Nie będzie Niemiec pluł im w twarz

Drukuj

Premier Beata Szydło w „orędziu” telewizyjnym odnoszącym się do fali krytyki wobec rządu PiS wezwała opozycję, aby polskie problemy rozwiązywała w Polsce i aby nie wywlekała ich poza granice kraju. Takie postawienie sprawy to zwykła podłość.

Wystąpienie pani premier miało sugerować, że za krytyką europejskich polityków stoją skrywane intencje, oczywiście niecne, i wymieniła w tym kontekście ustawę o wprowadzeniu podatku od banków (zachodnich) i od sklepów wielkopowierzchniowych (też zachodnich). W ten sposób zasugerowała, że Schulzowi i Oettingerowi nie chodzi o idee, o standardy państwa prawa, ani o żadną demokrację, tylko najzwyczajniej w świecie o pieniądze.

Brak konsekwencji w tym wywodzie powodował, że w dalszej części insynuowała, iż cała sprawa jest inspirowana przez opozycję z kraju, która rzekomo wywołała problem namawiając Martina Schulza i innych europejskich polityków do „atakowania Polski” zwodząc ich „nieprawdziwymi informacjami,” a ci – jak widać naiwni – uwierzyli i zaczęli stawiać zarzuty. Rzecz jasna też nieprawdziwe, bo dotyczące ataku na Trybunał Konstytucyjny i publiczne media. W tej wersji wydarzeń winę za „atak na Polskę” ponosi krajowa opozycja, a stąd już niedaleka droga do porównań do Targowicy, co zresztą wprost wyraził wcześniej Jarosław Kaczyński dodając, że opozycja ma „gen zdrady,” a min. Beata Kempa dorzuciła słowo „donosiciele.”

Dezawuowanie przeciwników poprzez przypisywanie im złych intencji to specjalność PiSu, do której można się już było przyzwyczaić. Ale przenoszenie jej na płaszczyznę międzynarodową to nowość.

Ukryta opcja niemiecka

Oettinger, Schulz – już samo brzmienie tych nazwisk, powtarzanych w kółko przez polityków PiS, powoduje dreszcz przerażenia, jak przy czytaniu „Krzyżaków” albo oglądaniu „Stawki większej niż życie”. Niemcy! To ma według pisowców tłumaczyć wszystko. Mówienie o nich per „niemieccy politycy” zamiast „przedstawiciele Unii Europejskiej”, wzywanie do MSZ ambasadora Niemiec i przemilczanie, że takie same opinie wygłaszają też politycy unijni pochodzący z innych krajów, ma przenieść problem z płaszczyzny instytucjonalnej do swojskiego grajdołka, w którym królują stereotypy o odwiecznej niemieckiej nienawiści do Polski, o germańskiej bucie i o tym, że jak świat światem nigdy Niemiec Polakowi nie będzie bratem. Unia Europejska wciąż ma w polskim społeczeństwie poparcie, więc przyznawanie się do konfliktu z nią byłoby dla PiS niezręczne. Łatwiej zwalić na Niemca.

Tymczasem, wbrew pisowskiej propagandzie, Polski nikt nie atakuje, ani nawet nie krytykuje. Zachodni politycy i media krytykują rząd Prawa i Sprawiedliwości, a nie Polskę. Interesy Polski i PiS stoją w zasadniczej sprzeczności i jeśli ktoś zwraca uwagę, że partia ta zwalcza Trybunał Konstytucyjny i niszczy niezależność mediów to Polsce pomaga, a nie ją „atakuje”. PiS i posłuszni wobec tej partii „dziennikarze niezależni” odwracają kota ogonem używając retorycznego zwrotu „atak na Polskę” dokładnie po to, by odciągnąć uwagę od swoich haniebnych poczynań. W ten sprytny sposób partia sugeruje, że nie robi niczego złego i że jej samej nawet nikt niczego nie zarzuca, tylko mamy do czynienia z kolejnym atakiem na Polskę. Rozmontowywanie Trybunału Konstytucyjnego? A skąd! Brutalne zawłaszczanie mediów publicznych? No gdzie! „Demokracja ma się w Polsce dobrze” – kłamie w żywe oczy Beata Szydło z sejmowej mównicy.

PiS nie tylko próbuje uciec przed odpowiedzialnością za degradację Polski, ale usiłuje kreować się na obrońcę Polski przed rzekomym atakiem. To odwrócenie rzeczywistości do góry nogami. W istocie rzeczy wszczęcie wobec Polski procedury kontroli praworządności to najgorsza międzynarodowa hańba dla naszego kraju od 1989 roku. Zaledwie dwóch miesięcy potrzebował PiS, aby doprowadzić do takiej kompromitacji i ponosi za to pełną odpowiedzialność. PiS swoimi antydemokratycznymi działaniami cofa Polskę w rozwoju cywilizacyjnym i zapisuje ją do grona operetkowych półdyktatur, a teraz, urządzając histerię antyniemiecką, dodatkowo skłóca Polskę z Unią Europejską i Niemcami, ustawia w kontrze do cywilizowanych krajów i w efekcie spycha nasz kraj do oślej ławki Europy.

PiS stara się stworzyć wrażenie, że problem polega na tym, iż opozycja nafaszerowała zagranicznych polityków nieprawdziwymi informacjami, a ci dali się zwieść. Jednak wbrew temu, co mówią PiS i jego propagandyści, problemem nie jest to, że zachodni politycy MÓWIĄ, iż w Polsce są łamane standardy państwa prawa, tylko to że w Polsce SĄ ŁAMANE standardy państwa prawa. I tę prostą prawdę trzeba powtarzać, szczególnie w zalewie nieprawdy jaka od paru dni wylewa się już nie tylko z pisowskich czasopism propagandowych, ale i z państwowej telewizji.

Aby ciemny lud to kupił

Rząd  udaje, że międzynarodowa kompromitacja Polski to nie jego wina, tylko „niemieckich polityków,” a Beata Szydło roztacza zasłonę dymną insynuując, że Niemcy atakują Polskę w porozumieniu z politykami sejmowej opozycji. Premier zaprosiła ich do Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, aby prosić, by przestali donosić na Polskę. Szczyt obłudy? A może naiwna wiara, że zaproszeni przez min. Waszczykowskiego do Warszawy zachodni politycy ujrzą tu wieś patiomkinowską, a Schetyna, Petru i Kosiniak-Kamysz poruszeni nagłą miłością do PiSu zaczną opowiadać, że żadnego ataku na Trybunał nie było, państwowa telewizja jest tak obiektywna, że aż miło słuchać, a Prezes wszystkie rozliczenia bardzo dobrze prowadzi, jak na przykład że coś jest komuś winien, to zaraz odda, a w ogóle to nigdy nic nie jest winien, bo w tych sprawach bardzo dbający.

Raczej tak nie powiedzą, tym bardziej, że jednocześnie pani premier spotwarzyła ich w wyjątkowy sposób. Trudno o gorsze świństwo niż zarzucanie oponentom politycznym zdrady państwa. Zresztą to chyba właśnie ta podłość, te bezczelne oszustwa wypowiadane przez polityków PiS bez zająknięcia powodują, że tysiące Polaków znajdują motywację, aby w kolejne zimowe weekendy, zamiast siedzieć w ciepłym domu, ruszyć się i wyjść na ulicę z antypisowskimi transparentami. Dlatego nie ma możliwości, aby ziściła się naiwna wiara pani premier w to, że Polacy uwierzą w jej spiskową teorię dziejów, lub że w 2016 roku ktoś poza słuchaczami Radia Maryja przejmie się gomułkowskimi tyradami o germańskim zagrożeniu, albo że jak się Zachodowi nie będzie mówiło o tym, że w Polsce jest zagrożona demokracja, to Zachód się o tym nie dowie.

Pani Premier, jeżeli Pani rzeczywiście chce, żeby Polska nie ulegała kompromitacji na arenie międzynarodowej, to niech się Pani uda w tej sprawie nie do opozycji, ani nie do przewodniczącego Komisji Europejskiej, tylko do Prezesa Jarosława Kaczyńskiego.

Czytaj również
O autorze
*
MarcinWojciechowski