Dla Rosji priorytetem jest bycie imperium

Drukuj

Wspominamy Igrzyska Wolności podczas których, drugiego dnia w panelu dyskusyjnym „Nic nie usprawiedliwia stosowania tortur?”, uczestniczył m.in. Andrzej Poczobut – białoruski dziennikarz, publicysta „Gazety Wyborczej”, dysydent, więzień polityczny reżimu A. Łukaszenki.

Karina Guszkiewicz: Białoruś to kraj europejski, z europejską historią oraz europejską mentalnością. Z tego powodu kwestia białoruskich więźniów politycznych wywołuje w Europie oburzenie i Unia Europejska domaga się ich uwolnienia. Czy uważa Pan, że kroki podejmowane przez Unię w tej kwestii są odpowiednie, czy może są zbyt mało stanowcze?

Andrzej Poczobut: Myślę, że Aleksander Łukaszenka zawsze korzystał z tego, że uwaga opinii publicznej przechodziła na jakiś inny punkt na mapie światowej. Dzisiaj głównym problemem jest Ukraina. Łukaszenka jest w cieniu tego co się dzieje na Ukrainie. Myślę, że będzie próbował wykorzystać tę sytuację dla kolejnego tzw. ocieplenia stosunków z Zachodem.

Od dawna słyszymy głosy płynące ze strony Unii Europejskiej, że to więźniowie polityczni są główną przeszkodą, stojącą na drodze dialogu między Unią a Białorusią. Problem w tym, że tak naprawdę nie wiadomo, których więźniów Europa chciałaby widzieć na wolności. Pojawiły się też rozbieżności co do liczby więźniów, których Unia uznaje za politycznych. Z czego wynika ta niespójna polityka, Pana zdaniem?

Tam chodzi o jedną sprawę, a dokładnie kwestie więźniów, którzy są oskarżeni o podpalenie budynków KGB i rzucanie koktajlów Mołotowa na teren rosyjskiej ambasady. Część obrońców praw człowieka uważa ich za więźniów politycznych, za osoby skazane, nie będące tym samym winnymi tych czynów. Część uważa z kolei, że osoby te mają wiele wspólnego z tym co się stało. I stąd ta różnica. Rozbieżności te występują również wewnątrz Białorusi, gdzie nie ma jednolitego, jednoznacznego stanowiska i nie było go także w trakcie procesów. Te rozbieżności na Białorusi miały wpływ na rozbieżności w ramach Unii. Moim zdaniem Ci więźniowie są więźniami politycznymi, gdyż ich wina nie została podczas procesu udowodniona oraz proces nie był przeprowadzony w uczciwy sposób.

Jak Pan sądzi, czy gdyby pozycja Unii Europejskiej i liderów białoruskiej opozycji była twardsza to więźniowie polityczni byliby już na wolności?

Uważam, że tak. Dowodem na to są wydarzenia z 2010 roku, kiedy aresztowano sporą liczbę osób i sporą liczbę liderów. Okazało się, że w więzieniu najmniejsze wyroki otrzymały te osoby, które największą sympatię, największy rozgłos uzyskały na Zachodzie. To pokazuje, że zachodnia opinia publiczna ma wpływ na to co się dzieje na Białorusi. Problem polega na tym, w jaki sposób zmobilizować zachodnią opinię publiczną, by mówiła o Białorusi. Myślę, że jeśli sytuacja jakiegoś więźnia stałaby się bardzo głośna to jego szanse na zwolnienie automatycznie by wzrosły. Najgorsze jest to, że są znaki na to, że zbliża się kolejne ocieplenie w relacjach pomiędzy Unią a Białorusią. Odbywają się coraz częstsze kontakty na szczeblu wiceministrów. To ocieplenie powoduje, że sytuacja więźniów politycznych się pogarsza. Aleksandrowi Łukaszence zależy na tym by ich zwolnić, ale chce żeby byli złamani, żeby to oni poprosili o łaskę, żeby nikt z nich nie wyszedł jako „bohater”. To co się teraz dzieje jest niebezpieczne dla zdrowia, dla życia tych ludzi. Według mnie na to trzeba zwrócić uwagę zachodnim dyplomatom, którzy kontaktują się teraz z reżimem Łukaszenki.

Uwolnienie więźniów politycznych da Białorusi możliwość skorzystania z zachodnich kredytów i uczyni ją bardziej atrakcyjną dla zachodnich inwestycji, które są potrzebne białoruskiej gospodarce. Wydawałoby się, że plusy otrzymane po zwolnieniu więźniów politycznych znacznie przewyższą wady. Aleksander Łukaszenko jednak uparcie odmawia uwolnienia więźniów politycznych. Dlaczego?

Jest jeden poważny minus. Aleksander Łukaszenka przede wszystkim nie myśli kategoriami polityki zagranicznej, myśli głównie kategoriami polityki wewnętrznej. Uwolnienie np. Mikoła Statkiewicza w sytuacji, gdy wyjdzie z więzienia nie złamany, jeżeli nie poprosi o łaskę, jeśli wyjdzie bohaterem, to będzie miał kapitał polityczny. Tego kapitału w warunkach kiedy narasta kryzys, kiedy panuje niezadowolenie społeczne, kiedy Rosja prowadzi coraz bardziej agresywną politykę, Łukaszenko się najbardziej obawia. Czuje się zagrożony, nie czuje się pewny i z tego powodu trzyma Statkiewicza oraz inne osoby w więzieniu i próbuje wymusić na nich prośbę o ułaskawienie.

Łukaszenka flickr

Patrząc jednak na obecną sytuację na Ukrainie widzimy na przykładzie Julii Tymoszenko, która również była więźniem politycznym i została wypuszczona, że mimo wszystko straciła w oczach społeczeństwa. Czy taka sama sytuacja nie może mieć miejsca na Białorusi?

Oczywiście, że może dojść do takiej sytuacji, ale nie musi. Aleksander Łukaszenko tym się różni od Janukowicza, że woli dmuchać na chłodne i wyprzedzać wydarzenia. Jeżeli jest jakiś polityk, który może mu potencjalnie zagrozić, jest niszczony na wszystkie możliwe sposoby. Na Białorusi jest stosowana przemoc, jeżeli porównamy zagrożenie do środków, które są używane do zdławienia tego zagrożenia to są one nieproporcjonalne. To wszystko powoduje, że całe społeczeństwo wierzy, że Aleksander Łukaszenko jest gotów strzelać i jeżeli jest w stanie to zrobić to społeczeństwo woli się mu podporządkować. Przekonanie jest jednoznaczne, że Łukaszenko jest gotów użyć broni i wszystko w społeczeństwie będzie tak jak on chce. To też dezintegruje społeczeństwo.

Ze względu na zamrożone od 2010 roku relacje z Unią Europejską Białoruś stała się drugorzędnym uczestnikiem Partnerstwa Wschodniego. Jak Pan myśli co jest główną przeszkodą w traktowaniu tego kraju tak samo jak pozostałych państw Partnerstwa Wschodniego, czy chodzi tutaj wyłącznie o kwestie więźniów politycznych?

Główną przyczyną jest stosunek Łukaszenki wobec Zachodu. Moim zdaniem, gdyby umownie mówiąc Aleksander Łukaszenko zachowywał się przyzwoicie to Zachód inaczej traktowałby Białoruś. Problem polega na tym, że on się zachowuje bardzo nieprzyzwoicie w stosunku do Zachodu, wobec wartości zachodnich i wynika to przede wszystkim z tego, że nie jest on dla niego tak ważny. Zachód nie ma tak „dużej marchewki” dla Łukaszenki, ponieważ nikt o zdrowym rozsądku nie jest w stanie wyobrazić sobie sytuacji, że Zachód będzie finansował upadająca białoruską gospodarkę. Zachód jest dla niego ważny tylko w kontekście jego relacji z Rosją, Dla reżimu Łukaszenki Zachód i relacje z Zachodem są wykorzystywane jako „straszak” na Władimira Putina. Jeżeli Putin będzie stwarzał coraz gorsze warunki dla Białorusi to ona skieruje się ku Zachodowi i Białoruś jako ostatni, wierny sojusznik Rosji odwróci się od niej plecami. Czasem okazuje się, że obawa o taki stan rzeczy występuje w Rosji. Dla Rosji priorytetem jest bycie imperium i z tego powodu ważna jest dla niej Białoruś, za którą gotowa jest słono płacić.

Jakie są prawdziwe przyczyny ciągłych niepowodzeń demokratyzacyjnych na Białorusi?

Doświadczenie demokracji na Białorusi było bardzo krótkie, to był czas wystraszonych komunistów. Tylko przez 3 lata (1991-1993) Białoruś była państwem demokratycznym i potem znowu powrócono do autorytaryzmu. W pewnym momencie demokracja rozczarowała Białorusinów, generalnie rozczarowała większość obywateli postradzieckiego obszaru. W czasach ZSRR sądzono, ze jeżeli będzie wolność to od razu będzie to powiązane
z bogactwem i będą takie same standardy życia jak na Zachodzie. Okazało się jednak, że wolność wcale nie musi oznaczać wysokiego poziomu życia, mogą występować problemy, ubóstwo i pogarszająca się sytuacja gospodarcza. Na fali tego rozczarowania do władzy doszedł Łukaszenko. Przez 20 lat budował system, który najbardziej odpowiada jego osobowości i który jest jego autorskim projektem. Łukaszenko ma więcej władzy nic kanclerz Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego w czasach Związku Sowieckiego. Ma bardzo mocną pozycję wewnątrz państwa i dlatego nie jest gotowy wprowadzać zmian. Nawet w kwestiach gospodarczych od kilku lat są prowadzone rozmowy o potrzebie reform gospodarczych i wszyscy sobie zdają z tego sprawę, również na poziomie ekspertów rządowych, gdyż gospodarka Białorusi jest niewydolna. Łukaszenko mimo wszystko hamuje wszelkie reformy, ponieważ wie, że jeżeli pozwoli na jakąkolwiek zmianę to będzie miał mniejszą władzę. To jest jego wyścig z czasem.

Jaka jest według Pana recepta na poprawę sytuacji na Białorusi?

To jest trudne pytanie. Myślę, że nie ma łatwej recepty, dlatego, że sytuacja ta trwa już od 20 lat. Szczęście Łukaszenki polega na tym, że Białoruś nie jest, aż tak ważna dla Zachodu. Uważam, że jeśli wobec tego co się stało na Ukrainie Zachód wypracuje twardą politykę wobec Rosji oraz jeżeli Rosja odczuje skutki gospodarcze swoich decyzji poprzez np. spadek cen ropy, to będzie miała mniej pieniędzy na poparcie dla Łukaszenki. Moim zdaniem załamanie białoruskiej gospodarki może zapoczątkować zmiany polityczne na Białorusi. Według mnie taki scenariusz jest najbardziej realistyczny na dzień dzisiejszy, czy się sprawdzi to się okaże.

———————————————————————————

Karina Guszkiewicz – absolwentka stosunków międzynarodowych na Wydziale Studiów Międzynarodowych i Politologicznych Uniwersytetu Łódzkiego

Czytaj również
*
MartynaNiedośpiał