Profesor Hartman: bronię Urbana :)

Profesor Jan Hartman staje w obronie redaktora naczelnego „NIE”. Według Hartmana utrzymanie wyroku byłoby dowodem na staczanie się kultury demokratycznej w Polsce do poziomu republiki islamskiej. Profesor utrzymuje, że działalność Urbana jako redaktora „NIE” jest społecznie pożyteczna, a nawet „chwalebna”. Więcej o „NIE”, polskim katolicyzmie i antyklerykalizmie na blogu profesora na portalu tygodnika Polityka.

Krytyka Polityczna o nagonce na Urbana :)

Jaś Kapela rozważa na łamach Krytyki Politycznej, czy przedstawianie Jezusa z mało inteligentnym wyrazem twarzy rzeczywiście powinno być karane? Urban jest wrogiem publicznym prawicy numer 1. Środowiska konserwatywne, nacjonalistyczne i klerykalne umieściłyby go najchętniej obok postaci takich jak Hitler i Stalin. Pomimo kontrowersji i udziału Urbana w stanie wojennym, niezaprzeczalnym faktem jest to, że prowadzone przez niego satyryczne pismo „Nie” pozostaje od 30 lat trybunem wolności słowa i wciąż wymierza siarczyste klapsy wszystkim stronom politycznego sporu w Polsce.

Liberalny jak lewicowiec :)

Dziennik Trybuna dowodzi, że najbardziej liberalne gospodarczo rządy w historii III Rzeczpospolitej przypadły na okres premierostwa Leszka Millera i Marka Belki. Czy socjaldemokratyczny programowo Sojusz Lewicy Demokratycznej w rzeczywistości jest partią gospodarczego liberalizmu? Czy liberalizm jest jednym z programowych postulatów polskiej centrolewicy, czy wynika z jej pragmatyzmu? Więcej na portalu internetowym Trybuny.

W Łodzi rabanem, w Gdańsku cichaczem? :)

Zostały 3 dni do wyborów samorządowych. Wszelkie sondaże pokazują, że mimo przewagi w poparciu w skali kraju i prawdopodobnym przejęciu kontroli w kilku sejmikach wojewódzkich, PiS nie ma najmniejszych szans na sukces wyborczy w najbardziej spektakularnych wyścigach samorządowych, czyli w wyborach prezydentów wielkich miast. Partia władzy nadzieję na władzę w miastach pokłada już tylko w perspektywie instalowania przez premiera komisarzy wszędzie tam, gdzie da się to w jakikolwiek sposób być może prawnie uzasadniać.

Łódź i Gdańsk są dzisiaj tymi dwoma miastami, w których PiS widzi szanse na umieszczenie swojego komisarza w magistracie. W przypadku Gdańska, gdzie oficjalne wybory prezydenta na pewno będą toczyć się przez dwie tury, można mówić o nadziejach PiS na wygraną w III turze „wyborów”. Jednak strategie ludzi Jarosława Kaczyńskiego w obu przypadkach są zupełnie odmienne, ponieważ sytuacja prawna urzędujących i kandydujących ponownie prezydentów tych miast także jest inna.

 

Łódź

W Łodzi Hanna Zdanowska, prezydent miasta z PO i kandydatka Koalicji Obywatelskiej wspartej tam przez m.in. SLD, została już skazana prawomocnym wyrokiem za umyślnie popełnione przestępstwo ścigane z oskarżenia publicznego. Wokół jej sytuacji toczy się prawny spór o kwalifikację tego statusu z punktu widzenia zdolności do pełnienia mandatu samorządowego. Chodzi o wymiar kary. Zdanowską sąd skazał na grzywnę, tymczasem prawo dyskwalifikuje do pełnienia politycznych mandatów w samorządzie osoby skazane na karę pozbawienia wolności. Jest jednak i inny przepis, który mówi bardziej ogólnie o skazaniu na jakąkolwiek karę, jako o przeszkodzie dla wykonywania pracy w samorządzie. Prawo jest więc niejasne. Pewne jest jedno – wyrok nie zapadł przedwczoraj. Jeśli politycy rządzącego PiS, w tym premier i wojewoda łódzki, stoją na stanowisku, iż kara grzywny także skutkuje utratą zdolności pełnienia mandatu, to Zdanowska winna była być złożona z urzędu natychmiast po uprawomocnieniu się wyroku, czyli dawno temu. Dziś, na moment przed wyborami jej sytuacja byłaby jasna, miałaby zapewne za sobą pełną ścieżkę odwoławczą. Ludzie PiS jednak postanowili przyzwolić Zdanowskiej na pełnienie mandatu przez wiele miesięcy, mimo ich poglądu prawnego, że jest to nielegalne. W tym miejscu na pewno widzimy jedno: państwo PiS to przysłowiowa już „kamieni kupa”, a ewentualnie także dwie inne rzeczy, niekoniecznie jednak od kamieni kupy bardziej eleganckie.

Zamiar PiS w kontekście Zdanowskiej był jasny. Milczeć w sprawie jej statusu i nie wysyłać żadnych komunikatów, które mogłyby odwieść ją od kandydowania, a gdy już wybory będą tuż-tuż i środowiska partii opozycyjnych popierających Zdanowską nie będą miały formalnych możliwości wymienić kandydata na prezydenta Łodzi, ogłosić, że Zdanowska zostanie usunięta z urzędu niezależnie od wyniku wyborów. Odpalenie tej bomby i zrobienie rabanu około tygodnia przed wyborami było zapewne obliczone na uzyskanie wpływu na werdykt wyborczy i zwiększenie szans kandydata PiS Waldemara Budy na wygraną (stąd stosowana przez łódzki PiS unisono retoryka o „marnowaniu głosu” w przypadku poparcia Zdanowskiej). Ponieważ okazało się jednak, że Buda jest kandydatem spektakularnie beznadziejnym (do 15% poparcia i prognozowana klęska już w I turze), to cel zmienił się na zainstalowanie go lub innego politruka partii rządzącej jako komisarza Łodzi już po wyborach. Taki komisarz w przyspieszonych wyborach prezydenta Łodzi startowałby z pozycji kontroli nad aparatem urzędniczym i spółkami miejskimi, no i z poparciem machiny rządowej.

Nie wymaga dłuższego rozwinięcia wątek oczywisty: działania PiS są znakiem pogardy dla demokracji i jasnego werdyktu łódzkiego suwerena. Nawet jeśli Zdanowska nie może być prezydentem miasta, to przyjęta chronologia zdarzeń bezdyskusyjnie pokazuje, że partia władzy postanowiła pozbawić łodzianki i łodzian realnego prawa dokonania demokratycznego wyboru swoich władz w 2018 r.

 

Gdańsk

Sytuacja mojego miasta, Gdańska, jest inna. Walczący o reelekcję prezydent Paweł Adamowicz nie został dotąd skazany, ale toczy się przeciwko niemu sprawa w dość podobnej kwestii (poświadczenia fałszywego stanu faktycznego w dokumencie oficjalnym). Tutaj jednak PiS nie robi rabanu, nie informuje opinii publicznej, że głos na Adamowicza będzie „stracony”. Oczywiście, wyrok jeszcze nie zapadł, a do uzyskania wyroku prawomocnego droga jeszcze daleka. Z drugiej strony PiS zyskuje, jak wiadomo, coraz większy wpływ na kształt wyroków wydawanych przez polskie sądy. Im później przypadnie moment wyroku w sprawie Adamowicza, tym większe prawdopodobieństwo, że jego treść podyktują na Nowogrodzkiej, a w efekcie pojawi się podstawa prawna do złożenia prezydenta Gdańska z urzędu i zainstalowania PiSowskiego komisarza w magistracie.

PiS jednak mógłby już teraz nagłaśniać możliwość takiego scenariusza licząc na demobilizację elektoratu opozycji w Gdańsku, a przez wygenerowaną tak niższą frekwencję uzyskując np. lepszy wynik w wyborach do rady miasta, a nawet do sejmiku pomorskiego. Tymczasem PiS milczy w kampanii niemalże o problemach prawnych prezydenta. Powód jest jasny. Inaczej niż w Łodzi, w wyścigu gdańskim po stronie kandydatów antypisowskich jest silna alternatywa dla Adamowicza. Koalicja Obywatelska wystawiła tutaj Jarosława Wałęsę, przeciwko któremu żadne postępowanie inspirowane przez pisowską prokuraturę się nie toczy. Dlatego ludzie partii władzy Gdańsk chcą zaatakować cichaczem. Nie chcą wygranej Wałęsy, na którego nie mają gotowego „haka” (trzeba by taki „hak” preparować od zera), wolą – wobec braku szans na wygraną własnego kandydata w II turze – aby Adamowicz uzyskał reelekcję. Potem za pomocą nowych mechanizmów uzyskiwania spolegliwości sędziów (np. pracująca już niebawem pełną parą Izba Dyscyplinarna w tzw. Sądzie Najwyższym) uzyskać wyrok skazujący Adamowicza (obojętnie jak nonsensowna będzie jego podstawa) i zainstalować swoje władze w Gdańsku. To realny scenariusz, którego realizacja może nastąpić w drugim czy trzecim roku nowej kadencji samorządu.

PiS ma za nic poglądy obywateli. Bierze pełnię władzy tam, gdzie ma większość. Brutalnie likwiduje lub pozbawia mocy wszelkie instytucje kontrolujące jego władzę i powołuje się przy tym na „wolę suwerena”. A jednak tam, gdzie większości nie ma, jak w Łodzi i Gdańsku, z tą samą „wolą suwerena” nie ma zamiaru się wcale liczyć. Chodzi o zdobycie zarządu komisarycznego i przeoranie miejskich struktur z pomocą własnych ludzi w krótkim czasie tak głęboko, jak to tylko możliwe. Ta filozofia stawia nowy, gruby znak zapytania obok poglądu, że PiS najzwyczajniej odda władzę, jeśli przegrałby Sejm.

Strategia PiS-u jest błędna :)

Rafał Matyja w rozmowie z Kulturą Liberalną ocenia stan polskiej samorządności w obliczu polaryzacji krajowej sceny politycznej. Liczne obietnice PiS przed zbliżającymi wyborami, padające głównie ze strony premiera państwa, a nie lokalnych kandydatów, uważa za działanie, które może partii zaszkodzić. Dodatkowo powoływanie się kandydatów na dobre relacje z rządem, mające pomóc lokalnym inwestycjom, określa jako karykaturalne.

Jak poprawić zdrowie psychiczne w XXI wieku? :)

Przemysław Waszak, lekarz, rezydent psychiatrii, pisze dla Krytyki Politycznej o tym, że nasz styl i sposób życia ma kluczowe znaczenie dla naszego zdrowia psychicznego. Przytacza koncepcję pól zdrowotnych, która zakłada, że okoliczności społeczne i codzienne zachowania odpowiadają za nasze zdrowie w znacznie większym stopniu niż uwarunkowania biologiczne i ekologiczne albo służba zdrowia. Zatem walka o zdrowie psychiczne obywateli musi polegać także na poprawie ich codziennego życia i poczucia bezpieczeństwa.

Fot. Babak Fakhamzadeh, CC BY-NC 2.0

Bijcie się o Polskę, bo trzeba :)

 

Nie wiem, czy mamy wszyscy świadomość tego, jak ważne są przed nami wybory. I mówię tu nie tylko o tych najbliższych, samorządowych, ale o pozostałych trzech, nadchodzących. Prawdziwie wolni Obywatele tego umęczonego kraju mają rok jeszcze na odsunięcie PiS od władzy. W imię dobra Polski, po prostu. Nie wiem, czy wyborcy, ci prawdziwie wolni, mają świadomość siły swego głosu. Wiem jedno – poddanie się oznacza oddanie Polski w ręce cyników, dla których władza ma tylko jeden cel, służyć sobie i jedynie słusznej partii.

Zapytano mnie kiedyś dlaczego barwami stworzonego przeze mnie i Macieja Laska Klubu Swobodnej Myśli są narodowe barwy biało-czerwonej. Czy nie obawiam się, że Klub będzie kojarzył się z symboliką narodową, skrajnie prawicową. Odpowiedziałem wtedy: a dlaczego nie? Dlaczego mamy oddać te barwy jednej tylko opcji, tylko z pozoru patriotycznej? Co złego jest w tym, że logo Klubu jest, i będzie, biało-czerwone?

Jakieś trzy lata temu z okładem oddaliśmy, my wolni Obywatele, patriotyzm w jedne ręce. Do tego w ręce, które z prawdziwym patriotyzmem niewiele mają wspólnego, dokładnie tak samo, jak z żarliwą wiarą katolicką. Mimo, że to głęboko ukryty fałsz, daliśmy sobie, my wolni ludzie, wmówić, że tylko tamci są Polakami, dokładnie tak samo, jak daliśmy sobie wmówić, że III RP, to świat z tektury, dykty i w ruinie. Poddaliśmy się, bez słowa, bez sprzeciwu, bo kilka głupich rozmów w knajpie zdołało podważyć cały wysiłek kilkunastu ostatnich lat. Dziś te same rozmowy, ale z innym bohaterem w roli głównej, uświadamiają nam, jak błahe były tamte.

Poddaliśmy się, oddając całe pole bitwy jednej opcji. A potem z każdym tygodniem, miesiącem, niektórzy otwierali oczy z niedowierzaniem. Przecież miało być inaczej, lepiej, uczciwiej, nowocześniej i cholera wie, jak jeszcze. Dziś to kompletnie bez znaczenia, kto niedowierzał bardziej, a kto mniej, a dla którego zaskoczenia nie było żadnego. Stało się. Jeden gość z grupą wiernych oddanych stworzył z Polski ich prywatny folwark, rzucając gawiedzi ochłapy, nie dość, że ochłapy, to jeszcze na kredyt do spłaty przez następne pokolenia. Jeśli kiedykolwiek układ był bardziej widoczny, to jest on widoczny właśnie dziś. Zmaterializowany i działający, niczym radziecki zegarek „Rakieta”.

Oddaliśmy im Polskę, kuląc ogony pod siebie, bo poczuliśmy wstyd, że jesteśmy liberalni. Bo wmówiono nam, że demokracja liberalna, to hordy uchodźców i Syryjczyk w każdym polskim, katolickim domu. Że demokracja liberalna, to pedały, lesby i dzieci wychowywane w małżeństwach jednopłciowych. Że demokracja liberalna, to miliardowe afery, sprzedawany za bezcen majątek narodowy i żadna troska o najsłabszych. Pozwoliliśmy im obudzić część społeczeństwa zawsze nastawionego roszczeniowo i wykorzystać fakt, że nigdy wszystkich się nie uszczęśliwi. Dziś już wiemy, że miliardowych afer nigdy nie było, a dziesiątki pokazowych procesów polityków Platformy skończyły się jedną, wątpliwej wartości sprawą posła Gawłowskiego. Pozwoliliśmy im na rozwalanie Polski i na przerobienie jej na mielonkę, o słabym smaku zjełczałego masła. Bo i to masło jest sztuczne.

Za to oddanie pola Polska płaci dziś cenę z najwyższej półki. Z prymusa przemian i wzoru dla innych, staliśmy się skansenem Europy, dziwolągiem, państwem – żartem, buńczucznie machającym łapkami i tupiącym krótkimi nóżkami, udając paradną wielkość. Oddaliśmy im Polskę na własność…

Dlatego po obywatelsku:

Oskarżam prezydenta RP Andrzeja Dudę o to, że usankcjonował w państwie prawa, jakim była Rzeczpospolita Polska, dualizm prawny, wcielając w życie dwa odrębne porządki prawne – jeden dla władzy, drugi dla obywateli. Oskarżam Andrzeja Dudę o to, że sam siebie postawił ponad prawem, nadając sobie nieznaną w żadnej demokracji rolę osoby, której prawo nie dotyczy. Oskarżam prezydenta RP o to, że nie stosując się do wyroków Sądu Najwyższego i Naczelnego Sądu Administracyjnego, dał zaczyn do urealnienia się chaosu w polskim systemie prawnym i pokazał, że żaden wyrok sądu nie musi być respektowany.

Oskarżam premiera rządu RP o podwójną moralność i noszenie masek, które to zachowania nie przystają Premierowi Rządu blisko czterdziestomilionowego państwa w sercu Europy. Oskarżam premiera Morawieckiego o to, że świadomie kłamie, oczernia i przeinacza fakty w ściśle określonych celach, które to zachowania obrażają sprawowany przez niego Urząd. Oskarżam Mateusza Morawieckiego o to, że świadomie wykorzystuje niewiedzę i braki w wykształceniu części społeczeństwa, czym narusza świętą zasadę, że mocniejszy w wiedzy nie ma prawa manipulować słabszym. Oskarżam wreszcie premiera rządu o to, że w określonym celu politycznym zadłuża Polskę, obarczając długiem przyszłe pokolenia Polaków, zarówno młodych, jak i tych jeszcze nienarodzonych.

Oskarżam ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobro o to, że stworzył w demokratycznym państwie prawa hybrydę, w której prokurator znaczy więcej, niż sędzia. Oskarżam Zbigniewa Ziobro o to, że uczynił z części polskich sędziów marionetki, co narusza godność tego urzędu i podważa zaufanie obywatela do państwa, utrzymywanego z pracy rąk i podatków obywateli. Oskarżam ministra sprawiedliwości o to, że czyniąc to w pełni świadomie doprowadził do tego, iż przestępcy, którym uda się zbiec za granicę są w zasadzie bezkarni, bo sądy europejskie i światowe mają poważne wątpliwości w kwestiach niezawisłości sądów polskich. Oskarżam wreszcie Zbigniewa Ziobro o to, że niezbędną skądinąd prawdziwą reformę wymiaru sprawiedliwości, sprowadził do politycznej czystki na zlecenie jednego człowieka.

I wreszcie na koniec oskarżam Jarosława Kaczyńskiego o to, że wszystko, co się stało w Polsce po roku 2015, stało się za jego wiedzą, zgodą i pod wpływem planu, wymyślonego w czeluściach jego umysłu, a historia oceni jego życie sama.

Ty zaś, wolny Obywatelu, sam sobie odpowiedz w jakim państwie chcesz żyć Ty i Twoje dzieci. A odpowiadać sobie zacznij już w tę niedzielę.

 

 

 

Odziedziczona trauma kształtuje nasze zdrowie :)

Nowe badania na temat więźniów wojny secesyjnej mogą dowodzić, że doświadczenia naszych rodziców, a nawet dziadków, mogą wpłynąć na nasze DNA. Temat wymaga jeszcze zgłębienia, ale wiele wskazuje na to, że na ten problem narażeni są głównie mężczyźni. Synowie żołnierzy armii Unii, którzy doświadczyli fatalnych warunków w obozach, częściej umierają młodo niż synowie żołnierzy, którzy nie byli więźniami. Działo się tak pomimo faktu, że urodzili się po wojnie.

W polityce nacjonalistów nie ma żadnych wskazówek dla liberałów :)

Partie skrajnie prawicowych nacjonalistów głoszące retorykę antyimigracyjną i izolacjonistyczną zyskują poparcie w wyborach w całym świecie zachodnim. To jest fakt, który wymaga politycznej odpowiedzi od postępowych sił. Matthew Yglesias pisze dla Vox o tym, że niestety duża grupa postępowych myślicieli niesłusznie uważa, że polityka nacjonalistów ma merytoryczne podstawy, skupione wokół błędów globalizacji. Ale krytyka kapitalizmu nie może mieć tych samych źródeł, co ksenofobia.
 
To zagadnienie pojawi się w programie tegorocznych Igrzyska Wolności. W sobotę 10 listopada o godz. 16:30 zapraszamy na panel dyskusyjny „Kapitalizm / liberalizm / globalizacja – historia sukcesu”. Udział wezmą: Jamie Whyte – Dyrektor ds. badań w Institute of Economic Affairs, Detmar Doering – Przedstawiciel Fundacji im. Friedricha Naumanna na Rzecz Wolności (FNF) na Europę Środkową i Kraje Bałtyckie w Pradze, Katarzyna Lubnauer – Przewodnicząca Nowoczesnej. Prowadzenie: Marek Tatała – Wiceprezes i ekonomista w Forum Obywatelskiego Rozwoju (FOR). Panel organizowany będzie we współpracy z Fundacją FOR (Forum Obywatelskiego Rozwoju)

Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies. Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W programie służącym do obsługi internetu można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia.

Akceptuję