondta… I tylko nieliczni chwytają się za głowę, pytając: jak to możliwe, że będąc tak blisko, można być jednocześnie tak bardzo daleko?

Zrozumieć D’Hondta.

Przecież wiemy, jaki jest cel, prawda? Może powtórzę: celem jest życie w normalnej Polsce. Każda trzeźwo myśląca obywatelka i niemniej trzeźwo myślący obywatel wie, że nie ma normalnej, nowoczesnej Polski pod rządami zjednoczonej, socjalistycznej „prawicy”. Z każdym kolejnym dniem utwierdzamy się w tym przekonaniu. Nie ma tygodnia, abyśmy nie doświadczali jakiegoś déjà vu, które przywołuje nam obrazy z dawno minionych lat lub z państw, które demokratyczne są tylko z nazwy. W końcu Polska Rzeczpospolita Ludowa też była demokratyczna. Rosja i Węgry także są. Wszystko to niby wiemy, ale co z tego? Biedroń buduje swoją partię, choć latami przekonywał nas, że chce być jedynie samorządowcem. Teraz mówi, że chce być europosłem, ale jednocześnie potwierdza, że celem jest urząd premiera. Właściwie to urząd premiera nie, bo wie, że nie pokona Schetyny – więc celem jest urząd prezydenta, choć na razie udaje, że ochrona żyrandola go nie interesuje. Żadnej pewności nie ma, czy nie dokona jakieś kolejnej wolty, ale jego zwolennicy twierdzą, że ma logiczny i jasny przekaz dla wszystkich. Dla mnie nie jest jasny, lecz przecież wiadomo – ja jestem platformerskim akolitą, zapuszkowaną, prawicową konserwą i nie rozumiem wizjonerskiej polityki Roberta.

Trzy lata temu powstawała z hukiem Nowoczesna. Miała być alternatywą dla Platformy. Na każdym spotkaniu przekonywał o tym jej twórca i założyciel – Ryszard Petru. On pierwszy wymyślił burze mózgów z wyborcami, nie żaden Biedroń. Ludzie, którzy wtedy poświęcili się dla zbudowania tej partii, dzisiaj ze sobą właściwie nie rozmawiają. Mówią o sobie, że każdy tam zdradził każdego. Trzy lata wystarczyły, aby do takiej sytuacji doszło, a ja mam uwierzyć, że Ruch Biedronia będzie jakąś inną, wielką, zjednoczoną partią, która zmiecie z powierzchni ziemi tę cholerną, znienawidzoną Platformę, bo za nic nie chce ona być lewicą! Przypomnę, bo może nie każdy to dzisiaj pamięta – Nowoczesna nie przyciągnęła nowych wyborców, Nowoczesna zabrała wyborców Platformie, dokładnie tak samo, jak Kukiz. Wystarczy pobieżna analiza wyników wyborów z 2015 roku, aby zobaczyć, jak ubyło PO, a jak przybyło N i K’15. Przez trzy lata słyszę zaś, jak to Nowoczesna i Kukiz mocno się od Platformy różnią i jak bardzo są to nowe, objawione byty. Nie, nie są. Czy się to komuś podoba, czy nie – Platforma Obywatelska jest nadal największą partią opozycyjną i taką będzie jeszcze przez długie lata. Żadne zaklęcia nie pomogą i nie zagłuszą prawdy, że wszystkie liberalne partie ostatnich lat źródła swe toczą z PO. Żadne zaklęcia nie zagłuszą też prawdy, że ta zła Platforma przetrwała wszystkie kryzysy, choć słyszałem wiele głosów, które wieszczyły jej odejście w niebyt, a Petru ogłaszał się liderem Opozycji. Wszystkim politykom po demokratyczno-liberalnej stronie podaję za przykład Grzegorza Schetynę – pamiętam, jak był marginalizowany w Platformie, ale mimo to został, nie obraził się i nie poszedł budować nowej Platformy Bis! Inni wiecznie zabierają ze sobą swoje samochodziki i laleczki, i obrażeni, z misją na ustach, budują nam co trzy, cztery lata jakąś super hiper nowoczesną, liberalną partię! Wow!

Można mieć wiele uzasadnionych pretensji do Platformy, gadać w kółko o tym, że jest leniwa, że nie ma jej na prowincji, że codziennie nie zaskakuje jakimiś wybuchowymi pomysłami, że jest niewiarygodna, bo zawiodła w kilku sprawach. Można to wszystko powtarzać w kółko i wiecznie żyć ułudą, że jest gdzieś jakaś partia, która spełnia oczekiwania wszystkich, ale nie da się zakłamać prawdy, że póki co, to Platforma jest jedyną siłą, wokół której można budować blok, zdolny pokonać PiS. Czy się to komuś podoba, czy nie. I jeszcze jedno – jej częste niezdecydowanie w niektórych sprawach jest tak naprawdę jej siłą, bo wynika z faktu, iż skupia wewnątrz wiele różnych nurtów. I jeśli ktoś nie rozumie, że wartością dodaną dla obrony demokracji w Polsce jest dołączanie do Platformy, aby ją zmieniać od środka, zamiast bez przerwy rozbijać, ten nie rozumie nic, kompletnie nic z tego, co się dzieje i za chwilę stać się może. I nie chodzi o jakieś tam kolejne cztery lata rządów PiS. Chodzi o przejęcie władzy na dekady, dokładnie tak, jak się to stało na Węgrzech, gdzie już nawet oszustwa wyborcze nie robią na nikim wrażenia. Każdy kto tego wszystkiego nie rozumie, dokłada cegłę do budowy tego prawacko-rydzykowego domu, w którym tylko mamona wyciągana garściami z budżetu się liczy. Zrozumienie tego nie jest agitką za Schetyną (jego władza w PO nie jest wieczna), to jest pragmatyzm. Dzisiaj – tylko tyle i aż tyle.

Szumidła, monidła i kadzidła.

Gdy tak sobie budujemy nowe partie, Teraz, Zaraz i Na Raz, po tamtej stronie trwa w najlepsze budowa państwa dla naiwnych. Nie tam jakieś Polski marzeń. Tam trwa budowa państwa do dojenia, które ma być źródłem niewyczerpanych korzyści dla nielicznej grupy wybrańców. Pozostali, którym się to państwo podoba, to pożyteczni idioci. Wierzą z uporem maniaka w każdą bzdurę, jaką wypowie ta władza. Ale co gorsza, dzieląc liberalną scenę polityczną na partie, partyjki i polityczne kanapy, wprost wspieramy tę Polskę. Jesteśmy jak prawica w latach dziewięćdziesiątych. Kaczyński to w końcu pojął, my zachowujemy się od dawna, niczym dzieci we mgle.

Zgadzam się z tezą, że dzisiaj trzeba określić politykę na nowo. Poszukać nowego hasła, które jasno wskazałoby przynależność do poszczególnej strony sceny politycznej. W latach dziewięćdziesiątych był to podział na postkomunę i postsolidarność. Kilka lat później Kaczyński podzielił kraj na Polskę solidarną i Polskę liberalną (był to zakłamany i zafałszowany podział, typowy dla Kaczyńskiego). Dzisiaj stwórzmy nowe pole do integracji, bazę, na której można zbudować normalną Polskę, swoisty fundament, który mógłby zmobilizować wyborców liberalnych, w szerokim znaczeniu tego słowa. Przeciwstawmy Polskę proobywatelską, Polsce antyobywatelskiej, pokazując jasno, kto jest po stronie państwa prawego, konstytucyjnego, demokratycznego i ukierunkowanego na obywatela, a kto po stronie państwa wybiórczo traktującego prawo, łamiącego konstytucję, autokratycznego i w istocie swej ukierunkowanego wyłącznie na władzę. Kto jest za Polską obywatelską, kto za Polską wszechwładną?

Czym jest Polska antyobywatelska? Szumidłem, monidłem i kadzidłem w jednym. Prawdziwą aferą KNF jest afera PiS-u, a nie wyciągnięta z kapelusza sprawa poprzednich władz Komisji. Pan Ziobro może mówić i robić, co mu prezes Kaczyński nakazał, ale w te brednie uwierzą jedynie zakadzeni kadzidłem tej władzy. Te PiS-owskie kłamstwa na pewno nie dotrą do centrum, do którego przed każdymi wyborami Kaczyński dąży, wiedząc, że bez niego wyborów wygrać się nie da. Żadne ekwilibrystyczne sztuczki nie przykryją faktu, że były wiceszef KNF omal nie stracił życia właśnie za to, że aferę w SKOK Wołomin wykrył i że jest to afera PiS, a nie poprzedników. Słowami: „Być może Wojciech Kwaśniak został zaatakowany, bo Komisja Nadzoru Finansowego przez lata rozzuchwalała przestępców” Zbigniew Ziobro robi władzy krecią robotę, pokazując prawdziwą jej twarz, jaką jest usprawiedliwianie przestępców przez Prokuratora Generalnego. Tego jeszcze nie grali w żadnej sztuczce. Nic nie zatrze oczywistych faktów, że prawdziwa afera KNF to: SKOK-i i ich założyciel, senator PiS Grzegorz Bierecki, rozporządzenie ministra finansów Mateusza Morawieckiego o zwiększonym współczynniku kapitałów własnych banków względem udzielonych kredytów walutowych, ustawa o przejmowaniu banków znajdujących się w kryzysie – lex Zdzisław, propozycja Marka Chrzanowskiego złożona Leszkowi Czarneckiemu, załatwienie pracy dla syna ministra Kamińskiego (tego od służb) przez prezesa NBP, wspieranie kariery Chrzanowskiego przez Adama Glapińskiego, wynajęcie przez Chrzanowskiego biurowca na siedzibę KNF za 130 milionów złotych rocznie znajomej firmie wbrew opiniom radców prawnych, przykrytą później opinią owego dziwnego prawnika, który, jak za dotknięciem różdżki, zdejmuje problemy banków z głowy i wreszcie słowa wypowiedziane przez szefa KNF w nagranej rozmowie z Czarneckim: „…bo, zapominając o tej rozmowie, ja się do czegoś zobowiązałem…” – to jest autentyczna afera tej władzy, a Marek Chrzanowski jest w niej jedynie pośrednikiem, typowym słupem, który na wypadek wtopy, ma dać się złapać. Prezes może jeszcze kilka razy przemówić, że PiS nie kradnie tak, jak PO, co akurat jest rzadką prawdą w jego ustach, bo złodziejstwo PO jest póki co jeszcze nadal wyimaginowane, a w uczciwość PiS wierzą już tylko ci, którzy oglądają jedynie TVP. Ostatnio też Polsat, od czasu, gdy ów znany prawnik zasiadł w Radzie Nadzorczej Plus Banku.

Polska antyobywatelska jest też takim typowym monidłem, czyli podkoloryzowanym obrazkiem, czyniącym z prawdziwego obrazu świadome zakłamanie rzeczywistości. Państwo PiS szykuje nam od nowego roku wiele niespodzianek, w tym największą, a mianowicie spore podwyżki cen energii, głównie spowodowane zaniedbaniami w modernizowaniu polskiej energetyki i kosztami związanymi z kwotami za emisję CO2. Tchórzostwo wobec górników i miliardowe wsparcie kopalń (przy takiej okazji zawsze przecież ktoś zarabia), powoduje, że zderzymy się za chwilę z bolesną prawdą na temat tej władzy. 112 tysięcy górników trzyma w garści 38 milionów obywateli, bo z jednej strony żaden górnik nie chce stracić pracy, ale z drugiej nikt w tym rządzie nie ma żadnego pomysłu na ich zawodowe przekwalifikowanie. Tymczasem jest wiele branż w polskiej gospodarce, które cierpią na chroniczny brak pracowników, choćby niezbędne dla rozwoju państwa budownictwo. Jeśli ktokolwiek sądzi, że tę władzę stać na jakikolwiek realny plan dotyczący jakiejkolwiek pozytywnej zmiany w tym kraju, ten jest naiwny jak dziecko. Tę władzę stać jedynie na dyrdymały, wypowiadane choćby ustami ministra nauki, w rodzaju: „Wzrost cen energii nie musi się przekładać na podnoszenie cen innych usług”. Jeśli mamy takiego ministra nauki, to w jakim stanie musi być polska nauka, wypada przewrotnie zapytać.

Polska PiS jest też kościelnym kadzidłem. W blisko 30-letniej historii wolnej Polski nigdy jeszcze kościół katolicki nie miał się tak dobrze. Nigdy wcześniej nie miał tak przemożnego wpływu na władzę i nigdy wcześniej nie czerpał z owego układu takich profitów. Nigdy wcześniej też nie był tak mocno chroniony przez organa ścigania w kwestiach dotyczących największych grzechów kościoła, choćby pedofilii. W takim państwie jak Polska, w którym ksiądz przez dziesiątki lat był często jedyną wyrocznią, powszechna w kościele pedofilia, musi mieć w Polsce korzenie jeszcze głębsze i krzywdy muszą być tu bez porównania większe. To jest oczywista oczywistość i nic nie zmieni tu żadne zamydlanie oczu w postaci kościelnych komisji do zbadania tych spraw. Tu jest potrzebna głęboka ingerencja państwa, rzecz jasna państwa odspawanego od kościoła. Pod koniec listopada Episkopat miał opublikować rejestr pedofilów w sutannach. Nie zrobił tego ani w 2014 roku, ani teraz i nie zrobi tego w przyszłości, dopóki nie weźmie się za to kolejna, tym razem proobywatelska władza w Polsce.

Każdy trzeźwo myślący obywatel musi zdawać sobie sprawę, przed jakim wyborem staniemy za rok. W rozdrobnieniu niczego nie zrobimy i nic nie wygramy, bo matematyka i system przeliczania głosów na miejsca w parlamencie zrobi swoje. Polska pod kolejnymi rządami tej władzy wprowadzi tu lex Zdzisław na dobre i to nie tylko w bankowości i finansach. Powstanie jakieś kolejne lex, które pozwoli przejmować prywatne media, potem na dobre zagości się w prywatnych firmach, a my, liberalni wyborcy, nadal będziemy toczyć między sobą wojny i dysputy o nic, i budować będziemy kolejne prawdziwie liberalne i odkrywcze partie (tym razem już na pewno prawdziwe i na pewno odkrywcze), aby dołożyć Platformie i Schetynie. Będziemy nadal twierdzić, że PO to PiS, a jej szef nie ma charyzmy, która jest nam przecież dzisiaj potrzebna, jak Bóg jeden wie co. I tak zagadani, oddamy Polskę PiS-owi na lata, jak Węgrzy oddali swój kraj Orbanowi.

Beze mnie, drodzy Państwo, beze mnie. A kto ze mną?

 

 

 

 

Kryzys na Morzu Azowskim: „Rosja dąży do uczynienia Morza Azowskiego swoim morzem wewnętrznym” :)

Rosja bierze, co chce, a świat, nie chcąc ryzykować konfliktu zbrojnego, może tylko apelować. Ale działania Putina już nie mają tak pozytywnego oddźwięku w społeczeństwie, jak w przypadku aneksji Krymu. Dr Łukasz Jasina, analityk Polskiego  Instytutu Spraw Międzynarodowych komentuje dla nas kolejne zaostrzenie sytuacji na linii Ukraina-Rosja.

Marek Lewoc: Minęło kilka dni od wybuchu kryzysu na Morzu Azowskim. Czy sytuacja się uspokoiła czy napięcie się utrzymuje?

Dr Łukasz Jasina: Ten kryzys trwa, ale chwilowo sie uspokoił w sensie militarnym W tej chwili Rosja często nadal blokuje Cieśninę Kerczeńską i Morze Azowskie dla ukraińskich statków.. Europa zachodnia, USA i organizacje międzynarodowe nie są w stanie tego kryzysu rozwiązać. Dzieje się z grubsza coś, co dobrze znamy z tego rejonu świata od wielu lat – niemożność rozwiązania tego i powstrzymania mocarstwa, które ma agresywne zapędy.

ML: Czy ostatnie działania rosyjskie mają na celu przejęcie Morza Azowskiego jako swoich wód terytorialnych? Czy chodzi o coś więcej?

ŁJ: Są na ten temat różne opinie. Moja jest taka, że Rosja dąży do uczynienia Morza Azowskiego swoim morzem wewnętrznym, odepchnięcia Ukrainy, tak jak to zrobiła już na Krymie, który okupuje, pozbawienie Ukrainy ekonomicznego sensu korzystania z tego morza i symbolicznego przejęcia kolejnego fragmentu ukraińskiej przestrzeni państwowej. Przy okazji jest to ważne dla Rosji również z powodu ich wewnętrznych uwarunkowań – chodzi tu choćby o kwestie ich dostępu do tego morza i symbolicznego usunięcia Ukrainy z rejonu Kerczu i Krymu.

ML: Czy Morze Azowskie jako morze wewnętrzne ma dla samej Rosji jakieś znaczenie gospodarcze?

ŁJ: To jest morze, nad którym leżą ważne rosyjskie porty, np. Rostów nad Donem i Taganrog. Morze, które oblewa Krym. Rosja symbolicznie chciałaby w ten sposób kontynuować wygraną kampanię krymską z 2014 roku. Sytuacja, w której Rosjanie propagandowo twierdzą, że Krym jest ich, ale ukraińskie statki dalej sobie koło niego przepływają, nie mieści się w symbolice Władimira Putina. Obok uwarunkowań czysto gospodarczych, Rosja lubi dominować na różnych akwenach.

ML: Czy awanturnicza polityka zagraniczna faktycznie pomaga Putinowi na poprawę notowań po reformie emerytalnej?

ŁJ: Prezydentowi Putinowi spadło poparcie, nawet w badaniach oficjalnych ośrodków. Istnieć więc może związek. Wszyscy wiemy, że prezydent Putin swoje gigantyczne poparcie uzyskał dzięki zaborowi Krymu. Na pewno w arsenale tego polityka mogą znajdować się takie działania. Z drugiej strony brakuje na razie danych o ponownym wzroście poparcia dla prezydenta. Jeżeli próbował to wykorzystać, to na razie mu się to nie udało. Zresztą drugi polityk zaangażowany w ten spór, Petro Poroszenko, także próbował zdyskontować politycznie to co się stało na Morzu Czarnym i Azowskim i również nie ma z tego korzyści.

ML: Czy Rosjanie nie są już zmęczeni koncentrowaniem sił i środków państwa na odcinku zewnętrznym?

ŁJ: Rosja nie wygrywa konfliktu z Ukrainą, poza oczywiście wprowadzeniem krwawych uzurpatorskich dyktatur w Donbasie czy zajęciem Krymu, nie była w stanie Ukrainy pokonać. Nie wygrywa również międzynarodowo. Między innymi efektem kryzysu w Cieśninie Kerczeńskiej będzie to, że nie uda się rządowi rosyjskiemu, lobbystom a także popierającym działania Putina rządom zachodnim, takim jak np. włoski, przeprowadzić zniesienia sankcji wobec Rosji. Rosja wykrwawia się na tej wojnie i ludzko, i finansowo – zarówno z powodu sankcji, jak i kosztów wojskowych. Do tego społeczeństwo powoli przestaje to kupować. Jednak do kryzysu władzy Władimira Putina jest wciąż jeszcze bardzo daleko.

ML: Czy Rosja szykuje się do eskalacji konfliktu czy też powoli będzie on wygaszany?

ŁJ: Wiemy, że ten przywódca zawsze używał eskalacji jako opcji, więc opierając się na prawniczej zasadzie Cui bono możemy podejrzewać, że może jej użyć także teraz. Ale to wciąż są przypuszczenia, poparte doświadczeniami. Władimir Putin kilkakrotnie eskalował, prowokował, blokował ruch morski Ukrainy. Ten kryzys, który obserwowaliśmy kilka dni temu to wierzchołek góry lodowej, ale to trwało od 2014 roku.

ML: Jak stan wojenny wprowadzony w 10 obwodach graniczących z Rosją wpłynął na wewnętrzną politykę Ukrainy i życie codzienne?

ŁJ: Nie wpłynął w żaden znaczący sposób. Jest odbierany przez obywateli jako działanie konieczne, ale jednak głównie o charakterze symbolicznym, propagandowym. Zobaczymy na ile ten cały akt przyda się prezydentowi Poroszence – na razie na 5 miesięcy przed wyborami jego poparcie nie rośnie.

ML: Jakie możliwości działania mają Ukraińcy w sprawie odzyskania swoich marynarzy i dostępu do żeglugi przez Cieśninę Kerczeńską?

ŁJ: Mogą liczyć tylko i wyłącznie na wsparcie wspólnoty międzynarodowej. Rozróżnijmy dwie kwestie. W przypadku aresztowanych marynarzy wspólnota międzynarodowa będzie pewnie pomagać Ukrainie w próbie ich oswobodzenia, ale i tak wszystko kończy się na geście Rosji. Jeżeli Rosja chce coś zrobić, to wtedy wypuszcza swoich więźniów, tak jak Chodorkowskiego czy Sawczenko. W przypadku Cieśniny Kerczeńskiej jest znacznie gorzej. Nie da się odebrać, czegoś co Rosja sobie wzięła inaczej, niż siłą. A nikt nie chce zaryzykować z Rosją otwartego konfliktu militarnego. Czyli formalnie Zachód nie uznaje zaborów, które Rosja dokonała w 2014 roku, ale de facto Rosja kontroluje Krym i będzie go kontrolowała. To jest przerażająca konstatacja, ale niestety prawdziwa.

Dr Łukasz Jasina

ML: Jak Unia Europejska i USA mogą efektywnie wesprzeć Ukrainę w konflikcie z Rosją? I dlaczego tego nie robią?

ŁJ: Mogą naciskać, mogą od Rosji wielu rzeczy żądać, ale nie mają gwarancji, że Rosja w czymś im ustąpi. Ale w tej kwestii nie jest tak źle. Pamiętam czas w przededniu roku 2014, kiedy na Rosję nikt w żadnej sprawie nie naciskał. Prezydent USA wbrew pozorom bardzo mocno naciska. To jest często niezauważalne przez negatywny stosunek wielu ludzi do Trumpa, ale w tej sprawie robi on dużo dobrego. Dużo też robi dyplomacja krajów unijnych (warto pamiętać o dobrych działaniach polskiej dyplomacji), ale wątpliwe, by ta skala działania coś dała.

Dr Łukasz Jasina – historyk i  filmoznawca, analityk Polskiego  Instytutu Spraw Międzynarodowych.

 

KO: Zerwanie nici zaufania :)

Polityka to kiepski zawód. Codziennie oburzamy się wypowiedziami działaczy PiS, zastanawiamy się, czy to cynizm czy jednak głupota, a może zaślepienie ideologiczne, tudzież karierowiczostwo skłaniają ich do wygłaszania piramidalnych nonsensów i zwyczajnych kłamstw. Dwa dni po zlikwidowaniu klubu poselskiego Nowoczesnej rękami liderów sojuszniczej w założeniu partii PO i powołaniu przez nią klubu, który postanowiłem nazywać PO-PO, trzeba jednak przyznać, że polityka z natury zmusza ludzi często do mówienia niepojętych rzeczy.

Nie pojmuję, jak można – utrzymując się w ramach racjonalnego spojrzenia na fakty i rzeczywistość – utrzymywać, że rozerwanie i zniszczenie klubu poselskiego jednego z partnerów koalicyjnych oraz przyjęcie secesjonistów przez szefów klubu drugiego partnera można przedstawiać jako krok w kierunku integrowania i wzmacniania koalicji. Przecież oczywistym jest, że takie postępowanie rujnuje zawsze delikatne w polityce, ledwo co utkane, nici wzajemnego zaufania. To działanie oparte na skrajnej nielojalności, zorientowane na walkę z potencjalną konkurencją w opozycji, na zniszczenie i spacyfikowanie koalicjanta. Niestety, Grzegorz Schetyna nie odnajduje się w relacji partnerskiej i politykę potrafi uprawiać wyłącznie z pozycji siły, dominacji i dyktatu. Zaświadcza o tym cała jego polityczna kariera, a wśród aktualnych i byłych działaczy PO znajdzie się cala armia ludzi, którzy – przynajmniej nieoficjalnie – to potwierdzą. Pytanie, czy Polska po epoce rządów PiS potrzebuje człowieka o takiej charakterystyce w roli premiera rządu nasuwa się samo przez się, lecz na nie każdy Czytelnik odpowie sobie we własnym zakresie.

PO odstraszyła skutecznie wszystkie podmioty polityczne, które być może rozważały wejście do Koalicji Obywatelskiej w 2019 r. Dziś PSL, SLD, Robert Biedroń, Ryszard Petru i inni wiedzą, że w tej strukturze ich środowiska czeka dezintegracja i zguba. PO-PO wyssie z nich wyselekcjonowanych działaczy, których skusi wyższymi miejscami na listach wyborczych. Gdy Schetyna będzie niemal jednoosobowo decydować o ich kształcie, stanie się dysponentem tych fruktów i to na jego łasce będą wszyscy, którzy będą na tyle lekkomyślni, aby wejść do koalicji.

Jak powinna zareagować sama Nowoczesna? Katarzyna Lubnauer zasługuje na słowa najwyższego uznania, że potrafiła powstrzymać się przed zrobieniem rzeczy w tej sytuacji najbardziej oczywistej, czyli pokazaniem Schetynie środkowego palca i trzaśnięciem drzwiami. Powstrzymała się przed tym, ponieważ najpierw myśli o losie Polski, a dopiero potem o losie Nowoczesnej (PO-PO to zapewne wykorzysta bezlitośnie). Los Polski zależy od wyniku wyborów do Sejmu i Senatu jesienią 2019 r. Dlatego, pomimo wszystkich nielojalnych zachowań Schetyny, opcja startu w ramach Koalicji Obywatelskiej musi zostać na stole. Nie można pozwolić, aby egoizm Schetyny skazał cały kraj na kolejne 4 lata władzy Kaczyńskiego.

Optymalnym rozwiązaniem byłaby dekapitacja na szczytach PO-PO i przejęcie największej partii opozycji przez nowego lidera, który w potencjalnych partnerach budziłby więcej zaufania. Takim kandydatem mógłby być Borys Budka, aczkolwiek są też inne nazwiska.

Jednak wybory do Parlamentu Europejskiego są inną parą kaloszy niż te sejmowe. W nich PiS od władzy i tak się odsunąć nie da. W nich trzeba Schetynie pokazać czerwoną kartkę i warto wystartować bez PO-PO. Partie opozycji spoza PO-PO powinny rozważyć wspólny start. Ale nawet ich start z kilku list i łączny wynik na poziomie kilkunastu procent uświadomi ludziom Platformy, jak wielkie są straty spowodowane odstraszeniem partnerów od koalicji. Stojąc przed wyborem kilkanaście procent głosów wyborców czy Schetyna liderzy PO podejmą – jestem o tym przekonany – właściwą decyzję. Oczywiście: dla Polski. Prawda?

1000 dni Maciek Bajkowski trwa pod Sejmem :)

Obchodzimy uroczystość tysiąca dni stałej pikiety Maćka Bajkowskiego pod Sejmem. To jeden z najwytrwalszych opozycjonistów ulicznych, który daje świadectwo naszej wspólnej niezgody na dewastację ojczyzny przez PiS.

Protesty opozycji obywatelskiej, zwanej też uliczną albo chodnikową, przybierają różny kształt: pikiet, marszy, blokad, happeningów, etc. Jedne, jak Literiada, odbywają się cyklicznie pod pałacem namiestnikowskim, inne, jak światełko dla sądów – pod Sądem Najwyższym. Niektóre przeszły już do historii, jak licznik hańby vis a vis siedziby premiera lub kontrmiesięcznice z Krakowskiego Przedmieścia. Warto jeszcze wymienić Lotną Brygadę Opozycji, która podążała w ślad za pisowskimi politykami po całym kraju.

Manifestanci są prześladowani przez władzę. Organa ścigania używają siły, by wywlec ich z miejsca demonstracji, jak to się dzieje w przypadku blokad. Prokuruje się grubymi nićmi szyte zarzuty. Opozycjoniści stają przed sądem pod fałszywymi oskarżeniami, gdy tymczasem jedyną motywacją ich działalności jest postawa obywatelska, obywatelskie nieposłuszeństwo i przekonanie, że tak właśnie należy postępować, gdy jest się patriotą.

Cała opozycja uliczna nie odpuszcza, głęboko zatroskana o losy ojczyzny, niemiłosiernie gwałconej, hańbionej i rozkradanej przez rządzącą partię i jej prezesa. Bez skrupułów niszczona jest praworządność, ignorowane wolności obywatelskie i Konstytucja, demoralizowane społeczeństwo. Protestując pokazujemy sobie nawzajem, a także złej władzy i całemu cywilizowanemu światu, że Polacy nie są stadem baranów prowadzonych na rzeź.

W najbliższym czasie czeka nas doroczny już Marsz 13 grudnia, który będzie miał początek o 18:00 na Rondzie de Gaulle’a i przejdzie Alejami Jerozolimskimi pod siedzibę Kaczyńskiego i jego haniebnej partii.

Oto, co na temat najbliższych planów opozycji ulicznej opowiedział gospodarz pikiety spod Sejmu, Maciek Bajkowski, i jego goście:

1000 DNI MACIEK BAJKOWSKI PIKIETUJE POD SEJMEM

Z okazji "jubileuszu" 1000 dni stałej pikiety pod Sejmem, przedstawiciele opozycji chodnikowej spotkali się w namiocie Maćka Bajkowskiego…Kilkoro z nich spytałem o refleksje, plany i życzenia. Rejestracja: Przemysław Wiszniewski

Gepostet von Wolność Równość Demokracja am Mittwoch, 5. Dezember 2018

 

WyKOńczyć Nowoczesną? :)

Debata, a raczej spór, który toczy się pomiędzy posłami Nowoczesnej na temat likwidacji ich własnego klubu poselskiego, jest znakiem pogłębienia się kryzysu tej partii politycznej. Zwolennicy połączenia klubów z PO pod szyldem Koalicji Obywatelskiej (KO) na pewno rozumieją, że w ten sposób Nowoczesna oddaje ostatnie swoje aktywa większemu partnerowi i staje się od niego całkowicie uzależniona. Niestety coraz większa liczba liderów partii Katarzyny Lubnauer straciła wszelką wiarę w przyszłość ugrupowania. Z ich punktu widzenia Koalicja Obywatelska nie jest rozwiązaniem przejściowym, którego celem jest odsunięcie PiS od władzy, po czym należałoby wrócić do samodzielnego funkcjonowania, jako odrębna partia liberalnego centrum. KO jest dla nich fazą przejściowa do stworzenia z PO jednej partii (de facto do wejścia w szeregi PO), niezależnie od tego, czy bój w roli opozycji z rządem PiS będzie trwać do roku 2023, 2027, czy skończy się już w przyszłym roku jego obaleniem.

Oczywiście, nie mam powodu uważać, że Grzegorz Schetyna powołał KO w celu innym niż „wyswobodzenie” Polski spod naruszającej jej liberalno-demokratyczny ustrój władzy PiS. Jednak nie ma też żadnych wątpliwości co do tego, że dla niego – jako szefa największej partii opozycji – powołanie KO ma także istotny cel poboczny w postaci marginalizacji konkurentów o głosy opozycyjnego elektoratu, a konkretnie o uczynienie tych partii niezdolnymi do powrotu do politycznej samodzielności na scenie po ewentualnym pokonaniu PiS i stanięciu opozycji przed zadaniem podziału stanowisk w nowych strukturach władzy. Likwidując swój klub posłowie Nowoczesnej cel Schetyny co do ich partii pozwoliliby zrealizować w 100%, ponieważ bezpowrotnie utraciliby trybunę wyrażania różnić ideowo-programowych pomiędzy .N a PO i staliby się częścią tzw. liberalnego skrzydła w PO, które od ponad dekady przez kierownictwo Platformy było skutecznie pacyfikowane.

W samorządach ludzie Nowoczesnej są, ponieważ wystartowali z list KO. Dlatego ich wejście do klubów KO w radach i sejmikach ma polityczne uzasadnienie (choć wcale nie musiało tak się stać, upieranie się PO przy tym rozwiązaniu powinno dawać do myślenia). Ale posłowie Nowoczesnej, inaczej niż jej radni, zostali wybrani w 2015 r. z samodzielnych list i mają mandat do tego, aby do końca kadencji reprezentować własny klub. Powinni pracować nadal intensywnie na konto własnego szyldu, aby badania opinii publicznej pokazywały poparcie dla samodzielnej Nowoczesnej znów wyraźnie powyżej progu 5%. W ten sposób Katarzyna Lubnauer będzie miała kartę przetargową, aby prowadzić ze Schetyną negocjacje o miejsca na listach i kształt programu KO z silnej pozycji. Jeśli Nowoczesna zacznie od teraz pracować wyłącznie na konto szyldu KO, to badania analizujące poparcie tych partii osobno pokażą jej trwałe osadzenie się w okolicach 2%, a lider PO powie wtedy „bierzcie, co wam dajemy, albo możecie spadać”. Platforma jest bowiem partią polityczną, a więc grupą ludzi, którzy chcą w polityce zrobić karierę. Jeśli posiądzie już wyborców Nowoczesnej, to jej politycy – konkurenci o miejsca i stanowiska – nie będą jej doprawdy do niczego potrzebni.

W Nowoczesnej, najpóźniej na początku 2019 r., musi nastąpić dyskusja wewnętrzna o strategii partii na lata 2019-24 z uwzględnieniem dwóch scenariuszy: przejęcie władzy w ramach KO jesienią 2019 versus druga kadencja rządów PiS i KO jako lider opozycji. Na obie te alternatywne zdarzenia Nowoczesna musi mieć przedyskutowane i ustalone kierunki własnego działania. Możliwości są dwie: a) Koalicja Obywatelska ma być trwałym podmiotem politycznym i planujemy w jego ramach startować w kolejnych wyborach po 2019 r., być może już zawsze, być może mając na uwadze fuzję z PO; b) Koalicja Obywatelska jest tylko doraźnym narzędziem odsunięcia władzy PiS i przywrócenia ładu konstytucyjnego w Polsce w pierwszej kadencji po wygranych wyborach, a następnie jej racja bytu się kończy, a Nowoczesna wraca na ścieżkę funkcjonowania w roli samodzielnej partii liberalnego centrum.

Trzeba tutaj podjąć jasną decyzję i zakomunikować ją członkiniom i członkom partii.

Galopada Rydzyka :)

Tadeusz Rydzyk zakłada nową partię pod przewrotną nazwą „Ruch Prawdziwa Europa”. Taka informacja obiegła wczoraj media i nawet przyćmiła inną sensację, że Robert Biedroń na razie zakłada z kolei sklepik internetowy z koszulkami, odłożywszy zakładanie partii na trochę później.

Przyjrzyjmy się zatem, czy mamy się czego bać ze strony Tadeusza Rydzyka, czy też możemy sobie odpuścić nerwy, bo nowe „dzieło” redemptorysty będzie mieć charakter poronny.

Przede wszystkim należy zwrócić uwagę na fakt, że ów słynny na cały kraj katolicki biznesmen działa na granicy prawa, w tym wypadku tzw. „prawa kanonicznego”, a konkretnie kanonu 278 paragraf 3, który powiada, że:
duchowni powinni powstrzymać się od zakładania lub przynależności do stowarzyszeń, „których cel albo działalność nie dadzą się pogodzić z obowiązkami właściwymi stanowi duchownemu lub mogłyby przeszkadzać w sumiennym wypełnianiu zadania zleconego im przez kompetentną władzę kościelną.”

Rzecz jasna, Rydzyk może zawsze zaprzeczyć i odpowiedzieć, że mu nowa partia nie przeszkadza w wypełnianiu, ani też nie stoi w kolizji z obowiązkami,  wręcz przeciwnie, że daje się pogodzić i wspiera te obowiązki, tym bardziej, że przecież niemal cały polski episkopat od co najmniej trzech lat sprzeniewierza się prawu kanonicznemu, który wyraźnie zabrania katolickim duchownym brania czynnego udziału w partiach politycznych (kanon 287, par. 2).
(Księża i polityka – co wolno, a czego nie?).

Sedno obejścia tych przepisów polega na sprytnym wybiegu kierowania z tylnego siedzenia. Niewątpliwie przykład dał sam Kaczyński, który władzę (tym razem świecką) skupił w jednych rękach, choć sam za nic nie bierze odpowiedzialności. Podobnie postępują hierarchowie, którzy wprawdzie do rządzącej partii się nie zapisali, lecz są jej admiratorami i sympatykami.

Czy założenie nowej partii jest groźne i komu zagraża pojawienie się na scenie kolejnego bytu politycznego? Niewątpliwie partia ma charakter konfesyjny, a jej członkowie i potencjalny elektorat rekrutuje się z kościelnej kruchty. Można zatem liczyć na to, że partia Rydzyka dokona rozłamu w łonie tzw. „zjednoczonej prawicy”, skutecznie odbierając pewien odsetek głosów Prawu i Sprawiedliwości.
(A jednak! Powstanie partia kierowana przez człowieka o. Rydzyka).

Partia ta, oczywiście, będzie mieć tzw. zdolność koalicyjną z PiS, więc w gruncie rzeczy jej osiągnięcia sondażowe trzeba będzie sumować z takimiż samego PiS-u. Będzie to twór bardziej na prawo od rządzącego ugrupowania, co spowoduje być może osłabienie partii Kaczyńskiego. I walkę w łonie szeroko pojętego obozu prawicy, jak to sugerują niektórzy komentatorzy i analitycy. Równie dobrze jednak może spowodować jej wzmocnienie, gdy zsumuje się głosy oddane na [świecką] PiS i jej kościelną emanację, tj. omawianą tu partię Rydzyka.

Pytanie tylko, jak długo społeczeństwo będzie tolerować otwarte włączanie się kościoła do bieżącej polityki?

_______________
Zdjęcie ilustracyjne: Ojciec Tadeusz Rydzyk/Jacek Domiński/Reporter

Do Przyjaciół z Nowoczesnej :)

Drodzy Przyjaciele,

nie tak wyobrażałem sobie koniec swojej politycznej drogi w N, ale w życiu często wyobrażenia nie idą w parze z rzeczywistością – w polityce jeszcze częściej. Minione trzy i pół roku były niezwykle intensywnym, inspirującym ale i bardzo trudnym czasem. Chciałbym wszystkim Wam za nie podziękować i bez względu na dzielące nas różnice i na sposób naszego rozstania, życzyć Wam powodzenia w dalszej politycznej walce o lepszą Polskę.

Chciałbym też prosić Was o refleksję i zrozumienie dla moich politycznych intencji i motywacji. Uważam, że Nowoczesna musi zachować swoją podmiotowość, ale uważam też, że nie ma dzisiaj innej drogi na pokonanie PiSu niż dalsza i głębsza integracja środowisk demokratycznych i proeuropejskich. Dziesiątki błędów, które popełniliśmy w naszej partii są rzeczą dość normalną w polityce, ale ciągłe ich powielanie, już tak normalne nie jest. Profesjonalizm, wyciąganie wniosków z popełnianych błędów i konsekwencji względem osób je popełniających, muszą stać się codzienną normą.

Musimy wszyscy zdać sobie sprawę, że najbliższe wybory parlamentarne mogą decydować o losach Rzeczypospolitej na kolejne pokolenia. Nasz polityczny wróg – PiS, nie zawaha się przed użyciem wszelakich sposobów, aby zachować zdobytą władzę. Pamiętajcie o tym proszę i nie wyrzucajcie już nigdy więcej nikogo za profesjonalizm, krytykę i stanie przy zasadach. Jeśli chcecie wygrać z PiS-em, nie możecie zachowywać się jak PiS, bo jak mówił kiedyś Ks. Popiełuszko „Tylko ten może zwyciężać zło, kto sam jest bogaty w dobro” i nie trzeba być wierzącym w Boga, aby czerpać ze słów tych wierzących. Z wyrazami szacunku.

P.S.

A poza tym uważam, że PiS należy zdelegalizować.

Robert Zandberg i Ryszard Biedroń :)

Kim jest Robert Biedroń? Rasowym politykiem, czy wysokiej klasy PR-owcem? Odkrywcą nowych idei politycznych, czy nowym Kaszpirowskim współczesnych czasów? Reformatorem, czy zręcznym szarlatanem, który powiela pomysły innych, wmawiając ludziom, że jest pierwszy? Poważnym kandydatem na lidera opozycji, czy jurorem w programie Top Model? Kim jest były poseł, były prezydent miasta i były radny – Robert Biedroń?

 

Ale to już było…

Biedroń jest Adrianem Zandbergiem i Ryszardem Petru w jednym, bo historia zatacza koło. W 2015 roku obaj panowie byli ulubieńcami mediów, przy czym Zandberg był ich pupilem, a Petru ciekawostką, który ciekawość swą budował dzięki niezliczonym spotkaniom z wyborcami. To Petru, a nie Biedroń, wymyślił rozmowę z Polakami, aby na tej podstawie ułożyć program. Pamiętam doskonale te spotkania i charakterystyczne „ściany pomysłów”, na których uwiedzeni świeżością Petru przyszli wyborcy przyklejali żółte karteczki z pomysłami na Polskę. Tak powstawała Nowoczesna. Biedroń niczego nowego nie wymyślił, skutecznie powiela pomysły innych. Jest świetnie przygotowanym specem od marketingu politycznego i tym się zdecydowanie wyróżnia od większości polityków Platformy, którzy twierdzą, że marketing polityczny, to strata czasu. Otóż nie – i spora frekwencja na spotkaniach z Biedroniem tę prawdę potwierdza. Anna Mierzyńska twierdzi, że tylko dwóch polityków przyciąga podobne tłumy na swe spotkania – Donald Tusk i Robert Biedroń. Nie do końca się zgodzę – Donald Tusk mobilizuje znacznie więcej słuchaczy, co tłumaczyłbym tym, o czym kiedyś powiedział Leszek Miller – Tusk to wytrawny polityk, Biedroń, to cały czas jeszcze obietnica. Nie pomaga Biedroniowi także to, jak traktuje własnych wyborców. Najpierw odpuszcza urząd prezydenta Słupska, potem rezygnuje z funkcji radnego. Testuje wyborców, nie prowadzi z nimi otwartej gry. W wywiadzie dla „NaTemat” powiedział: „Zrezygnowałem, ponieważ zajmuję się nowym projektem i nie wyobrażam sobie, żebym miał łączyć pobieranie diety radnego z jeżdżeniem po Polsce. Uważam, że to fair. Budowa struktur ogólnopolskiego ruchu politycznego to dla mnie kluczowa sprawa. Chcę mieć pewność, że na nasze listy trafią najbardziej kompetentne osoby. A to wymaga sporo czasu”. Na pytanie, czy nie było wiadomo przed wyborami, że będzie jeździł, odpowiedział: „Wiadomo, ale musiałem wprowadzić silną drużynę radnych z takimi wartościami jak ja. Dlatego stworzyłem razem z panią prezydent Krystyną Danilecką-Wojewódzką komitet, żeby mieć pewność, że w Słupsku wygra pani prezydent i będzie największy w historii klub radnych i tak się stało”. Jak wygląda Rada Miasta Słupsk? 9 mandatów zdobył klub Łączy nas Słupsk, 7 Koalicja Obywatelska i 7 PiS. Na swoim profilu Facebook tak skomentował te wyniki: „Zdobyliśmy najwięcej mandatów z poparciem 34%. Jak widać progresywna, otwarta i europejska polityka jest możliwa. Nie jesteśmy skazani na duopol dwóch konserwatywnych partii”. Z kim zatem zawiązał koalicję? Z którą z owych konserwatywnych partii? We wspomnianym już wywiadzie o koalicjach mówi, że go nie interesują. Że chce się najpierw sprawdzić, a potem rozmawiać. Tyle że Polska, to nie jest Słupsk. Nie ta skala i nie te zagrożenia. W Słupsku ryzyko samodzielnych rządów PiS było marginalne, w Polsce – to fundament bitwy o odzyskanie normalnego państwa. Fotki ze spotkań, to jeszcze nie wszystko, a już na pewno nie realne poparcie w wyborach. Bycie aktualnym pupilem mediów nie daje bowiem żadnej pewności, że w przyszłym parlamencie będzie się rozdawać karty. Nawet jeśli o sobie myśli się tak: „Mam konkretne nazwisko, funkcję i odpowiedzialność, więc muszę być lokomotywą”. Zaiste, wielka skromność i pokora. O pokorze zresztą mówi, że: „Pokora w polityce jest bardzo ważna, ale ja czuję też siłę. Od wielu lat nie widziałem spotkań, na które przychodzi tylu ludzi. Z całym szacunkiem dla Janusza Palikota czy innych kolegów i koleżanek, którzy budowali takie ruchy. Naprawdę, to jest fenomen, i chciałbym, żebyśmy go mądrze i rozsądnie zagospodarowali”. Z całym szacunkiem, Robercie, ale na spotkania z Ryszardem Petru trzy lata temu przychodziły większe tłumy.

Ok., każdy polityk ma prawo uwierzyć w siebie i marzyć o własnej partii, rzecz w tym, że po szeroko rozumianej liberalnej stronie to czwarta taka przygoda w ostatnich kilku latach. Oczywiście można budować co trzy, cztery lata kolejną nową partię, która zauroczy Polaków, ale w realnym życiu wygląda to nieco inaczej. Ktoś z tak dużym doświadczeniem politycznym powinien to wiedzieć, chyba że liczy się w tym projekcie całkiem coś innego. Problem w tym jednak, że czas i okoliczności każą głęboko się zastanowić nad konsekwencjami.

Banem w oponentów.

Przyglądając się zwolennikom Roberta Biedronia, dyskutując z nimi na Twitterze, mam silne i nieodparte wrażenie, że niewiele się oni różnią od zwolenników PiS. Tu i tam zauważam ten sam bezkrytycyzm i momentami wręcz fanatyczne uwielbienie. I przemożną chęć dołożenia Platformie. Nie dziwi mnie to. Oficjalnie celem Biedronia są wyborcy niezdecydowani, ale każdy, kto obserwuje polską politykę od lat, wie, że to kategoria całkowicie teoretyczna. Już dawno wiadomo, że ok. 45% Polaków nie interesuje się absolutnie polityką i żaden Palikot, Petru, Kukiz czy Biedroń nie spowodują nagle, że ta grupa do polityki się przekona. Sondaże i wyniki wyborów, to potwierdzają. Mogłaby, gdyby politycy myśleli o stworzeniu dużego bloku, pokazali zdolność do kompromisu, którego celem jest rzeczywiste dobro Polski, ale przecież wiadomo, że Biedroń żadnej koalicji przed wyborami nie chce. Biedroń chce się zmierzyć i policzyć po to tylko, aby mieć mocniejszą pozycję do późniejszych negocjacji, nic poza tym. Tak samo myśleli panowie przed Biedroniem. Czym się to skończyło, wiadomo.
No ale sam Biedroń i jego wyznawcy uważają, że tym razem będzie inaczej. Dlaczego tak uważają? Bo Robert Biedroń, to nowa jakość w polityce. Zapewne przejawia się ona tym, że Biedroń na lewo (na prawo nie) rozdaje bany na Twitterze. I zapewne dlatego, że sondaż IBRIS daje mu 40% zaufanie wśród wyborców. Tymczasem polityk, który banuje oponentów, to albo przejaw megalomanii, albo kompletnego niezrozumienia, czym jest święte prawo do krytyki przynależne każdemu wyborcy. Polityk to nie jest osoba prywatna, która może sobie wybierać kto ma ją obserwować, polityk ma całkowicie inną pozycję społeczną. Oczywiście nie mówię tu o wulgarnych wpisach, chamstwo rugować trzeba. Niestety, Robertowi kompletnie pomyliły się te role.
A jak jest z tą świeżością i nowością? Sięgnijmy do jego profili w mediach społecznościowych i sprawdźmy, jaki może być program Ruchu Roberta Biedronia i czy faktycznie jest to nowa jakość na naszej scenie politycznej.

Program – kalka, czy naprawdę coś nowego?

Ruch Biedronia programu jeszcze nie ma. Ma go pokazać w lutym. Na razie założyciel Ruchu jeździ po Polsce, aby od ludzi usłyszeć, jakim ma być politykiem. To zgrabny zabieg PR-owy, ale nie tak odkrywczy, jak by się wydawało. Może więc program będzie świeży i różniący się od innych? Sprawdźmy. W tym celu przestudiowałem profile Roberta Biedronia na Twitterze (przy pomocy innego konta, gdyż należę do szczęśliwców, których Biedroń zablokował) i na Facebooku oraz porównałem z programami Nowoczesnej i Platformy, sięgając także do własnej pamięci, o czym na swoich spotkaniach mówił Ryszard Petru oraz politycy Platformy na różnych konwencjach. Wszystkiego oczywiście nie jestem w stanie wychwycić, ale postaram się, aby ta analiza była możliwie jak najszersza.

Czego możemy zatem dowiedzieć się o przyszłym programie Ruchu Biedronia? Sztandarowe hasła to wycofanie religii ze szkół, likwidacja Funduszu Kościelnego oraz opodatkowanie tacy na normalnych zasadach. Jako przykład Biedroń podaje tu swoje działania w Słupsku, gdzie wyniósł portret Jana Pawła II z urzędu oraz zdjął krzyże w szkołach. Świetnie! To bardzo dobry zaczyn, jednak, z całym szacunkiem, Słupsk, to nie cała Polska. Wiara w to, że ktokolwiek w pojedynkę będzie w stanie zlikwidować Fundusz Kościelny, wycofać religię ze szkół i opodatkować kościół, to wiara w magiczne zaklęcia. Aby dokonać tak głębokich zmian konieczne jest zwarcie szyków i zbudowanie silnego, jednolitego bloku wszystkich partii opozycyjnych. Tego się w pojedynkę nie da zrobić. Ale idźmy dalej: Nowoczesna i rzetelna edukacja seksualna, centralny program dostępności dla osób z niepełnosprawnościami, równe prawa dla każdej pary, bez względu na płeć osób, które je tworzą oraz legalne związki partnerskie dla wszystkich par. Wyższe zarobki nauczycieli i pracowników edukacji. Obywatelskie emerytury, finansowane solidarnie, z naszych podatków. Lepsze lekcje WOSu, aby zaangażować młodych ludzi w życie publiczne. Wdrożenie systemowych rozwiązań dla pracowników kultury, aby skończyć z prekariatem nie tylko tej grupy zawodowej. Inwestowanie w odnawialne źródła energii oraz sukcesywne odejście od węgla na rzecz odnawialnych źródeł energii. Wprowadzenie skandynawskiego modelu edukacji, aby była ona bardziej horyzontalna i bardziej otwarta. Szkoła powinna uczyć mniej dat, a więcej współpracy. Budowa społeczeństwa obywatelskiego, a nie pomników – krew dobrze się sprzedaje, ale to nie jest najważniejsza rzecz w polityce. Dążenie do jedności i zgody narodowej na wzór Kościuszki, który walczył o prawa wykluczonych – ten postulat mnie najbardziej zaintrygował. Skoro tak, to dlaczego Biedroń nie dąży do jedności już teraz? Są też postulaty związane z przejrzystością procesu rekrutacji specjalistów do spółek skarbu państwa oraz postulat narzuconych limitów dotyczących płci w zarządach, radach nadzorczych i urzędach. Wspomina się przy tej okazji o odbudowie Służby Cywilnej.

Idźmy dalej. Nie ma wolnej Polski bez wolnej Ukrainy. W momentach takich jak ten, Polska powinna prowadzić na pomoc Ukrainie całą Unię Europejską – to kolejny postulat programowy. Zniesienie klauzuli sumienia – jeśli lekarzowi światopogląd przeszkadza w wykonywaniu swojej pracy, to powinien zmienić zawód. W Polsce doświadczamy przemocy światopoglądowej. Zmiana zasad opodatkowania młodych przedsiębiorców na wzór brytyjski, czyli: „płacę składki, kiedy zaczynam zarabiać”. Zmiana archaicznego programu nauczania.

Jak widać hasła programowe wzniosłe i interesujące, ale czy naprawdę nowe? Rzucam okiem na programy Nowoczesnej i Platformy, i, przepraszam, ale widzę tu prawie wyłącznie to samo. Hasła zawarte w programie Nowoczesnej w wielu aspektach się pokrywają, a budowa społeczeństwa obywatelskiego jest w programie Platformy od jej powstania. Sięgnijmy do podstaw programowych Nowoczesnej, Platformy Obywatelskiej i Koalicji Obywatelskiej:
Prosty system podatkowy 3×16 VAT CIT i PiT nie spowoduje wzrostu podatków, ułatwi rozliczenia z fiskusem i ograniczy samowolę interpretacyjną organów skarbowych. Likwidacja przywilejów emerytalnych zmniejszy deficyt budżetowy i zniesie niesprawiedliwe społecznie przywileje jednych grup zawodowych, kosztem pozostałych. Do takiego stanu dopłacamy miliardy złotych rocznie. Likwidacja nadmiernych przywilejów związków zawodowych ułatwi rozwój wielu gałęzi gospodarki. Czas na opłacanie działalności związków zawodowych wyłącznie ze składek członkowskich, bo to jest uczciwe. Edukacja dopasowana do potrzeb rynku pracy zmniejszy bezrobocie. Karta nauczyciela nie powinna dłużej chronić tych, którzy do tego zawodu się nie nadają. Bo od nich również zależy powodzenie naszych dzieci. Państwo z zasady neutralne światopoglądowo, szanuje wszystkich, bez względu na wyznanie czy poglądy polityczne. Nauka katechezy nie powinna być finansowana z budżetu Państwa – płacimy za to 1,2mld rocznie. Państwo ma nam zapewnić bezpieczeństwo, sprawną obsługę administracyjną i możliwość rozwoju. Refundacja in-vitro, większa dostępność do gabinetów ginekologicznych czy aptek z „awaryjną antykoncepcją”. Szkoła równych szans ma zapewnić wszystkim dzieciom, bez względu na pozycję ekonomiczną ich rodziców takie same możliwości rozwoju. Podwyżki dla nauczycieli i otwarcie ścieżek zawodowego awansu. Bezpłatna komunikacja publiczna dla wszystkich dzieci i uczącej się młodzieży. Polityka senioralna. Czyste powietrze, czyli walka ze smogiem. Dalsze inwestycje w drogi powiatowe i orliki. Zwiększona samodzielność regionów.

Pobieżna tylko analiza postulatów Ruchu Biedronia i programów Platformy, Nowoczesnej i Koalicji Obywatelskiej, stworzonych przecież wcześniej, wyraźnie wskazuje na wiele podobieństw lub wręcz prostych kalek. Nie dziwi to wcale, bo przecież tak naprawdę Biedroniowi blisko jest do innych ugrupowań centro-liberalnych. Postawmy więc zasadnicze pytanie: po co zatem cały ten ferment?

Po pierwsze – struktury.

Rzut oka na ludzi, którzy współpracują z Biedroniem przy jego projekcie. W większości to jego dotychczasowi współpracownicy z wcześniejszych lat. Ale jedno nazwisko rzuca się w oczy od razu. To Krzysztof Gawkowski. Były działacz SLD ma się w Ruchu Biedronia zajmować budowaniem struktur. Po co Biedroniowi były działacz SLD do tego zadania? To oczywiste. Ze wszystkich partii i ugrupowań lewicowych tylko Sojusz ma rozbudowane i działające struktury. Wyznaczenie więc Gawkowskiego do ich budowy na rzecz Ruchu wydaje się oczywiste. Jednak bardzo ryzykowne. Jeśli ktokolwiek ma nadzieję na to, że lewica się zjednoczy, to wybór Gawkowskiego musi tej tezie całkowicie zaprzeczyć. Nie będzie żadnego pokoju na lewicy, jeśli Gawkowski zacznie wyciągać ludzi z SLD do Ruchu Biedronia lub gdy zacznie budować struktury Ruchu w oparciu o zasoby Sojuszu. To posunięcie może zaś świadczyć o jednym, że Biedroń mierzy także w wyborców SLD. Osobiście nie miałbym nic przeciwko temu, aby Ruch Biedronia zastąpił na scenie politycznej Sojusz Lewicy Demokratycznej, ale bądźmy realistami – SLD przecież na to nie pójdzie. Już widzę, jak Włodek Czarzasty abdykuje na rzecz Biedronia. Czeka nas zatem ostra jazda. Gorzej, że to jazda po demokratycznej stronie.

O co więc chodzi?

W Radiu Tok FM Krzysztof Gawkowski powiedział: „Budujemy z Robertem Biedroniem struktury. To nie będzie partia na chwilę, a Biedroń wystartuje w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Ale na pewno Ruch Biedronia nie pójdzie do eurowyborów razem z Koalicją Obywatelską. Co nie znaczy, że nie będziemy szukali porozumienia później”. W moim przekonaniu Robert Biedroń zastosuje tę samą taktykę, co do tej pory, czyli po wyborach do europarlamentu zrezygnuje z mandatu, bo swój cel widzi dalej. Nie jest nim ani mandat europosła, ani tym bardziej mandat posła polskiego. Jego celem jest prezydentura. Biedroń grając na swój Ruch, gra wyłącznie na siebie. Osłabienie liberalnej strony sceny politycznej jest mu na rękę, bo powszechnie wiadomo, że jeśli wynik wyborczy Koalicji Obywatelskiej będzie poniżej oczekiwań, Donald Tusk nie zdecyduje się wrócić do polskiej polityki – pozostanie w polityce międzynarodowej, w której nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Wiara w to, że Biedroń może porwać wyborców do tej pory niegłosujących lub zabrać wyborców Zjednoczonej Prawicy jest błędem. Żadne badania socjologiczne i prezentowane do tej pory sondaże nie uwiarygadniają tej tezy. Poparcie PiS-owi się nie zmniejsza, a już na pewno nie na rzecz Ruchu Biedronia – nie widać żadnych przepływów wśród tych grup wyborców. Jedyne ruchy, jakie widać, to tylko w obrębie demokratyczno-liberalnej części sceny. De facto jest to osłabianie opozycji na rzecz obozu władzy, gdyż system D’Hondta zawsze będzie promował większych i zjednoczonych, a nie rozbitych. Zatem wiara w to, że Biedroń jest jakimś odnowicielem polskiej polityki, to wiara grubo przesadzona. Przykro to powiedzieć, bo mam do Roberta Biedronia wiele sympatii i wcale nie jestem do niego uprzedzony, ale jego działania destabilizują opozycję wobec PiS, a nie ją umacniają.

Symptomatyczne jest także to, że:
1. Biedroń mocniej atakuje Koalicję Obywatelską, niż PiS (ataki na rządzących są zdecydowanie zbyt miękkie, jak na polityka opozycji, nawet jeśli uznać, że Biedroń dąży do ogólnonarodowej zgody).
2. W prawicowych mediach także społecznościowych można przeczytać wiele artykułów i komentarzy, które chwalą Biedronia, jak choćby artykuł Janickiego w jednej z prawicowych gazet.
3. Sam Biedroń często puszcza oko do prawicy, co może potwierdzać tezę, że jego celem nie są wyborcy PiS.
4. Nie ma mowy o żadnym sojuszu na lewicy, nie ma mowy o żadnym bloku lewicowym z udziałem Biedronia. Jakiekolwiek rozmowy na ten temat są jedynie mydleniem oczu.

Zwolennicy Biedronia i sam Biedroń mocno podkreślają, że na spotkania z nim przychodzą tłumy. Jednak to żaden wyznacznik, a budowanie na tym narracji, że może to oznaczać wysokie poparcie społeczne, jest błędne i przedwczesne. Kilka tygodni temu byłem uczestnikiem wykładu Leszka Balcerowicza na Uniwersytecie Ekonomicznym w Poznaniu. Cała aula uniwersytecka pękała w szwach, a i spora część korytarza przed aulą była zajęta. Czy to oznacza, że ultraliberalne poglądy profesora Balcerowicza mają przytłaczające poparcie w społeczeństwie? Oczywiście, że nie.

A co za 10-15 lat…?

Możemy się spierać o pryncypia. Możemy się też spierać o drobiazgi. Ale w tych wszystkich sporach brakuje mi rzeczy jednej. Co z Polską za lat 10-15? Kto i jak rozwiąże najbardziej znaczące problemy tego świata? Jakie propozycje dla wyborców mają politycy w kwestii ratowania ziemi przed zagładą ekologiczną? Czy jest w Polsce odważny polityk lub odważna formacja polityczna, która wyda ostrą i zdecydowaną wojnę branży wydobywczej, zwłaszcza węgla kamiennego? Kto wypowie te trudne, ale niezbędne słowa, że energetykę opartą na węglu należy natychmiast zamknąć? Kto pokaże alternatywy? Nie idiotyczne gadki o milionie elektrycznych aut, tylko spójną wizję zamiany źródeł energii na bardziej ekologiczne.
Tego nie widzę w tych wszystkich rozmowach i dyskusjach o nowych i starych partiach oraz ugrupowaniach. Aby naprawdę zmienić Polskę potrzeba do tego zwartej, zjednoczonej grupy politycznej, która spojrzy na najważniejsze problemy z perspektywą dalszą, niż tylko najbliższy rok. Po przejęciu władzy Polskę będzie trzeba naprawdę odbudować, bo obecnie mamy do czynienia z jej totalną dewastacją. Kto się podejmie tej naprawy? Rozbici na małe grupki politycy, myślący wyłącznie o swoich karierach, czy zwarty i silny jednością blok ludzi, dla których przyszłość naszych dzieci i wnuków jest najważniejsza?
Kto?

 

Good night and good luck Państwu.

 

 

 

Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies. Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W programie służącym do obsługi internetu można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia.

Akceptuję