Stara damo, idź na prawo

Drukuj

Platforma Obywatelska, sterana życiem i ciężką chorobą władzy – może odegrać jeszcze ważną rolę. Jeśli pokaże Polakom, jaka jest różnica między „starą damą”, strażniczką wartości a bulgoczącym zrzędliwie o wartości własnej, zrzędliwym starcem. Jeśli odegra ją dobrze, może zająć miejsce szanowanej matrony, podczas gdy jego odeślą na zapiecek.

- Czy my bezczynnie będziemy patrzeć, jak sterują Polską wstecz, do zatęchłej gomułkowszczyzny? Za patriarchalnym parawanem szykują nam państwo totalne, lekceważące prawo ludzi do godnego życia pod ochroną prawa, zarządzane przez bandę pozbawionych skrupułów i kwalifikacji, cynicznych kolesiów nazywających prawdą, sprawiedliwością, wolnością to, co jest czystą żądzą władzy i odwetu – wyliczała z ogniem w oczach jedna z młodych duchem uczestniczek spotkania. Nieliczni młodzi metrykalnie i tak byli już w wieku chrystusowym. Młodszych nie było.

Nie lekceważę zaangażowania politycznego pokoleń 50+. Stare partie nie powinny się od nich odwracać. Wręcz przeciwnie, jest siła w entuzjazmie osób doświadczonych, legitymujących się osiągnięciami w swych społecznościach, dysponujących czasem na działalność w imię idei. Ten kapitał PO powinna wykorzystać do odwojowania pola w centrum sceny politycznej. Jak wskazują badania, 80 proc. wyborców PO i PiS to zbiór wspólny. Ma te same oczekiwania, życzenia wobec przyszłości, odwołuje się do podobnych wartości.

Zaawansowana wiekiem politycznym PO ma jak żadna inna partia opozycji predyspozycje do wejścia w rolę reprezentantki tego obszaru wartości i idei, które konstytuują zbiorową wyobraźnię polityczną wokół wartości takich jak tożsamość narodowa, rodzina, bezpieczeństwo. Musi odświeżyć w sobie zdolność do penetrowania obszarów wrażliwości prawicowej. W konsekwencji – zepchnąć PiS i inne tradycjonalistyczne ugrupowania do narożnika politycznego w okolice trumien Piłsudskiego i Dmowskiego, do toruńskiej i licheńskiej kruchty, do roli zarządzającego państwem gomułkowskiego komitetu centralnego. Po okresie polityki nakierowanej na odzyskanie wspólnoty emocjonalnej w szerokim, centroprawicowym bloku idei przyjdzie czas kampanii wyborczej. Wówczas, jak stara, doświadczona osoba – Platforma powinna wyznaczyć sobie oponenta politycznego gotującego się do uczty na nieuchronnie kiedyś zużytej władzą partii PiS. W tej roli chcą widzieć swą nową partię, Endecję – Rafał Ziemkiewicz i Paweł Kukiz. Zerwanie cichej koalicji Endecji z PiS-em jest nieuniknione. Nastąpi najdalej na kilka miesięcy przed wyborami parlamentarnymi, jeśli miałyby odbyć się w konstytucyjnym terminie, lub w dniu ogłoszenia głosowania nad przedterminowym zakończeniem kadencji parlamentu. Możliwy jest też rozpad koalicji wyborczej Kaczyński-Ziobro-Gowin. Może z czasem wyłoni się z obozu rządzącego inna siła. Polaryzacja z nią programów wyborczych i wspólna marginalizacja PiS – to finałowa partia w historycznej roli PO.

W najbliższych latach Platforma musi zeskrobać z siebie odium bezideowości, zaakceptować wielki powrót idei do świadomości współczesnych społeczeństw. Jeśli odzyska teren pamięci zbiorowej, rozszerzy swe oddziaływanie w sferze tożsamości narodowej, tradycji demokratycznej, odzyska dla siebie i dwu pokoleń swych działaczy pozycję pogromców komuny i totalitarnego państwa realnego socjalizmu, skupiającej budowniczych przestrzeni godnego życia i sukcesu wielu grup społecznych – może na nowo skupić uwagę wyborców upatrujących bezpieczeństwa własnego i społecznego w utrwalaniu wartości nie „suwerennej”, ale zwyczajnej, liberalnej demokracji.

Ale to dopiero w finale rozgrywki, w ostatniej partii, którą pokolenie działaczy PO ma do rozegrania za może dopiero trzy lata. Na razie musi działać w sferze symbolicznej, odbudować zdolność do prowadzenia polityki ideowej.  W tej sferze sprawniej działają młode partie, takie jak .Nowoczesna, Razem czy Endecja. Ich oblicze ideowe jest dla wyborcy oczywiste.

Platformie tymczasem suflowane jest rola na obecnym etapie jej historii nieistotna, a nawet błędna, czyli partii na totalnej kontrze wobec PiS.

Słabości strategii merytorycznego recenzenta jest wiele. Partię do niedawna rządzącą łatwo otorbić lekceważeniem („czepiają się i przeszkadzają, nam w rządzeniu”). Nie ma ona szans na przedstawianie rozwiązań znacznie atrakcyjniejszych od tych, które obiecuje siła rządząca, a niemożliwych do inkorporacji przez PiS do własnej polityki. Strategia ta marnuje aktywność działaczy – to dlatego tak często premier Beata Szydło wzywa opozycję do przedstawiania rozwiązań, które mogłaby wykorzystać w zarządzaniu państwem, a które natychmiast po zgłoszeniu lądują w archiwum. Wpuszczenie opozycji w kanał merytoryczny to gra dobrze widoczna też na tle propozycji zmian ustawy o Trybunale Konstytucyjnym.

Rząd ma od zawsze ma tę niewątpliwą przewagę nad opozycją, że może zgodnie z uprawnieniami zadłużać przyszłe pokolenia pod hojne programy socjalne. Jego wilcze prawo. Obowiązkiem opozycji w początkowych latach kadencji parlamentarnej jest najwyżej zgłaszanie merytorycznych korekt i wykazywanie, że koalicja nie ma kwalifikacji do rządzenia. PO może z wskazywać, że sprawiedliwiej byłoby i skuteczniej z punktu widzenia demografii, by zadłużać przyszłe pokolenia na rzecz zasiłku wychowawczego nie tylko na niektóre, ale na wszystkie dzieci. Może wskazywać na potrzebę budowy systemu opieki nad dziećmi w żłobkach, przedszkolach, przychodniach. Zgłaszając takie korekty nie podważy co pozycji politycznej rządu, ale przynajmniej nie będzie trawić czasu na bezużyteczne pisanie lepszych ustaw.

Partiom młodym, nieskompromitowanym błędami rządzenia – bardziej przystoi gryzienie po kostkach pisowskiego słonia. Partii starej, jaką jest PO, taka strategia nie tylko nie przystoi, ale i nie może przynieść wyborczego efektu. Co innego – polityczna praca w obszarze wartości. W najbliższych latach Platforma musi zeskrobać z siebie odium bezideowości, zaakceptować wielki powrót idei do świadomości współczesnych społeczeństw. Jeśli odzyska teren pamięci zbiorowej, rozszerzy swe oddziaływanie w sferze tożsamości narodowej, tradycji demokratycznej, odzyska dla siebie i dwu pokoleń swych działaczy pozycję pogromców komuny i totalitarnego państwa realnego socjalizmu, skupiającej budowniczych przestrzeni godnego życia i sukcesu wielu grup społecznych – może na nowo skupić uwagę wyborców upatrujących bezpieczeństwa własnego i społecznego w utrwalaniu wartości nie „suwerennej”, ale zwyczajnej, liberalnej demokracji.

W praktyce – szacowna PO musi odtworzyć swą tożsamość na tradycjach Konstytucji 3 maja, oświecenia, powstań narodowych, podziemnego państwa, ruchów niepodległościowych, Komitetu Obrony Robotników, ruchu „Solidarność”, Okrągłego Stołu, wyborów 4 czerwca, samorządności lokalnej, przedsiębiorczości, bezprecedensowego rozwoju gospodarczego, osiągnięć nauki i kultury okresu transformacji, takich pomników zgody narodowej jak integracja europejska i euroatlantycka.

Ten katalog można poszerzać. Istotne, że PO jako partia na polskie warunki stara – ma pewne atuty, by odzyskiwać panowanie nad zbiorową tożsamością. Takiej partii wypada, jak starej damie po kilkuletniej chorobie – przypominanie ziomkom o dawnych wartościach i wykazywanie potrzeby budowy życia społecznego w nowych warunkach ale z siłą płynącą z dawnej i nowszej tradycji. Przypomnieć trzeba, że PO powstała jako konserwatywno-liberalna odpowiedź na nieudolne rządy środowiska Leszka Millera. Nie jako anty-PiS, ale anty-SLD. Jej szybka kariera polityczna związana była z atrakcyjnością obu idei – konserwatywnej i liberalnej (które tu rozdzielam dla potrzeb wywodu, wiedząc, że dla purystów nie będzie między nimi różnicy).

Co zawróciło PO z tej drogi? Kilka bolesnych ciosów. Trafiona boleśnie misiem i pustą lodówką w wyborach 2005 r. – PO zaczęła wstydzić się swego liberalizmu. Zaczęła tłumaczyć się ze swej tożsamości. W końcu, dla doraźnego poparcia lewicy dla demontażu systemu emerytalnego – Donald Tusk został socjaldemokratą i wyciął z tożsamości PO jej prawicowość. Nie potrafił bronić swych rządów łącząc liberalizm z konserwatyzmem w polityczny projekt. Tak oddał pole w bazowej grupie polskich wyborców koalicji sił skupionych przez Jarosława Kaczyńskiego.

Teraz czas, by PO wróciła do korzeni, odwołała się w serii politycznych akcji do wartości właściwych jej pochodzeniu i odebrała monopol na prawicowość ugrupowaniom obecnie rządzącym, a w finale, w kampanii wyborczej wspólne z pozostałymi ugrupowaniami i środowiskami opozycyjnymi – zepchnięcie PiS w narożnik prawicowej ekstremy, kruchty, biskupiej konserwy, ksenofobii, antymodernizmu, smoleńskiej sekty i kulturowego zaścianka. W tej nieuniknionej rozgrywce politycznego dobijania PiS na koniec jego kadencji aktywne będą i inne partie. PO ma do wykonania zadanie przekazania centrum politycznego tym nowym pokoleniom. W zdolność inkorporacji tych pokoleń nie da się dziś wierzyć.

Stara dama, co by nie mówić, ma też swoje na sumieniu. W wymiarze pokoleniowym, oddanie pod skrzydła PiS i Endecji młodzieżowego ruchu patriotycznego, tego spod znaku wojennych tradycji, jest jednym z błędów partii do niedawna rządzącej, a mieniącej się niegdyś konserwatywno-liberalną. Młody patriotyzm dojrzałych wiekiem entuzjastów spod znaku PO – w młodych partiach się nie odnajdzie. Jest jednak pokolenie aktywnych, a zorientowanych patriotycznie Polaków, któremu trudno byłoby działać w otoczeniu młokosów-technokratów z .Nowoczesnej czy młodzieży uniwersyteckiej z Partii Razem. Może ono jeszcze niejedno w polityce zdziałać. Może najmniejszą, ale bodaj historycznie najważniejszą rolą PO jest stworzenie warunków dla aktywności tych ludzi. Jak wiadomo, nawet tak minimalistycznie zakrojony program też może skonfliktowanej Platformie nie wyjść, ale po starych damach można oczekiwać każdej niespodzianki.

Czytaj również
O autorze
*
GrzegorzCydejko
Dziennikarz i redaktor, producent i scenarzysta programów telewizyjnych, wydawca portali internetowych, felietonista, komentator wydarzeń politycznych i ekonomicznych w mediach elektronicznych.