Konflikt w Donbasie: wojna domowa czy napaść rosyjska?

Drukuj

Ukraina, która przez ostatnie 60 lat nie doświadczyła żadnego wewnętrznego konfliktu militarnego, w maju znalazła się nieomal na krawędzi regularnej wojny. Rząd zainicjował zakrojoną na szeroką skalę operację wojskową skierowaną przeciwko rebeliantom, którzy usiłowali odłączyć obwód doniecki i obwód ługański od Ukrainy i ogłosić je niezależnymi republikami, które miały jak najszybciej przyłączyć się do Rosji. Konflikt może się okazać długotrwały, rebelianci otrzymują bowiem znaczące wsparcie ze strony Rosji, której ostatecznym celem jest włączenie Ukrainy do swojej sfery wpływów.

Rebelia w południowo-wschodniej Ukrainie rozpoczęła się w kwietniu, gdy uzbrojeni separatyści zajęli siedziby władz lokalnych oraz urzędy administracji publicznej w kilku miastach w obwodzie donieckim i ługańskim (określanych zwykle mianem „Donbasu”). Obszary te stanowią ważny region przemysłowy, zamieszkały łącznie przez 6,6 miliona mieszkańców. W maju rebelianci przejęli stopniowo kontrolę nad tymi miastami, ustanowili sieć punktów kontrolnych na drogach, zdobyli kilka ukraińskich baz wojskowych oraz przejęli kontrolę nad lokalnymi stacjami telewizyjnymi. Rząd stracił kontrolę nad mniej więcej połową terytorium Donbasu i rozpoczął operację wojskową mającą zapobiec dalszym zamieszkom w tym regionie. Wojska rządowe położyły kres dalszemu rozszerzaniu się rebelii i usunęły rebeliantów z kilku miast. Jak donosi ukraińskie ministerstwo zdrowia do 11 czerwca w ramach konfliktu śmierć poniosło 270 osób.

Konflikt ten nosi znamiona zarówno wojny domowej jak i zewnętrznej agresji. Z jednej strony większość rebeliantów to osoby miejscowe, wspierane przez wielu tamtejszych urzędników oraz funkcjonariuszy sił bezpieczeństwa. Wedle szacunków rządu centralnego około jedna trzecia mieszkańców tego regionu wzięła udział w zorganizowanym 11 maja „referendum” w sprawie ogłoszenia „niepodległości” obwodu donieckiego i ługańskiego oraz odłączenia ich od Ukrainy. W Donbasie poparciem cieszył się były prezydent Wiktor Janukowycz, który w lutym zbiegł z Ukrainy. W odróżnieniu od innych obwodów ukraińskich Donbas jest w przeważającej większości nieprzychylny nowemu rządowi. Niechęć mieszkańców tego regionu do jakichkolwiek kompromisów ze stroną rządową jest efektem długotrwałej, zakrojonej na szeroką skalę akcji propagandowej zorganizowanej przez lokalne władze oraz przez Rosję. Kampania ta przekonała znaczną część zamieszkujących ten region osób, że mieszkańcy innych obwodów ukraińskich są do nich wrogo nastawieni, i że nowy rząd w Kijowie jest w rzeczywistości „faszystowską juntą”.

Z drugiej strony konflikt ten nosi też jednak wyraźne znamiona zewnętrznej agresji. Uzbrojeni bojownicy z Rosji stanowili trzon najskuteczniejszych oddziałów rebelianckich. Najbardziej wpływowi przywódcy separatystów to obywatele rosyjscy, którzy dopiero niedawno przybyli na Ukrainę. Rebelianci uzyskali broń od dostawców z Rosji, łącznie z czołgami, przenośnymi systemami obrony przeciwlotniczej oraz najnowszymi karabinami szturmowymi. Co więcej, rząd rosyjski wspierał też separatystów rozmieszczając wojska przy granicy z Ukrainą oraz przeprowadzając zakrojoną na masową skalę kampanię propagandową.

Wojnę tę rozpatrywać należy w kontekście podejmowanych nieustannie przez Rosję prób włączenia Ukrainy do swojej sfery wpływów. W marcu, gdy nie udało się zawrócić Ukrainy z drogi wiodącej ku integracji europejskiej, Rosja dokonała aneksji Krymu, liczącego 2,4 miliona mieszkańców półwyspu położonego na południu Ukrainy. Eskalacja konfliktu w Donbasie mogła być w zamierzeniu pierwszym etapem zakrojonej na szeroką skalę rosyjskiej interwencji, jaka przeprowadzona miała być na terenie Ukrainy kontynentalnej. Z planów tych zrezygnowano jednak po tym, jak kraje zachodnie zagroziły Rosji wprowadzeniem sankcji sektorowych. W konsekwencji, chcąc zrealizować swoje cele, a jednocześnie pragnąc uniknąć wprowadzenia sankcji, Rosja zaczęła prowadzić przeciwko Ukrainie swoistą wojnę hybrydową, obejmującą nieregularne działania wojskowe, wojnę domową oraz terroryzm. Wszystko wskazuje na to, że konflikt ten będzie najprawdopodobniej trwał jeszcze przez długi czas.

W maju rząd centralny podjął próbę rozwiązania konfliktu na drodze negocjacji, proponując oddanie większej władzy rządom lokalnym oraz gwarantując prawo do używania na tych terenach języka rosyjskiego. Próby te zakończyły się jednak fiaskiem, przywódcy rebeliantów odrzucili bowiem propozycję zawarcia jakiegokolwiek kompromisu ze stroną rządową.

Donbas

Walki toczyły się dotąd z dość niską intensywnością. Wojska walczyły nieprzerwanie tylko na terenach nieopodal położonych obok siebie miast Słowiańska i Kramatorska, usytuowanych w północnej części obwodu donieckiego. Do sporadycznych zamieszek dochodziło również w pobliżu kilku innych miast i miasteczek. Na niską intensywność walk wpływ miało kilka czynników. Po pierwsze, potencjał wojskowy rebeliantów był bardzo ograniczony. Ich oddziały liczyły tylko kilka tysięcy osób, rebeliantom nie udało się bowiem nakłonić do udziału w walce dużej liczby lokalnych mieszkańców. Po drugie, rebelianci działali przede wszystkim w większych miejscowościach, gdzie wykorzystywali lokalnych mieszkańców w charakterze ludzkich tarcz. Z tego względu wojska rządowe zrezygnowały z prób wejścia do miast, rządowi zależało bowiem szczególnie na uniknięciu ofiar wśród cywilów. Po trzecie, najbogatsi miejscowi przedsiębiorcy wywierali być może wpływ zarówno na rebeliantów, jak i na rząd centralny. Zaskakujący może być fakt, iż pomimo toczącego się konfliktu wojskowego największe zakłady produkcyjne w tym regionie ani nie zaprzestały, ani nie zredukowały znacząco produkcji (poza nielicznymi wyjątkami). Z uwagi na wyżej wymienione czynniki założyć można, że operacje militarne utrzymywać będą się w dalszym ciągu na dość niskim poziomie.

Konsekwencje konfliktu poniosły do tej pory przede wszystkim lokalne banki oraz firmy handlowe, jeśli walki nie dobiegną jednak końca, negatywne skutki odczuje cała gospodarka.

W maju EBOR obniżył perspektywy rozwoju gospodarczego Ukrainy z prognozy wzrostu o 1,5% na spadek o 7%. W 2013 roku w Donbasie zamieszkiwało 14,5% ludności Ukrainy, region ten odpowiadał zaś za 25,2% krajowego eksportu. Do głównych gałęzi przemysłu należą te związane z żelazem oraz z wydobyciem węgla. Patrząc z pozytywnej strony, konflikt ten zmotywować może kraje zachodnie do zwiększenia pomocy finansowej dla Ukrainy. Może on też dostarczyć bodźców do przyspieszenia reform gospodarczych na Ukrainie, zwiększył on bowiem publiczne zapotrzebowanie na skuteczne rządy oraz na bardziej efektywne egzekwowanie prawa.

Czytaj również
*
MartynaNiedośpiał